Zastosowanie BTCK jako pierwszy element holistycznej pracy rehabilitacyjnej w przypadkach pacjentów z dysfunkcjami o podłożu psychosomatycznym - Europejskie Centrum Terapii

Wstęp

         W swej wieloletniej pracy klinicznej jako rehabilitant spotkam się na co dzień z pacjentami, z którymi mocno skupiamy się na dysfunkcjach aparatu ruchu. Do pracy z problemami takimi jak ograniczenia ruchomości, ból czy dyskomfort w ciele wdrażanych jest wiele technik takich jak masaż, terapia manualna, kinesiotaping, czy ćwiczenia fizyczne. Wszystkie te techniki są bardzo skuteczne w idei poprawiania zdrowia i sprawności człowieka. U podłoża ich zastosowań leży skupienie się na czysto fizycznych przyczynach dysfunkcji pacjenta jak na przykład złamanie, stłuczenie, przeciążenie czy wadliwa postawa ciała.

         Niestety nie jest to pełny obraz sytuacji terapeutycznych. Raz na jakiś czas zdarza się pacjent zgłaszający się z problemami, które na pozór wydają się powszechne i klasyfikowane pod znanymi i opracowanymi nazwami jak „zamrożony bark”, „bóle w karku” albo „bolące kolana”. Postępując według schematu dysfunkcji aparatu ruchu i skupiając się na rehabilitacji np. napięć mięśniowych, ruchomości stawowych czy zaburzeń powięziowych z tymi pacjentami nie uzyskuje się prawie żadnych efektów, lub, jeśli w ogóle, to bardzo krótkotrwałe i powierzchowne.

Nawet przy szerszej diagnostyce jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny nie znajdujemy żadnych mechanicznych podstaw, by terapia nie miała zadziałać. Pacjenci ci w większości przypadków szukają pomocy dalej u kolejnych terapeutów i specjalistów, często z mizernym skutkiem.

         Zagadka ta często ma swoje rozwiązanie w psychice pacjenta, a konkretniej w traumach, które dany pacjent doświadczył i odbiły się na jego psychice, na przykład w wyniku wypadku, którego przeżył. Takie sytuacje wymagają innego, dużo bardziej holistycznego podejścia. Użycia innych technik i terapii, by dopiero później można było pracować z mechanicznymi aspektami dysfunkcji. Jedną z takich metod jest biodynamiczna terapia czaszkowo krzyżowa.

         Założenia ogólne BTCK.

         W terapii biodynamicznej cz-k terapeuta skupia się na głębokim słuchaniu „ciała” pacjenta, a dokładniej pływu płynu mózgowo rdzeniowego. Terapeuta wykonuje to poprzez delikatny dotyk na różnych częściach ciała, często skupiając się na czaszce i kości krzyżowej.

         Płyn ten zapoczątkowuje swój bieg w komorach mózgu, obmywając go i dalej podążając przez rdzeń kręgowy aż do kości krzyżowej i dalej do każdej komórki ciała. W rytm tego pływu nasze ciało, czyli wszystkie jego struktury i tkanki ruszają się „otwierając się” i „zamykając”. Można to przez analogię porównać do ruchu klatki piersiowej, która otwiera się przy wdechu płucnym i zamyka przy wydechu.

         Płyn mózgowo rdzeniowy i jego pływ z fizjologicznego punktu widzenia jest nośnikiem substancji odżywczych, amortyzatorem układu nerwowego, ma też duży udział w przenoszeniu informacji przez tak zwane mediatory, czy hormony. By lepiej zrozumieć jego funkcje i znaczenie z punktu widzenia BTCK posłużę się porównaniem doktora Sutherlanda, który określił płyn mózgowo – rdzeniowy jako nośnik ekspresji „Oddechu Życia”1. Patrząc na człowieka jako całość „oddech życia” to jak by iskra, która daje nam życie Niektórzy badacze używają też określenia oddechu duszy w ciele.

         W rytm pływów płynu mózgowo-rdzeniowego poruszają się wszystkie struktury i narządy naszego ciała. Ruch ten jest niewielki i wolny. Terapeuta czaszkowo – krzyżowy uczy się słuchania tego pływu poprzez palpację. Dzięki takiemu postrzeganiu naszego ciała według BTCK terapeuta „nasłuchuje” tegoż pływu, skupia się na wszelkich anomaliach w jego przepływie dając swoja uwagę tym miejscom. Poprzez takie działanie organizm odwołuje się do swego wewnętrznego wzorca zdrowia, do pierwotnych „procedur naprawczych”. Człowiek w swej złożoności dysponuje zasobami, by wewnętrznie naprawić swój własny system. W BTCK wspieramy pacjenta w odszukaniu tych wzorców i uruchomieniu ich, aby organizm sam odnalazł drogę do wyleczenia. Niezwykle istotne jest to, gdy mamy do czynienia z deficytami w układzie nerwowym,  w psychice w postaci np. traumy itp…

         Praca z ciałem pacjenta jako całościowego układu zależności.

         Wszystkie działania ze świata z zewnątrz, które dotykając nas i naszego ciała mają bezpośrednimi związek z tym, jak odczuwamy, ruszamy się i żyjemy, jak również z tym jak śpimy, trawimy, czy oddychamy. Idąc dalej tym tropem dotyczy to też sposobów, w jak się regenerujemy, jak produkujemy nowe tkanki po urazie czy jak zachodzi proces zabliźnienia ran. Jednym słowem jesteśmy całością i cały nasz organizm reaguje wszystkimi swoimi układami i zasobami na środowisku.

         W wielu przypadkach, gdzie doszło do sporego uszkodzenia ciała w wyniku wypadku, lub innych traumatycznych okoliczności psychika pacjenta może odczuć to jako mocne naruszenie jego konstytucji. W takich przypadkach praca terapeutyczna nie powinna się ograniczać tylko do sfery czysto fizycznej, ale także psychofizycznej czy nawet energetycznej. W takich przypadkach BTCK przychodzi z wielką pomocą, dając przestrzeń na przepracowanie wewnętrznych wzorców, traum i powrót do pierwotnego wzorca zdrowia.

         Przypadki, które pragnę opisać poniżej, są skrajnymi przykładami tego jak niezastosowania odpowiedniej kolejności narzędzi terapeutycznych spowodowało zatrzymanie procesu leczenia albo nawet regres i postępowanie choroby. Niemniej jednak pragnę tu zaznaczyć, że chodzi tu o kolejność pracy, a nie porównywanie jakiś działań lub innych terapii ze sobą (rehabilitacji ruchowej, leków, diety, ćwiczeń itp.)

         Studia przypadków

         Przypadek nr 1

         Pan A., lat 29, mężczyzna. Trafił do mnie dwa lata po urazie z zalecenia lekarskiego. Przebyty uraz głowy spowodowany był poprzez uderzenie tępym narzędziem w głowę podczas bójki.

         Objawy:

         Pozycja wycofana, zapadnięta klatka piersiowa, pochylona głowa, przytępiony wzrok, zawroty głowy, szybka męczliwość wysiłkowa, atrofia mięśniowa, spóźniona reakcja neurologiczna, seplenienie. Częste mocne bóle głowy z piszczeniem lub dzwonieniem w uszach. Bóle mięśniowe, częste bóle kręgosłupa odcinka szyjnego i lędźwiowego, sporadycznie piersiowego.

         Pacjent przebył półroczną hospitalizację i wszelakie badania specjalistyczne(TK, RM, Rtg, morfologia, itp.). Po szpitalu uczęszczał na rehabilitację, która nie dawała żadnych efektów. Szukał tez pomocy wśród wielu specjalistów rożnych dziedzin (psychiatra, terapie manualne, chiropraktyka, hirudoterapia, masaże, i wiele innych ). Wszystkie te działania nie dały efektów lub na bardzo krótki czas (maksymalnie kilka dni). Niektóre mocne techniki manualne nawet pogarszały stan.

         Praca BTCK.

         Z panem A. pracowałem raz w tygodniu przez pięć miesięcy tylko BTCK. W tym czasie nie były stosowane żadne inne techniki manualne czy terapie. Okres ten mogę podzielić na trzy etapy.

         Pierwszy etap

(Dwa miesiące, w których moja praca skupiona była na słuchaniu pływów, głównie na czaszce i kości krzyżowej.)

         Pierwsza sesja była z mojego punktu widzenia bardzo „płytka”, to znaczy całe ciało było jakby zamrożone, odrętwiałe. Wszelkie ruchy pływu płynu wielordzeniowego były bardzo nieznaczne i wręcz znikome. Pacjent bardzo szybko zasnął na stole. W ciele pacjenta natomiast zadziało się sporo, co zamanifestowało się tym, że po sesji pacjent przez dwa dni czuł się słabo, nie mógł wstać, kręciło mu się w głowie, a nawet raz go zemdliło. Po dwóch dniach objawy te zniknęły, a sam pacjent przyznał ,że ogólnie w ciele poczuł się „jakby lżej”. Pragnę tu dodać, że uprzedziłem pana A. o tym, że po sesji może być gorzej. Pacjent był bardzo zdeterminowany i przyznał, że od dawna nie czuł, żeby po jakiejkolwiek terapii coś się zmieniło, a po tej terapii ma wrażenie, że jest na dobrej drodze, więc taki stan pogorszenia nie jest dla niego problemem.

         Kolejne sesje dały trochę więcej ruchu w kości czaszki. Pracowałem też z zaciszeniem i membranami ciała. Kość potyliczną odczuwałem tak, jakby przechylona była na lewa stronę, przy wdechu kraniowym kość dochodziła do pewnego miejsca i jakby nie mogąc pójść dalej w swym ruchu lekko drgała. Było to bardzo subtelne i delikatne .

         Kość ciemieniowa – jej prawa strona była rozedrgana, a lewa zamrożona i dawała takie wrażenie sztywności. Na styku tej kości i czołowej było właśnie uderzenie. Kość czołowa była jakby nabrzmiała, sztywna i zimna. Jakby jej w ogóle nie było. Prawa strona kości klinowej wykazywała lekki ruch obrotowy, natomiast lewa zamrożenie i sztywność. Kość krzyżowa cała była lekko zrotowana w lewa stronę i bez pełnego oddechu kraniowego. Tak jakby dochodziła do pewnego momentu i nie mogła ruszyć dalej.

         Etap ten zakończył się tym, że każda z kość zaczęła mieć jakikolwiek ruch wdechu i wydechu kraniowego. Nie było już uczucia zamrożenia ani rozedrgania. Najmniejszy progres był jednak z kością czołową, z którą dalej miałem to wrażenie sztywności, mimo że coś jak by drgnęło w tym temacie. Kość klinowa była na tym samym poziomie ruchu nic więcej poza tym, co było na początku.

         Drugi Etap

         Pacjent nadal zaraz po sesjach czuł się gorzej, ale okres ten trwał zaledwie popołudnie lub najdłużej dzień. Nie zasypiał już podczas terapii. Był też w stanie opowiadać podczas sesji o swoich odczuciach z ciała, co wcześniej prawie się nie zdarzało, albo było co najwyżej wrażeniem kręcenia się w głowie. Objawy, z którymi przyszedł, uspokoiły się. Zawroty głowy były rzadsze, stan mięśni poprawił się na tyle, że pacjent zaczął wykonywać w domu podstawowe ćwiczenia fizyczne, co wcześniej było kompletnie niemożliwe przez szybką męczliwość, bóle i zawroty głowy. Poprawiła się jakość snu. Wchodząc do gabinetu Pan A. był dużo „żywszy” w ruchach, klatka piersiowa się podniosła. Cała postawa lekko się wyprostowała.

         W tym okresie było odczuwalnych dużo więcej specyficznych miejsc (punktów podporu). Najwięcej ich było w okolicy obręczy barkowej. Odnosiłem wrażenie jakby jajowatej spirali, według której są uporządkowane, środek wychodził z okolicy serca lub mostka, a najbardziej zewnętrze kręgi przechodziły przez kość czołową. Na każdej sesji układ punktów podporu był inny i z czasem było ich coraz mniej.

         Przy końcu tego okresu,  który trwał dwa miesiące  (2-3 sesje nie odbyły się chronologiczne z powodu wyjazdów albo świąt) pracowałem z odwijaniem kości gnykowej. Pan A. podczas dotyku tej kość zasnął, co już mu się nie zdarzało na sesjach. Kość gnykowa natomiast wykazywała odrętwienie i dopiero po dłuższej pracy z nią odwinęła się do prawie idealnego wdechu i wydechu kraniowego. Pacjent opowiadał, że po tej sesji znowu był osłabiony przez prawie dwa dni z tym, że nawet ciężko mu było wstać z łóżka i miał w nocy gorączkę. Po dwóch dniach objawy te kompletnie ustąpiły.

         Po tym okresie Pan A. wróci do rekreacyjnej gry w piłkę nożną. Wcześniej próby biegania albo podbiegnięcia kończyły się zawrotami głowy, a nawet omdleniami.

         Etap trzeci – około dwóch miesięcy

         Podczas tego okresu pracowałem z odwinięciem serca, a także z membranami czaszki. Wszystkie kości czaszki i kość klinowa odwijały mi się w pełni, jednak wykazywały pewne skręcenia lub rotacje. Było to jednak nieznaczne porównując ze stanem początkowym. Więcej uwagi poświęciłem też kości czołowej. Za każdym razem praca z nią powodowała wiele rożnych objawów w ciele jak drżenie ud lub nagły ból głowy, wrażenie ucisku w klatce piersiowej albo pojawienie się nagłego zawrotu głowy (Pacjent cały czas leżał na stole do masażu).

         Pod koniec tego okresu pacjent pozbył się początkowych dolegliwości, zaczął w miarę normalnie żyć i pracować, a także uprawiać sport i ćwiczyć. Męczliwość wysiłkowa ustąpiła, podobnie jak i zawroty głowy. Bóle głowy pojawiały się rzadko i raczej były związane zmianą pogody lub odwodnieniem organizmu. Od tego momentu zaczęła się praca rehabilitacyjna włączając w nią terapię manualna kręgosłupa, kinesiotaping, terapię miejsc spustowych, ćwiczenia korekcyjne i wzmacniające, terapie powięziowe. BTCK była w cały ten proces wplatana już sporadycznie.

         Wszystkie te zabiegi manualne przynosiły bardzo szybkie efekty i nie pogarszały stanu pacjenta. Ciekawe było też to, że Pan A. przy większości technik manualnych wspominał że miał „to” lub „tamto” robione i wtedy nic to nie pomagało. Teraz sam zauważał, że czuje się lepiej z każdym zabiegiem.

         Podsumowanie

         Zastosowanie BTCK w tym przypadku „odblokowało” pacjenta z traumatycznego zamrożenia, w które wszedł organizm, z którego żadna siła mechaniczna nie mogła go wyrwać. Odwołanie się do wewnętrznych wzorców leczenia i wsparcie go terapią BTCK dało przestrzeń do dalszej pracy manualnej, która też była potrzebna, ale organizm nie umiał z niej wcześniej skorzystać.

         Przypadek nr 2

         Pani O., kobieta, 35 lat. Zgłosiła się objawami bólów brzucha, jelit, oraz kręgosłupa lędźwiowego czasami rozprzestrzeniającymi się na odcinek szyjny,  przewlekłym zmęczeniem psychofizycznym. Dużym problemem były zaparcia, które pojawiały się codziennie i były nawet bolesne. Badanie krwi ani badania gastrologiczne nie wykazały żadnych dysfunkcji.

         Objawy: skrzywienie kręgosłupa po przebytej w dziecięctwie lekkiej skoliozie. Duża tkliwość całego ciała, przeczulica skórna, w szczególności okolic podbrzusza. Mięśnie przykręgosłupowe napięte i tkliwe.

         Pani O. próbowała już terapii manualnych, ale powodowały one duży ból, napięcie całego ciała i zaciskanie szczęki. Zastosowane były też diety oraz leczenie farmakologiczne, ale one także nie dały żadnych efektów. Nadmierny wysiłek lub ćwiczenia powodowały dyskomfort w okolicy brzucha lub bóle odcinka lędźwiowego.

         Pacjentka z zawodu neurologopeda w wywiadzie opowiedziała o tym, że swoich pacjentów (dzieci) wysyła na terapie czaszkowo – krzyżową i widzi efekty tej pracy. Sama jednak miała duży opór, by przyjść na taka terapię i zbierała się z tym bardzo długo. Z pacjentka odbyłem trzy sesje w odstępach tygodnia lub dwóch.

         Opis sesji:

         Pierwsza sesja

         Po obszernym wywiadzie ułożyłem pacjentkę na leżance. Pani O. wyglądała na spiętą, zacząłem rozmowę o tym, że nic nie może się zadziać bez jej zgody i jej ciała.  Zapytałem czy mogę zacząć o stóp. Po wyrażeniu zgody przystąpiłem do pracy. Powoli się uziemiłem i negocjowałam kontakt ,zajęło mi to sporo czasu, gdyż musiałem się oddalić bardzo daleko od pacjentki by zacząć pracę. Kiedy już to nastąpiło dość szybko dystans ten się skracał. Kiedy pływ średni zaczął być wyraźnie odczuwalny, a ciało pacjentki trochę się rozluźniło zaproponowałem zmianę chwytu na ramiona, na co dostałem zgodę.

         Po kolejnej chwili zaproponowałem kolejną zmianę na chwyt kołyskowy. Wszystkie kości miały pełny lub prawie pełny ruch wdechu i wydechu kraniowego.

Chwilę posłuchałem w tym obszarze i postanowiłem popracować z kością krzyżową. Pacjentka wyraziła zgodę, ale dystans znowu się zwiększył i ciało pacjentki wyraźnie zareagowało spięciem.

         Negocjacja kontaktu sprawiła poprawę i znowu zacząłem pracę z „dużej odległości”. Po dłuższej chwili dystans zaczął się zmniejszać, ale było to bardzo powolne, dużo wolniejsze niż w przypadku stóp. Kość krzyżowa lekko drgała choć dało się odczuć także lekki zarys niepełnego wdechu i wydechu kraniowego. Zakończyłem sesje w chwycie dwubiegunowym, w którym pacjentka się zrelaksowała.

         Pacjentka opowiedziała po sesji, że czuła się dziwnie, szczególnie kiedy trzymałem za kość krzyżowa i wtedy odczuwała jakiś dyskomfort i spięcie w brzuchu, w okolicach pępka, jakby coś wirowało albo się kotłowało, ale że po samej sesji całkiem dobrze, jakby kilka kilo lżej.

         Druga sesja

         Pani O. opowiedziała, że po powrocie do domu wypróżniła się całkiem swobodnie, co dało jej duże poczucie komfortu i wiarę, że ta terapia ma sens w jej przypadku. Podczas drugiej sesji Pani O. była dużo bardziej rozluźniona i gadatliwa.

Zacząłem podobnie od stóp, uziemienie, negocjacja kontaktu, która od razu dała dużo bliższy kontakt. W chwycie kołyskowym zaciszyłem kość potyliczną tak, aż poczułem, że ciało ma więcej zasobu do pracy, pracowałem także z okolicą otworu jarzmowego, by dać jak najwięcej przestrzeni nerwowi błędnemu. Ciało pacjentki było rozluźnione i prawie przy każdym zmianie chwytu dawało dźwięki bulgotania i bąbelkowania w jelitach.

         Następnie chwytem na kanapkę pracowałem z membranami ciała.  Pacjentka miała zamknięte oczy, w okolicach membrany brzusznej przez dłuższą chwilę nie było żadnego efektu, jakby to miejsce było napięte. Dopiero po dłuższej chwili Pacjentka głośno odetchnęła, a ja poczułem spokojne pulsowanie fluktuacji poprzecznej tego miejsca. Po tym chwycie zapytałem pacjentkę, czy mogę przejść do kości krzyżowej i jak się z tym czuje, bo ostatnio jakoś czułem jej dyskomfort tego miejsca. Pacjentka wyraziła zgodę i powiedziała, że czuje, że dziś jest ok.

         W chwycie kości krzyżowej dało się odczuć średni pływ, ale był on jakby niepełny, a kość krzyżowa jakby nie mogła się z jednej strony w pełni ruszyć. Zmieniłem chwyt pytając pajetki o zgodę na „kanapkę” z celowaniem w staw krzyżowo biodrowy prawy. Ciało pajetki znowu się napięło i straciło swój wypracowany wcześniej luz. Ale szybko ten stan minął. Fluktuacja poprzeczna dłuższą chwilę jakby nie mogła się przebić. Zaprzestałem na tym, gdyż odniosłem wrażenie, że organizm nie ma już siły na dalszą pracę. Zakończyłem sesję w chwycie dwubiegunowym, pacjentka zrelaksowała się jeszcze bardziej niż ostatnio.

         Sesja trzecia ostatnia

         Pacjentka przyszła wesoła i chętna do pracy. Od ostatniej sesji minęło dwa tygodnie (podróż służbowa pacjentki), ale przez ten czas Pani O. zaparcie miała może raz, po stresującej sytuacji w pracy. Pacjentka czuła się ogólnie dużo lepiej. Bóle pleców prawie całkiem odpuściły, a ból głowy pojawił się raz lub dwa i nie był bardzo dokuczliwy. Miała więcej siły na co dzień, co nawet zauważyli jej pacjenci i partner.

         Sesję zacząłem od ramion i po rytuale kontaktu przeszedłem do potylicy. Tu wszystkie kości wykazywały poprawny ruch w pływie. W chwycie tym moja uwaga obejmowała coraz pełniej całe ciało, moja uwagę przykuł prawy łokieć. Zaproponowałem zmianę chwytu i chwytem kanapkowym objąłem prawy łokieć. Pracując z fluktuacja poprzeczną w pewnym momencie pacjentkę przeszyło nagłe napięcie. Ale tylko raz. Następnie Pani O. same łzy cisnęły się do oczu. Powiedziała, że nie wie co się z nią dzieje, ale chce płakać. Zachęciłem ją do tego.

         Na początku nic się nie działo pod moim dłońmi, ale po łzach, które wyszły, fluktuacja ruszyła tak mocno, że cały czas czułem ciepło w tym miejscu. Łzy ustały dopiero po chwili, a fluktuacja ustabilizowała się, odniosłem wrażenie jakby wróciła do swojej „normy”. Na koniec sesji zastosowałem chwyt kołyskowy, a potem dwubiegunowy, przy którym pacjentka się zrelaksowała.

         Po sesji pacjentka stwierdziła, że coś się „ważnego zadziało” dla niej i że potrzebuje czasu , by to zintegrować w sobie, ale że było to uwalniające i że czuje się znacznie lepiej i że się odezwie za jakiś czas. Po 2-3 tygodnia zadzwoniła,  że wszystkie jej dolegliwości ustąpiły, zaczęła suplementację, która jej pomaga, oraz ruch w formie nordic walking, co daje jej dużo satysfakcji i energii.

         Podsumowanie

         Zastosowanie BTCK dało szerszy ogląd człowieka i jego systemu. Trauma uwięziona w ciele ewidentnie nie chciała pójść dalej, powodując somatyczne objawy.

Terapia powoli odwinęła kolejne warstwy, dając zasoby to przepracowania przez ciało problemu, nie wnikając w niego. Przepracowanie tego problemu przez danie przestraszeni wszystkim „zaciśniętym” miejscom dało uwolnienie i siłę do powrotu do naturalnego wzorca zdrowia,  który u tej pacjentki był mocno wyparty.

Po naszych sesjach wszystkie dotychczasowe działania jak suplementy i ruch znowu dawały ciału zdrowie i siłę.

         Przypadek nr 3

Pan J., lat 40, biznesmen, sportowiec amator, biegacz górski. Samotny ojciec niepełnosprawnego dziecka.

         Pacjent skierowany przez lekarza po przebytych kontuzjach ścięgien Achillesa i bólach w kolanach po długich biegach górskich. Zastosowana terapia manualna, ćwiczenia rozciągające, odpoczynek od treningów nie dały żadnych efektów.

         Objawy:

Mimo dwumiesięcznej przerwy od treningów pan J. przy jakiejkolwiek próbie biegu kończył z bólami ud i kolan, a po dniu ból pojawiał się w obu Achillesach i ustępował dopiero po paru dniach. Pacjent cały napięty jak struna, z dużym napięciem tkankowym całego ciała. Cały czas gotowy do akcji, działania. Z dużym przekonaniem, że brak działania jest zły i świadczy o lenistwie i słabym charakterze.

         Praca z pacjentem trwała przez dwanaście spotkań. Ogólnie ujmując wszystkie sesje były bardzo podobne. Zachowując zasady rytuału kontaktu, zaczynałem pracę od potylicy. Pacjent przez chwile leżał spokojnie, a potem zaczynał rozmawiać na wszelakie tematy często skupiając uwagę na swoim zdrowiu, często też powtarzał te same pytania, dziwiąc się braku efektów np.: „no przecież rozciągam się po bieganiu, więc nie powinny mnie boleć łydki…” albo „że to może być stres…no ale o n z tym nie ma problemu , bo to już przerobił…” itp.

         W moich odczuciach cały pływ był bardzo oddalony, jakbym słuchał kogoś w wielkim budynku, a ten ktoś jest na samym końcu na ostatnim piętrze. Wszystkie kości czaszki zachowywały swój ruch kraniowy, ale był on bardzo subtelny i prawie wszystkie kości wykazywały tendencje do skrętu w prawo. Jedynie kość klinowa z prawej strony była jak by przymurowana, a z lewej ruszała się nadmiernie.

         Praca z kością klinową była jeszcze trudniejsza, gdyż prawie w ogóle nie wykazywała chęci do jakiegokolwiek ruchu. Po paru sesjach troszkę się poprawiło i kość klinowa dała się odczuć w swym lekkim ruchu kraniowym,  też z lekkim skręcenie w prawa stronę.

         Dalsze sesje dały trochę więcej przestrzeni kościom szczególność kości klinowej. Dało się to odczuć jak pełny ruch kraniowy, ale i tak asymetria prawej strony była odczuwalna. Za każdym razem dotykałem też kolan i stóp stosując fluktuację poprzeczną, ale nie dawało to żadnych odczuwalnych efektów. Sytuacja ta powtarzała się przez każda sesję.

         Po wszystkich sesjach Pan J. pytany czy coś czuje, czy coś się w jego ciele zmieniło odpowiadał ,że on tam nic nie wie i nic nie czuje, bo co ma niby czuć? Przy dziesiątej sesji pacjent dodatkowo dostał prosty zestaw ćwiczeń rozciągających. Przy kolejnym spotkaniu zeznał, że te ćwiczenia nie były trudne, ale on widzi że jego nogi nie rozciągają się symetrycznie, i że po tygodniu widzi progres po tych ćwiczeniach.

         Po dwunastym spotkaniu Pan J. przebiegł niewielki dystans w lekkim terenie i objawy które miał dotychczas nie pojawiły się. Odnotował też zmianę w postrzeganiu swego ciała, po 5km stwierdził, że to chyba wystarczy i zakończył trening. Sam przyznał, że jest to dla niego coś całkowicie nowego, gdyż jeszcze do niedawna poniżej 10km nie było takiej możliwości, by cokolwiek go zatrzymało, jak sam stwierdził nawet „urwana noga”.   Obrazuje to jak mocno pewne schematy zakorzeniły się w psychice i układzie nerwowym, popychając ciało do granic możliwości. Niemniej jednak schematy zaczęły się zmieniać, dając przestrzeń w ciele na nowe zmiany i regenerację.

         W czasie terapii pacjent stopniowo zmienił dietę z diety pudełkowej na gotowane dania na świeżo. Zmienił preferencje co do czasu wolnego, już nie był to tylko wyczynowy ruch i sport. Postanowił przemeblować swoje mieszkanie, tak by było w nim więcej miejsc na relaks i odpoczynek.

         Zmiany głębsze w tym przypadku zachodziły powoli, ale finalnie dały efekt. Przełożyło się to na pracę rehabilitacyjną i sportową, gdyż pacjent wrócił do technik manualnych i ćwiczeń profilaktycznych takich jak stretching i rollowanie, które wykonywał już wcześniej, ale nie dawały one żadnych rezultatów. Techniki i zalecenia były prawie dokładnie takie same jak przed terapią czaszkową, ale dopiero po sesjach BTCK dały efekt. Jakby ciało dopiero wtedy było gotowe je przyjąć.

Podsumowanie

         Praca z tym pacjentem nie dawała żadnych spektakularnych zmian, była żmudna i monotonna, niemniej jednak za każdą sesja coś się zmieniało i finalnie przekierowało cały system na wyższy poziom, dając mu szanse przegrupować się w nowej sytuacji.

         Wnioski z trzech przypadków

Przytoczenie powyższych przypadków miało na celu pokazanie jak biodynamiczne podejście czaszkowo – krzyżowym może dotrzeć do głębokich przyczyn zaburzeń psychofizycznych, dając potencjał do dalszej pracy rehabilitacyjnej czy treningowej. W wielu przypadkach pacjenci nie są diagnozowani pod kątem głębszych zaburzeń psychosomatycznych. Najczęściej diagnozy stawiane są tylko pod kątem powierzchownych dysfunkcji fizycznych, związanych z miejscem bólu lub dysfunkcji.

         Współczesna medycyna podzielona na specjalistyczne działy nie chce dostrzegać głębszych przyczyn zaburzeń lub w ogóle przyczyn zaburzeń. Skupienie się tylko na objawach i ich diagnostyka czy leczenie daje efekt krótkotrwały.  W takich sytuacja BTCK wydaje się być odpowiednim narzędziem, by wspomóc ten proces leczenia. Po przez głębokie uwrażliwienie się na to, co ciało człowieka chce wyrazić i w jakim kształcie się pokazuje, terapeuta może wyjść naprzeciw tym potrzebom i wspomóc wewnętrzny proces leczenia.

         Dodatkowym atutem jest nie zawsze konieczne przechodzenie przez traumy pacjenta, lecz tylko zaakceptowanie takiego stanu i danie wsparcia i przestrzeni do kolejnego kroku, jakim jest przepracowanie przez organizm tego stanu i powrót do stanu równowagi czyli zdrowia. U podstaw takiego podejścia leży głęboki szacunek do cudu życia i wewnętrznych procesów, które mają niesamowite umiejętności i siłę do samowyleczenia i samoregulacji.

autor Bartłomiej Latasiewicz

1.” Mądrość ciała „N. Kern