PRZEDMOWA

Ta praca będzie nie tylko filozoficzna, ale i dość osobista. Przedstawię w niej moje przemyślenia, a także refleksje na temat osobistej transformacji, której doświadczyłam, gdy było mi dane zgłębiać znaczenie koncepcji, na których opiera się biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa.

Koncepcje będące przedmiotem tej pracy to przede wszystkim neutralność, bezruch i obecność, jednak pojawi się również kilka innych terminów, które mają  cechy wspólne z filozofią taoistyczną, dlatego zdecydowałam się ich nie pomijać.

Kilkuletnia praktyka Qi Gong[i], która przebiegała równolegle do mojej nauki terapeutycznej pozwoliła mi znaleźć głębsze zrozumienie dla wspomnianych koncepcji i dlatego też w tej pracy postanowiłam pokazać je z perspektywy filozofii Taoistycznej[ii], na której Qi Gong się opiera, a także zawrzeć odniesienia do innych dziedzin, w których te koncepcje się pojawiają.

Wraz ze stopniowym odkrywaniem zbieżności koncepcji terapii czaszkowo-krzyżowej z założeniami filozofii taoistycznej doświadczałam głębszego zrozumienia sensu i głębi tej terapii.

WSTĘP

Urodziłam się w latach 80, kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego, 7 lat przed upadkiem komunizmu w Polsce. Przez całe swoje życie miałam wewnętrzne przekonanie, że tylko poprzez aktywne działanie możemy dawać innym wartość, oraz sami stawać się wartością. Mimo, że nie jestem do końca pewna źródła tych przekonań, to wewnętrznie odczuwany kult pracy powodował we mnie potrzebę nieustającego działania, a braki w poczuciu własnej wartości doprowadziły do zachwiania równowagi pomiędzy aktywnością a zwykłym „byciem” –  biernym cieszeniem się z owoców mojej pracy, celebrowaniem stanu obecnego i odpoczynkiem.

Właściwie, nie jestem w stanie przypomnieć sobie z mojego okresu dzieciństwa czy nastoletniości wielu momentów „nicnierobienia”. Pamiętam siebie jako osobę wciąż czymś zajętą.  Najpierw nauką, by uzyskać najlepsze możliwe oceny na świadectwie i zostać uczennicą dobrego liceum, a następnie dostać się na studia na „dobrze rokującym” kierunku. Potem zaś zajęta byłam pracą, by zagwarantować sobie możliwość kupna mieszkania oraz wychowania dzieci w poczuciu dostatku.

Nieustanne napięcie wywołane poprzez „przymus działania” doprowadziło mnie finalnie do pewnych konsekwencji zdrowotnych, a co za tym idzie, do uważnego przyjrzenia się swojemu stylowi życia.

Proces transformacji zaczął się od zwrócenia się ku medytacji oraz psychoterapii. Jednak oprócz tego, że włączyłam kolejne praktyki do mojego codziennego życia, nie poczyniłam wiele w kontekście eliminacji. Wciąż dążyłam do “idealnego życia” w nurcie kultury zachodniej, gdzie codzienne, intensywne zajęcia przeplatane były chwilami na ćwiczenia czy medytacje.

Oprócz tego, że wciąż zajęte było moje ciało, zajęty był również mój umysł, który wciąż poszukiwał odpowiedzi na pytania o optymalny styl życia, który pozwoliłby mi wyeliminować moje kłopoty zdrowotne. Muszę przyznać, że poświęcałam tym zagadnienom naprawdę sporo mojej energii, ze zdziwieniem obserwując jednocześnie, że efekty nie są tak spektakularne jak się spodziewałam. Z zaskoczeniem odkryłam wręcz, że to ciągłe myślenie, szukanie rozwiązań dotyczących sposobu żywienia, poszukiwanie ekologicznych rozwiązań – to wszystko prowadziło do coraz większego wyczerpania.

Jak powiedział nauczyciel duchowy, Eckhart Tolle:

„Jednym z największych uzależnień naszych czasów, takim, o którym nie pisze się w gazetach jest uzależnienie od myślenia”.

I tu z całą szczerością mogłam wówczas wyjawić, niczym członek klubu AA: „Mam na imię Justyna. Jestem uzależniona od myślenia.”

Jednak nim doszłam do tego uświadomienia minęło kilka lat. Lat poświęconych odkrywaniu i eksplorowaniu tego nowego dla mnie stanu, gdy umysł przestaje być nadmiernie pobudzony a ciało podąża w stronę równowagi. Nie było to dla mnie zadanie łatwe: na każdym kroku pojawiało się zniecierpliwienie i wewnętrzny krytyk wytykający mi lenistwo. Jednak coś pchało mnie ku dalszej eksploracji tego stanu.

W tym czasie po raz pierwszy zetknęłam się z Qi Gong, a półtora roku później zaczęłam rozwijać się jako terepeutka czaszkowo-krzyżowa. I tu zaczyna się podróż, o której chcę opowiedzieć nieco więcej. Jest to podróż, w której zaczęła się prawdziwa transformacja, trwająca do dziś.

PIERWSZE KROKI

Kiedy mój lekarz nie mógł wiele więcej dla mnie zrobić, powiedział w końcu: „Zacznij ćwiczyć Qi Gong”. Jak się wkrótce dowiedziałam, są to ćwiczenia, mające swój początek jeszcze w starożytnych Chinach, których zadaniem jest pobudzenie przepływu życiowej energii Qi w ciele, aby wzmocnić procesy samoleczenia.

Mój pierwszy obóz poświęcony praktyce Qi Gong wspominam jako okres pierwszego zderzenia z filozofią taoistyczną i z moimi przekonaniami na temat tego, czym są ćwiczenia fizyczne.

„Cała koncentracja powinna iść do Dantian[iii], do środka. Pozwól Qi powoli opadać. Znajdź bezruch” – mówił mój nauczyciel, Ron Timm.

To wszystko było dla mnie nowe i nie do końca czułam czym jest ów bezruch. Przez cały tydzień starałam się nauczyć formy fizycznej ćwiczeń, ćwicząc swoją cierpliwość i wytrzymałość wewnętrzną.

Pamiętam wiele minut spędzonych w jednej pozycji i Rona, mówiącego:

„Jeśli czujesz napięcie w danym miejscu, oddychaj, rozluźniaj je. Rób wszystko tak, aby można było to robić w nieskończoność”

LINIA ŚRODKOWA

Kształcąc się na terapeutkę czaszkowo-krzyżowową zaczęłam dostrzegać aspekty łączące terapię cranio[iv] z praktyką Qi Gong, co wzbudziło we mnie ciekawość i chęć dalszego badania tych podobieństw.

Jedną z pierwszych zauważonych przeze mnie cech wspólnych jest stałe bycie w mentalnym połączeniu z niebem i ziemią, oraz orientacja na linię środkową ciała, czyli elementy niezbędne w osadzaniu się terapeuty czaszkowo-krzyżowego.

W terapii cranio wskazuje się na bezpośrednie odniesienie linii środkowej do embriologii. Pierwowzorem linii środkowej jest smuga pierwotna, powstająca w zarodku na wczesnym etapie rozwoju, dając pierwszą, pionową orientację struktury i funkcji. W biodynamicznym ujęciu czaszkowo-krzyżowym zwraca się uwagę na energetyczną jakość struny grzbietowej zawartą w kręgach, gdzie możliwe jest wyczucie lekkiej, zwiewnej jakości płynącej od dołu do góry, aż do przestrzeni na czole, pomiędzy oczami.

Istotą Qi Gong jest pozycja stojąca, gdzie punktem wyjścia jest świadomość linii środkowej biegnącej od czubka głowy, która jest przedłużeniem kręgosłupa, aż do końca kości ogonowej zwisającej swobodnie w dół. Wyprostowana sylwetka daje poczucie mocnego zakorzenienia. Nogi są odblokowane, a świadomość spoczywa na linii biegnącej „tuż przed kręgosłupem”. W filozofii taoistycznej, jak i zresztą w innych koncepcjach filozoficznych starożytnego wschodu, znane jest pojęcie linii biegnącej tuż przed kręgosłupem, będącej rdzeniem dla poruszania się energii w całym ciele oraz poza nim.

Wszystkie ruchy w Qi Gong opierają się na ciągłej orientacji w górę (jakość yang) lub w dół (jakość yin), poza granice ciała, wówczas Qi[v] może krążyć w ciele bez przeszkód. To trochę jak połączenie elektryczne dwóch biegunów o różnym potencjale może zapewnić płynięcie prądu – jeśli nie zapewnimy tego połączenia, ruch się nie pojawi.

ODDECH ŻYCIA I POLE POTENCJI

Po jakimś czasie zaczęłam zauważać również, że samo Qi opisywane na moich zajęciach Qi Gong, ma bardzo wiele cech wspólnych z jakością opisywaną w biodynamice jako biodynamiczna moc Oddechu Życia[vi].

Wg. Rona Timma, z którym udało mi się porozmawiać chwilę o biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, pływy są po prostu wyrazem Qi.

Według definicji Qi jest energią życiową, której manifestacją są zjawiska i procesy natury. Dosłowne pojęcie Qi to zresztą „eter”, lub „oddech”. W filozofii chińskiej mówiono o Qi jako „życiowym tchnieniu”, lub „kosmicznej energii”. W ujęciu kosmicznym Qi jest fundamentalną esencją przedmiotów materialnych. Przenika cały wszechświat, stanowiąc podstawę, z której tworzy się materia.

Jeśli zaś chodzi o siły życiowe według twórców nurtu biodynamicznego, to oprócz wspomnianego już Oddechu Życia możemy mówić o nich wielorako:

Giorgia Milne, jedna z wybitnych nauczycielek nurtu biodynamicznego, mówi: „Możesz mówić o tym jakkolwiek, ale nie nazywaj tego energią. Warto z tym stworzyć własną, osobistą relację”

Rollin E. Becker, wielki osteopata, propagator idei Williama Suthernalda, mówił o „Milczącym partnerze”, nadając tej sile osobisty charakter. Dodatkowo mówił: „Jeśli nawet spróbuję powiedzieć ci, co to jest, to i tak nie będzie to”.

Franklyn Sills, osteopata, założyciel biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, porównuje Oddech Życia do Ducha Świętego w tradycji chrześcijańskiej.

W czasie mojego kształcenia na terapeutkę czaszkowo-krzyżową, moje długoletnie zainteresowanie medycyną chińską rozwijało się i w pewnym momencie zauważyłam, że w medycynie chińskiej podkreśla się równowagę zarówno Qi jak i potencji Jing – esencji związanej z płynami w ciele, co przekłada się na znaną w świecie kraniosakralnym wrodzoną zasadę porządkującą w ciele, związaną z potencją w płynach.

LEKCJA POKORY I ELEMENT WIĘKSZEJ CAŁOŚCI

W drugim roku nauki terapii czaszkowo-krzyżowej uświadomiłam sobie jak często usiłowałam wykonywać swoją praktykę z przestrzeni rozumu i logiki. Powodowało to we mnie uczucie zagubienia i niepewności. Kwestionowałam swoje umiejętności palpacyjne, nie potrafiłam do końca odróżnić tego co czuję, od tego “co mi się wydaje”.

Po drodze jednak przyszło kolejne ważne uświadomienie, że mogę być w pełni obecna, tylko gdy widzę siebie w całości, a co więcej, gdy widzę siebie jako część czegoś większego. Gdy zrozumiałam swoje połączenie z całością, poczułam, że moja uważność wychodzi z przestrzeni serca, gdzie czucie ma większe znaczenie niż rozumienie. Dało mi to dużo więcej zaufania do całego procesu terapeutycznego, oraz komfortu w działaniu.

W Qi Gong odniesienia do całości są bardzo częste. Wg mojego nauczyciela, Rona, człowieczeństwo wyraża się przez połączenie nieba z ziemią.

Nawet etymologia słów nie jest tu przypadkowa. Angielskie słowo „health” – zdrowie, pochodzi ze staroangielskiego słowa “hælth”, które ma wspólne korzenie ze słowem „whole” – całość – coś, co jest kompletne.

MOJA WEWNĘTRZNA WALKA. OBECNOŚĆ I NEUTRALNOŚĆ

Nauka terapii czaszkowo-krzyżowej to nie tylko nauka o strukturach ciała i ich wzajemnych relacjach, o pływach i o tym jak pracować z inercyjnymi punktami podporu. Podczas trwania mojej edukacji, przekonałam się, że dla mnie, jak i dla wielu moich kolegów i koleżanek najtrudniejszym etapem mojego kształcenia było zrozumienie jednej rzeczy: „jak być terapeutą?”.

Dla terapeuty czaszkowo-krzyżowego jedną z najważniejszych umiejętności jest umiejętność wchodzenia w stan obecnej-świadomości, jednocześnie pozostając w neutralności do całego systemu. Muszę powiedzieć, że koncepcje obecności i neutralności były mi wcześniej znane i kojarzyły mi się głównie z praktyką medytacji, oraz z mnichami buddyjskimi, lub mistrzami ZEN, którzy potrafią przebywać w stanie wewnętrznej równowagi i spokoju. Starałam się zatem jak mogłam, by dorównać mistrzom ZEN w mojej drodze do bycia dobrą terapeutką. Jednak im bardziej próbowałam pracować w tym stanie wewnętrznego spokoju, tym większa frustracja i niezadowolenie pojawiały się, gdy moje koncepcje zderzały się z rzeczywistością, w której nadal byłam emocjonalnie różnorodną osobą, doświadczającą w ciągu dnia wszystkich rodzajów uczuć: od radości i ekscytacji, po rozdrażnienie i apatię.

Doskonale pamiętam moją wewnętrzną walkę, którą prowadziłam za każdym razem, gdy usiłowałam podczas sesji być neutralna, gdy usiłowałam targające mną emocje usunąć za kurtynę, a szalejące w mojej głowie myśli odepchnąć „na potem”. Kilka razy nawet zdarzało mi się odwołać sesję, gdy byłam w „niewłaściwym” stanie emocjonalnym. To wszystko prowadziło mnie do pytania samej siebie: “Czy ja w ogóle się nadaję? Jak mam osiągnąć neutralność i być w pełni obecna, gdy wewnątrz mnie trwa burza emocji i myśli, lub gdy moja uwaga wciąż podąża do miejsca w moim ciele, które dziś nie czuje się najlepiej?”

MOMENT, W KTÓRYM ZROZUMIAŁAM WIĘCEJ – ROLA EMPATII

Początek zmiany mojego wyobrażenia neutralności wydarzył się na jednym z warsztatów rozwojowych, na którym usłyszałam słowa pewnej terapeutki czaszkowo-krzyżowej:

„Jesteś obecna, gdy pozwalasz rzeczom być takie, jakie są”.

Tak proste zdanie, a jednak czułam, że ma ono dla mnie duże znaczenie.

Z tą ideą w mojej głowie prowadziłam treningowe sesje terapii czaszkowo-krzyżowej. Pozwoliła mi ona zaniechać poszukiwania „sterylnych” warunków mojej pracy, oraz pomogła akceptować hałas za oknem czy moje nieidealne samopoczucie. Jednak dopiero po kilku miesiącach pełniej zrozumiałam czym naprawdę jest owa akceptacja i pozwolenie rzeczom by były jakie są.

Działo się to na szkoleniu „Dotyk Obecności” prowadzonym przez Giorgię Milne w Warszawie. Starałam się chłonąć całą wiedzę płynącą z tego spotkania. W pewnym momencie, podczas jednej z sesji praktycznych, za oknem zaczął rozlegać się wieczorny gwar z pobliskiej restauracji. Dźwięki z zewnątrz mocno mnie rozpraszały, a ja z całych sił starałam się je zaakceptować. Niestety, z minuty na minutę moja irytacja rosła, a ja wyrażałam w duchu intencję, by ktoś z prowadzących zamknął okna, co tylko jeszcze pogłębiło moją frustrację. Zmęczona wewnętrzną walką, dotrwałam do końca sesji, z wewnętrznym poczuciem bycia pokonaną.

Całe szczęście, znalazłam w sobie odwagę, by podzielić się swoimi uczuciami przed całą grupą. Dzięki temu, że pozwoliłam sobie na szczerość, mogłam usłyszeć słowa, Giorgii, które pozwoliły mi wejść na zupełnie inny poziom zrozumienia. Jej słowa brzmiały: „Nigdy nie musisz opuszczać siebie, żeby wyjść na spotkanie komuś […].

Absolutnie ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy to zduszony cień”.

Jej przekaz dał mi całkowicie inne pojmowanie tego, co naprawdę znaczy „pozwolić rzeczom być takie jakie są”. Nie chodzi tu wcale o uporczywą próbę akceptacji świata, którego nie możemy zmienić, ale raczej o akceptację mojego stanu wewnętrznego, jaki ta sytuacja wywołuje. „Czuj, jak to jest czuć to co czujesz” – te słowa często teraz towarzyszą mi w mojej praktyce, dzięki czemu mogę spojrzeć na swoje odczucia z nieco innej perspektywy, otwierając mnie na akceptację wszystkich pojawiających się stanów.

To odkrycie przyniosło mi dużą ulgę i uwolnienie się od wymagań, które sobie narzuciłam.

Co więcej, w niektórych sytuacjach uczucie braku komfortu może nieść ze sobą informację w procesie terapeutycznym. Cytując Giorgię Milne:

„Czasem jesteśmy w sytuacjach, w których nie mamy się czuć komfortowo. Nie idealizuj wewnętrznego stanu łatwości. Łatwość pojawia się w umiejętności bycia poinformowanym i bycia z tą informacją. W niełatwości mogę znaleźć to miejsce, gdzie traktuję to jako informację.”

Myślę, że o podobną rzecz chodzi w Qi Gong, kiedy to w tej „niełatwości” mamy pozwolić sobie być i trwać, tak by stała się ona dla nas informacją na temat nas samych. Lepiej zrozumiałam wtedy słowa Rona Timma, które miałam w moich notatkach:

„Qi jest wszędzie, również w emocjach. Nie chodzi o jej pozbycie się, ale o to by ją oczyścić”

Jest jeszcze jedno stwierdzenie Giorgii, które pozwoliło mi dokonać przemiany, ponieważ adresowało ono moje wątpliwości bezpośrednio i celnie. Brzmi ono:

„Nie używaj idei neutralności do tego, by ominąć coś nieprzyjemnego. Spotkaj się z nieprzyjemnym uczuciem tam, gdzie jesteś. Potraktuj to jako miejsce transmutacji, ale nie próbuj znaleźć wytłumaczenia tego, co się dzieje.”

Dla mnie powyższe słowa stały się czymś co zdecydowanie wykracza poza informację o tym jak terapeutycznie pomagać innym. Zrozumiałam, że jestem w stanie usiąść do sesji jako terapeuta tylko wówczas, gdy stanę oko w oko z moim własnym cieniem, gdy zobaczę swoje emocje i dam im zrozumienie w pełni empatyczny sposób. Dopiero, gdy zobaczymy siebie w pełni bez maskowania czegokolwiek, może pojawić się „ta” neutralność, której szukamy, a która daje nam pełen dostęp do informacji w systemie drugiej osoby. Co więcej, dajemy tej osobie “prezent” w postaci pełnej, niczym niezakłóconej informacji o nas samych. Giorgia mówiła: „Bądź swoim najlepszym przyjacielem. Kiedy przebywamy w swoim rezonansie, to jest to dostępne dla osoby, z którą pracujemy.”

Thich Nhat Hanh, wietnamski mistrz buddyjski, mistrz zen, cudowny mówca mówił o stanie neutralności jako o wewnętrznym zorientowaniu się terapeuty na własne bycie, oraz na “Źródło”. Podkreślał też: „Źródło empatii bazuje na naszej zdolności do bycia w bezruchu i obecności”.

Franklyn Sills w „Foundations in Craniosacral Biodynamics” napisał, powołując się na przekaz Thich Nhat Hanh’a:

„W biodynamicznym ujęciu czaszkowo-krzyżowym naszą intencją jest utrzymywanie klienta w szerokim i miękkim polu percepcji, w zorientowaniu się na wrodzone zdrowie poprzez świadomość pierwotnego oddechu, zarówno w systemie własnym jak i klienta. Pozwala to pogłębić i docenić stan bezruchu, z którego pojawia się istnienie oraz Źródło, podtrzymujące każdą formę życia. W stanie bezruchu wyłania się prawdziwy stan połączenia, które nie jest wyrazem warunkowego doświadczenia ani terapeuty, ani klienta. Empatia jest funkcją tego połączenia. Chodzi o naturalny stan współczucia, nawet w obecności cierpienia. Tylko wchodząc w ten stan terapeuta jest w stanie odpowiednio odpowiedzieć na faktyczny stan klienta i bezwarunkowo zaakceptować jego obecność.”

Przełomowym uświadomieniem na tym etapie stał się dla mnie zakres zainteresowania terapeuty podczas sesji. Skoro jesteśmy zorientowani na wrodzone zdrowie, to szukanie w ciele klienta choroby byłoby ostatnią rzeczą, jaka byłaby potrzebna. Pełna neutralność oznacza, że gdy widzimy coś w ciele, to nie szukamy czegoś innego, tylko sprawdzamy co stoi za tym, co widzimy. Słynne „tak i…”, wypowiadane przez Giorgię Milne wiele razy doskonale podsumowuje to podejście.  Dodawała ona jednocześnie, by nigdy nie zatrzymywać uwagi na problemie, nie próbować tego nazwać. Porównywała to do windy, która zatrzymuje się na jednym z pięter, a po otwarciu się drzwi mamy obraz tego, co się tam znajduje. Jednak nigdy “nie wychodzimy z windy”, czyli nie zagłębiamy się w problemie, nie pozwalamy mu się pociągnąć. Na jednym z wykładów w Europejskim Centrum Terapii, od jednej z asystentek usłyszałam ważne słowa: “jeśli czujesz, że zaczynasz być wciągana przez punkt inercji, zostań tam, gdzie jesteś, zrób więcej przestrzeni”.

James Jealous mówił:

„Nie możemy zaczynać terapii z motywem. Nie możemy zaczynać terapii w relacji do punktu inercji. Podejścia „pozbywania się inercji” i „uczucia obecności miłości” nie idą w parze. A to dlatego, że celem miłości nie jest pozbycie się czegokolwiek. Jej celem jest obudzenie całości do obecności tak, aby mogła ona stworzyć swoją własną odpowiedź”.

I tak pojawiło się moje głębsze zrozumienie tego, czym faktycznie jest neutralność.

Moja percepcja neutralności ewoluowała od wyidealizowanego stanu „oświecenia”, gdzie nie ma już mojego „ego”, do bardziej realnego, przyziemnego stanu, gdzie mogę pozwolić sobie na to by „czuć jak to jest czuć, to co czuję”, oraz gdzie mogę pozwolić sobie spowolnić w tym stanie i spotkać siebie w tym miejscu, gdzie jestem.

Na myśl przychodzą mi słowa piosenki Alicji Majewskiej:

“Miłość jest jak cień człowieka

Uciekasz, to cię goni

A kiedy ją gonisz, ucieka”

Tak samo jest z neutralnością. Prawdziwa neutralność pojawia się, gdy przestajemy jej szukać.

NOWE ZROZUMIENIE QI GONG

Jak wspomniałam już wcześniej, nie tylko nauka bycia terapeutą czaszkowo-krzyżowym, ale i praktyka Qi Gong przez jakiś czas była dla mnie pełna wewnętrznej walki. Nie do końca byłam w stanie zrozumieć słowa mojego nauczyciela, który podczas długotrwałego wykonywania nieruchomej „pozycji otwarcia” mówił:

 „Praktyka bezruchu w pozycji otwarcia pozwala nie aktywować się w życiu nazbyt często. Pozwala zrozumieć, że to, co się w nas dzieje to jedynie reakcja naszego systemu nerwowego. Warto zadawać sobie pytanie: Czy mogę tak stać jeszcze dłużej?”

U mnie przebywanie przez wiele minut w jednej pozycji powodowało jedynie coraz większy dyskomfort, przechodzący w drżenie i ból. Z drugiej strony mój nauczyciel mawiał:

„W praktyce nigdy niczego nie wymuszaj. Praktykuj staranie się, nie napięcie. Rozluźnione staranie – to jest to czego szukamy.”

„Nigdy nie reaguj napięciem na pojawiające się napięcie” – podkreślał.

Te wszystkie uświadomienia na temat neutralności, o których pisałam wyżej pozwoliły mi dostrzec nową odsłonę słów mojego mistrza. To, co tak naprawdę trenowaliśmy, to pozwalanie sobie na akceptację naszego stanu wewnętrznego, nawet gdy pojawia się napięcie, czyli postępowanie zgodnie z ideą:

„Jesteś obecna, gdy pozwalasz rzeczom być takie, jakie są”. 

Prowadzi to do zrozumienia Qi Gong w prosty i bezpośredni sposób jako sposób obejmowania sił życiowych, łącznie z wszystkimi subtelnymi jakościami tej energii, wyrażanymi przez ciało i umysł. Ten sposób pojmowania Qi Gong idzie w zgodzie z jedną z taoistycznych zasad wu wei (nie-działanie, lub działanie pozbawione wysiłku) oraz wu ji (bezruch).

WU WEI –  ZASADA NIEDZIAŁANIA – NEUTRALNOŚĆ

W wu wei nie chodzi jednak bynajmniej o bierność czy lenistwo, ale o pogodzenie się z tym, co nie jest od nas zależne. O spokojne przyglądanie się temu, co nam się przydarza. Stosując zasadę wu wei należy pozwolić wszystkim rzeczom istnieć zgodnie z ich naturą, a zdarzeniom – biec zgodnie z ich naturalnym torem. To, co ważne, to to że człowiek nie może aktywnie podążać ścieżką wu wei. Jest ona bowiem rezultatem praktyki duchowej i przychodzi naturalnie. Jest więc ona zupełnie jak neutralność, o której pisałam powyżej, której zrozumienie przyszło do mnie z czasem.

W tekstach taoistycznych wu wei jest często ilustrowane przez wodę i jej zachowanie w naturze. Woda może przyjąć dowolną postać lub kształt. W wu wei chodzi więc o działanie, które jest jak płynięcie z prądem – człowiek staje się wówczas jednym z elementów naturalnego biegu rzeczy i jednym z ważnym elementów świata. Filozofia taoistyczna uznaje, że wszechświat działa harmonijnie, zgodnie z własnymi zasadami. Jeśli postępuję niezgodnie z tymi zasadami, zakłócam istniejącą harmonię.

Benjamin Hoff w Tao Kubusia Puchatka pisze: „Kiedy nauczymy się współdziałać z naszą Wewnętrzną Naturą i z prawami natury działającymi wokół nas, osiągniemy poziom Wu Wei. Wówczas będziemy współdziałali z naturalnym porządkiem rzeczy i kierowali się zasadą najmniejszego wysiłku. Ponieważ świat przyrody kieruje się tą zasadą, nigdy nie popełnia błędów. Błędy popełnia człowiek – albo też wydaje mu się, że je popełnia – istota z przeładowanym rozumem, która separuje się od tak pomocnego systemu praw natury przez ingerowanie weń i staranie się za wszelką cenę.”

Giorgia Milne w swojej praktyce dzieli się szczególnym podejściem do terapii Biodynamicznej. Jej koncepcja jest bardzo zgodna z taoistyczną ideą Wu Wei. W swoich nauczaniach podkreśla ona, że bycie dobrym praktykiem zależy od tego, na ile możemy być obecni i na ile możemy otworzyć świadomość. Jak mówi:

“Wrodzony plan leczenia wydarza się, niezależnie od tego, w jakim położeniu wobec ciała drugiej osoby się znajdujemy. Aby rozpoznać wrodzony plan leczenia potrzebna jest ufność i otwartość na to, by zostać poinformowanym. Nie jest nawet potrzebne myślenie o pacjencie – wystarczy zorientowanie się na własne ciało, oddychanie ciałem, bycie „u siebie w domu”, po to by w pełni móc podążać za własnym instynktem.”

James Jealous, osadzony w duchu kontemplacji chrześcijańskiej mówił:

„Ten brak wysiłku rozpoczyna to uczucie w ciele, że może ono odpocząć. Czy Chrystus nie prosił umęczonych, aby odpoczęli?

Profesor Qiguang Zhao mówił, że “Wu wei oznacza podążanie za naturą. Oznacza przerwanie łańcucha zmartwień i uświadomienie sobie, że w życiu nie wszystko prowadzi do jakiegoś celu; oznacza zrobienie sobie przerwy, przy jednoczesnej świadomości, że proces jest piękniejszy niż cel.”

WUJI, TAIJI – BEZRUCH I RUCH

Mój nauczyciel Qi Gong, Ron Timm mówi: „(…) Kiedy stoisz nieruchomo, zanim jeszcze rozpoczniesz całą sekwencję, znajdujesz się w stanie wuji.

Wuji oznacza stan bez skrajności, bez żadnych podziałów. Słowo to odnosi się do niezamanifestowanego aspektu Tao[vii], innymi słowy – Tao-bezruchu. Jest ona reprezentowana przez pusty okrąg:

Rysunek 1 – Symbol wuji

Wuji jest to stan przed zróżnicowaniem na yin i yang[viii]. Zawiera zatem zarówno ruch jak i spoczynek ponieważ znajduje się przed zamanifestowaniem czegokolwiek, przed rozróżnieniem między jakimikolwiek skrajnościami. Nie jest zatem pustką, gdyż zawiera potencjał życia. Ta jakość jest obecna również w innych koncepcjach np. hinduistycznym nonduality.

Według chińskiej filozofii z wuji wyłania się taiji – pierwotna jedność, która daje początek zróżnicowaniu – przeciwstawnym i równocześnie komplementarnym aspektom yin i yang.

Taiji oznacza Tao w ruchu. Reprezentuje iskrę ruchu – pojawienie się, oscylację, która pozwala narodzić się zdefiniowanemu objawowi nieskończonej rzeczy – Wu, czyli formie. Spolaryzowane jakości yin i yang rodzą wszystkie zjawiska świata manifestowanego, z ich różnymi cechami i zachowaniami (dualność).

blank

Rysunek 2 – Jeden z symboli taiji

Według filozofii taoistycznej, kluczową cechą natury jest zmienność, czy też przemiana, kiedy pustka (Wuji) cyklicznie zmienia się w formę (Taiji), a forma w pustkę. Idea ta jest zobrazowana symbolem Taiji tu, oznaczającym nieustanne i naturalne przemiany yin i yang.

blank

Rysunek 3 –  Symbol taiji tu

Filozofia taoistyczna zakłada możliwość ciągłego kontaktu z wrodzoną mocą wuji na wszystkich etapach cyklu, zarówno w obecności, jak i przy braku zjawisk.

Odnosząc to do biodynamicznego ujęcia czaszkowo-krzyżowego, osiąganie dynamicznej ciszy (czyli braku ruchu, i braku formy) podczas pracy z długim pływem (będącym ruchem i formą) jest jak sięganie do jakości wuji podczas ruchu formy taiji.

Podczas jednych z moich zajęć Michael Kern tłumaczył: “Dynamiczna cisza jest jak zejście głębiej i dotknięcie świętości”.

W książce “Mądrość Ciała” Michael wiąże dynamiczną ciszę z duchowymi tradycjami:

„Gdy wyciszamy umysł i kierujemy świadomość do źródła wszelkich naszych aktywności, możemy dotrzeć do pola dynamicznej ciszy. Na tym poziomie nie istnieje dwoistość, nie ma przedmiotu ani podmiotu. Do tej sfery – jako do podstawowego, początkowego stanu odnosi się wiele duchowych tradycji. Nie jest ona próżnią, gdyż zawiera wszystkie potencjały życia. […] Bezruch jest podstawą wszystkich form, a jednocześnie wszystkie formy mogą być w nim zawarte. […] Wszystkie przejawy naszego istnienia pochodzą z bezruchu. Gdy byt przemienia się w życie, Oddech Życia zaczyna przejawiać swoją obecność jako sekwencja ruchów.”

Według Franklyna Sillsa, koncepcja dynamicznej równowagi, oraz bezruchu, który ją centruje jest kluczem do procesu zdrowienia w biodynamicznym podejściu czaszkowo-krzyżowym.

OBECNOŚĆ

Wraz z lepszym zrozumieniem neutralności przyszło lepsze zrozumienie tego, czym jest obecność. To właśnie umiejętność bycia w tym danym momencie z tym wszystkim co jest i jakie jest. Kluczem jednak jest właśnie „ten moment” – bez obmyślania przyszłości bądź rozpamiętywanie przeszłości. Eckhart Tolle doradza praktykę odbierania zmysłowego bez kompulsywnej potrzeby nazywania lub osądzania wszystkiego, co odbieramy.

Gdy praktykuję terapię czaszkowo-krzyżową i nie wiem czym jest to, co czuję, to pozwalam sobie na to by nie wiedzieć. Gdy pojawia się nadmiar myśli, to nie próbuję się ich pozbyć. O wiele łatwiej jest działać w zgodzie z metaforą, której użył Ron Timm na zajęciach z praktyki uważności:

„Gdy podczas praktyki uważności pojawiają się myśli, to jest to tak, jakby cząstki nas oddzielały się od nas zabierając tam, gdzie są myśli. Czasem nie ma nas tu wcale, czasem jesteśmy tu tylko w jakimś procencie. Nie próbuj odgonić myśli na siłę. Zamiast tego skoncentruj uwagę na swoim oddechu, na swoim wnętrzu. I pozwól tym rozproszonym cząstkom ciebie wrócić to tego miejsca, gdzie się znajdujesz. Być może nie wrócą wszystkie, ale pozwól im wrócić na tyle na ile to możliwe. Myśli próbują nas wciągnąć, ale my możemy obserwować je bez bycia w nie wciągani”

blank blank blank

A                                              B                                           C

 

Rysunek 4 – Koncepcja myśli i cząstek nas wg. Rona Timma

A – pojawiające się myśli, B – bez stanu uważności cząstki oddzielone od ciała,

C – uwaga na wnętrzu powoduje, że cząstki wracają do ciała

Gdy uczymy się obserwować myśli zamiast je odganiać, pojawia się nowa jakość, nowy stan równowagi, gdzie w danej chwili rzeczy są pozostawione takie jakie są – bez przykładania do nich siły – mentalnej ani fizycznej – zgodnie z zasadą wu wei.

Dzięki obecności możemy zorientować się na całość, bez fragmentacji wiedzy, ciała i ducha swojego i pacjenta. Tylko widząc całość możemy zobaczyć prawdziwy wrodzony plan leczenia.

W ten sposób możemy ofiarowywać drugiej osobie najlepszą, najbardziej prawdziwą i najbardziej obecną wersję siebie. Akceptując wszystko, co moje, mogę otworzyć się w pełni na to, co przynosi ze sobą druga osoba, dając jej terapeutyczną przestrzeń do tego, by była zobaczona taka jaka jest, do tego by jej wewnętrzny uzdrowiciel mógł działać.

Jak ujął to Michael Kern na jednym z wykładów: “Przestrzeń jest esencją wszystkiego, co leży u podstaw zdrowienia. To jest grunt potencjału u wszystkich możliwości”.

OBECNOŚĆ – STUDIUM PRZYPADKU

Jedną z praktycznych sesji, która najbardziej zapadła mi w pamięć była praca z Joanną. Kobieta miewała stany depresyjne a jej ciało wykazywało bóle w różnych miejscach, które zmieniają swoje położenie. Mimo korzystania z różnych terapii (masaż, akupunktura, fizjoterapia), bóle ustępowały tylko na chwilę, a następnie wracały w tym samym, lub innym miejscu. W momencie pojawienia się w moim gabinecie wydawała się być pobudzona i niespokojna.

Po krótkiej rozmowie zaproponowałam mojej klientce krótką medytację, którą poprowadziłam, aby pomóc jej wejść uwagą w ciało i w teraźniejszość. Już w trakcie medytacji pojawił się u niej głębszy i dość szybki oddech, a po paru minutach popłynęły łzy.

Dzięki swojemu osadzeniu poczułam się na siłach, by przeprowadzić ją przez ten proces, prowadząc kilkunastominutową rozmowę, pytając ją o odczucia z ciała, a także nakierowując ją na obrazy i skojarzenia, które jej się pojawiają w związku z odczuciami z ciała. Przez cały ten czas tworzyłam neutralną, otwartą przestrzeń dla Joanny, nie oceniając i pozwalając jej na procesowanie emocji w ciele. Poza moją obecnością otwartością i uważnym słuchaniem właściwie nie robiłam nic.

Po kilkunastu minutach Joanna była gotowa na sesję Cranio, podczas której była spokojna.

2 dni po sesji Joanna napisała do mnie, że po sesji była spokojna, powolna i cicha, oraz skoncentrowana, ale jednocześnie nadal pełna emocji, które powodowały płacz. Oto wycinek jej informacji zwrotnej  „Jestem wdzięczna Ci bardzo. Wiele zależy od samej osoby terapeuty. Ja nigdy nie potrafiłam się otworzyć. A już na pewno nie ryczeć. Twój głos i ciepło robią robotę. A potem już idzie.”

Zafascynowała mnie moc samej neutralnej obecności, dzięki której pacjenci zyskują dostęp do swoich głębszych uczuć i emocji. Właściwie wszystko w tej sesji zadziało się zanim klientka położyła się na stole, sama sesja była już tylko dopełnieniem, domknięciem procesu, który się zadział.

To doświadczenie było dla mnie bardzo znaczące. Ja sama czułam się po tej sesji pełna energii i spokoju. Dzięki praktyce wewnętrznego osadzenia udało mi się zachować właśnie tę neutralność terapeuty, o jakiej jest mowa podczas kursu, oraz poczuć faktyczną moc jaką owa neutralność daje.

Dodatkowo, to co dla mnie było dość znaczące, to że przychodząc na tę sesję do gabinetu sama wcale nie byłam wyciszona ani spokojna. Miałam przed spotkaniem dość burzliwą dyskusję z dzieckiem, co pozostawiło mnie w stanie pobudzenia. Co dla mnie było istotne to fakt, że sama pozwoliłam sobie “czuć to, co czuję”, gdy przyjmowałam Joannę. Niesamowicie pocieszający i uwalniający dla mnie jest wniosek, że ta neutralność, z którą wyszłam do pacjentki nie wymagała ode mnie usilnej próby osiągnięcia stanu wewnętrznego spokoju przed sesją. Było to bardziej rozpoznanie mojego wewnętrznego stanu i uznanie go.

OBECNOŚĆ W PSYCHOTERAPII

Gdy pojawiło się głębsze zrozumienie tego, czym jest neutralność i obecność, od razu zaczęłam dostrzegać wartość tego uświadomienia w kontekście wszystkich innych rodzajów terapii, które bazują na wykorzystaniu „Wewnętrznego uzdrowiciela”, zgodnie z zasadą, że uzdrowienie zaczyna się wówczas, gdy przestajemy stawać sobie sami na drodze.

W psychoterapii bardzo często chodzi o możliwość choćby chwilowego osiągnięcia jakości, która nie jest przyczepioną do przyszłości ani przeszłości, jak również nie jest uwarunkowana jakimikolwiek okolicznościami, przekonaniami ani schematami. Najbardziej efektywna praca jest wtedy, gdy klient będzie w stanie tymczasowo obejść swoje własne mechanizmy obronne – wówczas będzie w stanie utworzyć nową interpretację zdarzeń w swoim życiu, oraz rzeczywistości zarówno na poziomie świadomym jak i podświadomym.

I o ile w biodynamicznym ujęciu czaszkowo-krzyżowym poszukuje się tej jakości „zawieszenia w punkcie zero” poprzez obecność i subtelny dotyk, to w wielu nurtach psychoterapii chodzi o doprowadzenie do momentu pełnej obecności klienta z samym sobą, w którym staje się gotowy na doświadczanie rzeczywistości takiej jaka dla niego jest, wraz z emocjami, które do doświadczenie wywołuje. I nawet jeśli ten stan trwa zaledwie kilkadziesiąt sekund, to tak zwane „emocjonalne katharsis”, lub reinterpretacja na poziomie poznawczym pomaga trwale zmienić doświadczanie klienta.

W utrzymywanie naszych pierwotnych traum „z ryzach” potrafimy włożyć naprawdę dużo energii, ale bardzo boimy się puścić te wszystkie schematy. Stają się one bowiem tak powszednie, że traktujemy je jako integralną część siebie samych. I nawet, gdy pierwotne zagrożenie dawno już minęło, a my możemy już swobodnie puścić nasze uwarunkowania, okazuje się to trudne.

Tak naprawdę, by doznać uzdrowienia, musimy zatrzymać na chwilę chęć panowania nad emocją, by móc ją transformować. Gdy zagłuszamy ją w sobie, nieprzepracowana, będzie co chwilę do nas powracać. Gdy uznamy ją, zaakceptujemy i pozwolimy jej wybrzmieć w naszym ciele, wtedy ona odejdzie i zrobi miejsce na nowe. Jak podkreśla Peter A. Levine, ekspert w terapii traumy, dużo ważniejsze jest połączenie się z danym zdarzeniem poprzez odczucia w ciele, niż bezpośrednie wspominanie bądź opowiadanie o traumatyzującym doświadczeniu. Podkreśla on przy tym rolę bezpiecznego otoczenia, oraz uwalnianie zgromadzonej w ciele energii po trochu, na tyle na ile jest to możliwe na dany moment.

Asocjacja z emocją, czyli wejście w stan jej odczuwania, jest elementem uniwersalnego modelu Meta Pattern wykorzystywanego w technikach NLP, coachingu, czy w psychoterapii. Gdy pozwalamy sobie połączyć z daną emocją i po prostu z nią być, jesteśmy w stanie w pełni połączyć się z tym miejscem w nas, które wymaga uzdrowienia. 

Z mojego punktu widzenia to tymczasowe wyłączenie mechanizmów obronnych, rozbrojenie ich jest to bardzo podobne do znalezienia „point of stillness” gdzie nie robiąc nic pozwalamy działać wewnętrznemu uzdrowicielowi.

Osobiście odczułam niesamowicie terapeutyczną moc tego procesu, kiedy kilka lat temu borykałam się ze stanami lękowymi i ogromną nadwrażliwością na niektóre dźwięki. Szukałam rozwiązania przez kilka lat u wielu terapeutów, z różną skutecznością, by w końcu pozwolić sobie odpuścić wszystkie systemy blokujące emocje i przez chwilę pozwolić lękowi na płynięcie bez przeszkód. To był faktyczny moment „poddania się”, wynikający z braku sił do dalszej walki. Co ważne nie było we mnie też żadnego oczekiwania, ponieważ proces ten zadział się w pewnym sensie nieświadomie. Jednakże efekt terapeutyczny był natychmiastowy i ogromny. Proces ten zniwelował mój problem od ok. 90% do ok. 5-10%, by w kolejnych miesiącach mógł on całkowicie odejść w zapomnienie. Piszę o tym, ponieważ to doświadczenie całkowicie zmieniło moją percepcję tego, co tak naprawdę jest czynnikiem leczącym i otworzyło na eksplorację nurtów terapeutycznych, które stawiają na naszą wrodzoną moc do samouzdrawiania. Moim problemem nie był lęk, a opór jaki moje ciało stawiało przed tym uczuciem. To, co blokuje nasz przepływ, nasz naturalny powrót do równowagi to między innymi nasze przekonania, mechanizmy obronne, nawyki oraz nieprzepracowane i wyparte emocje.

James Jealous mówił: „Idea leczenia pacjenta przy użyciu własnej inteligencji i intencji w końcu umiera… W moim przypadku upłynęło dwadzieścia lat i 80 000 zabiegów… A potem kolejne dziesięć lat stawania się neutralnym wobec intuicji, która próbowała uprzedzić pływ”.

Neutralność wobec procesu wysuwa się zatem na pierwszy plan wszelkich koncepcji leczenia, a różne nurty terapeutyczne stosują jedynie nieco inne podejście do tego jak pomóc klientowi tę neutralność osiągnąć.

W ujęciu biodynamicznym neutralność i obecność terepeuty to podstawa osiągania tzw. pola relacyjnego, będącego miejscem wzajemnego spotkania się terapeuty i klienta we “wspólnej podróży”, w poczuciu zarówno akceptacji, jak i bezpieczeństwa. Sutherland porównywał neutralność do silnika na neutralnym biegu. Gdy mamy zamiar holować samochód, to przy wrzuconym biegu w przód lub wstecz nie możemy nim poruszyć. Neutralność to przytomna świadomość, która jest zawieszona, swobodnie ruchoma i w równym stopniu zdolna do bycia dotkniętą, do zareagowania i do spoczynku, w zgodzie z Oddechem Życia.

Neutralność i Obecność wyłaniają się jednakże na pierwszy plan, tylko w połączeniu z fundamentalnym założeniem, że w zdrowym organizmie wszystko płynie, wszystko samoistnie wraca do równowagi.

OBECNOŚĆ A DUCHOWOŚĆ

Dr. Joe Dispenza jako jeden z 4 czynników potrzebnych do uzdrowienia wymienia chwilową utratę percepcji czasu, bycie obecnym. Otwarta świadomość: „Nikt, Nigdy, Nigdzie” – prowadzi do zwolnienia fal mózgowych i otwarcie się na zmianę. Co więcej, bycie obecnym jest jednym z elementów kreowania nowej rzeczywistości poprzez sprzyjające myśli: „Gdy jesteś obecny, mózg nie widzi różnicy między rzeczywistym zdarzeniem a aktem wyobraźni”

Tak samo jest zresztą w tekstach opisujących teorię przyciągania. Obecność to moment, kiedy decydujemy się polegać na większej sile, kiedy oddajemy pewne działania Bogu i w pełni ufamy, że pragnienie zostanie spełnione. Kiedy świadomie zaprzestajemy działania wg. naszego planu realizacji, po to by nasz cel urzeczywistnił się w najlepszy sposób.

Joseph Murphy pisał: „Twoja podświadomość dokłada wszelkich starań, żeby chronić twoje życie i przywracać Ci zdrowie. […]. Zaufaj bez reszty niezwykłej sile podświadomości, a wkrótce cieszyć się będziesz pełnią zdrowia”.

W swojej twórczości często powoływał się na Biblię, cytując m.in.: „Twoja wiara Cię uzdrowiła…”

BEZRUCH I OBECNOŚĆ W SZTUCE

Koncepcje bezruchu i obecności pojawiają się również w kulturze i sztuce – artyści chcą przypominać nam o ich znaczeniu i skłonić do zatrzymania.

Artystka Marina Abramovic od lat słynie z kontrowersyjnych performance’ów, w których wielokrotnie badała granice widzów zadając sobie cierpienie i stawiając widzów wobec niewygodnych pytań o człowieczeństwo. W 2010 rozgłos zyskał jej performance “Artysta obecny” w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. W czasie jego trwania artystka spędziła w bezruchu ok. 700 godzin siedząc na krześle. Naprzeciw niej mogli siadać widzowie, spędzając tam tyle czasu ile chcą. Marina Abramovic powiedziała po wystawie, że była ona najtrudniejsza ze wszystkich:

„Ludzie nie rozumieją, że najtrudniejsza rzecz to robienie czegoś bliskiego niczemu”

Moją uwagę przykuł również fragment pięknego wiersza T.S. Eiota “Burnt Norton”:

„W nieruchomym punkcie krążącego świata.

Ani cielesnym, ani bezcielesnym.

Ani od, ani ku. W nieruchomym punkcie, tam trwa taniec,

Ani bezruch, ani ruch. Nie mówcie mi, że to stałość,

Że stygnie i co będzie, i co było. Ani ruch od czegoś, ni ku czemuś,

Ani w górę, ani w dół. Gdyby nie punkt, nieruchomy punkt,

Nie byłoby tańca, a jest jedynie taniec.

Mogę powiedzieć, że tam byliśmy raz: ale nie wiem gdzie.

I nie mogę powiedzieć jak długo, bo nikt nie umieści go w czasie.

Wewnętrzna wolność od czynnego pragnienia,

Ulga od działań i cierpień, ulga od wewnętrznych

I zewnętrznych przymusów, jednak otoczona

Łaską zmysłów, światem w ruchu i bez ruchu …” 

PODSUMOWANIE

Głębsze zrozumienie pojęć używanych w terapii czaszkowo-krzyżowej dały mi zupełnie nową jakość pracy jako terapeuta. I tak naprawdę nieważne o jaką modalność terapeutyczną chodzi – tak długo jak kierujemy się zasadą, że to ciało ma największą mądrość,  to neutralność, obecność, empatia są najważniejszymi czynnikami terapeutycznymi.

Istnieje wiele sposobów na opisanie rzeczywistości w kontekście ludzkiego dobrostanu psychicznego i fizycznego: czy to poprzez pole kwantowe, czy poprzez biodynamiczne siły Oddechu Życia, czy też system czakr i pranę, lub dantien i Qi.

Wszystko jednak prowadzi do jednej prawdy, którą znakomicie oddają słowa Franklyna Sills’a, w których powołuje się na Williama G. Sutherlanda:

„Ludzki system jest zorganizowany w obrębie subtelnych pól bioelektryczno-biodynamicznych, działających na poziomie kwantowym, które są wyrazem działania  głębszej Twórczej Inteligencji. To jest święte terytorium. […] Terapeuta odkrywa, że procesy uzdrawiania nie są obramowane działaniem ludzkich rąk, lecz zainicjowane z głębi tych tworzących zasad”.

Z osobistego punktu widzenia widzę to jako swoiste „poddanie się”. Ale nie w znaczeniu rezygnacji z działań, beznadziei. Chodzi o zaprzestanie tej wewnętrznej walki przy zachowaniu działań wynikających ufności w większą mądrość, formę wyższej inteligencji.

Dla wielu osób nie jest to oczywiste podejście. Jako ludzie pragniemy mieć kontrolę. Zdobywamy wiedzę, by stać się specjalistami w danej dziedzinie. Ufamy naszej wiedzy, jednakże mimo to doznajemy rozczarowań, gdyż wydaje się ona niewystarczająca. W takiej postawie „walczymy” z chorobą, a walka oznacza napięcie. Zgodnie z 3 prawem dynamiki Newtona, im więcej siły wkładamy by coś powstrzymać, z tym większą siłą coś będzie na nas oddziaływać.

W postawie biodynamicznej ważniejsze od „wiem” jest: „czuję” i „ufam”. Neutralność i obecność to wartości otwierające nas na intuicję. Dopiero za nimi może iść poddanie się, odrzucenie napięcia wynikające z walki. Dla mnie jest to porównywalne do zapraszania do stanu równowagi znanego w biodynamicznym podejściu czaszkowo-krzyżowym. To trochę tak, jakbyśmy przestali naciskać na jedną szalę wagi pozwalając by samoistnie ustawiła się w naturalnej dla siebie pozycji. To właśnie jest tworzenie warunków do głębokiej reorganizacji w gospodarce naszego ciała. W zgodzie na wszystko, co czujemy, w akceptacji dla mocy płynącej z niedziałania, w braku konkretnych oczekiwań, w zaufaniu do większej mądrości, w pełnym spokoju.

Justyna Ganiec

ŹRÓDŁA:

– Warsztat „Touch of Presence” Giorgia Milne, Warszawa, Czerwiec 2022,

– Warsztat „Meditation & Stillness Practice”, Ron Timm, Warszawa, Październik 2022.

– Własna praktyka

– Wykłady Europejskiego Centrum Terapii i literatura

– “Mądrość ciała” – Michael Kern

– Wykłady Profesjonalnej Szkoły Hipnoterapii

– “Qigong As a Portal to Presence. Cultivating the Inner Energy Body”-  Gunther Weil, Ph.D Internalarts Journal

– “Foundations in craniosacral biodynamics. The breath of life and fundamental skills, vol 1” –  Franklyn Sills

– Wikipedia

– “An ostheopathic oddysey” – James Jealous, D.O.

– Oxford dictionary.

– www.przewodnikduchowy.pl

– www.malowane-wierszem.blogspot.com

– “Tao Kubusia Puchatka” Benjamin Hoff

– “Contemplative studies, 2012, Ashland, Oregon” James Jealous

– “Encyklopedia Taoizmu” Isabelle Robinet

– “Obudźcie tygrysa” Peter A. Levine

– “An Illustrated New Taoism” Qiguang Zhao

– “Potęga podświadomości” Joseph Murphy

PRZYPISY

[i] Qi Gong  jest zestawem ćwiczeń zdrowotnych starożytnych Chin. Składa się z dwóch słów: Qi, czyli życiowa energia, oraz Gong, czyli perfekcyjne opanowanie czegoś.

[ii] Taoizm – chiński system filozoficzny i religijny, propagujący ideę nie sprzeciwiania się naturalnemu porządkowi, panującemu w przyrodzie i społeczeństwie. Pochodzi od słowa Dao, które oznacza bezosobową siłę i zasadę tworzącą i porządkującą Wszechświat.

[iii] Dantian. Jest to środek ciężkości ludzkiego ciała, tzn. punkt położony ok. dwie szerokości kciuka poniżej pępka i ok. trzy szerokości kciuka w głąb. Jest ważnym pojęciem w tradycyjnej medycynie chińskiej oraz niektórych dalekowschodnich sztukach walki, gdzie poza ćwiczeniami medytacyjnymi używany jest m.in. przy opisie pracy ciała i generowania siły.W Chinach oraz Japonii dantian jest uważane za miejsce gromadzenia się Qi.

[iv] Cranio. Inna nazwa terapii czaszkowo-krzyżowej wywodząca się od angielskiego Craniosacral Therapy.

[v] Qi – chińske określenie na siły życiodajne oraz porządkujące.

[vi] Oddech Życia – jest manifestacją Siły Życiowej niosącej w sobie życie. Średni pływ jest jego ekspresją. O Oddechu Życia zaczął mówić Sutherland, pojęcie pochodzi z Biblii.

[vii] Tao (Dao) – podstawowe pojęcie filozofii chińskiej, kluczowe dla taoizmu, ma różne znaczenia, ale jedną z nich jest „uniwersalna zasada kierująca wszechświatem”

[viii] Yin i yang – chiński koncept filozoficzny opisujące przeciwne, a jednocześnie komplementarne aspekty.