SPIS TREŚCI
WSTĘP
MOJA DROGA – DLACZEGO WŁAŚNIE TO?
MASAŻ LOMI LOMI NUI
BIODYNAMICZNA TERAPIA CZASZKOWO-KRZYŻOWA
PRYNCYPIA
HOLISTYCZNE PODEJŚCIE W POSZUKIWANIU ZDROWIA
CAŁA MOC UZDRAWIAJĄCA JEST W NAS
PODOBIEŃSTWA
MOC DOTYKU
OBECNOŚĆ I UWAŻNOŚĆ
UZDRAWIAJĄCA MOC INTENCJI
MOC INTUICJI
PODSUMOWANIE
BIBLIOGRAFIA
KSIĄŻKI
ŹRÓDŁA INTERNETOWE
WSTĘP
Długo zastanawiałem się nad tematem tej pracy i w końcu doszedłem do wniosku, że warto by napisać, dlaczego tak naprawdę trafiłem na szkolenie Biodynamicznej Terapii Czaszkowo-Krzyżowej [BTCK] i jaki wpływ na tę decyzję miała moja miłość do hawajskiego masażu Lomi Lomi Nui [LOMI]. Postaram się w tej pracy wykazać, że mimo pozornego braku związku BTCK i LOMI obydwie te metody bazują na podobnych założeniach, stosują podobne narzędzia i w końcowym efekcie pozwalają uzyskać świetne wyniki terapeutyczne. Swoje przemyślenia i wnioski postaram się oprzeć na moich własnych doświadczeniach jakie nabyłem w trakcie ponad 150 sesji treningowych BTCK oraz ponad 200 masaży LOMI wykonanych
w ciągu ostatnich 3 lat.
MOJA DROGA – DLACZEGO WŁASNIE TO?
MASAŻ LOMI LOMI NUI
Moja historia z masażem rozpoczęła się 5 lat temu od intensywnego szkolenia z masażu klasycznego. Masaż ten dostarcza całą gamę technik pozwalających na pracę z dowolną częścią ciała. Dosyć szybko zauważyłem jednak, że masaż klasyczny jest skoncentrowany na fizycznym aspekcie pracy z ciałem najczęściej skupiając się na specyficznych obszarach np. bolącym kolanie. Instynktownie czułem, że warto by nabyte umiejętności wzbogacić o dodatkowe elementy dzięki którym masaż stworzy przestrzeń nie tylko do usuwania napięć w poszczególnych partiach mięśni, ale również do równoważenia sfery emocjonalnej i duchowej. Idąc z moimi zainteresowaniami w tym kierunku natrafiłem na hawajski masaż LOMI w którym odnalazłem brakujące elementy układanki.
Masaż LOMI to sztuka pracy z ciałem wywodząca się z Hawajów, szeroko uznana za jedną z najbardziej dogłębnie uzdrawiających form masażu. Pierwotnie był wykonywany w świątyniach dla osób, które miały dużą odpowiedzialność społeczną, dla królów, władców, kahunów (czyli mistrzów, mających dostęp do wiedzy tajemnej). Służył otwieraniu się na kontakt z aspektem duchowym, czyli wszelką wiedzę, miłość
i mądrość.
„Hawajczycy wiedzą, że wszelkie choroby i dolegliwości wynikają z napięć, przyczyną których jest stres,
a najskuteczniej uwalnia się je poprzez pełen szacunku dotyk i poszerzanie świadomości. LOMI to coś znacznie więcej niż masaż relaksacyjny. Dzielenie się nim z poziomu serca otwiera uzdrawiającą przestrzeń. Uwalnia on pamięć komórkową, co sprzyja zostawianiu za sobą tego, co już nie służy
i otwieraniu się osobisty potencjał. Dla pogłębienia efektów tej holistycznej pracy z ciałem, warto przyjmować go z intencją.
Masaż LOMI obejmuje całe ciało (z pominięciem sfer intymnych), a wykonuje się go przedramionami
i dłońmi przy użyciu oleju. Jego płynne ruchy, taneczny krok, oddech i rozluźnianie mięśni wokół stawów aktywują wewnętrzny przepływ energii, co stymuluje organizm do uruchomienia procesów autoregulacji i samouzdrawiania. Sesja LOMI pozwala na doświadczenie dogłębnego odprężenia i uwolnienia na poziomie fizycznym, emocjonalnym i mentalnym.” [A]
Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć opis tego masażu jaki zamieścili na swojej stronie moi pierwsi cudowni nauczyciele Danusia i Jerzy Adamczykowie. „Celem masażu Lomi Lomi Nui jest nie tylko rozluźnienie naprężonych mięśni i praca z ciałem, ale zajmowanie się człowiekiem jako całością – włączając w to jego psychikę, emocje, ducha. Nasze stłumione emocje, stres, ciężkie przeżycia zapisują się w naszych mięśniach. Blokują przepływ siły życiowej – MANA w organizmie i zaburzając jego harmonię. Dzięki pracy z tym masażem można odblokować stłumione emocje, rozpuścić napięcia w ciele, a przede wszystkim pobudzić uzdrawiające siły naszego organizmu, aby w naturalny sposób pomogły wrócić nam do stanu równowagi, zdrowia. Harmonijny masaż, łączy w sobie dotyk i taniec, a jego działanie wpływa zarówno na sferę fizyczną, jak też emocjonalną, a nawet duchową.” [B]
W trakcie mojej praktyki przekonałem się wielokrotnie, że ten masaż może (ale nie musi) wyzwolić ogromne emocje i dać przestrzeń do uwolnienia tego co nie służy osobie leżącej na stole. Widziałem stany euforycznej uwalniającej się radości, ale równie często pojawiał się smutek, niejednokrotnie przejawiający się w spazmatycznym szlochu. Ludzie wykrzykiwali przekleństwa, wrzeszczeli, prowadzili rozmowy
z pojawiającymi się postaciami. Ale to co łączyło te nawet skrajne sesje to niesamowite poczucie odzyskiwania równowagi, odpuszczenia sobie i innym, poczucia odzyskiwania spokoju.
BIODYNAMICZNA TERAPIA CZASZKOWO-KRZYŻOWA
BTCK pojawiło się zupełnie niespodziewanie w moim życiu i to głównie za sprawą dawno zapomnianego epizodu. W trakcie jednego z pierwszych szkoleń LOMI spotkałem dziewczynę mieszkająca w Holandii – Polkę, która opowiedziała mi o niezwykłej metodzie, dzięki której pozbyła się wieloletnich problemów migrenowych. Opowiedziała mi, że z problemem borykała się właściwie od wczesnego dzieciństwa
a napady migrenowe bywały tak intensywne, że przez długi czas uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie. Jak stwierdziła próbowała wielu metod i wydała ogromne sumy na leczenie – niestety bez efektu. Dopiero, gdy trafiła na osteopatę, który zaproponował jej terapię BTCK sprawy zaczęły przybierać zupełnie inny obrót. Po kilku sesjach koleżanka zauważyła znaczną poprawę, napady bólowe przestawały być tak częste jak poprzednio, a ich intensywność znacząco malała. Po około pół roku i około 10 sesji problem w zasadzie przestał istnieć i do dzisiaj nie powrócił. To co było niezwykłego w tej metodzie to fakt, że sesje były bardzo subtelne, uspokajające, w trakcie których terapeuta stosował bardzo delikatny dotyk, kładąc dłonie na różnych częściach ciała. Wtedy, gdy mi to opowiadała wydała mi się fascynująca koncepcja użycia delikatnego dotyku w procesie przywracania zdrowia i równowagi w ciele.
Ku mojemu zdziwieniu temat powrócił kilka lat później, gdy do mojego gabinetu trafiła inna dziewczyna, która zapisała się na masaż LOMI. Zwyczajowo, pierwsze 15 minut poświęcam na rozmowę, starając się sprawić, aby klientka nabrała więcej zaufania, poczuła się pewniej i bezpieczniej w nowym miejscu. Rozmowa przebiegała świetnie, klientka czuła się coraz swobodniej i w pewnej chwili poprosiła mnie abym, wziął ją za rękę i po prostu ją trzymał. Byłem trochę zaskoczony jej prośbą, ale uznałem, że jest to przejaw zaufania i potrzeby chwili. Spędziliśmy w ten sposób kolejne kilkanaście minut wesoło żartując
i rozmawiając o zupełnie niezobowiązujących tematach. Gdy w końcu zapytałem, czy możemy rozpocząć masaż LOMI usłyszałem, że właściwie to ona już nie chce masażu, ponieważ już otrzymała to czego potrzebowała. Stwierdziła, że te kilkadziesiąt minut zwykłej niezobowiązującej rozmowy połączonej
z delikatnym dotykiem trzymanej dłoni pozwoliło jej się przenieść w inny świat, gdzie została doceniona, wysłuchana i zaopiekowała w takim stopniu w jakim w danej chwili potrzebowała. To było zupełnie niezwykłe, bo trzymając jej dłoń miałem z kolei wrażenie, że nasze energie w jakichś magiczny sposób się przenikają. Czułem fizycznie, że klientka się zmienia, staje się spokojniejsza, sygnały płynące z jej ciała jakby zwalniały. Przyznam, że była to dla mnie jedna z najwspanialszych sesji jakie miałem w życiu, która uświadomiła mi, że czasami tak proste rzeczy jak uważność, rozmowa, czuły i dobry dotyk potrafią czynić cuda. Później, gdy analizowałem tą sesję przypomniałem sobie opowieść sprzed lat i metodzie stosującej delikatny dotyk w celu przynoszenia ulgi pacjentom.
Postanowiłem, że chciałbym bliżej przyjrzeć się tej metodzie po to, aby w przyszłości móc zaproponować swoim klientom inne podejście, które może być uzupełnieniem lub alternatywą dla dotychczas proponowanych technik. Gdy zacząłem szukać informacji o BTCK natrafiłem na stronę Europejskiego Centrum Terapii [ECT] na której Joanna Czarny opisała tę metodę w taki sposób:
„Terapia czaszkowo-krzyżowa – to delikatna, nieinwazyjna terapia wywodząca się z osteopatii. […]. Terapia polega na pracy z ciałem pacjenta, gdzie za pomocą subtelnego dotyku wyczuwa się napięcia
i nieprawidłowości w strukturach i ruchach tkanek, a także kości całego systemu czaszkowo-krzyżowego” [C].
Uświadomiłem sobie również, że na poziomie energetycznym istnieje jakaś siła, która mobilizuje nasze zasoby i że poprzez delikatny dotyk możemy tę siłę w pewien sposób prowokować/mobilizować do uzdrawiającego działania. BTCK tą uniwersalną siłę nazwała „Oddechem życia”. To inteligencja, która jest obecna w każdym żywym organizmie i przejawia się od poczęcia do śmierci. Wprawia ona ciało w ruch, daje napęd do życia. Kiedy zanika, wycofuje się, to organizm umiera.
Jako pierwszy tego terminu, na początku XX w, użył osteopata Dr William Garner Shutherland. Odkrył on niezależny od woli sposób „oddychania” tkankowego, który jest zasadniczy dla utrzymania zdrowia. Przejawia się w rytmicznej pulsacji płynu mózgowo-rdzeniowego, który jest częścią ośrodkowego układu nerwowego, składającego się z mózgu i rdzenia kręgowego. Sposób funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego ma wpływ na wszystkie elementy ciała człowieka. Pulsacja ta, nie jest powodowana ani przez ruch mięśni i ani nie jest zależna od woli człowieka. Zgłębiając zaś przyczyny tego ruchu, Dr Shitterland doszedł do wniosku, że ten ruch musi pochodzić z wewnętrznej siły życiowej organizmu. Tą siłę nazwał Oddechem Życia (Breath of Life). Przejawem tej siły w ciele jest ruch falowy (Tide) i jego poszczególne rytmy wdechu i wydechu, który został określony Systemem Pierwotnego Oddychania (Primary Respiration).
W mocy Oddechu Życia zawarty jest podstawowy wzorzec zdrowia, który reguluje równowagę
w organizmie, dąży do homeostazy. W koncepcji biodynamicznej brana jest pod uwagę współpraca z tymi siłami, które zarządzają naszym zdrowiem
PRYNCYPIA
HOLISTYCZNE PODEJŚCIE W POSZUKIWANIU ZDROWIA
„Wiele współczesnych systemów uzdrawiania jest zawodnych, ponieważ bazują one na nadmiernej wyłączności. Mówiąc prościej, mają tendencje do traktowania danej przypadłości jakby została spowodowana wyłącznie czynnikami fizycznymi, mentalnymi lub duchowymi, przy jednoczesnym odrzuceniu wszelkich innych czynników jako nie związanych z daną sprawą. A jednak napięcie powstaje na wszystkich tych poziomach, a dany symptom jest najczęściej kombinacją ich wszystkich.” [1]
Analizując wcześniej przytoczone opisy LOMI i BTCK widać wyraźnie, że obydwie te metody bazują na podobnych założeniach definiujących człowieka jako całość złożoną nie tylko z ciała fizycznego, ale również ducha i umysłu. Tylko równowaga tych 3 aspektów naszego bytu gwarantuje, że czujemy się zdrowi
i szczęśliwi.
Praca masażysty w LOMI będzie polegać w pierwszej kolejności na rozluźnieniu ciała, na wprowadzenie osoby na stole w stan głębokiej relaksacji. Dopiero wtedy pojawia się przestrzeń do uwalniania emocji
i osiągnięcia wewnętrznego spokoju i równowagi. Używając delikatnego dotyku dłoni i przedramion doświadczony masażysta, może nie tylko rozpoznawać miejsca napięć w ciele, ale również dotrzeć do stref zagęszczonej energii i skumulowanych emocji. Można zatem powiedzieć, że używając zewnętrznej stymulacji możemy uwolnić wewnętrzne procesy w naszym ciele, które prowadzą do harmonizacji całego układu.
BTCK jest holistycznym podejściem do opieki nad pacjentem. Terapia opiera się na założeniu, że człowiek jest dynamiczną jednostką funkcjonalną, w której wszystkie elementy są ze sobą powiązane i która posiada własne mechanizmy samoregulacji i samoleczenia.
W BTCK terapeuta jest pomostem pomiędzy pacjentem, a jego mądrym organizmem. Poprzez dotyk rozmawia z ciałem pacjenta. Słucha, co ma do opowiedzenia wrodzona siła leczenia, która jest w każdym z nas, gdyż terapia czaszkowo-krzyżowa skupia się na zdrowiu a nie chorobie. Kiedy terapeuta przyjmie już odpowiednią pozycję, odnajdzie tak zwane punkty podporu, uziemi się, skontaktuje ze swoimi zasobami i wyciszy swój oddech jest gotów na rytuał kontaktu, bycie pośrednikiem i świadkiem wewnętrznego procesu samoregulacji. Efektem terapii jest uzyskanie równowagi na każdym z poziomów – fizycznym, emocjonalnym i duchowym.
CAŁA MOC UZDRAWIAJĄCA JEST W NAS
Większość systemów zdrowotnych, zarówno tych tradycyjnych (medycyna chińska, hawajska, hinduska itp.) jak i współczesnych, bazuje na założeniu, że najlepszym uzdrowicielem jest nasze własne ciało i że cała moc uzdrawiania jest zapisana w naszym organizmie już od początku naszego istnienia. Problemy ze zdrowiem, dobrym samopoczuciem pojawiają się zwykle wtedy, gdy nasze ciało na skutek nadmiaru bodźców (stres, traumy) traci kontakt z tą wrodzoną siłą uzdrawiającą. Rola masażysty/terapeuty jest stworzenie takich warunków, aby ta uzdrawiająca mądrość naszych ciał miała miejsce do działania.
W obydwu metodach rolą prowadzącego jest wsłuchiwanie się w ciało, towarzyszenie, bycie obecnym, aby stworzyć przestrzeń systemowi do znalezienia wrodzonego zdrowia.
Hawajczycy uważali, że uzdrowienie przychodzi z WEWNĄTRZ, że nikt nikogo nie może uzdrowić, a jedynie stworzyć warunki, aby uzdrowienie było możliwe poprzez zbudowanie relacji obfitej w zasoby miłości, akceptacji i zaufania, czyli ALOHA (w hawajskim rozumieniu oznacza to między innymi związek ze wszystkim co żywe, ekspansywne i związane z dawaniem życia). To wszystko pozwala sile życiowej MANA na znalezienie odpowiedniej drogi do zdrowia i równowagi. Jest to podróż, w którą wyruszamy razem
z naszym klientem. Podczas masażu stajemy się towarzyszem, dzięki któremu historie zatrzymane w ciele mogą, ale nie muszą się uwolnić, a organizm odzyskać dostęp do całości.
Znając podejście opisane powyżej uderzyło mnie ogromne podobieństwo do tego w jaki sposób twórcy BTCK definiują rolę wewnętrznej siły – Oddechu Życia i w jaki sposób terapeuci tej metody powinni się
z tą siła „obchodzić”.
„U podstaw terapii czaszkowo-krzyżowej stoi twierdzenie, że w każdym z nas jest zapisana swoista matryca doskonałego zdrowia i jest nam dostępna wrodzona mądrość samo uzdrawiania, która może się ujawnić, gdy ma odpowiednie warunki. Owa matryca jest zapisana w płynie mózgowo – rdzeniowym
i pracując terapeutycznie możemy pomóc pacjentowi do niej dotrzeć. Istotna jest tu jakość obecności terapeuty i jego uważność na drugiego człowieka. „Według najnowszych koncepcji TCK ludzie są postrzegani jako ekspresja samego życia. Życie natomiast przejawia się jako ruch i pulsacja, czyli manifestacja podstawowych energii, ożywiających wszystko – „pierwotnego oddechu życia” (Primary Respiratory System PRS)”. I tak główną intencją pracy czaszkowo – krzyżowej jest umożliwienie wyrażenia się „oddechu życia“ w pełni. Terapeuta jedynie wspomaga proces uzdrawiania, nie rości sobie praw do bycia uzdrowicielem. Jest świadkiem i poprzez nieoceniającą obecność pozwala pacjentowi samemu dotrzeć do własnej matrycy zdrowia.” [D]
PODOBIEŃSTWA
MOC DOTYKU
Zawsze fascynowała mnie niewiarygodna moc dotyku i jego cudownego wpływu na nas i na osoby, które dotykamy. Delikatny dotyk w obydwu opisywanych metodach jest podstawowym narzędziem pracy.
LOMI jest dla mnie prowokacją do wejścia z klientem w specyficzny rodzaj relacji pozwalający spotkać się głębiej ze sobą, zobaczyć się na różnych poziomach, dotknąć swojej wewnętrznej mądrości. Poprzez LOMI powołujemy do naszej codzienności dotyk, ten najbardziej pierwotny dar, będący podstawowym zmysłem, dzięki któremu komunikujemy ze światem zewnętrznym. W masażu LOMI masażysta używa dłoni i przedramion w celu rozluźnienia mięśni i uwolnienia napięć. Dobry masażysta poprzez zastosowanie odpowiednich technik, różnicowanie nacisku, zmianę prędkości ruchów jest w stanie doprowadzić do pełnego rozpuszczenia napięć i wprowadzenie osoby masowanej w stan pełnego rozluźnienia i błogości. Dla części klientów, doświadczenie pełnego fizycznego relaksu jest wystarczające
i satysfakcjonujące. W większości jednak przypadków pełny fizyczny dobrostan jest preludium do pojawienia się procesów sięgających głębiej. Ciało pacjenta otwiera się na nowe doznania i powstaje przestrzeń do zmian w aspekcie duchowym i emocjonalnym. Pojawia się moment, kiedy klient ma dostęp do głęboko skrywanych emocji przez co może te emocje uwolnić, ma dostęp do dawno zapomnianych zdarzeń, z którymi może się pożegnać.
To właśnie dlatego w starożytnych czasach masaż LOMI był zarezerwowany jedynie dla nielicznych, głównie dla przywódców lub duchowych liderów (kahunów), którzy stawali przed koniecznością podjęcia kluczowych dla społeczności decyzji. Taki masaż mógł trwać bardzo długo, niejednokrotnie nawet kilka dni. W trakcie tej ceremonii poprzez rozluźnienie tego co fizyczne pojawiała się przestrzeń do rozważań, zaglądnięcia w głąb siebie, sięgnięcia po przeszłe doświadczenia, ale również to czas, w którym masowany mógł się skontaktować z przodkami w celu zasięgnięcia rady.
W przypadku BTCK terapeuta używa bardzo delikatnego dotyku (5 gramów) w celu ustanowienia rodzaju więzi z systemem pacjenta. Poprzez dotyk doświadczony terapeuta może uzyskać dostęp do wielu sygnałów płynących z ciała pacjenta, rozpoznać miejsca napięć i zaburzeń na poziomie płynów, tkanek
i potencji, czyli uzdrawiającej mocy będącej manifestacją Oddechu Życia.
A tak o dotyku pisze jeden z ojców BTCK Franklin Sills:
„Sztuka dotyku jest istotą naszej pracy. Dotyk ma wiele odcieni jakości i tonu, psychologicznego
i emocjonalnego, oraz posiada wiele poziomów i znaczeń – dotyk przyjaciela lub ukochanej osoby, dotyk seksualny, gniewny czy zdesperowany. W biodynamice utrzymujemy neutralny, chłonny dotyk, którego zadaniem jest słuchać, odbierać i nie przeszkadzać. To właśnie dotyk jest otwarty na percepcję na tylu poziomach i nie wywołuje reakcji obronnych w systemie klienta. W istocie, to właśnie dotyk pozwala rzeczom być takimi, jakimi są, tak aby system mógł się podzielić swoją historią i procesem uzdrawiania bez przymusu, inwazji lub ograniczeń. Negocjacja tego dotyku jest nieodłączną częścią relacji terapeuta-klient.” [3]
A tak z kolei rolę dotyku definiuje jeden z ojców HUNY Serge Kahili King – hawajskiej filozofii, która leży
u podstaw LOMI:
„Dotyk jest jednym z najpotężniejszych narzędzi służących do uzdrawiania, niezależnie od tego czy przyjmuje formę uścisku dłoni, objęcia kogoś, czy masażu całego ciała. Oczywiście część jego efektywności wypływa z oddziaływań energetycznych, ale co jeszcze ważniejsze jest on sposobem na tworzenie połączeń pomiędzy poszczególnymi istotami. W świecie, gdzie idee podziału są tak bardzo znaczące, dotyk staje się najpewniejszą metodą tworzenia połączeń. Uzdrawiający dotyk, zasilony współczuciem i miłością staje się narzędziem wielkiej świadomości, źródłem radości, która wzbogaca ofiarodawcę i ofiarowywanego.” [2]. Czyż te podejścia nie są do siebie podobne?
OBECNOŚĆ I UWAŻNOŚĆ
Czynnikiem uruchamiającym proces wchodzenia na w LOMI jest obecność terapeuty. Słuchanie, akceptacja i zaufanie do inteligencji ciała, że posiada swój własny plan leczenia i wewnętrzną wiedzę (światło) na ten temat. Zadaniem masażysty LOMI jest utrzymać przytomność podczas sesji, życzliwą obecność i otwartość, tak aby klient w naszych dłoniach czuł się bezpiecznie, a my stabilnie.
„Im bardziej jesteśmy obecni, tym większa jest nasza zdolność do bycia w tu i teraz. Obecność to bycie świadomym tego co się dzieje, bez oceniania i analizowania. W obecności możemy dostrzegać doznania płynące z ciała, uczucia, emocje, myśli, możemy się na nie otwierać i obejmować je. Możemy pozwolić im być, nie oczekując, że będą inne. Stajemy się dla nich przestrzenią, w której mogą wybrzmieć. Postawa czułego Słuchacza/Obserwatora daje możliwość głębokiej przemiany, pod warunkiem, że nie będziemy oczekiwać konkretnego efektu. Gdy jesteśmy obecni dla tego, co dzieje się w nas, możemy po prostu być dla innych, dla tego co przeżywają, gdy przyjmują masaż. Możemy im wtedy towarzyszyć w miejscu,
w którym się znajdują, a nie tam, gdzie nam się wydaje, że “powinni” być. Praktykując obecność dla siebie, uczymy się jak przyjmować i integrować swoje kawałki. Kiedy przestrajamy nasz system na takie działanie, wspiera to naszych Klientów w odnajdywaniu swojej drogi do obejmowania aspektów siebie. I to może się to odbywać nawet bez słów.” [E]
Ogromne podobieństwo w podejściu do tematu obecności terapeuty możemy zaobserwować w BTCK:
Pierwszym krokiem do stworzenia bezpiecznej, empatycznej przestrzeni wspólnej jest wewnętrzny stan terapeuty. Aby proces leczenia mógł się rozpocząć na jakimkolwiek poziomie, terapeuta musi odłączyć się od trudności, obaw i wyzbyć się egoizmu. Im głębiej w stanie otwartości się znajduje, tym wyraźniej zauważa zmiany pojawiające się we wspólnej z pacjentem przestrzeni.
„Praca jaką wykonujemy w biodynamice, w dużej mierze polega na obecności w związku i doskonaleniu umiejętności postrzegania. Poprzez to działanie, praktyk wzmacnia swoją umiejętność całkowitego osadzenia w teraźniejszości, z pełną świadomością. Gdy wchodzimy głębiej w stan obecności, zdajemy sobie sprawę, że obecność przejawiająca się we mnie nie różni się od tej manifestującej się w kliencie. Właśnie w tym momencie powstaje empatyczna wzajemna więź między istotą i istotą. Poziom obecności praktyka i jego wewnętrzny spokój są drogą do Dynamicznego Bezruchu, miejsca, w którym powstaje Oddech Życia i zaczynają się procesy lecznicze. Podczas gdy praktyk coraz głębiej wnika w ten stan,
w układzie umysłowo-cielesnym klienta pojawia się jego echo i razem ich wysiłek prowadzi ich w miejsce, gdzie wspólnie kształtują przestrzeń. Spokój jest więc istotą relacji terapeutycznej. Gdy jesteśmy obecni, uczymy się spokoju i zrozumienia. Spokojnie słuchając, pozwalamy układowi klienta odkryć się przed nami. W spokoju odkryje się historia i jej rozwiązanie.” [3]
UZDRAWIAJĄCA MOC INTENCJI
LOMI przykłada dużą wagę do intencji zarówno klienta jak i masażysty.
Tak jak ja to rozumiem najważniejszą intencją masażysty, która go prowadzi jest w pierwszej kolejności spotkanie całości istoty znajdującej się na stole i stworzenie takich możliwości, żeby ona też mogła spotkać siebie. Niczego nie chce tam naprawiać i poprawiać. Po prostu chcę być i nawiązać dialog, w którym, jeśli przełączę się na słuchanie to ciało samo będzie pokazywać i odkrywać ścieżki, za którymi mam podążać. Intencją masażysty jest pozostając w swojej neutralności i osadzeniu obserwować co ciało pacjenta do nas mówi, jaki sygnały wysyła i odpowiednio na nie reagować. To ciała jest najmądrzejsze i najlepiej wie, czego w tej konkretnej chwili potrzebuje. LOMI to kombinacja intencji masażysty jak i osoby masowanej.
Wielokrotnie zachęcałem osoby, które przychodziły do mnie na masaż, aby pomyślały sobie o jakiejś swojej intencji, z którą chciałaby pozostać w trakcie sesji. Warto wtedy zadać sobie pytanie na co chcemy się otworzyć, co mogłoby nam służyć a czego może chcielibyśmy się pozbyć. Każda zmiana zaczyna się
w nas. Podniesienie poziomu energii, poprawa jej przepływu, transformacja struktur energetycznych naszego ciała w połączeniu z intencją i wiarą mogą działać cuda. LOMI jest potężnym narzędziem, jeśli potrzebujemy zmiany, szukamy inspiracji, wchodzimy w nowy etap w swoim życiu lub gdy mamy podjąć jakąś ważną decyzję.
Dla klienta jest to niewątpliwie przeżycie duchowe, wewnętrzne doznanie, które pozwala na przeżycie czegoś wyjątkowego. Zdarza się, że można zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia, a dusza podąża w głąb swego istnienia. Masowany może doznać wizji, zapaść z głęboki trans i podróżować w świecie astralnym. Jest to niezwykłe przeżycie dla duetu masażysta – masowany. Doznania są głębokie i często zawierają odpowiedzi, na pytania które zostały zadane w intencji, przed przystąpieniem do masażu.
Intencja w terapii BTCK jest obecna stale. Jest jednym z narzędzi pracy terapeuty, który wykorzystuje ją jako środek do pozawerbalnego komunikowania się z systemem Pierwotnego Oddychania pacjenta.
„Terapeuta czaszkowo-krzyżowy wie, że w organizmie każdego człowieka jest system samoregulujący
i samo naprawczy, który czasami jest tak przytłoczony, że nie jest w stanie sam uruchomić tego procesu, potrzebuje wsparcia, wskazania drogi i możliwości, przypomnienia niejako o zasobach
i kierunkach. Tutaj pojawia się terapeuta ze swoją podstawową intencją, którą nie jest bynajmniej chęć uleczenia bowiem powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że to nie on leczy czy posiada tajemniczą siłę, którą przekazuje klientowi. To klient od początku swojego istnienia posiada tę wrodzoną samoleczącą siłę życiową. Terapeuta jedynie pomaga ją wzmocnić, wsłuchując się najpierw w obecny w każdym organizmie wrodzony plan leczenia. Obserwuje i nasłuchuje, jak się wyraża Oddech Życia, jak organizuje się ruch tkanek i płynów w ciele, bada, gdzie są miejsca, które utrudniają swobodne wyrażanie się potencji zdrowia, co blokuje przepływ energii. Nasłuchuje jak system reorganizuje się, a następnie podąża za tym planem, zgodnie z jego priorytetami. Tym sposobem wspiera zdrowie obecne w pacjencie przed Pomaga zintegrować ciało, umysł i duszę.
O jaki rodzaj intencji zatem chodzi? Chodzi o intencje zapraszające system klienta do skorzystania
z pewnych możliwości i zasobów, z których nie korzysta z różnych przyczyn, na skutek przeciążenia, osłabienia bowiem jest zaangażowany w utrzymanie równowagi i minimalizowanie negatywnego wpływu różnych stresujących czynników, zdarzeń i urazów, poprzez otaczanie biokinetycznej potencji
w inercyjnych punktach podporu. To w tym miejscu potrzebna jest intencja, która pomoże uwięzionej potencji uwolnić się i na powrót swobodnie wyrażać się Oddechowi Życia” [F].
Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Michaela Kerna z książki „Mądrość Ciała”:
„Ciało jest układem samo-uzdrawiającym i samo-regulującym. Wszystkie zdolności i zasoby jakich potrzebujemy do zachowania zdrowia, są obecne w organizmie. Środki zewnętrzne mogą pomóc
w utrzymaniu zdrowia, jednak nie stworzą go. Zdrowiem nie można zarządzać z zewnątrz”. [4]
MOC INTUICJI
W LOMI uważamy, że intuicja jest naszą wewnętrzną mądrością, rodzajem przebłysku, wewnętrznym szeptem, który podpowiada nam co w danej chwili jest ważne dla osoby na stole. Masaż, w którym masażysta wykonuje jedynie określony, sztywny, wcześniej wyuczony zestaw technik często jest niepełny i w efekcie klient nie będzie z niego zadowolony. Doświadczony masażysta wykorzystuje poznane techniki w sposób automatyczny, tak jak zawodowy kierowca ciężarówki włącza kierunkowskaz, gdy zamierza skręcić w boczną drogę. Gdy technika masażu jest dobrze utrwalona, głęboko ugruntowana to pojawia się przestrzeń na intuicję, na obserwację sygnałów płynących z ciała pacjenta, ale co równie ważne, sygnałów z wewnątrz naszego ciała. Często masażysta zamyka oczy i pozwala się prowadzić dłoniom, które świetnie potrafią odbierać nawet najdelikatniejsze sygnały. To czas, w którym pojawia się subtelny dialog naszych wspólnych odczuć za którymi podążamy dobierając odpowiednie techniki. Mnie osobiście często pojawia się niespodziewana myśl, że warto by poświęcić więcej czasu na konkretną część ciała lub jaśniejsza poświata w miejscu wymagającym większej uwagi. I z pełnym zaufaniem do siebie i do tego co ciało klienta mi pokazało staram się podążać do tych obszarów. Wielokrotnie się przekonałem, że stosując to podejście trafiałem dokładnie w miejsca, które tego potrzebowały, a osoby masowane nie mogły wyjść z podziwu skąd wiedziałem, że właśnie tam powinienem się znaleźć.
Podobne podejście stosowałem w moich treningowych sesjach BTCK. Gdy w systemie pacjenta zachodzi holistyczna zmiana pojawia się moment, w którym ciało pacjenta zaczyna się otwierać, jest gotowe na rozpoczęcie specyficznego dialogu z systemem terapeuty. Gdy terapeuta, będąc osadzony w swoich punktach podporu, mając szerokie pole percepcji zaczyna obserwację pacjenta to pojawia się miejsce dla intuicji. U mnie intuicja manifestuje się poprzez sekwencję niespodziewanych sygnałów lub zjawisk. To może być krótka myśl, delikatny błysk w określonym obszarze ciała, czasami ciemniejsza plama na kocu lub odczucie pełzającej energii. Gdy coś takiego niewytłumaczalnego się pojawi to dla mnie zwykle sygnał, że temu miejscu należy się dokładniej przyjrzeć. I wiele razy się przekonałem, że ta metoda jest skuteczna i pozwala mi trafić w miejsca istniejących inercji.
Jako przykład podam pierwszą sesję w szkole BTCK w trakcie której poszukiwaliśmy punktów inercyjnych u naszych kolegów. Po zlokalizowaniu takiego miejsca mieliśmy położyć dłonie w tym miejscu w taki sposób, aby jedna z dłoni znajdowała się nad a druga pod miejscem inercji. Trzymając w ten sposób ręce staraliśmy się wzmacniać działanie potencji stosując metodę „wahadłowania” czyli wysyłania intencji wzmocnienia potencji raz z jednej dłoni raz z drugiej. Pamiętam, że była to jedna z trudniejszych sesji, ponieważ przez większość czasu niczego kompletnie nie byłem w stanie wyczuć. I trochę z desperacji pomyślałem, że pójdę do pierwszego miejsca, które pojawi się w moich myślach. Po pewnej chwili pomyślałem o dużym palcu prawej stopy pacjentki. Przeniosłem się z ćwiczeniem w to miejsce i tam kontynuowałem. Gdy wymienialiśmy się z koleżanką wrażeniami z sesji usłyszałem, że trafiłem dokładnie w jedyne bolesne miejsce w jej ciele – 2 tygodnie wcześniej uderzyła w ciemności prawą noga w krzesło tłukąc dotkliwie duży palec prawej nogi. Dla mnie osobiście był to fantastyczny dowód na to, że warto ufać temu co podpowiada nam nasze ciało i nasza intuicja.
PODSUMOWANIE
Zbierając kolejne materiały i przemyślenia do tej pracy coraz mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że LOMI i BTCK mogą mieć porównywalne skutki terapeutyczne i być stosowane naprzemiennie zależnie od potrzeb i preferencji osoby do nas przychodzącej. Dla mnie osobiście zawsze było ważne, żeby posiadać w swojej „skrzynce narzędziowej” umiejętności i techniki, które mógłbym dopasowywać do konkretnej osoby i sytuacji. To co mnie szczególnie fascynuje w obydwu podejściach to niezwykła wielopoziomowa delikatność terapeutyczna. Tu nie ma miejsca na pośpiech, ból, nerwowość czy chęć natychmiastowego uzdrawiania. Tu głównym aktorem, uzdrowicielem i sprawcą zmiany jest nieskończona mądrość
i wewnętrzna moc naszych ciał. Rolą praktyków jest stworzenie odpowiednich warunków, aby ten wewnętrzny potencjał zmobilizować do działania. Dzięki zapewnieniu bezpiecznej przestrzeni, zbudowaniu zaufania, obecności i intencji znalezienia zdrowia oraz używaniu pięknego delikatnego dotyku sprawiamy, że powstaje przestrzeń nie tylko do pełnej fizycznej relaksacji, ale również do inicjowania wewnętrznych procesów biodynamicznych uwalniających pokłady zalegających w nas emocji
i niesłużących nam energii. Na koniec tak sobie myślę, że to fantastyczne posiadać umiejętności, dzięki którym możemy docierać tak głęboko w ciała naszych pacjentów/klientów i inicjować wewnętrze procesy samo naprawy i harmonizacji wewnętrznej sprawiając im przy okazji tak wiele przyjemności.
BIBLIOGRAFIA
KSIĄŻKI
- Serge Kahili King „Natychmiastowe uzdrawianie”, Koss, Katowice 2000, str. 33
- Serge Kahili King, „Natychmiastowe uzdrawianie” Koss, Katowice 2000, str. 138
- Franklyn Sills, Foundations in Craniosacral Biodynamics. The Breath of Life and Fundamental Skills, volume I, North Atlantic Books, Berkeley, California, 2016
- Michael Kern „Mądrość Ciała, Wirgo, Warszawa 2010
ŹRÓDŁA INTERNETOWE
- https://martagierczynska.pl/lomi-lomi-nui/
- www.manawa.pl
- https://www.europejskiecentrumterapii.pl/
- https://joannaczarny.pl/terapie/terapia-cranio/joanny-czarny-o-terapii-czaszkowo-krzyzowej/
- https://martagierczynska.pl/hello-world/
- https://www.europejskiecentrumterapii.pl/intencja-w-terapii-czaszkowo-krzyzowej-w-ujeciu-biodynamicznym/
Paweł Czepiec