„Słuchaj ciała z uwagą i pokorą. Pozwól, aby to, co jest gotowe, mogło się wyłonić.”
Te słowa Franklyna Sillsa nie tylko wyrażają esencję biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, ale także głęboko rezonują z moją filozofią życia. Wierzę, że najważniejsze odpowiedzi przychodzą wtedy, gdy pozwalamy rzeczom dziać się w swoim czasie, z cierpliwością i otwartością na to, co naturalnie się wyłania.
Z takim właśnie podejściem wybrałam tę metodę pracy z ciałem i tę Szkołę. Z takim podeszłam też do wyboru tematu mojej pracy dyplomowej. Nie narzucałam sobie kierunku ani ram – pozwoliłam, aby temat przyszedł do mnie sam, zgodnie z rytmem mojej praktyki i doświadczeń.
Inspiracja przyszła niespodziewanie, w trakcie pracy z klientką, która trafiły do mnie na sesje w związku z przewlekłymi migrenami. W czasie naszych spotkań zaczęła dzielić się ze mną opowieściami o trudnościach związanych z drugą fazą cyklu miesiączkowego, które zrujnowały wiele aspektów jej życia – relacje, pracę, poczucie własnej wartości. To, co opisywała, wykraczało poza typowe objawy napięcia przedmiesiączkowego. Mówiła o wyniszczającym doświadczeniu, które każdego miesiąca stawiało ją na skraju wytrzymałości emocjonalnej i fizycznej. Jej cierpienie ukazało mi nieznany wcześniej i poruszający wymiar kobiecej cykliczności.
Spotkałyśmy się na trzech sesjach, a nasza praca koncentrowała się na jej migrenach. Po tych sesjach, ku swojej radości, zaszła w upragnioną ciążę, na którą czekała przez dwa lata. Powiedziała mi, że w jej odczuciu terapia BTCK była katalizatorem tej zmiany.
Spotkanie z nią zainspirowało mnie do przyjrzenia się temu, jak BTCK może wspierać kobiety zmagające się z PMDD i PMS. Fascynuje mnie potencjał tej terapii i możliwości ludzkich ciał, dlatego też chciałam zbadać, w jaki sposób subtelna praca cranio-sacralna może przynieść ulgę w tak trudnych i wyniszczających doświadczeniach.
Praca ta jest owocem moich badań oraz współpracy z kobietami, które zaufały mi i odważyły się dzielić swoimi historiami. To także próba przybliżenia, jak holistyczne podejście, oparte na szacunku do naturalnych rytmów ciała, może stać się wsparciem w drodze do zdrowia i równowagi.
WSTĘP
Przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne (PMDD) i zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) to dwa zespoły dolegliwości, w których cierpienie emocjonalne i fizyczne spotykają się w sposób intensywny i często wyniszczający. PMS dotyka większości kobiet w wieku rozrodczym, a w najcięższej postaci, znanej jako PMDD, dotyczy około 5-8% z nich. Są to zaburzenia, które w bardzo realny sposób wpływają na codzienność – utrudniają funkcjonowanie w relacjach, pracę, a czasami nawet najprostsze życiowe aktywności.
Podłoże tych zaburzeń jest złożone i wielowarstwowe. Czynniki hormonalne i związane z działaniem neuroprzekaźników przeplatają się z wpływami psychospołecznymi. Literatura wskazuje, że PMDD zwiększa ryzyko występowania poważnych trudności psychicznych, w tym myśli samobójczych (Journal of Affective Disorders (2021),), co podkreśla konieczność odpowiedniego rozpoznania i wsparcia. Farmakoterapia, w tym selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI), często bywa skuteczna, jednak wiele kobiet poszukuje rozwiązań bardziej holistycznych, które uwzględniają zarówno ciało, jak i psychikę.
W ostatnich latach rośnie zainteresowanie terapiami komplementarnymi, takimi jak akupunktura, naturoterapia czy techniki relaksacyjne. Na tym tle biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa (BTCK) wyróżnia się jako podejście delikatne, ale głęboko transformujące. Jest to metoda, która wspiera naturalną zdolność organizmu do samoregulacji i harmonii, szczególnie tam, gdzie napięcia i traumy zniekształcają przepływ pierwotnych rytmów życia.
Celem mojej pracy jest zbadanie, w jaki sposób BTCK może wspierać kobiety z PMDD i PMS, pomagając im odzyskać równowagę i poczucie wewnętrznej harmonii. W pracy skupiam uwagę na procesach uwalniania zapisanych w ciele wzorców traum i napięć oraz sprawdzam, jak ich uwalnianie wpływa na poprawę jakości życia uczestniczek.
W centrum moich rozważań znajduje się pytanie: jak subtelne, ale głęboko działające procesy terapii biodynamicznej mogą zmienić codzienność kobiet, które zmagają się z cyklicznym cierpieniem?
METODOLOGIA
W tym studium przypadku oparłam się na obserwacji doświadczeń i procesu zmiany u trzech kobiet (PMDD u jednej i PMS u dwóch).
Łącznie przeprowadziłam z nimi 24 sesje, w odstępach 2,3 i 4 tygodnie. Przed rozpoczęciem cyklu spotkań przeprowadziłam wywiady wstępne, Po każdej z sesji zbierałam informacje zwrotne, a na koniec klientki wypełniły ankiety podsumowujące cały cykl spotkań terapeutycznych.
W pracy opisałam wnioski z każdej z poszczególnych terapii, a następnie przeanalizowałam je zbiorczo.
ROZDZIAŁ I
PMDD I PMS
„Ciało, umysł i emocje czasem wydają się jak rwąca rzeka, która straciła swoje brzegi.”
Jak kobiety doświadczają PMDD?
Przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne (PMDD) to cięższa forma zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Charakteryzuje się nasilonymi objawami emocjonalnymi, które znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie. Kluczowymi symptomami są gwałtowne wahania nastroju, drażliwość, silny gniew, a także poczucie beznadziejności i depresja. Kobiety cierpiące na PMDD często doświadczają głębokiego smutku, który może prowadzić do myśli samobójczych, co czyni ten stan szczególnie niebezpiecznym. W sferze fizycznej pojawiają się objawy takie jak bóle głowy, napięcie piersi, zmęczenie i bezsenność. PMDD ma głęboki wpływ na relacje interpersonalne, zawodowe i społeczne, często prowadząc do izolacji i trudności w realizowaniu stałych obowiązków. Kobiety opisują uczucie braku kontroli nad emocjami i ciałem, co dodatkowo potęguje poczucie braku wpływu na swoje życie. Brak zrozumienia przez otoczenie oraz niedostateczne wsparcie terapeutyczne często potęgują obciążenie psychiczne związane z tym zaburzeniem.
Kobiety doświadczające przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego (PMDD) często opisują swoje przeżycia za pomocą intensywnych metafor, które oddają głębię ich cierpienia. Relacjonują, że w fazie lutealnej cyklu menstruacyjnego doświadczają nagłych zmian osobowości, stając się niemalże kimś zupełnie innym. Opisują to jako przeobrażenie z kompetentnej, przyjaznej osoby w kogoś bardzo drażliwego i przytłoczonego codziennymi obowiązkami.
Szukając wsparcia i pocieszenia na grupach w mediach społecznościowych dzielą się swoimi trudnymi przeżyciami. Dramatyzm doświadczeń, które przecież pojawiają się cyklicznie, pokazują poniższe opisy:
„Bardzo mi to siada na głowę. 2 tygodnie przed okresem zaczynam kwestionować swoją wartość w danej relacji (w stylu np. no nie zależy mu itp. mimo że wiem że jest inaczej) i to jest bardzo częste, ciężko się z tym funkcjonuje.“
„Moja historia wygląda tak, że na ok 12-11 dni przed okresem zaczynam mieć bardzo duże stany lękowe i totalnie obniżenie poczucia własnej wartości – zarówno jak chodzi o wygląd jak i o pracę. Mam strasznie katastroficzne myśli, którymi zadręczam się wieczorami i w nocy co znowu powoduje bezsenność i ucisk w klatce piersiowej. Pierwszego, góra drugiego dnia krwawienia wszystko się normuje.”
„Zaobserwowałam, że od dłuższego czasu, po owulacji, regularnie przez około dwa tygodnie nie chce mi się żyć. Czuję się nic nie warta, nie mam do niczego motywacji, non stop płaczę, miewam myśli samobójcze, napady lęku, krzyku, histerii. Bardzo utrudnia mi to życie, bo jestem z niego wycofana regularnie na pół miesiąca.”
„Na około tydzień przed miesiączką zaczyna się ogromny nerw, wszystko i wszyscy mnie denerwują, jestem poirytowana nadwrażliwa słuchowo, mam stany depresyjne, pobudzenie nerwowe, stany lękowe przed ludźmi, wychodzeniem gdziekolwiek, płacze i śmieje się jednocześnie, męczę się sama ze sobą, wybucham o byle co, mam myśli samobójcze, jestem ogromnie zmęczona, najprostsze czynności sprawiają mi ogromną trudność, nic mnie nie cieszy,”
„Na jakieś 10 dni przed okresem mam tragiczne samopoczucie psychiczne, izoluje się od najbliższych, urywam kontakty, mam niskie poczucie własnej wartości, wszystkie moje problemy są x1000 bardziej dramatyczne, mam myśli samobójcze i myślę, co napisać w liście do najbliższych przed tym jak to zrobię, męczą mnie koszmary, widzę w lustrze brzydkiego potwora, mam ataki agresji. Z przyjściem okresu powoli się to uspokaja, ale ten spokój trwa może tydzień. Już mnie to męczy, prawie 2 tyg. dram, tydzień okresu i tydzień względnego spokoju. Im jestem starsza tym gorzej to znoszę , bo źle też sobie radzę ze stresem.
Takie opisy podkreślają dramatyczny wpływ PMDD na życie kobiet, ukazując, jak zaburzenie to może prowadzić do nagłych i głębokich zmian w zachowaniu oraz samopoczuciu.
Co wiemy o etiologii PMDD?
Etiologia przedmiesiączkowego zaburzenia dysforycznego (PMDD) oraz zespołu napięcia przedmiesiączkowego (PMS) jest złożona i wieloczynnikowa, co odzwierciedla różnorodność doświadczeń kobiet zmagających się z tymi zaburzeniami. Pomimo licznych badań, dokładne mechanizmy ich powstawania pozostają nie w pełni wyjaśnione. Aktualne hipotezy naukowe wskazują na złożoną interakcję czynników hormonalnych, neuroprzekaźnikowych, genetycznych oraz psychospołecznych, które wspólnie kształtują obraz kliniczny PMS i PMDD.
Jednym z kluczowych czynników są wahania hormonalne związane z cyklicznymi zmianami poziomu estrogenów i progesteronu. Gwałtowne spadki poziomu progesteronu w fazie lutealnej mogą wpływać na centralny układ nerwowy, modulując nastrój i reakcje emocjonalne. Badania wskazują, że kobiety z PMS i PMDD charakteryzują się zwiększoną wrażliwością na te zmiany hormonalne, co potęguje objawy.
Zakłócenie równowagi układu serotoninergicznego stanowi kolejną istotną hipotezę. Hormony płciowe wpływają na metabolizm serotoniny – neuroprzekaźnika kluczowego dla regulacji nastroju. Obniżona aktywność serotoniny w fazie lutealnej może prowadzić do występowania takich objawów, jak drażliwość, lęk i depresja. Skuteczność leków z grupy SSRI w łagodzeniu objawów PMDD dodatkowo wspiera zasadność tej teorii.
Kobiety z PMDD wykazują także większą podatność na stres, co wiąże się z zaburzeniami osi podwzgórze-przysadka-nadnercza (HPA). Nadmierna produkcja kortyzolu (będąca efektem chronicznego stresu), nasila objawy zmęczenia, niepokoju i drażliwości. Z kolei metabolity progesteronu, takie jak allopregnanolon, które normalnie powinny działać uspokajająco poprzez receptory GABA-A, u niektórych kobiet z PMDD mogą paradoksalnie nasilać napięcie i drażliwość.
Predyspozycje genetyczne również odgrywają istotną rolę w etiologii PMDD. Badania wskazują na obecność polimorfizmów genów związanych z układem serotoninergicznym i regulacją hormonalną, co może wpływać na indywidualne różnice w podatności na te zaburzenia. Jednocześnie czynniki psychospołeczne, takie jak niska samoocena, stres czy brak wsparcia społecznego, mogą potęgować objawy, wpływając na reakcję na trudności i zdolność radzenia sobie z nimi.
Nie bez znaczenia są także czynniki związane ze stylem życia. Palenie tytoniu, brak aktywności fizycznej, niezdrowa dieta i niedobory snu mogą zwiększać ryzyko i nasilenie objawów PMS i PMDD. Badania wskazują, że niekorzystne nawyki mogą wpływać na wrażliwość układu hormonalnego i nerwowego, utrudniając regenerację organizmu.
PMDD często współwystępuje z innymi zaburzeniami, takimi jak lęk, depresja czy migreny. Sugeruje to, że mają wspólne mechanizmy neurobiologiczne. Nowe badania podkreślają również znaczenie mikrobioty jelitowej w regulacji hormonalnej i funkcjonowaniu układu nerwowego, wskazując na jej potencjalną rolę w kształtowaniu objawów PMS i PMDD.
Formalne uznanie PMDD w 2013 r. za odrębną jednostkę chorobową było przełomem, umożliwiającym lepsze zrozumienie tego zaburzenia oraz skuteczniejsze podejście terapeutyczne. PMDD pozostaje jednym z niewielu zaburzeń ściśle związanych z cyklem hormonalnym, co czyni je dużym wyzwaniem dla badaczy i lekarzy.
Podejście holistyczne, jakie oferuje BTCK, otwiera nowe możliwości poprawy codziennego funkcjonowania i jakości życia kobiet mierzących się z tymi wyzwaniami.
Jakie doświadczenia niesie PMS?
Zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) to łagodniejsza forma zaburzeń przedmiesiączkowych, której objawy obejmują sferę fizyczną i emocjonalną. Fizyczne symptomy PMS to przede wszystkim bóle brzucha, napięcie piersi, bóle głowy, zatrzymanie wody w organizmie oraz zmęczenie. W sferze emocjonalnej kobiety zgłaszają drażliwość, smutek, wahania nastroju i zwiększone uczucie stresu. PMS, choć mniej intensywny niż PMDD, może znacznie obniżać jakość życia, wpływając na koncentrację, energię i ogólne samopoczucie. Kobiety często opisują trudności z radzeniem sobie z codziennymi wyzwaniami, ale zazwyczaj objawy te ustępują z początkiem miesiączki.
W porównaniu do PMDD, objawy PMS są bardziej przewidywalne i rzadziej zakłócają życie w tak znaczącym stopniu.
Co na to nauka, czyli hipotezy dotyczące przyczyn PMS
Zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) to zaburzenie, które powstaje w wyniku złożonych interakcji między czynnikami hormonalnymi, neuroprzekaźnikowymi, zapalnymi oraz psychospołecznymi. Jedną z głównych przyczyn PMS są wahania hormonalne, szczególnie poziomu estrogenu i progesteronu, które występują w fazie lutealnej cyklu menstruacyjnego. Zmiany te mogą wpływać na równowagę neuroprzekaźników, takich jak serotonina i dopamina, które odpowiadają za regulację nastroju.
Progesteron i jego metabolity mają wpływ na receptory GABA, które zwykle wspierają relaksację i redukcję stresu. U kobiet z PMS ten mechanizm może działać nieprawidłowo, co prowadzi do nasilenia objawów emocjonalnych, takich jak drażliwość i lęk.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na objawy PMS jest stres oksydacyjny. Coraz więcej badań sugeruje, że reakcje oksydacyjne i zaburzona równowaga między wolnymi rodnikami a antyoksydantami mogą być jednym z czynników nasilających objawy PMS.
PMS wiąże się także z problemami somatycznymi, takimi jak zatrzymanie wody w organizmie i nierównowaga elektrolitów. Zmiany hormonalne mogą wywoływać obrzęki, napięcie piersi i bóle głowy, co dodatkowo obniża komfort życia kobiet w tej fazie cyklu.
Istotne znaczenie mają również czynniki psychospołeczne. Stres, trudne doświadczenia życiowe oraz predyspozycje do lęku i depresji mogą zwiększać nasilenie objawów PMS. Kobiety borykające się z problemami emocjonalnymi są bardziej narażone na intensywne reakcje na cykliczne zmiany hormonalne, co przekłada się na ich funkcjonowanie psychiczne i fizyczne.
Podsumowując, przyczyny PMS są wieloczynnikowe i obejmują zarówno aspekty biologiczne, jak i psychospołeczne. Chociaż objawy tego zaburzenia są mniej nasilone niż w przypadku PMDD, mogą znacząco wpływać na codzienne życie kobiet.
ROZDZIAŁ II
OPISY SESJI TERAPEUTYCZNYCH
W tej części przedstawię opisy sesji terapeutycznych z trzema kobietami oraz wnioski po zakończeniu terapii. Imiona i główne fakty dotyczące klientek zostały zmienione.
I ANITA
Informacje o klientce
Anita jest kobietą w wieku ok 30 lat. Ma wolny zawód, jest aktywną joginką. Nie ma i nie planuje mieć dzieci. Dużo pracuje ze swoją świadomością, rozwojem osobistym i duchowym.
Od wczesnego dzieciństwa nie podobało się jej, że jest dziewczynką. Zachowywała się jak chłopiec, lubiła chłopięce zabawy. Kiedy zaczęła dojrzewać, bardzo nie chciała zwracać na siebie uwagi jako kobieta. Długo też miała budowę ciała bardziej chłopięcą iż kobiecą.
Pierwsza miesiączka wystąpiła u niej w 15 roku życia. Była wtedy w samodzielnej podróży i ten moment kojarzy jej się z byciem samą, bez wsparcia. Wcześniej spotykała się z licznymi komentarzami ze strony rodziny, że tak długo nie pojawia się u niej cykl.
Obecnie jej cykle trwają ok 37-38 dni. Przez wiele lat były nieregularne. Względna regularność pojawiała się ok 7 lat temu.
Anita doświadcza typowych objawów PMDD. Druga faza cyklu jest dla niej bardzo trudna: pojawia się złość, poczucie niemocy, stany lękowe i depresyjne. Mimo tego, że ma dużą wiedzą i praktykę w technikach wspierających wyciszenie, w tym okresie jakby coś odcinało jej do nich dostęp.
W nocy przed miesiączką pojawiają się bardzo trudne sny – katastroficzne, ciężkie, przygnębiające, co jeszcze bardziej wzmacnia dotkliwe objawy psychiczne.
Ponadto Anita skarży się na nerwowe tiki w lewej ręce, które pojawiają się w stanie relaksu (np. w pozycji savasany na jodze).
OPISY SESJI
I sesja, 19 czerwca 2024 (8. dzień cyklu)
Sesję zaczęłam od pracy przy ramionach. Gdy tylko położyłam dłonie na ramionach Anity, poczułam bardzo wyraźny wzorzec: jakby jej ciało fizyczne było bardzo wyraźnie przesunięte w prawą stronę w stosunku do czegoś w rodzaju matrycy leżącej centralnie na stole. Było to bardzo wyraźne – miałam poczucie, że to przesunięcie zaczyna się w połowie jej ciała. Anita powiedziała, że prawie całe życie ma często takie odczucie, że jakby coś ją spychało na prawą stronę.
Następnie pracowałam przy głowie (potylica, kość klinowa, uszy). W tej części sesji Anita czuła się błogo i lekko.
Gdy przeszłam do kości krzyżowej i pracowałam w obszarze miednicy, pojawiły się trudne emocje i kilkakrotnie przeszła fala ciepła. Anita czuła ściskanie w macicy.
Sesję zakończyłyśmy w pozycji na boku – tutaj w początkowej fazie Anita ponownie miała trudne myśli i emocje. Pojawiło się też mimowolne drżenie ciała.
Doświadczenia Anity po sesji:
Dopiero 6 dni po sesji Anita napisała do mnie:
„Cześć Ewo, wybacz, że dopiero odpisuje jak się czułam, ale muszę ci powiedzieć, że dopiero wczoraj wróciłam do siebie. Bardzo intensywnie wpłynęła na mnie terapia, czegoś takiego nie przeżyłam jeszcze nigdy. Wieczorem po całym dniu poczułam jakby mi odcięło prąd, miałam objawy jak przed przeziębieniem, padłam wykończona fizycznie i psychicznie, płakałam, czułam się koszmarnie, jakbym straciła siebie, naprawdę jakby mnie odcięło. Tak jakbym była przed miesiączka i miała objawy pmdd. Czułam też lęk przed moim partnerem. Próbowałam wrócić przez kolejne dni do normalnego stanu, ale miałam w zeszłym tygodniu dużo pracy i mi się nie udało, byłam cały czas roztrzęsiona jakby w trybie czuwania, gotowości na odparcie ataku. Włączyłam moje praktyki wyciszające i przeżywałam je bardzo intensywnie, ale nie pomogły mi wyjść z tego stanu, czas musiał upłynąć. Mam przez ostatnie dni bardzo symboliczne i wyraźne sny (śniło mi się m.in., że ktoś wbił mi nóż w serc) i wszystkie odczytuję jako zdrowienie, odrodzenie. Rozmawiałam z moim partnerem i przypomniał mi, że coś podobnego, ale chyba nie aż tak intensywnie miałam po terapii szczęki (tam też Ci wspominałam, że były elementy terapii czaszkowo krzyżowej). I w tej terapii szczęki odbyła się część procesu mojego zdrowienia i ta terapia częściowo pomogła też w pmdd. Ten stan trwał ok 4-5 dni. Musiałam pozbierać te informacje i swoje wrażenia, żeby być gotowa się podzielić. Dzisiaj czuję się znowu sobą, czuję jakbym była w procesie, przechodziłam już takie i jest to uczucie, że coś ważnego się wydarzy, przyszła też do mnie ważna intencja w medytacji.
II sesja, 3.07.2024 (22. dzień cyklu)
Po ustaleniu zasobów, gdy położyłam dłonie na ramionach Anity, poczuła ona, że w jej brzuchu pojawia kula. Wiązało się to z nieprzyjemnych odczuciem rozpierania od środka. Jeszcze przez chwilę kula rosła, była czerwona, pojawiły się na niej kolce. Zrobiłam wahadłowanie (przenoszenie uwagi między zasobem a miejscem bólu). Kula zaczęła przesuwać się w górę. W miarę tego ruchu robiła się coraz mniejsza, aż wyszła przez głowę Anity. Zrobiłam poszerzanie przestrzeni i po chwili pojawił się długi pływ. W tym stanie byłyśmy kilkanaście minut pozwalając, aby system samoregulował się, a wewnętrzny plan leczenia mógł się realizować.
Doświadczenia Anity po sesji:
Po tej sesji Anita czuła się dobrze. Czas reorganizacji minął bez trudnych doświadczeń.
III sesja, 19.07.2024 (2. dzień cyklu)
Pomiędzy 2. a 3. sesją Anita miała miesiączkę. Jej cykl trwał 37 dni. Pomimo trudnych wydarzeń osobistych, które miały miejsce w tym czasie (śmierć i pogrzeb bliskiej osoby), Anita opisała swoje ostatnie PMDD jako dużo lżejsze. Zwróciła też uwagę na to, że gdy pojawiły się u niej trudniejsze emocje, potrafiła o tym rozmawiać z partnerem, co poprzednio było nieosiągalne. Potrafiła spojrzeć na swoje odczucia jakby z zewnątrz postawić granice. Uświadomiła sobie również schemat, który odgrywał jej się w relacji z partnerem w czasie PMDD i że było to odbicie jej trudnego doświadczenie z obcym mężczyzną z czasu licealnego.
W tej sesji intencją Anity było poczuć, jak to jest doświadczać lekkiej, bezbolesnej cykliczności. Zastosowałam m.in. chwyt sklepieniowy, pracę z kością klinową, trzema liniami środka i z kością krzyżową. Kończąc sesję przy stopach Anity miałam poczucie, jakby fala światła przeszła przez całe jej ciało, od stóp do głowy.
Po sesji Anita napisała mi:
„Cześć Ewo, czuję się dobrze, w piątek mocno odczuwałam proces, ale z dnia na dzień coraz łagodniej i dziś było już prawie „normalnie”. Obserwuje z dystansu co się zadziewa:)”
IV sesja, 31.07.2024 (14. dzień cyklu)
W tym cyklu miesiączka Anity trwała tylko 3 dni i przebiegła łagodnie (normalnie była bardzo bolesna). Odczuwała tylko lekki ból podbrzusza.
W czasie sesji prawie cały czas Anita była w długim pływie. Spojrzałam, czy to przesunięcie ciała względem matrycy, które było widoczne na początku, nadal jest widoczne. Teraz wyglądało to na dosłownie milimetry. Zapytałam Anitę, jak w ostatnich tygodniach odczuwa to przesunięcie, które pojawiło się na pierwszej sesji. Powiedziała, że nawet już o tym zapomniała, bo od dawna nic już jej nie spycha.
W tej sesji pracowałam w chwycie potylicznym, klatką piersiową i miednicą.
Po sesji Anita powiedziała, że ma poczucie szerokiej, lekkiej miednicy. Gdy usiadła, to poczuła, jakby miednica była inaczej ustawiona. Czuła też luz w stawach skroniowo-żuchwowych (przed sesją były spięte).
Doświadczenia Anity po sesji:
„Cześć Ewo, wczoraj czułam się świetnie, miałam dużo energii, a dziś obudziłam się w słabym stanie, depresyjnym. Ledwo się podniosłam z łóżka, emocjonalnie, psychicznie słabo się czuję i wiem, że to po terapii, że coś się ustawia. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.”
A kolejnego dnia:
Jeszcze czuję się dziwnie, ale już jest ok.
V sesja, 14.08.2024 (28. dzień cyklu)
Anita zgłosiła, że pojawiły się u niej pierwsze syndromy PMDD (drażliwość, ból piersi, ból brzucha). Natomiast, patrząc na siebie także poza cyklem zauważyła, że dużo się zmienia. Określiła to jako „jestem bardziej w sobie, więcej mnie we mnie”.
Zauważyła też, że w tych trudnych momentach łatwiej jest jej wejść w pozycję obserwatora i korzystać ze znanych sobie narzędzi, jak medytacja, relaksacyjne pozycje jogi czy praca z oddechem. Odczuwa też mniejszą irytację na bodźce, które wcześniej bardzo wytrącały ją z równowagi. Łatwiej też jej wypoczywać – nie odczuwa takiej presji ciągłego działania, jaka była wcześniej. Zauważyła też w sobie (także jej partner) większą otwartość na seks i spontaniczność w tym obszarze życia.
Rozmawiałyśmy też o tym, jak czuła przebiegał czas reorganizacji po poprzedniej sesji. Anita zwróciła uwagę, że ten proces był bardziej rozciągnięty w czasie, ale też o wiele mniej intensywny, niż po wcześniejszej sesji. Przez jakiś czas miała odczucie wewnętrznego rozdygotania, zawieszenia i jakby jej ciało nie do końca było jej.
7 dni po sesji (czyli w 21 dniu cyklu) miała sen, że zastrzeliła jakiegoś mężczyznę. Chciały to też zrobić inne kobiety z jej rodziny, ale to ona strzeliła. Było to w samoobronie. Potem wyjechała do Meksyku, aby tam ukryć pistolet.
W nocy przed naszą sesją ponownie miała sen, że kogoś zabiła. Tym razem było to jednak z premedytacją.
W tej sesji pracowałyśmy z kością klinową, potylicą, linią środka i kością krzyżową. Znaczna część sesji odbyła się w długim pływie.
Doświadczenia Anity po sesji:
„Cześć Ewo, dziękuję. Wczoraj wieczorem dopadł mnie smutek, dziś czuję się zmęczona, więc dałam sobie dużo czasu na odpoczynek. Czuję się dobrze, nie odczuwam mocno wczorajszej terapii, tak jak zdarzało się to wcześniej.“
Po dwóch dniach (była to druga faza cyklu):
„Od naszego spotkania nie miałam żadnych objawów i nie piszę, żeby było Ci miło.
Miałam stresujące sytuacje, ale nie spowodowały u mnie mocniejszej reakcji, czyli tak jakbym była w pierwszej fazie.”
I po 7 dniach:
„Cześć Ewo, piszę, bo obserwuję siebie od naszej ostatniej wizyty, czyli już tydzień i to był naprawdę dobry tydzień. Ten czas reorganizacji nie był dla mnie trudny, w zasadzie prawie go nie odczułam i nie było wyraźnej granicy kiedy się skończył. To, co wydarzyło się niespodziewanego, to brak jakichkolwiek objawów PMDD od wizyty. Nie mam nawet bólu brzucha ani piersi. Obserwuję za to jasność umysłu, to był czas przemyśleń i refleksji. Jestem naprawdę poruszona tą obserwacją. Okresu nadal nie dostałam, ale to 36 dzień, jeszcze jestem w granicach swojej normy. Obserwuję dalej i całuję!”
VI sesja, 11.09.2024 (14. dzień cyklu)
Miałyśmy dłuższą przerwę w sesjach spowodowaną wyjazdami i pracą Anity. W międzyczasie przeszła miesiączkę, ale w ogóle nie doświadczyła objawów PMDD, pomimo że był to dla niej stresujący czas (m.in. zdała trudny i ważny egzamin). Cykl miał aż 40 dni i miesiączka była bolesna, ale nie aż tak, aby nie mogła funkcjonować (w 3. dniu miesiączki zdawała egzamin i mimo, że był trudny, nie odczuwała stresu).
W tej sesji pracowałam z potylicą i zrobiłam zaiskrzenie serca. Już od początku sesji obie miałyśmy poczucie ogromu energii w ciele Anity – takiego nie do pomieszczenia w ciele. Wielokrotnie poszerzałam przestrzeń i koncentrowałam się na ciele pływów. Anita odczuwała to jako błogostan i nie miała ochoty kończyć sesji.
Doświadczenia Anity po sesji:
Dwa dni po sesji Anita napisała do mnie:
„Cześć Ewo, czuję się świetnie. Byłam tylko zmęczona po sesji, ale nie czuję żadnych negatywnych skutków. Kilka osób w środę i wczoraj powiedziało mi, że wyglądam promiennie i że coś się we mnie zmieniło, pytali co zrobiłam. To chyba to światło, dziękuję!!
VII sesja, 24.09.2024 (31. dzień cyklu)
Ta sesja wypadła w niemalże w środku drugiej fazy cyklu Anity. W przeciwieństwie do trudności, jakie w tym okresie wcześniej jej towarzyszyły, teraz było inaczej – Anita bardzo dobrze czuła się psychicznie. Piersi, choć nabrzmiałe, nie były jednak bolesne. Brzuch nieco ją bolał, ale był to bardzo delikatny ból.
Anita zwróciła też uwagę na inne zmiany, jakie w sobie zauważyła. Przestała mieć poczucie, że musi coś innym udowadniać czy ścigać się z nimi. Przestała sama na siebie wywierać presję na osiąganie. Poczuła większe osadzenie w sobie i coraz częściej pozwalała sobie na robienie rzeczy w swoim własnym tempie. Miała w sobie większy luz. Podobnie jak w poprzednim miesiącu nie odczuwała objawów PMDD (te miesiące były różne jakościowo – w poprzednim miała więcej wyzwań i trudnych wydarzeń, ten była łatwiejszy).
Podczas tej sesji pracowałam głównie z kością krzyżową Anity. Była to sesja trudna dla niej. Pojawiło się wiele różnych obrazów, fragmentów historii. W niektórych z nich była bohaterką, w innych obserwatorką. Seria urywanych obrazów, ale jednak połączonych ze sobą.
Doświadczenia Anity po sesji:
Dwa dni po sesji Anita napisała do mnie:
„Hej Ewo, jest trudno, podobnie jak po pierwszej sesji. Ok 20 poczułam odcięcie, jakbym została odłączona od zasilania, ale kiedy położyłam się do łóżka to nie mogłam zasnąć, byłam roztrzęsiona od środka, czułam niepokój, więc pół nocy czytałam książkę aż padłam. Spałam długo, ale czuję się bardzo zmęczona i przygnębiona. Powtarzam sobie, że to proces i że to minie, ale jest mi trudno. Dziękuję.“
Kiedy przeczytałam relację Anity i wróciłam do naszej ostatniej sesji pomyślałam, że może .. tego było już za dużo? Że nie powinnam robić tej sesji, skoro objawów PMDD już Anita nie odczuwała? Jednak zaraz przyszła refleksja – że tu może chodzić o kolejną warstwę. Dotknięcie kolejnych traum, które co prawda na PMDD przełożenia nie mają, ale na życie Anity już tak. Zwłaszcza że po kilku dwóch dniach dostałam od niej wiadomość:
„Cześć Ewo, w piątek, czyli po dwóch dniach od sesji dostałam okresu, bardzo obfitego i bolesnego, dużo bardziej niż zwykle. Objawy PMDD się nie pojawiły przed miesiączka, czyli 2 cykle bez objawów. Myślę, że możemy to uznać za sukces i zdecydowanie to terapia pomogła. ‘’
Nie wiedziałam, czy będę mieć jeszcze kolejne sesje z Anitą. Czy będzie chciała iść dalej i głębiej. Moje zaproszenie było cały czas aktualne, jednak decyzja była jej. Nie namawiałam. Dałam czas akceptując każdą z wersji ciągu dalszego. Gdzieś z tyłu głowy miałam słowa R.M.Rilke: „Musisz pozwolić każdej rzeczy się wydarzyć, zarówno pięknu, jak i przerażeniu. Po prostu idź naprzód. Żadna emocja nie jest ostateczna.”
Po kilku dniach Anita napisała do mnie, że chce się umówić. Spotkałyśmy się po raz kolejny.
VIII sesja, 9.10.2024 (9. dzień cyklu)
Czas miedzy tymi sesjami był dla Anity bardzo refleksyjny. Pojawiło się wiele pytań: skąd pochodzą jej decyzje? Dlaczego jest w tym miejscu, w którym jest, jaki wpływ a to ma jej niskie poczucie własnej wartości? Anita miała kilka bezsennych nocy pełnych pytań. Przypomniała sobie, że podobnie miała rok wcześniej, gdy korzystała z terapii medycyny chińskiej (praca z meridianami urodzeniowymi).
Ta sesja była bardzo poruszająca. Gdy byłam w chwycie potylicznym i pracowałam z pierwotną linią środka, ciało Anity weszło w mimowolne drgawki. Wyglądało to tak, jakby coś z siebie zrzucała, z czegoś się uwalniała. Ruch oddechu życia był w jej ciele bardzo intensywny. Taki wszechogarniający. Anita miała poczucie bycia w innej przestrzeni, poza naszą galaktyką. Miała wrażenie poszerzania i rozprzestrzeniania się.
Podczas pracy z powięzią Anity miałam poczucie, że ta powięź wychodzi poza jej ciało, łączy się ze świetlistą materią na zewnątrz i z niej czerpie.
Po tej sesji dostałam od Anity wiadomość:
„Ewo, dziś obudziłam się inna. Z pytaniem po co ja tutaj jestem? Kim ja jestem i co mam przeżyć w tym życiu? Z takim spokojem, który kiedyś czułam, kiedy rzucałam prace, odrzucałam „super propozycję” pracy z Irlandii, bo wiedziałam, że moja droga jest inna. Potem miałam te uczucia jak adoptowałam chore psy i je ratowałam. To było z wewnętrznego prowadzenia, to były rzeczy do zrobienia. Przypomniałam sobie to uczucie i ono nie każe mi zmieniać teraz, działać już, więc będę obserwować gdzie mam iść. Dziękuję Ci, że mi na tej drodze pomagasz ”
Podsumowanie terapii z Anitą
Terapia biodynamiczna czaszkowo-krzyżowa z Anitą przyniosła znaczące rezultaty, wpływając holistycznie na różne obszary jej życia. Kluczowym efektem jest znaczne złagodzenie objawów PMDD, które wcześniej negatywnie wpływały na jej codzienne funkcjonowanie i relacje. W dwóch cyklach objawy PMDD nie wystąpiły w ogóle, co stanowi wyjątkowe doświadczenie w porównaniu z wcześniejszymi latami. W pozostałych cyklach objawy były znacznie łagodniejsze i nie zakłócały jej życia zawodowego ani osobistego.
W zakresie regulacji emocji Anita zauważyła zdolność do zatrzymywania eskalacji trudnych emocji, takich jak frustracja czy wściekłość. Terapia umożliwiła jej dostęp do narzędzi samoregulacji, które wcześniej były dla niej niedostępne w kryzysowych momentach. Dzięki temu stała się bardziej świadoma swoich reakcji i zyskała większą kontrolę nad swoimi emocjami.
Świadomość ciała również uległa poprawie. Anita doświadczała większego rozluźnienia, co pozytywnie wpłynęło na jej praktykę jogi i codzienną aktywność fizyczną. Zwiększyła się również jej ochota na aktywność seksualną i fizyczną, co wskazuje na lepsze osadzenie w ciele.
Terapia wpłynęła na wzrost witalności i energii. Chociaż zmęczenie nie było dominującym objawem PMDD u Anity, odczuła większą energię i siłę podczas cyklu, co przełożyło się na większą aktywność przed miesiączką, kiedy wcześniej unikała intensywnych działań.
Relacje z innymi uległy poprawie dzięki lepszemu zarządzaniu emocjami i łatwiejszemu wyrażaniu swoich potrzeb. Anita była w stanie otwarcie komunikować swoje emocje partnerowi i bliskim, co wzmacniało jej relacje i zmniejszało napięcia w trudnych sytuacjach.
Zmniejszenie napięcia i stresu to kolejny ważny efekt terapii. Anita zauważyła większą wyrozumiałość wobec siebie, mniejszą presję na osiągnięcia oraz łatwość w osiąganiu spokoju podczas medytacji czy jogi. Terapia pomogła jej lepiej radzić sobie z codziennym stresem i osiągnąć stan wewnętrznego wyciszenia.
Głębsza refleksyjność i świadomość były jednym z najbardziej zaskakujących efektów terapii. Anita zaczęła dostrzegać swoje schematy i ich źródła, co pozwoliło jej z większą świadomością podchodzić do swoich zachowań i decyzji. Doświadczyła momentów przebudzenia, które wpłynęły na jej relacje i postrzeganie siebie.
Samoakceptacja i życie zgodne ze swoimi wartościami były istotnymi aspektami terapii. Anita nauczyła się lepiej dbać o swoje potrzeby, mniej porównywać się z innymi i bardziej ufać swojej intuicji. Dzięki temu poczuła większy spokój i równowagę wewnętrzną.
Podsumowując, terapia biodynamiczna czaszkowo-krzyżowa z Anitą była procesem głębokiej transformacji, który przyniósł jej ulgę w objawach PMDD, pomógł zintegrować ciało i umysł oraz zbudować bardziej harmonijne i świadome życie. Rezultaty te przekroczyły jej oczekiwania i znacząco poprawiły jakość życia.
II MAGDA
Informacje o klientce.
Magda ma 32 lata. Od kilku lat jest mężatka, nie planuje mieć dzieci. Zawodowo zajmuje się psychologicznym pomaganiem innym.
Pierwszą miesiączkę dostała mając 13 lat. Była na to przygotowana prze mamę i miesiączka nie zrobiła na niej specjalnego wrażenia.
Trudności związane z PMS pojawiły się u niej ok 3 lata temu.
Ponadto Magda cierpi na adenomiozę (wewnętrzna endometrioza) i neuralgię nerwu trójdzielnego. Ma też złożone problemy stomatologiczne (pierwsze leczenie kanałowe miała już jako 7-latka). Miała usuniętych 6 zębów – obecnie w górnej szczęce po prawej stronie ma mosty, a w dolnej – implanty.
Magda odczuwa też liczne dolegliwości dotyczące prawej strony ciała (głowy, barku, brzucha). Wszystkie te dolegliwości nasilają się kilka dni przed miesiączką. Cierpi też na hemoroidy.
Dodatkowo, kilka miesięcy temu stwierdzona u Magdy ADHD.
Cykle Magdy trwają 30-32 dni, a sama miesiączka 8 dni i jest bolesna. Natomiast cykl obejmujący naszą 1. sesję trwał ponad 40 dni.
Magda wspomniała też o tym, że jest drugim dzieckiem swoich rodziców. Pierwsze – synek – zmarł na sepsę w wieku 11 miesięcy, jeszcze przed poczęciem Magdy.
OPISY SESJI
I sesja, 26 lipca 2024 (40. dzień cyklu)
Kiedy usiadłam przy Magdzie prawie natychmiast zgłosiła mi, że czuje bardzo silny podział pomiędzy prawą a lewą stroną ciała. „Jakby ktoś podzielił mnie od głowy, wzdłuż przedziałka, na dwie części” – powiedziała.
Moją uwagę przyciągnęła głównie prawa strona ciała Magdy. Wyczuwałam tutaj duże spięcie i miałam ważenie, jakby ta strona była bardziej przykurczona, zaciśnięta, gotowa do odparcia potencjalnego ataku.
Gdy pracowałam z kością klinową, Magda miała wrażenie, jakbym ktoś masował jej głowę od środka. Pracowałam także ze splotem barkowym z obu stron ciała. Także tutaj wyczułam większą aktywność – jakby ta strona bardziej wchodziła w terapię. Reorganizacja zaczęła się w tym obszarze prawie natychmiast po nawiązaniu kontaktu.
Podczas sesji Magda bardzo wyciszyła się i usnęła.
Doświadczenia Magdy po sesji:
Następnego dnia dostałam od Magdy wiadomość:
„Cześć.Wczoraj miałam fajny przypływ energii, a równocześnie taki spokój w głowie i mniejszy natłok myśli. Potem pod wieczór byłam umówiona do lekarza na usg i okazuje się że wcale jeszcze nie dostaję okresu, że w 40 dniu cyklu mam dopiero owulację, a przy tym po raz pierwszy krwawię więc górę wziął trochę stres co się dzieje z moim cyklem i dużo jest we mnie od tego czasu napięcia.”
II sesja, 2 sierpnia 2024 (5. dzień cyklu)
Podczas tej sesji skupiłam się na pracy z kością krzyżową. Na początku odczułam w niej duże spięcie i zaciśnięcie. W miarę pracy struktury luzowały się, kość jakby rozłożyła się, dając więcej przestrzeni w miednicy. Z tej perspektywy pracowałam też z płynną, pierwotną i kwantową linią środka. Prawa i lewa strona zaczęły nawiązywać ze sobą współprac – odczułam to jako rytmiczny przepływ poprzeczny.
Podczas pracy Magda byłą prawie cały czas w półśnie. Potem powiedziała, że odczuwała jakby coś nią cały czas bujało. Pojawił jej się także obraz huśtawki, z której spadła jako kilkuletnia dziewczynka.
Doświadczenia Magdy po sesji:
Następnego dnia otrzymałam od Magdy informację:
„Cześć, wczoraj rzeczywiście czułam różne bóle w stawach troszeczkę jak przy gorączce i osłabienie taką bardziej bezsilność i o dziwo bardzo bolał mnie kręgosłup lędźwiowy promieniując na nogi. Ale dzisiaj przeszło i jest wszystko okej ”
III sesja, 27 sierpnia 2024 (30. dzień cyklu)
Spotkałyśmy się z Magda po dłuższej przerwie spowodowanej jej wyjazdem wakacyjnym. Magda zwróciła uwagę na to, że lepiej się czuła, gdy na początku spotykałyśmy się regularnie. Miała też zatkane zatoki (prawdopodobnie jako skutek długiego lotu w klimatyzacji). Skarżyła się także na powiększone i bolesne węzły chłonne.
Gdy o tym rozmawiałyśmy, Magda sama zauważyła u siebie pewien schemat: gdy pojawiają się jakieś problemy zdrowotne i zwraca na nie uwagę, prawie natychmiast się tym nakręca. A to powoduje, że te objawy się wzmacniają. Wtedy poprosiłam ją, żeby na chwilę zamknęła oczy i sprawdziła, gdzie w jej ciele znajduje się zasób – wskazała na swoje stopy mocno stojące na podłodze. Zrobiłyśmy przez chwilę wahadłowanie. Magda po chwili wyciszyła się i uspokoiła.
Magda opowiedziała mi też o swoich problemach z jedzeniem, które zaczęły się u niej po stwierdzeniu adenomiozy. Wtedy zaczęła być dla siebie bardzo wymagająca i restrykcyjna w kwestiach jedzenia. Momentami przeradzało się to wręcz w obsesję. Liczba wykluczonych produktów i wymagań związanych z jedzeniem rosła. Magda uświadomiła sobie, że na takie jej podejście miała też wpływ konsultantka żywieniowa, z której usług korzystała. To było podejście ALBO/ALBO – albo coś było zdrowe, albo niezdrowe. Nie było nic po-środku. Zdecydowany podział.
Kiedy Magda wymieniła mi długą listę zakazów, norm, zaleceń i całej filozofii jedzenia zapytałam ją: „czy Ty w to wierzysz?” Magda zaniemówiła i zamyśliła się. Była poruszona odpowiedzią NIE, która się w niej pojawiła.
Podczas naszej sesji na stole Magda miała poczucie, jakby były w niej dwie części – surowa część egzekwująca zasady i mała Magdusia pragnąca utulenia i zrozumienia. Magda uświadomiła sobie, jak dużą presję wywierała na siebie też tego dnia – była kilkanaście godzin po 30-godzinnej podróży samolotem, a jej dzień był już wypełniony po brzegi zadaniami.
Podczas sesji pracowałam z przestrzenią serca Magdy, kością krzyżową i miednicą.
Doświadczenia Magdy po sesji:
„Cześć, po ostatniej sesji bardzo stabilnie i spokojnie, trochę lepiej mi w nosie, już nie jest aż tak zatkany, psychicznie czuje bardzo fajny balans i osadzenie.”
IV sesja, 4 września 2024 (37. dzień cyklu)
Tego dnia Magda przyszła na sesję w bardzo dobrej formie psychicznej, z wysokim poziomem energii. Powiedziała, że ma w sobie dużo dobrych myśli.
Z dolegliwości fizycznych zgłosiła mi ból w lewym uchu i lewym stawie skroniowo-żuchwowym. Ból określiła jako stały, pulsujący, jakby był tam stan zapalny.
Mimo że był jeden z ostatnich dni cyklu. Magda powiedziała, że nie zaobserwowała u siebie symptomów PMS. Jedyne co się pojawiło dzień przed sesją, to kilka razy napady gorąca i napady zimna.
Podczas sesji przez dłuższy czas Magda nie mogła wejść w stan relaksu. Miała gonitwę myśli. Dopiero po ok 10 minutach pojawił się średni pływ.
Kiedy pracowałam z kością klinową Magda, tak jak już na jednej z poprzednich sesji, zgłosiła mi, że czuje to jakby ktoś wiercił jej w głowie. Kiedy pracowałam przy potylicy, przez dłuższy czas Magda czuła dotkliwe zimno. Gdy pracowałam przy klatce piersiowej, zobaczyłam wyraźne rozświetlenie powięzi.
Po przejściu do stóp poczułam, gdzie może być źródło bólu odczuwanego przez Magdę w uchu. Pokazało się to jako rodzaj blokady na wysokości górnej 7 i 8. Potem Magda powiedziała, że nie ma już ósemki, a jej siódemka była wielokrotnie leczona.
Doświadczenia Magdy po sesji:
„Jeśli chodzi o to jak po sesji, to ogólnie bez większych zmian, poza tym że w nocy miałam bardzo intensywne sny, lub może bardziej je pamiętałam, ale w tym śnie było dużo napięcia, trwała wojna i ciągle towarzyszył mi strach że zaraz jakaś bomba wpadnie, plus lęk przed nacierającą głęboka woda, tak to zapamiętałam Przed snem robiłam medytacje, bardzo się zrelaksowałam i prawie w trakcie zasnęłam i podczas tej medytacji było mi zimno.
A i jeszcze najważniejsze -wczoraj, dzień po naszym spotkaniu, zaczęłam dostawać wreszcie okresu (u mnie się rozkręca kilka dni)- faktycznie nawet w wieczór po naszej sesji siedziałam wieczorem na ogródku po pracy, czytałam książkę i nie mogłam jakiś się zrelaksować, byłam napięta, nawet sobie pomyślałam że może to pms, ale nie było żadnych innych objawów, trwało to krótko i nie aż tak intensywnie, następnego dnia rano wstałam z bólem lędźwiowym kręgosłupa i w południe zaczęłam dostawać okres.”
V sesja, 11 września 2024 (6. dzień cyklu)
Magda powiedziała, że ta ostatnia miesiączka była wyjątkowo krótka i mało bolesna. Samo napięcie przedmiesiączkowe trwało tylko kilka godzin. Noc przed nią miała wojenne snu.
Powiedziała też, że jeśli chodzi o jedzenie, to w ostatnich dniach dała sobie w tym obszarze więcej luzu. Że już tak się nie napina, że ma jeść tylko „zdrowe”.
Podczas tej sesji pracowałyśmy w długim pływie. Magda widziała samą siebie jako małe dziecko, które płacze i potrzebuje przytulenia. Utuliła je. Zrobiło się dobrze i miękko. Ja z kolei miałam takie poczucie, jakby układ nerwowy Magdy rozprężał się, uelastyczniał, robił się bardzo plastyczny i miękki. Jakby sam badał swoje możliwości – jak bardzo plastyczny mogę jeszcze być? Regenerował się w wielkim polu nieskończonych możliwości. Pojawiło się dużo świetlistości. Zapraszałam przestrzeń. Marta była zanurzona w długim pływie.
Następnie, kiedy byłam przy jej uszach, pojawiło się bardzo dużo ciepła. Natomiast gdy przeszłam do potylicy, Magda poczuła zimno i poprosiła o kocyk.
Miałam poczucie, że ta sesja jest bardzo ważna, wręcz przełomowa.
Doświadczenia Magdy po sesji:
„Cześć, bez większych zmian – jest stabilnie i spokojnie. Dziś mam taki dzień, że nic mi się nie chce, głównie leżę, mam przy tym bardzo dobry nastrój, ale ogromne błogie lenistwo mi się włączyło, dziś przez chwilę czułam takie zimno bardzo duże że musiałam iść pod kołdrę i poza tym chyba tyle.”
VI sesja, 25 września 2024 (20. dzień cyklu)
Magda opowiedziała mi, że jest aktualnie w trakcie prowadzenia jako terapeuta treningu z samoregulacji dla osób z ADHD. Choć jest to trening wymagający, to jednak nie czuła się nim przytłoczona, a ból w węźle chłonnym pojawił się tylko 2 razy.
W dni płodne czuła lekki ból i kłucie w brzuchu (podobne objawy miała, zanim zaczęłyśmy nasze sesje i w dwóch poprzednich cyklach już nie występował).
Powiedziała też, że w stosunku do jedzenia ma teraz więcej luzu – nie wywiera na siebie już takiej presji, ale też nie folguje sobie zupełnie.
Na początku sesji Magda zaczęła skarżyć się na ból brzucha. Zrobiłam jej wahadłowanie (zasobem było miejsce między łopatkami). Po tym dość szybko pojawił się długi pływ. Magda miała obrazy, w których wystąpiła postać jej nieżyjącego braciszka. Bawiła się z nim. Proces naturalnie przeszedł w zaiskrzenie serca. Na fizycznym sercu wyświetliła się taka jakby sieć elektryczna – skrzące światłem okablowanie. Było to bardzo piękne. Za oknem pojawiło się słońce. Wszystko płynęło. Przez ciało Magdy kilka razy w ciągu sesji przeszły dreszcze.
Po sesji Magda napisała do mnie:
„Cześć, czuję się dobrze, brzuch już dzisiaj praktycznie wcale nie boli”.
VII sesja, 4 października 2024 (29. dzień cyklu)
Tego dnia Magda przyszła do mnie bardzo poruszona. Skarżyła się, że jest nierozumiana przez męża, że nie umie się z nim porozumieć. Czuje się ignorowana i traktowana z przymrużeniem oka. Płakała.
Podczas sesji skupiłam się na wyciszeniu układu nerwowego. Pracowałam przy ramionach, z trzema przeponami i przy stopach. Magda dość szybko weszła w średni pływ. Wstała zrelaksowana i odprężona.
Następnego dnia napisała do mnie:
„Chciałam podziękować za wczorajszą sesję, mocno mi zdjęła napięcie, odzyskawszy kontakt z korą przedczołową pogadałam na bardzo spokojnie z mężem i udało nam się wszystko wyjaśnić, myślę że gdyby nie ta sesja to kumulacja napięcia groziłaby wybuchem. Również dostałam dzisiaj okres, więc wczoraj mogłam mieć PMS, miesiąc temu dostałam okres 6-go września także wygląda na to że się uregulował tak jak było do tej pory.”
VIII sesja, 15 października 2024 (11. dzień cyklu)
Poprzednia miesiączka długo się u Magdy rozkręcała, bo ok 3 dni. Następnie trwała ok 10 dni. W czasie miesiączki był wyrywany ząb (który pojawi się jako źródło bólu w uchu i stawie skroniowym w 4. sesji). Obyło się bez komplikacji i nadmiernego bólu. Cały czas utrzymywał się balans z jedzeniem. Od ok 14 dni nie ma już też bólu w prawym węźle chłonnym.
Podczas tej sesji pracowałam z powięzią, triadą szyjną (ta część kręgosłupa pokazała się jako lekko wykrzywiona w prawą stronę). Magda przez chwilę poczuła aktywność w nerwie trójdzielnym, która objawiła się kłuciem.
Po sesji Magda powiedziała mi, że już od dawna nie czuje tego podziału między prawą i lewą stroną, jakiego doświadczała na przedziałku. Powiedziała, ze nie czuje tego nawet w medytacji, a kiedyś było to stałe odczucie.
Powiedziała też, że jeśli chodzi o miesiączkę, to nie odczuwa już jej bolesności, PMS trwa tylko kilka godzin. Że czuje swoją owulację, ale to jest dla niej ok, bo wie kiedy ją ma. W kontekście tego, że nie planuje dzieci, jest to bardzo korzystne.
Po tej sesji, przez 2 dni, Magda odczuwała objawy grypopodobne.
IX sesja, 31 października 2024 (26/ dzień cyklu)
Tydzień przed sesją Magda przeszła przeziębienie – miała zatkane gardło, noc i katar. Jednak węzeł chłonny się nie aktywował w tym czasie, co wcześniej się nie zdarzało. Prawdopodobnie 3 dni przed sesją miała owulację – była ona bolesna. Pękł jej hemoroid – było to po raz pierwszy w życiu. Z jedzeniem nadal trzyma balans. Ma też dużo energii i czuje równowagę pomiędzy działaniem a odpoczynkiem.
Podczas tej sesji pracowałam z mózgiem i komorami. Kiedy byłam przy 3. komorze Magda weszła w długi pływ. Pojawiło się rozświetlenie. Po sesji czuła się bardzo lekko i, jak to określiła: „czuje jakby było więcej mnie we mnie”.
Po sesji Magda napisała:
„Cześć, miałam wczoraj jeszcze takie uczucie chłodu z wewnątrz momentami i samopoczucie od rana dokładnie jak przy pms, pms nie miałam i powodów do jakiegoś takiego smutku czy irytacji też nie, a było to mega silne, dziś się obudziłam już jak nowonarodzona.”
Podsumowanie terapii z Magdą
Terapia czaszkowo-krzyżowa przyniosła Magdzie zauważalne zmiany w wielu obszarach jej życia, wpływając zarówno na stan fizyczny, emocjonalny, jak i psychiczny. Proces zdrowienia zaczął się od pierwszej sesji, a w kolejnych spotkaniach efekty terapii stawały się coraz bardziej wyraźne, co wskazuje na sukcesywne działanie holistycznego podejścia.
Jednym z kluczowych rezultatów terapii było znaczące złagodzenie objawów PMS. Już od pierwszych sesji Magda odczuła zmniejszenie drażliwości, bólu głowy i bolesności piersi, które wcześniej były szczególnie uciążliwe w drugiej fazie cyklu. W miarę postępu terapii czas trwania PMS skrócił się do kilku godzin, a w ostatnich cyklach objawy te nie występowały wcale.
Na poziomie fizjologicznym zauważono również stabilizację cyklu menstruacyjnego. Po początkowym wydłużeniu do 40 dni, cykle ustabilizowały się na poziomie 30-32 dni, co Magda odczuła jako powrót do swojej normy. Ostatnie miesiączki były mniej bolesne i krótsze, co poprawiło jej jakość życia w trakcie menstruacji.
Terapia pomogła Magdzie osiągnąć większą stabilność emocjonalną i spokój, co wpłynęło na jej relacje z otoczeniem oraz zdolność do cieszenia się codziennością. Już po trzeciej sesji zaczęła zauważać, jak schematy myślowe prowadzące do eskalacji napięcia ulegają osłabieniu, co pozwoliło jej na bardziej świadome i wyważone reakcje.
Praca z obrazami wewnętrznymi, szczególnie z postacią „małej Magdusi”, była momentem przełomowym. Magda zdała sobie sprawę z surowych zasad, które narzucała samej sobie, i nauczyła się je łagodzić. To odkrycie wpłynęło na jej samoświadomość i akceptację siebie, pozwalając na większą troskę o swoje potrzeby emocjonalne i fizyczne.
Magda odczuła istotną poprawę w zakresie napięć somatycznych, zwłaszcza w różnicy odczuwania między prawą a lewą stroną ciała. Wcześniej doświadczała wyraźnego podziału w obrębie głowy, barku i miednicy, co stopniowo uległo wyrównaniu. Objawy neuralgiczne, związane z adenomiozą oraz bólem brzucha w dni płodne, również się zmniejszyły, choć nie ustąpiły całkowicie.
Terapia miała istotny wpływ na jakość życia Magdy. Dzięki większemu balansowi między działaniem a odpoczynkiem zaczęła pozwalać sobie na regenerację bez poczucia winy. Wprowadzenie elastyczności w podejściu do diety pozwoliło na zmniejszenie stresu związanego z jedzeniem, co poprawiło jej relację z ciałem i zdrowiem psychicznym.
Na poziomie relacji zauważyła pozytywne zmiany w komunikacji z bliskimi. Po jednej z sesji Magda opisała, jak dzięki wyciszeniu i odzyskaniu wewnętrznej równowagi potrafiła spokojnie porozmawiać z mężem i rozwiązać konflikt, który wcześniej groził eskalacją.
Podczas sesji Magda doświadczyła głębokich stanów relaksacji, które były dla niej wcześniej trudne do osiągnięcia. Zdolność do rozpoznawania napięć w ciele i ich redukcji stała się jednym z najbardziej zaskakujących efektów terapii. Magda opisała to doświadczenie jako „fajny balans i osadzenie”, które wprowadziło ją w nowy stan wewnętrznej harmonii.
Pomimo zauważalnych postępów, Magda nadal odczuwa pewne dolegliwości, takie jak ból z prawej strony brzucha oraz w lewym stawie skroniowo-żuchwowym. Te obszary wymagają dalszej pracy w kolejnych sesjach, podobnie jak utrzymanie stabilności emocjonalnej i fizycznej w dłuższej perspektywie czasowej.
III ANNA
Informacje o klientce.
Anna ma 46 lat. Jest singielką.
Pierwszą miesiączkę miała w wieku 14 lat. Wcześniej nikt z nią na ten temat nie rozmawiał. Przez kilka miesięcy ukrywała przed swoją matka, że ma już okres. W jej domu rodzinnym panowało wiele negatywnych przekonań związanych z miesiączką. Matka mówiła, że to brudne, ohydne. Było też sporo zaniedbań związanych z higieną osobistą w tym okresie.
Jej miesiączki były bolesne. Natomiast nie miała w tych dnia żadnej taryfy ulgowej na liczne obowiązki w domu, co jeszcze bardziej podkręcało dolegliwości. W swojej rodzinie od wczesnej młodości do teraz uznawana jest za tzw. czarną owcę.
Anna dopiero ok 30 r.ż. zaczęła obserwować swoja cykliczność i zwracać uwagę na objawy w poszczególnych fazach. Wcześniej nie łączyła licznych dolegliwości z tym, co dzieje się w jej ciele w związku z cyklicznością.
Obecnie w drugiej fazie cyklu Anna doświadcza dużej nerwowości, zmienności nastroju, płaczliwości i ma problemy ze snem. Ma też ogromną ochotę na słodycze i niepohamowane napady na jedzenie wszystkiego, co jest pod ręką, w tym tzw. śmieciowe jedzenie. Skarży się też na puchnięcie ciała (w niektóre ubrania w tym okresie nawet się nie mieści), sucha skórę i matowe, łamiące się włosy.
Jej problemem jest także ciągłe zmęczenie, bóle stawów, ociężałość i bolące piersi.
Wzrasta też wówczas jej pesymizm, a nawet proste sprawy urastają do tych nierozwiązywalnych.
Jej cykle trwają 32-34 dni.
OPISY SESJI
I sesja, 25 lipca 2024 (16. dzień cyklu)
Tę pierwszą sesję spędziłam głównie przy ramionach i głowie Anny, w chwycie potylicznym. Anna przez większość czasu była w długim pływie. Potem opowiedziała mi, że pojawiły jej się obrazy z nią samą w długiej, białej koszuli. Pojawiło się jej też pytanie „co ja tutaj robię” – miało ono pozytywny wydźwięk. Potem widziała się, jak z jakimś mężczyzną spaceruje po lesie, mają koszyk pełen borówek i podają je sobie wzajemnie.
Po sesji Anna była bardzo rozluźniona. Uśmiechała się, była zadowolona i z duża otwartością zaczęła o sobie opowiadać (przed sesją była bardziej powściągliwa). Opowiedziała, że przez ostatnie kilka lat była bardzo wyizolowana od ludzi, bo pracowała nad swoim rozwojem. Teraz powoli zaczyna wracać do życia, bawić się i korzystać z niego.
Doświadczenia Anny po sesji:
Następnego dnia dostałam od Anna napisała mi, że czuje się bardzo dobrze i spokojnie.
II sesja, 1 sierpnia 2024 (23. dzień cyklu)
W rozmowie przed sesją Anna zgłosiła odczuwanie bólu po lewej stronie ciała. Zastanawiała się, czy to może mieć związek z nowym materacem na łóżku. Odczuwała też mocno lewy jajnik – to pojawiło się 3 dni po sesji (czyli ok 20 dnia cyklu), teraz natomiast nastąpiło przesunięcie bliżej terminu spodziewanej miesiączki.
Anna wspomniała też, że poczuła w sobie kontakt z młodą dziewczyną. Że od czasu naszej poprzedniej sesji zaczęła ją zauważać i zapraszać ten aspekt siebie do celebracji życia.
Podczas sesji pracowałam s kością klinową i PKP, gdzie poczułam silną kompresję i jakiś rodzaj zwyrodnienia, zwapnienia w tym połączeniu. Anna powiedziała mi, że ma zdiagnozowaną kompresję 3 pierwszych kręgów szyjnych i powinna chodzić na rehabilitację.
Następnie pracowałam z dermatomami po obu stronach ciała i z kością krzyżową. Przy kości krzyżowej poczułam znacznie większą otwartość na komunikację niż w sesji pierwszej. Był tu jakiś rodzaj trudnej historii, która powoli pokazywała się i puszczała.
Po sesji Anna czułą bardzo duże odprężenie. Była tym bardzo poruszona, bo – jak twierdziła – nigdy wcześniej w życiu się tak nie czuła. Że podczas masażu czy pływania często czuła odprężenie fizyczne, ale nigdy takiego, które obejmuje i ciało, i umysł.
Doświadczenia Anny po sesji:
Po sesji Anna napisała:
„Ze spaniem dużo lepiej. I dzisiaj boli mnie już tylko jedno miejsce z tych kilku po lewej stronie ciała. Ogólnie wyciszona się czuję.”
III sesja, 24 sierpnia 2024 (10. dzień cyklu)
Anna powiedziała, że stan relaksu utrzymał się przez kilka dni po poprzedniej sesji.
Między naszymi sesjami Anna miała miesiączkę. Zgłosiła, że przed okresem miała napady głodu i chwiejny nastrój, ale sen był lepszy.
Opowiadała tez o swoim strachu przed pająkami (zwłaszcza krzyżakami) oraz o myślach o przemijaniu, które nasilają się u niej jesienią.
Powiedziała też, że jej intencją na tę sesję jest spokój i wyciszenie.
Podczas sesji pracowałam z prawą ręką i barkiem, gardłem i miednica. W obszarze miednicy pojawił się ciężar i wspomnienie nadużyć. Ten zapis połączony był tez z gardłem.
Po sesji Anna czuła rozluźnienie. Weszła też w bardzo refleksyjny stan.
Doświadczenia Anny po sesji:
Następnego dnia po sesji Anna czuła się bardzo dobrze i doskonale spała.
IV sesja, 10 września 2024 (25. dzień cyklu)
Jako że sesja była blisko terminu spodziewanej miesiączki, przyjrzałyśmy się objawom PMS. Anna zgłosiła jakby napuchnięty brzuch, wahania nastroju i apetyt na słodycze. Budziła się też 2 razy ostatniej nocy. Natomiast zauważyła, że jej włosy są w lepszym stanie.
Powiedziała też, że czuje przymus działania, że trudno jej odpocząć. Jej intencją na tę sesję było widzenie rzeczywistości bez czarnowidztwa.
Podczas sesji zrobiłyśmy WOSI. Gdy była uwagą w środku swojego ciała powiedziała, że widzi samą siebie w swoim brzuchu. Nad sobą widziała żebra, a to skojarzyło się jej z wigwamem Indian zrobionym z kości i ze skóry. Samą siebie widziała jako młodą Indiankę. Obserwowała las i w oddali widziała zwierzęta.
Doświadczenia Anny po sesji:
Dzień po sesji Anna napisała:
„Miałam wczoraj mocny ból głowy, jakiś taki inny niż zazwyczaj. Musiałam się położyć, bo ciężko mi było siedzieć. Ale dobrze spałam w nocy, lepiej niż w ostatnich dniach. Miło mi się też myśli o Indiance z tego wyobrażenia. Jakbym czuła jej siłę i wsparcie.”
Potem okaże się, że ta sesja miała bardzo duże znaczenie, była niejako przełomowa.
V sesja, 26 września 2024 (7. dzień cyklu)
Anna zgłosiła mi, że od ok 10 dni ma spore problemy z żołądkiem. Wciąż czuje w nim przelewanie, bulgotanie. Częstotliwość wypróżniania zwiększyła się. Nie miała też apetytu. Zwróciłam jej uwagę, że jeśli ten stan będzie się przedłużał, może warto będzie zasięgnąć opinii lekarskiej.
Anna powiedziała też, że o wiele lepiej śpi i nawet jak się przebudzi, to szybko zasypia. Nie miała też napadów apetytu na słodycze. Jedyne co je to galaretkę (ze względu na żelatynę). Zauważyła też, że zupełnie zapomniała o zamrożonych ciastkach, które wcześniej regularnie sobie odmrażała i jadła (potem oddała je do Jadłodzielni).
Podczas tej sesji pracowałyśmy z przestrzenią serca i zaiskrzeniem serca.
Doświadczenia Anny po sesji:
Po sesji przez 2 dni bolała Annę głowa i jeszcze przez kilka dni odczuwała problemy z żołądkiem. Anna wzięła probiotyk i wszystko ustało.
VI sesja, 21 października 2024 (32. dzień cyklu)
Miałyśmy dłuższą przerwę spowodowaną wyjazdem Anny. Gdy ja zobaczyłam moją uwagę zwróciła jej o wiele szczuplejsza sylwetka i większa lekkość w ruchach. Mimo, że były to ostatnie dni drugiej fazy cyklu, Anna była spokojna. Powiedziała też, że czuje swój jako płaski, wręcz wklęśnięty i że trawienie jest o wiele lepsze. Nadal nie ma apetytu na słodycze.
Anna powiedziała też, że w ostatnim czasie wróciło do niej wiele wspomnień jak w rodzinnym domu była tłamszona i że często mówiono jej, że tylko jak będzie cicha i grzeczna to przetrwa.
Zwróciła też uwagę na bardzo ważną dla siebie rzecz – przestała mieć natrętne myśli! Wcześniej, przez wiele lat miała obsesyjne myśli i nie potrafiła sobie z nimi dać rady. Robiła wiele ćwiczeń i pracowała z tym problemem, jednak nic nie zmieniało się na lepsze, a czasem miała wrażenie, że te myśli się wręcz rozkręcały.
Podczas sesji pracowałyśmy trzema liniami środka oraz z zaciszeniem na wydechu. Dużo uwagi poświęciłam też poszerzaniu przestrzeni i koncentracji na trzech ciałach.
Po sesji Anna czuła spokój i wyciszenie. Stan ten utrzymywał się jeszcze przez kilka dni.
VII sesja, 5 listopada 2024 (14. dzień cyklu)
Anna powiedziała, że w ostatnim czasie czuje w sobie dużo spokoju. Sen unormował się, nie ma apetytu na słodycze. Mimo tego, że poza eliminacją słodyczy nic więcej nie zmieniła, to znacząco zeszczuplała. Widać było, że bardzo dobrze czuje się z tą nową wagą. Zauważyła też lepszą kondycję swoich włosów. Natrętne myśli także nie wróciły.
Zauważyła też, że mniej reaguje na dźwięki. Że wcześniej jej reakcje na nagłe i niespodziewane dźwięki były gwałtowne i nieprzyjemne (pojawiał się odruch ucieczki). Teraz jest tak, jakby ten zewnętrzny świat już tak na nią nie wpływał. Powiedziała” ‘moje ciało nauczyło się relaksu i łatwiej się on w nim utrzymuje”.
Powiedziała mi, że czuje, jakby jej seksualność (uśpiona w ostatnich kilku latach) budziła się na nowo. Miała wobec tej nowej siebie pozytywną ciekawość – jakie to teraz będzie?
W sesji miałam poczucie, że oddech życia wyraża się łagodnie i bez blokad. Że wszystko płynie. Było dużo światła i przestrzeni, a Anna czuła luz i błogość.
Podsumowanie terapii z Anną
Terapia biodynamiczna czaszkowo-krzyżowa przyniosła Annie znaczące zmiany, które zauważalnie poprawiły jej jakość życia w różnych obszarach. Już od pierwszej sesji odczuła głębokie odprężenie, co miało wpływ na jej nastrój i otwartość. Anna, która przed rozpoczęciem terapii była bardziej powściągliwa i odizolowana, zaczęła z większą łatwością nawiązywać kontakt z samą sobą i swoim otoczeniem. Wspomnienia pojawiające się podczas sesji, takie jak obrazy młodej dziewczyny czy spaceru w lesie, były dla niej źródłem refleksji i wprowadziły nowe poczucie wewnętrznej harmonii.
Kolejne sesje pogłębiały te zmiany. Już po drugiej sesji Anna zauważyła poprawę jakości snu oraz wyraźne odprężenie zarówno ciała, jak i umysłu. Zaczęła nawiązywać kontakt z młodszą wersją siebie, co pozwoliło jej odzyskać radość życia i zaprosić do swojej codzienności więcej celebracji i lekkości. Jej ciało zaczęło odpowiadać na terapię poprzez zmniejszenie bólu i napięć, co wskazuje na głęboką reorganizację systemu nerwowego i fizjologicznego.
Moment przełomowy nastąpił podczas czwartej sesji, kiedy Anna uświadomiła sobie, jak bardzo trudności z odpoczynkiem i relaksem wpływały na jej funkcjonowanie. Praca z obrazami wewnętrznymi, takimi jak wizja młodej Indianki, przyniosła jej poczucie siły i wsparcia, co pozwoliło jej spojrzeć na siebie z większą akceptacją. Ta sesja otworzyła drogę do głębszych zmian, zarówno emocjonalnych, jak i fizycznych.
W piątej sesji, mimo krótkotrwałych dolegliwości żołądkowych, Anna odczuła poprawę w zakresie snu i relacji z jedzeniem. Zauważyła, że stała się bardziej świadoma swoich potrzeb i przestała odczuwać potrzebę sięgania po słodycze jako formy kompensacji emocji. Jej ciało zaczęło odzyskiwać równowagę, co potwierdziła znacząca poprawa trawienia i stabilizacja wagi.
Podczas szóstej sesji Anna zwróciła uwagę na zmniejszenie natłoku natrętnych myśli, które przez lata utrudniały jej życie. Był to dla niej ogromny przełom, ponieważ wcześniejsze próby radzenia sobie z tym problemem nie przynosiły rezultatów. Dzięki pracy z liniami środka i poszerzaniu przestrzeni, Anna doświadczyła wewnętrznego spokoju i wyciszenia, które utrzymywały się przez dłuższy czas.
Ostatnia, siódma sesja podsumowała proces terapeutyczny. Anna zauważyła, że jej ciało nauczyło się relaksu i łatwiej utrzymuje ten stan na co dzień. Zwróciła uwagę na poprawę kondycji fizycznej, stabilizację emocjonalną oraz powrót do zdrowej relacji z samą sobą. Doświadczyła też przebudzenia swojej kobiecości i seksualności, co wzbudziło w niej pozytywną ciekawość wobec samej siebie i swojej przyszłości.
Terapia biodynamiczna czaszkowo-krzyżowa pomogła Annie w redukcji objawów PMS, takich jak wahania nastroju, bóle głowy czy zmęczenie. Jej sen uległ znaczącej poprawie, a ciało odzyskało lekkość i elastyczność. Anna stała się bardziej świadoma swoich potrzeb i emocji, co pozwoliło jej lepiej radzić sobie ze stresem i zyskać poczucie wewnętrznej siły. Dzięki tej terapii nie tylko zmniejszyły się jej dolegliwości fizyczne, ale także poprawiła się jakość jej życia emocjonalnego, co wpłynęło na jej relacje z otoczeniem. Terapia okazała się procesem głębokiej transformacji, który przyniósł Annie równowagę i spokój, a także otworzył nowe możliwości rozwoju.
ROZDZIAŁ III
ANALIZA WPŁYWU TERAPII BTCK NA ŁAGODZENIE OBJAWÓW PMS I PMDD
Po zakończeniu cyklu sesji terapeutycznych każda z uczestniczek została poproszona przeze mnie o wypełnienie ankiety podsumowującej (ankiety stanowią załączniki do pracy). Zależało mi bowiem na tym, aby efekty oceniły one same, przyglądając się procesowi i zmianom, jakie w sobie zauważają. Chciałam także, aby to podsumowanie miało charakter ustrukturyzowany, co pozwoli na wyciągnięcia ogólnych wniosków oraz da możliwość zauważenia ewentualnej powtarzalności.
Analiza ankiet wypełnionych przez uczestniczki pokazuje, że biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa miała istotny wpływ na łagodzenie objawów PMS i PMDD, zarówno na poziomie fizycznym, emocjonalnym, jak i psychologicznym.
Poniżej dzielę się kluczowymi wnioskami. Spróbuję także wyjaśnić, jakie mechanizmy działające w BTCK miały wpływ na te efekty. Wyjaśnienie to wydaje mi się istotne, ponieważ w świadomości zbiorowej terapia ta wciąż pozostaje mało znana, a przez to często błędnie rozumiana. W niektórych kręgach jest mylnie klasyfikowana jako forma alternatywnej terapii opierającej się na nieweryfikowalnych zjawiskach czy wręcz określana jako „czary-mary”. Takie uproszczenia nie oddają rzeczywistej natury BTCK, która opiera się na głębokim zrozumieniu fizjologii, neurologii i dynamiki płynów w ciele.
BTCK nie jest terapią opartą na metafizycznych założeniach, lecz metodą o ugruntowanym podejściu biodynamicznym, która wykorzystuje subtelne mechanizmy autoregulacji ciała. Praca z ciałem w dynamicznej ciszy, obserwacja Oddechu Życia oraz uwalnianie napięć w ciele to procesy, które mają solidne podstawy w wiedzy o anatomii i fizjologii człowieka.
Zrozumienie, jak działa BTCK (poprzez regulację układu nerwowego, hormonalnego, pracę z emocjami oraz wspieranie procesów regeneracyjnych), jest kluczowe dla jej odczarowania i uznania za realną pomoc dla osób zmagających się z różnorodnymi wyzwaniami zdrowotnymi.
- Redukcja objawów PMS i PMDD
Uczestniczki studium przypadku wskazywały na znaczne złagodzenie objawów, które wcześniej negatywnie wpływały na ich codzienne funkcjonowanie. Anita doświadczyła cykli całkowicie wolnych od objawów PMDD, co było przełomowym efektem. Magda zauważyła skrócenie czasu trwania PMS do kilku godzin lub brak objawów w ostatnich cyklach, a Anna podkreślała złagodzenie fizycznych i emocjonalnych symptomów PMS.
Jak to się dzieje w BTCK?
W filozofii BTCK kluczowym założeniem jest, że ciało dąży do zdrowia, a objawy, takie jak PMS czy PMDD, są sygnałami zakłócenia wewnętrznej równowagi. Terapia wspiera ciało w odzyskiwaniu harmonii, działając na kilku poziomach:
- regulację układu nerwowego: Terapia działa na poziomie autonomicznego układu nerwowego, wspierając przejście z trybu sympatycznego (pobudzenia) do parasympatycznego (relaksacji). Podczas sesji, poprzez delikatną pracę z ciałem i zanurzenie w dynamicznej ciszy, organizm uzyskuje przestrzeń na samoregulację. Proces ten przywraca równowagę i redukuje napięcia emocjonalne, które są kluczowe w występowaniu objawów PMS i PMDD.
- synchronizację rytmów ciała: BTCK umożliwia zsynchronizowanie pierwotnych rytmów ciała, co przywraca homeostazę. Rytmy te mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie układów hormonalnego i nerwowego, które odgrywają kluczową rolę w łagodzeniu objawów PMS i PMDD.
- holistyczne uwalnianie napięć: Terapia nie skupia się wyłącznie na objawach. Terapeuta pracuje z całym ciałem, pomagając mu uwolnić napięcia zapisane w tkankach i powięziach. Uczestniczki studium wskazywały na poczucie „rozluźnienia” i „lekkości”, co jest wynikiem pracy terapeutycznej uwalniającej głęboko zakorzenione napięcia fizyczne i emocjonalne.
- Poprawa jakości snu
„Sen jest naturalnym wyrazem harmonii wewnętrznej. Kiedy ciało się regeneruje, umysł znajduje spokój.” – Franklyn Sills.
Jakość snu była istotnym aspektem dla dwóch uczestniczek, Anny i Anity. Anna doświadczyła znacznej poprawy snu, wcześniej zakłócanego przez napięcie i emocje przed miesiączką. Anita zauważyła łatwość w zasypianiu w trudnym momencie cyklu, co wcześniej było dla niej problematyczne. Magda, która zawsze dobrze spała, utrzymała tę jakość.
Jak to się dzieje w BTCK?
BTCK wspiera układ nerwowy w osiąganiu stanu relaksacji poprzez regulację autonomicznego układu nerwowego. Dzięki pracy w dynamicznej ciszy i zaproszeniu przestrzeni, ciało ma szansę przejść w tryb regeneracyjny. Terapia zmniejsza napięcia emocjonalne i fizyczne, które często są przyczyną problemów ze snem. Efektem jest głębszy, spokojniejszy sen, a to sprzyja odbudowie zasobów energetycznych i psychicznych.
- Stabilność emocjonalna i większa świadomość przeżywanych emocji
Stabilność emocjonalna to kluczowy efekt terapii u wszystkich uczestniczek. Anita zyskała dostęp do zatrzymywania eskalacji trudnych emocji, Magda zauważyła i zrozumiała swoje schematy myślowe. Anna zaś odczuła większą cierpliwość i spokój.
Jak to się dzieje w BTCK?
Terapia wspiera mechanizmy samoregulacji emocji dzięki pracy z ciałem, które je zapisuje i przechowuje. BTCK pomaga uwalniać napięcia w ciele, które są często efektem trudnych emocjonalnie przeżyć, jednocześnie tworząc przestrzeń do ich bezpiecznego przetwarzania. W ten sposób uczestniczki rozwijają zdolność do rozpoznawania swoich emocji i reagowania na nie w bardziej zrównoważony sposób.
- Dostęp do głębokiej relaksacji
Wszystkie uczestniczki zauważyły, że terapia umożliwiła im dostęp do głębokiej relaksacji, co wcześniej było dla nich trudne lub wręcz niedostępne. Stan odprężenia nie tylko pojawiał się podczas sesji, ale także utrzymywał przez dłuższy czas, pozytywnie wpływając na codzienne życie.
Jak to się dzieje w BTCK?
Głęboka relaksacja w BTCK wynika m.in. z pracy w dynamicznej ciszy, w poszerzonej przestrzeni i kontaktu z pierwotnymi rytmami ciała. Poprzez delikatny dotyk i osadzoną obecność terapeuty, ciało odnajduje przestrzeń do regeneracji. Oddech życia może zacząć wyrażać się w sposób nieskrępowany, a to prowadzi do odnowienia wewnętrznej równowagi.
- Zwiększenie samoświadomości ciała
„Nasze ciało to mapa doświadczeń – terapia pozwala nam zrozumieć, jak nawigować po niej z miłością i akceptacją.” – Franklyn Sills.
Uczestniczki zgodnie podkreślały, że terapia pomogła im nawiązać głębszą relację z własnym ciałem. Anita odczuła większe rozluźnienie i lepiej zaczęła rozumieć potrzeby swojego ciała, Magda nauczyła się rozpoznawać napięcia i skutecznie je redukować, a Anna zaczęła wsłuchiwać się w sygnały swojego ciała i rozumieć je.
Jak to się dzieje w BTCK?
W BTCK terapeuta zaprasza osobę do głębokiego wsłuchania się w swoje ciało poprzez świadome odczuwanie i samoobserwację. Terapia pomaga odkryć i skontaktować się z tym, jak ciało przechowuje doświadczenia i emocje oraz jak reaguje na różne bodźce zewnętrzne. Poprzez pracę w dynamicznej ciszy, uczestniczki zyskują przestrzeń do ponownego „zamieszkania” w swoim ciele i doświadczania go jako integralnej części swojej istoty. Bowiem:
„Ciało to nie tylko struktura anatomiczna, ale dynamiczny organizm, w którym zapisane są historie naszego życia. Terapeuta biodynamiczny, poprzez swoją obecność i wrażliwość, daje przestrzeń na to, aby te historie mogły się ujawnić i znaleźć ukojenie”. Katherine Ukleja
- Redukcja napięcia fizycznego
Każda z uczestniczek doświadczyła zmniejszenia napięć w ciele. Anita zauważyła znaczące rozluźnienie, Magda zgłaszała zmniejszenie napięć w miednicy i głowie, a Anna odczuła poprawę w obszarze związanym z codziennym stresem.
Jak to się dzieje w BTCK?
BTCK działa poprzez uwalnianie napięć zapisanych w tkankach i powięziach. Delikatna praca terapeuty w połączeniu z dynamiczną ciszą pomaga ciału rozpoznać i rozładować obciążenia somatyczne. Dzięki temu uczestniczki odczuwają większy komfort fizyczny i lekkość w codziennym życiu.
- Zwiększenie samoakceptacji
Każda z uczestniczek podkreślała wzrost samoakceptacji. Anita zauważyła, że mniej porównuje się do innych, Magda zaakceptowała potrzebę łagodności i zrozumienia dla siebie, a Anna nauczyła się troszczyć o swoje potrzeby.
Jak to się dzieje w BTCK?
Samoakceptacja rozwija się poprzez stworzenie przez terapeutę bezpiecznej przestrzeni w trakcie sesji, gdzie uczestniczki mogą doświadczyć siebie w pełni, bez osądów. Są zobaczone i przyjęte takie, jakie są. Terapia wspiera zobaczenie i zrozumienie wewnętrznych konfliktów i napięć, co otwiera drogę do głębszej akceptacji siebie, swoich ograniczeń i możliwości.
- Poprawa relacji z otoczeniem
Poprawa w relacjach z innymi jest zauważalna u wszystkich uczestniczek. Anita otworzyła się na bliskich, Magda poprawiła komunikację z mężem, a Anna zyskała większą asertywność.
Jak to się dzieje w BTCK?
Praca z ciałem oraz kontakt ze swoimi emocjami pozwala na lepsze zrozumienie własnych potrzeb i reakcji na świat zewnętrzny. To z kolei przekłada się na bardziej świadome i empatyczne interakcje i lepszą jakość relacji.
- Odzyskanie energii i witalności
Wszystkie uczestniczki zgłaszały większy poziom energii i witalności po terapii. Anita zyskała siłę do większej aktywności fizycznej w 2. fazie cyklu. Magda odczuwała większą harmonię w ciele i umyśle, a Anna zauważyła większą lekkość i równowagę.
Jak to się dzieje w BTCK?
Holistyczne podejście BTCK umożliwia ciału odzyskanie równowagi, co prowadzi do lepszej regeneracji i redukcji napięć. Dzięki temu organizm jest w stanie efektywniej wykorzystywać swoje zasoby energetyczne, a to przekłada się na większą witalność i chęć do działania w codziennym życiu.
ROZDZIAŁ IV
Powtarzalność efektów terapii BTCK – nadzieja dla kobiet doświadczających PMS i PMDD
W poniższej tabeli zestawiłam efekty terapii, które poszczególne uczestniczki zaobserwowały u siebie i podzieliły się nimi w ankietach po zakończeniu cyklu sesji. Jest w nich wyraźnie widoczna powtarzalność:
| Efekty terapii | Anita | Magda | Anna |
| Redukcja objawów PMS/PMDD | Tak, całkowite ustąpienie objawów w 2 cyklach | Tak, skrócenie objawów PMS lub ich brak | Tak, złagodzenie objawów PMS |
| Poprawa jakości snu | Nie miała problemów, ale łatwiej zasypiała przed miesiączką | Tak, zawsze spała dobrze, ale utrzymała jakość snu | Tak, znacząca poprawa |
| Zwiększenie stabilności emocjonalnej | Tak, znacznie większa stabilność | Tak, większy spokój i równowaga | Tak, większa cierpliwość i spokój |
| Lepsze zarządzanie emocjami | Tak, umiejętność zatrzymywania eskalacji emocji | Tak, identyfikacja schematów myślowych | Tak, lepsze radzenie sobie z codziennymi emocjami |
| Większa świadomość ciała | Tak, większe rozluźnienie i rozumienie potrzeb ciała | Tak, lepsze odczuwanie napięcia i potrzeb ciała | Tak, głębsza relacja z ciałem |
| Zdolność do głębokiej relaksacji | Tak, szybka i głęboka relaksacja | Tak, wcześniej trudno osiągalna | Tak, relaksacja utrzymująca się długo |
| Redukcja napięcia fizycznego | Tak, znaczące zmniejszenie napięcia | Tak, zmniejszenie napięcia w miednicy, głowie | Tak, zmniejszenie napięcia fizycznego |
| Zwiększenie samoakceptacji | Tak, większa akceptacja siebie i wartości | Tak, praca z wewnętrznym obrazem siebie | Tak, większa troska o siebie |
| Poprawa relacji z otoczeniem | Tak, lepsze zrozumienie potrzeb w relacjach | Tak, poprawa komunikacji w relacjach | Tak, asertywność i lepsze relacje |
| Odzyskanie energii i witalności | Tak, więcej energii do aktywności fizycznej | Tak, odczuwała większą harmonię w ciele i umyśle | Tak, odczuwała większą lekkość i równowagę |
Powtarzalność efektów terapii BTCK, widoczna w analizowanych przypadkach stanowi niezwykle istotny element potwierdzający jej skuteczność i uniwersalność.
Efekty takie jak redukcja objawów PMS i PMDD, poprawa jakości snu, zwiększenie stabilności emocjonalnej, zdolność do głębokiej relaksacji oraz większa świadomość ciała występowały u wszystkich uczestniczek, niezależnie od początkowego poziomu nasilenia objawów czy indywidualnych wyzwań zdrowotnych.
To, co szczególnie zwraca uwagę, to fakt, że efekty terapii nie były jednorazowe ani krótkotrwałe – utrzymywały się w kolejnych cyklach i miały wpływ na różne aspekty życia uczestniczek. Wnioski te pozwalają na sformułowanie hipotezy, że terapia BTCK działa na głębokim, systemowym poziomie, wspierając układ nerwowy, hormonalny i emocjonalny w procesie autoregulacji i regeneracji. Dzięki temu może przynosić długotrwałe i wielowymiarowe korzyści.
Powtarzalność tych efektów daje nadzieję tysiącom kobiet, które zmagają się z objawami PMS i PMDD. W świecie, w którym objawy te często są bagatelizowane lub traktowane jako nieunikniona część kobiecego życia, terapia BTCK staje się drogą do odkrycia nowych możliwości zdrowienia.
Możliwość osiągnięcia takich rezultatów, jak poprawa jakości snu, zmniejszenie napięć fizycznych i emocjonalnych czy lepsze radzenie sobie z trudnymi emocjami, jest szczególnie ważna dla kobiet, które dotychczas nie znalazły skutecznego wsparcia. Terapia BTCK, opierając się na holistycznym podejściu, pozwala na zrozumienie i uwolnienie napięć, które przez lata mogły pozostawać w ukryciu, a jednocześnie pokazuje, że zmiana jest możliwa – niezależnie od tego, jak długo objawy trwały i jak głęboko były zakorzenione.
Nadzieja, jaką niesie BTCK, to także zmiana w podejściu do własnego ciała i zdrowia. Uczestniczki terapii uczą się słuchać swojego ciała, rozpoznawać jego potrzeby i reagować na nie z troską i uważnością. To nie tylko łagodzi objawy, ale również wzmacnia ich poczucie sprawczości i kontroli nad swoim zdrowiem, co jest kluczowe w osiąganiu harmonii i równowagi.
Podsumowując, powtarzalność efektów BTCK w analizowanych przypadkach potwierdza jej potencjał jako skutecznej metody terapeutycznej dla kobiet z PMS i PMDD. Efekty te dają nadzieję na lepszą jakość życia i inspirują do szukania nowych, holistycznych sposobów wspierania zdrowia kobiecego. Terapia BTCK otwiera przestrzeń na regenerację, zdrowienie i odzyskanie radości życia, a tym samym staje się ważnym narzędziem w walce z objawami, które przez wiele lat mogły wydawać się nie do pokonania.
PODSUMOWANIE
W pracy tej podjęłam próbę zrozumienia i opisania wpływu biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej (BTCK) na łagodzenie objawów PMS i PMDD.
Poprzez szczegółową analizę przebiegu sesji terapeutycznych oraz wyników ankiet wypełnionych przez uczestniczki badania, starałam się nie tylko zidentyfikować zmiany, jakie zaszły w ich życiu, ale także wyjaśnić mechanizmy, które za tym stoją. Moim celem było przybliżenie tej metody terapeutycznej, opartej na holistycznym podejściu do zdrowia oraz pokazanie jej potencjału w łagodzeniu dolegliwości związanych z PMS i PMDD.
Terapia miała wielowymiarowy wpływ na uczestniczki badania. Wszystkie zgłosiły znaczne złagodzenie objawów fizycznych i emocjonalnych, które wcześniej utrudniały im codzienne funkcjonowanie. Poprawie uległa jakość snu, stabilność emocjonalna, a także zdolność do relaksacji i samoświadomość ciała. Efekty te przełożyły się na lepsze relacje z otoczeniem, większą samoakceptację oraz wzrost witalności. Co ważne, zmiany te miały charakter trwały, a ich powtarzalność w różnych przypadkach wskazuje na uniwersalny potencjał BTCK.
Jako dla przyszłej terapeutki, praca nad tym badaniem była dla mnie głębokim i poruszającym doświadczeniem. Obserwowanie procesów zdrowienia, które zachodziły u uczestniczek, potwierdziło wartość biodynamicznego podejścia i umocniło mnie w przekonaniu o potrzebie dalszego zgłębiania tej metody. Terapia BTCK nie tylko łagodziła objawy, ale także otwierała przestrzeń na wewnętrzną przemianę, wspierając uczestniczki w odkrywaniu nowych zasobów, harmonii i relacji z własnym ciałem.
Praca ta jest moim wkładem w kierunku popularyzacji BTCK jako skutecznej metody terapeutycznej. Wierzę, że BTCK ma potencjał, aby stać się ważnym elementem holistycznego podejścia do zdrowia kobiet, przynosząc ulgę w trudnych doświadczeniach związanych z PMS i PMDD oraz wspierając ich dążenie do zdrowia i równowagi.
W przyszłości chciałabym kontynuować pracę w tym kierunku, zarówno poprzez praktykę terapeutyczną, jak i dalsze badania. Mam nadzieję, że wyniki tej pracy staną się inspiracją dla innych terapeutów oraz zachętą dla kobiet do eksplorowania tej formy terapii, która nie tylko łagodzi objawy, ale także wspiera pełniejsze, bardziej świadome życie.
BIBLIOGRAFIA:
W mojej pracy korzystałam z następujących źródeł:
- Etiologia oraz metody leczenia PMS i PMDD:
baza artykułów naukowych https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/ oraz https://www.sciencedirect.com/.
- Mechanizmy, filozofia oraz zastosowanie biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej:
- Franklyn Sills – Foundations in Craniosacral Biodynamics, Volume 1 & 2 (fragmenty).
- http://www.craniosacral-biodynamics.org
- podręczniki i wykłady w ramach Europejskiego Centrum Terapii.
- Zrozumienie, jak trauma zapisuje się w ciele I jak można ją uwolnić:
- Bessel van der Kolk – Ciało pamięta. Psychofizyczne skutki traumy i droga do ich wyzwolenia.
Ewa Woch Dolewska