Rak to krzyk Ciała o pomoc, a Ciało nie potrzebuje krzyczeć ,gdy tylko słyszymy jego codzienny szept.” J. Błasiński

„Ciało posiada własny, wrodzony mechanizm samouzdrawiania, a moja rola to wspieranie tego procesu” W.G .Sutherland

Choroby onkologiczne w Polsce stanowią poważny problem zdrowotny, ponieważ są jednym z głównych powodów zgonów mimo iż, działa wiele instytucji i programów wspierających chorych pacjentów. Według danych opublikowanych przez Krajowy Rejestr Nowotworów szacuje się że, w Polsce żyje około milion pacjentów ze zdiagnozowanym nowotworem. Każdego dnia kilkaset osób dowiaduje się że ma raka i rozpoczyna walkę o swoje życie. System opieki zdrowotnej stara się poprawić dostęp do nowoczesnych metod diagnostyki i różnych terapii w tym radioterapii, immunoterapii. Ważne jest żeby zwiększyć wśród pacjentów świadomość z możliwości wyboru terapii wspomagających leczenie konwencjonalne i stworzyć spójny, holistyczny system opieki wspierający organizm. U badanych pacjentów (82%) znane było pojęcie medycyny niekonwencjonalnej/alternatywnej, 20% badanych korzystało kiedykolwiek z metod medycyny niekonwencjonalnej, a największą skuteczność przy­pisywano fitoterapii, homeopatii i bioenergo­terapii. Celem ­edu­kacji zdrowotnej nakierowanej na pacjentów onko­­logicznych byłoby umożliwienie wyboru odpowiedniej dla danego przypadku terapii spośród różnorodnych metod, jakie oferuje medycyna niekonwencjonalna.

Terapia czaszkowo-krzyżowa (TCK) jako manualna technika, która koncentruje się na subtelnych ruchach pływów i  przez delikatny dotyk wspiera pracę układu nerwowego może stanowić cenne narzędzie wspomagające komfort i dobre samopoczucie. Głównym celem  TCK jest wzmacnianie przejawów zdrowia i utrzymywanie homeostazy wewnątrz ciała. Uznanie siły witalnej, zwanej Oddechem Życia , która utrzymuje porządek i równowagę w ciele. Poprzez dotyk terapeuta kontaktuje się z ciałem pacjenta, słucha co ma do opowiedzenia wrodzona siła leczenia, która jest w każdym z nas, gdyż terapia skupia się na zdrowiu a nie na chorobie. W kontekście opieki nad pacjentami onkologicznymi ,TCK może wspierać sam proces leczenia jak również poprawę jakość życia poprzez:

– redukcję bólu i napięcia

– wspieranie układu nerwowego co jest bardzo istotne przy objawach takich jak neuropatia czy osłabienie układu odpornościowego

-zwiększenie relaksacji i redukcję stresu – delikatny charakter terapii może zmniejszyć poziom lęku i poprawić samopoczucie pacjentów

– wsparcie procesu regeneracji poprzez poprawę krążenia

– wspomaganie naturalnych procesów regeneracji organizmu

– poprawę jakości snu i ogólną jakość nastroju.

TCK jest formą pracy na różnych poziomach co sprawia że, jest to wyjątkowy proces wspierający wiele aspektów zdrowienia. Takie holistyczne podejście do dolegliwości pacjenta stwarza perspektywę bardzo dobrych rokowań w zakresie powrotu do zdrowia.

Studium przypadku

Pacjentka, lat 38

Guzek piersi prawej – brodawczak piersi, wrażliwy układ trawienny (częste zaparcia), nadwrażliwość emocjonalna, poczucie bycia ofiarą w relacjach z innymi ludźmi.

Pacjentka jest mężatką, matką 10 letniego syna, zajmuje się prowadzeniem domu na ten moment. Kiedy się spotkałyśmy pacjentka w pierwszym zamiarze chciała skorzystać u mnie
z zabiegów refleksoterapii stóp celem doprowadzenia organizmu do równowagi. Po wstępnej rozmowie – nie była to rozmowa w gabinecie, poznałyśmy się w innych okolicznościach – okazało się, że nosi w sobie bardzo dużo niewyrażonych emocji, o starych sprawach sprzed kilku kilkunastu nawet lat opowiada tak, jakby wydarzyły się niedawno. Miałam chwilami poczucie, że zalewa ją strumień emocji.

Brodawczak piersi to łagodny nowotwór powstający w wyniku rozrostu nabłonka przewodów mlecznych, pojawiający się na obwodzie piersi lub za brodawką sutka. Jednym z objawów może być wyciek przezroczystej lub krwistej wydzieliny z brodawki [1]. Brodawczaka piersi jako pierwszy zdiagnozował u mojej przyszłej pacjentki ginekolog, potem udała się do lekarza naturopaty, który na podstawie wywiadu z pacjentką potwierdził, że jest to brodawczak i zasugerował, że dla komfortu psychicznego dobrze byłoby go wyciąć. Inny jeszcze lekarz zalecił żeby poczekać aż rozwinie się nowotwór złośliwy…
Pacjentka postawiła na leczenie naturalne swojej przypadłości nie decydując się póki co na wycięcie zmiany, wdrożyła odpowiednią suplementację pod nadzorem lekarza naturopaty (były to między innymi odpowiednie dawki witamin, wlewy dożylne z glutationu, witaminy C oraz DMSO), wizyty w komorze normobarycznej, dietę niskowęglowodanową, leczenie homeopatyczne i ostatecznie post dr Dąbrowskiej. To działania na poziomie ciała.
Jeśli chodzi o uporanie się z problemem na tle emocjonalnym pacjentka sięgnęła do Totalnej Biologii aby dowiedzieć się co mogłoby leżeć u podstaw problemu – z tego, co znalazła okazało się że chodzi o konflikt z ojcem, co miało przełożenie na rzeczywistość. Dalszej pracy jednak nie podjęła, żeby uporać się z problemem…
Guzek cały czas miał się dobrze, wyciek z piersi to pojawiał się to znikał…

W Polsce na tyle, na ile mi wiadomo brodawczaka usuwa się chirurgicznie poprzez wycięcie zajętego przewodu mlecznego. Przechodząc do metod mniej konwencjonalnych mamy dużo większe pole do popisu ale też wymaga to większego zaangażowania i wysiłku ze strony pacjentki. Przyjmując, że choroba jest naszym posłańcem i informuje nas, żeby zmienić kierunek w życiu a także sposób postrzegania świata, należy – oprócz wzmacniania i oczyszczania ciała – skupić się na naszych emocjach i przeżyciach, które w sobie nosimy, a często nawet nie uświadamiamy. Tutaj jest wiele form psychoterapii, praca na poziomie świadomym poprzez wyuczenie nowych nawyków a także na poziomie podświadomym, ponieważ wiele naszych zachowań to wdrukowane programy postępowania – w takiej a takiej sytuacji działam tak ale nawet nie wiem dlaczego.
Z własnego doświadczenia wiem, że do tej pory biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa pomogła mi uporać się ze sprawami, które poprzez zwykłą psychoterapię, na tak zwany rozum powodowały, że człowiek co i rusz z czymś walczył i na siłę wdrażał nowe nawyki.
Doświadczenie jak do tej pory pokazuje, że biodynamiczna terapia czaszkowo – krzyżowa sięga źródła problemu i zwyczajnie go rozwiązuje…

W związku z tym zaproponowałam mojej przyszłej pacjentce cykl ośmiu sesji biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, żeby wyciszyć i zharmonizować układ nerwowy. Pacjentka przystała na propozycję, przyznała, że kiedyś czytała o terapii czaszkowo-krzyżowej ale nie wiedziała, że w jej okolicy ktokolwiek się tym zajmuje. Przyjęła propozycję z ogromną radością i rozpoczęłyśmy wspólną drogę przez najbliższe dwa miesiące.

Sesja1
05 września 2024

Obserwacja pływów, rytmów i innych zjawisk w ciele

Rozpoczęłam sesję przy ramionach, ustalając wcześniej punkty podporu, neutralność, własne zasoby oraz zasoby pacjentki. Po kilku chwilach zaczęłam odczuwać intensywne ciepło pod rękami, pacjentka natomiast miała wrażenie parzenia, za niedługo pojawił się ból w prawym ramieniu, wrażenie zgiętej głowy w prawą stronę oraz odczucie bycia w huśtawce. Z biegiem czasu pojawił się ból w prawej piersi – nie do wytrzymania. Poprosiłam o otwarcie oczu
i głębokie oddychanie – ból nieco ustąpił.

Poprosiłam o ponowne zamknięcie oczu i zaczęłam obserwować pierwotny oddech i płynną linię środka. Po kilku minutach ból w piersi powrócił ze zdwojoną siłą. Jeszcze raz poprosiłam o otwarcie oczu i przeniesienie się w miejsce, w którym pacjentka zazwyczaj odpoczywa – na swojej działce. Poprosiłam, żeby opowiedziała, jakie rośliny rosną na jej działce. Po tej zmianie ból w piersi ustąpił i już w tej sesji nie powrócił natomiast pojawił się intensywny ból prawego kciuka, tak jakby ten kciuk chciał się przez coś przebić, tym razem można było się temu bólowi przyjrzeć.

Poprosiłam o więcej przestrzeni i ciszę, po kilku minutach ból zaczął odpuszczać a pacjentka miała wrażenie wykręconej ręki. Kilkakrotnie poprosiłam o ciszę i obserwowałam ruch tkanek pod rękami na zmianę z obserwacją płynnej linii środka.

Pod koniec sesji ból był już niewielki a po rozłączeniu kontaktu – za chwilę ustąpił całkowicie.

Całą sesję spędziłam przy ramionach.

Po sesji pacjentka czuła się dość zmęczona, dałam czas i przestrzeń, żeby system wrócił do równowagi, co można było zaobserwować po kilku minutach.

Sesja2
10 września 2024

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, ugruntowałam się, osadziłam w punktach podporu, własnych zasobach. Poprosiłam pacjentkę żeby znalazła zasoby w swoim ciele – głowa – lekka.

Wynegocjowałam kontakt i położyłam ręce na ramionach pacjentki rozpoczynając obserwację pierwotnego oddechu. Za kilka chwil pojawił się ból prawego kciuka, tak jakby ten kciuk
w coś się wbijał, ból był jednak o połowę mniejszy niż za pierwszym razem. Pojawiło się
za niedługo odczucie w piersi, jakby powracał ból z poprzedniej sesji ale był jakiś oddalony, nie tak silny jak za pierwszym razem. W pewnym momencie pacjentka poczuła coś w rodzaju zimna i wiatru, które zmiotły ból z piersi oraz zmianę, która utworzyła się swojego czasu
w piersi. Nastała cisza…

W chwilach pojawiającego się bólu wysyłałam intencję o ciszę i przestrzeń oraz kierowałam co pewien czas uwagę pacjentki do jej zasobów, w trakcie sesji zmieniałam ułożenie rąk – po bokach głowy i pod potylicą.

Po sesji pacjentka czuła spokój i miała niesamowite wrażenie, że z momentem odczucia zimna i wiatru organizm został uleczony.

Sesja3
19 września 2024

Obserwacja linii płynnej, brzusznej i kwantowej.

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, zadbałam o punkty podporu, ugruntowanie i własne zasoby, poprosiłam aby pacjentka znalazła własne miejsce komfortu w ciele – głowa. Po wynegocjowaniu kontaktu położyłam ręce na barkach pacjentki.

Zaraz po ułożeniu rąk pacjentka poczuła ból w prawej piersi tak, jakby ktoś wlewał tam wrzątek. Zapytałam czy chce się temu przyjrzeć – powiedziała tak a odczucie parzenia
po chwili ustąpiło.

Obserwowałam jeszcze przez chwilę pierwotny oddech, zapytałam co chciałoby się pokazać. Po chwili odczułam, że chcę przejść do kości krzyżowej i obserwować trzy linie środka.

Zapytałam o pozwolenie na ten kontakt. Ułożyłam prawą rękę pod kością krzyżową,
po chwili pacjentka poczuła pulsowanie takie, jakby biło serce i jakby tam rzeczywiście było to serce. Ja czułam pod ręką płynny ruch w górę i w dół ale mniej więcej do połowy pleców, zapytałam czy to możliwe, żeby skierować więcej  potencji w to miejsce. W pewnej chwili pacjentka powiedziała, że unosi jej się miednica ale ona też w tym pomaga, żeby nie zgnieść mojej ręki. W tym momencie nasunęło mi się pytanie – „jak duży wysiłek wkłada  pani w to, żeby ułatwić życie innym a siebie pominąć”? Odpowiedziała: „Bardzo duży i w wielu sytuacjach”.

W międzyczasie pytałam jak czuje się ciało – od czasu do czasu czuła jakby zimno między piersiami od wstrzykniętego wcześniej płynu.

Skierowałam uwagę na brzuszną linię środka – tutaj linia przebiegała płynnie i dynamicznie. Jeśli chodzi o myśli to było ich dużo i bardzo różne, wiele z nich było związanych z pewnego rodzaju upokorzeniem.

Zmieniłam strony, ułożyłam lewą rękę pod kością krzyżową, pacjentka miała te same odczucia jak na początku – intensywne pulsowanie przypominające bicie serca, po kilku chwilach to pulsowanie odczuwalne było również w zębach. W niedługim czasie ustało a ja czułam pod ręką wyraźny i odważny ruch, pojawił się obraz kuli ziemskiej otoczonej torusem. Trwałam chwilę w tym ułożeniu, potem poprosiłam pacjentkę, żeby położyła się na dowolnie wybranym boku. Ułożyłam ręce na kości krzyżowej i potylicy – odczuła najpierw mrowienie na potylicy a potem pod obiema rękami – miała wrażenie jakbym coś odsysała.

Poinformowałam, że za kilka chwil będziemy kończyć, kiedy rozłączyłam kontakt i pacjentka obróciła się na plecy, powiedziała, że boli ją tyłek.

Moja odpowiedź: gdy człowiek zapomina o sobie to dupa dostaje J

Sesja4
03 października 2024

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, ugruntowałam się, znalazłam własne zasoby, ustaliłam punkty podporu. Poprosiłam pacjentkę o znalezienie zasobów w swoim ciele – głowa – lekkość i przestrzeń.

Wynegocjowałam kontakt i położyłam ręce na barkach pacjentki. Po niedługiej chwili pacjentka zaczyna odczuwać mrowienie w prawym kciuku. Jeszcze chwilę potrzymałam ręce w pozycji na barkach, następnie przełożyłam je po bokach głowy (okolice kości skroniowych). W niedługim czasie pacjentka zaczęła odczuwać jakby ciągnięcie za głowę,
w następnej kolejności pojawia się ból na czubku głowy jakby po uderzeniu (pacjentce spadła kiedyś cegła na głowę mniej więcej w okresie nastoletnim), prawy kciuk pulsuje i mrowi, jesteśmy w obserwacji. Za niedługo przekładam ręce na kości czołowe – pojawia się odczucie jakby odchodziła zła energia z ciała a także obraz czarnych nitek.

Proszę o reorganizację i oddech życia…

Czarne nitki zaczynają zmieniać kolor na żółty, w głowie wrażenie czarnych kłębów – wrażenie łożyska, po chwili pojawia się żółty kolor.

Proszę o przestrzeń…

Pojawia się odczucie kulki w piersi (tak jakby wzdęcie), potem od strony jelit przesuwa się następna kulka i dochodzi do piersi.

Przemieszczam się w stronę stóp…

Pacjentka odczuwa mnogość pęcherzyków powietrza w okolicach wątroby (próbowały przebić się do klatki piersiowej ale nie dały rady), odczucie silnego pragnienia. Ciało tak jakby układało się do prawej strony. Niedługo kończymy sesję, rozłączam kontakt.

Po sesji pacjentka odczuwała zmęczenie w jelitach, wrażenie jakby przejechał czołg, jak wyjęta z wyżymaczki.

Sesja5
10 października 2024

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, ustaliłam punkty podporu, własne zasoby, ugruntowałam się. Poprosiłam pacjentkę o znalezienie zasobów w jej ciele – głowa – jakby poranna, letnia rosa. Wynegocjowałam kontakt i położyłam ręce na stopach, zaczęłam obserwować ruch płynów. Po kilku chwilach, mając ogląd całego ciała – zobaczyłam,
że brakuje prawego boku, mniej więcej pomiędzy żebrami a kością biodrową, po prostu jedyne co było widać to prześwit.

Kiedy zapytałam pacjentkę jak się czuje w ciele, odpowiedziała, że czuje ból w prawym boku. Zostałam jeszcze przez chwilę obserwując, następnie poczułam, że chciałabym ułożyć ręce na kręgosłupie – jedną w okolicach splotu barkowego, drugą w okolicach splotu lędźwiowego. Zadałam pytanie: co chciałoby się pokazać? Po kilku minutach pacjentka zaczęła odczuwać obecność „bąbelków” po prawej stronie ciała, był to dość intensywny napór.

Poprosiłam o więcej przestrzeni i ciszy – za jakiś czas aktywność bąbelków zaczęła się zmniejszać, zmieniłam ułożenie rąk – tym razem na prawym boku pacjentki pytając co teraz system chce pokazać? Po kilku minutach pacjentka powiedziała, że odczuwa głaz w prawym boku (polny kamień, szary i chropowaty). Poprosiłam o więcej przestrzeni i oddechu życia, kamień zaczął zamieniać się w lód. Trwałam tak jeszcze jakiś czas zapraszając przestrzeń
i oddech życia.

Następnie przeszłam z powrotem do stóp, ciało pokazało się jako kompletne, pozbawione dziur, natomiast pacjentka odczuwała duży dyskomfort w prawym boku. Mimo skierowania uwagi do zasobów ból nie zmniejszył się.

Poprosiłam, żeby położyła się na dowolnie wybranym boku. Ułożyłam ręce na kości krzyżowej i potylicy, po paru chwilach ból w boku ustąpił, pojawiło się przyjemne mrowienie na kości potylicznej.

Obserwowałam jeszcze chwilę, następnie zasygnalizowałam, że niedługo będziemy kończyć sesję po czym wynegocjowałam rozłączenie kontaktu.

Po sesji pacjentka odczuwała dyskomfort w ciele, ogólne wrażenie, że było nieprzyjemnie.

Pacjentka poinformowała mnie, że postanowiła pójść na jeszcze jedną konsultację do jeszcze innego lekarza z polecenia, który zasugerował, żeby guzek usunąć dla spokoju psychicznego. Termin operacji wyznaczono na 5 marca następnego roku. Już na podstawie tej informacji poczuła wyraźną ulgę i jeszcze większy spokój. Pracowałyśmy dalej…

Sesja6
15 października 2024

Obserwacja płynów i pływów

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, ugruntowałam się, ustaliłam własne
zasoby i punkty podporu.
Poprosiłam pacjentkę o znalezienie zasobów w swoim ciele – okolica serca – zielono jak
na łące. Wynegocjowałam kontakt i ułożyłam ręce na barkach pacjentki. Dał się wyczuć okrężny ruch pod dłońmi, w odczuciach pacjentki – spokój – wrażenie, jakby unosiła się
na wodzie (przede wszystkim takie odczucia w ciele, głowy one nie obejmowały).

Przełożyłam ręce pod głowę z potrzebą obserwacji ruchów kości potylicznej i kości klinowej. Po kilku chwilach było wyraźne odczucie, że kość klinowa po lewej stronie tak jakby była zablokowana, poruszała się tylko prawa strona wykonując ruch zakreślania jak cyrklem. Poprosiłam o więcej przestrzeni do tego miejsca…

Zapytałam pacjentkę jak się czuje – powiedziała, że czuje dyskomfort pod potylicą,
że przeszkadzają jej moje palce. Zapytałam czy mam zabrać ręce – odpowiedziała – nie.
Pod potylicą czułam intensywne pulsowanie prawie jak walenie młotkiem. Wówczas oprócz przestrzeni poprosiłam o ciszę.

Za kilka chwil ponownie zapytałam jak się czuje – dyskomfort wycofał się i teraz całe ciało razem z głową jakby unosiło się na wodzie a momentami było to takie odczucie jakby znajdowała się w przestrzeni kosmicznej i beztrosko spadała i było to bardzo przyjemne odczucie. Obserwowałam cały czas ruchy pod dłońmi, kość klinowa poruszała się
w prawidłowym wzorcu, pod potylicą nie dało się już odczuć walącego dudnienia. Pojawił się płynny ruch w górę i w dół.

W trakcie sesji przez chwilę tak jakby prawy kciuk chciał o sobie dać znać, podobnie było
z piersią ale to było odczucie bardzo delikatne i daleko w tle.

Poprosiłam pacjentkę, żeby położyła się na boku. Ułożyłam ręce na kości krzyżowej
i potylicznej, po kilku chwilach można było odczuć wzdłużny przepływ w górę i w dół.
W niedługim czasie poinformowałam pacjentkę, że sesja zbliża się ku końcowi, za chwilę rozłączyłam kontakt.

W odczuciach pacjentki oraz moich sesja była bardzo spokojna i łagodna.

Sesja7
29 października 2024

Praca z rozwojem embrionalnym mózgu

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, usiadłam za głową, znalazłam własne zasoby, ustaliłam punkty podporu, ugruntowałam się.

Poprosiłam pacjentkę o znalezienie zasobów w jej ciele – (głowa – poranna rosa, kołysanie
na huśtawce). Wynegocjowałam kontakt i ułożyłam ręce na głowie pacjentki
w zmodyfikowanym chwycie sklepieniowym i zaczęłam obserwować ruch tkanek wysyłając intencję, że chciałabym zobaczyć jak przedstawia się mózg na etapie rozwoju embrionalnego.

Po kilku chwilach ukazał mi się obraz mniej więcej około czwartego tygodnia ale był nieruchomy, jakby usztywniony ( z relacji pacjentki – była dzieckiem niechcianym, matka próbowała się jej „pozbyć”)

Poprosiłam o przestrzeń do tego obszaru a potem potencję, niestety nie było żadnej reakcji. Za jakiś czas zobaczyłam kolejny obraz: pelikan z czerwonymi nogami, różowym brzuchem
i klatką piersiową, natomiast grzbiet był w zieleni, fiolecie i niebieskim, miał biały kuper, ustawiony był bokiem.

Zadałam kolejne pytanie, czy coś chciałoby się tutaj przeorganizować i czy to w ogóle możliwe? Po chwili szyja pelikana zaczęła wykonywać ruchy zwijania i prostowania jak mózg. Obserwowałam dalej, kolejnym obrazem jaki zobaczyłam była kura ( brązowa kura), również tak jak pelikan – ustawiona bokiem – głowa również ustawiona była w tym samym kierunku – moje skojarzenie z tym obrazem – ptasi mózg?

Obserwowałam dalej, prosząc aby reorganizacja zadziała się w najlepszy możliwy sposób przyjmując również opcję, że skończę sesję z obrazem kury.

Za kilka chwil – naprzemiennie zaczął pojawiać się mózg już ruchomy wykonujący piękne ruchy zgięcia i wyprostu, od czasu do czasu pojawiała się kura.

W międzyczasie pacjentka zgłosiła drętwienie w trzech pierwszych palcach prawej ręki
z odczuciem, że te palce a zwłaszcza kciuk robią się olbrzymie, towarzyszył temu dość mocny ból. Poprosiłam o przekierowanie uwagi do zasobów – jak tylko wypowiedziałam te słowa – ból ustąpił.

Jeszcze chwilę poobserwowałam płynne ruchy mózgu i rozłączyłam kontakt przy głowie
i przeszłam do stóp. Na chwilę powrócił ból w palcach ale nie był już tak intensywny.

Ruch płynów i pracę mózgu odczuwałam pod rękoma jako płynne i harmonijne. Poinformowałam pacjentkę, że niedługo będziemy kończyć sesję, po kilku chwilach wynegocjowałam rozłączenie kontaktu.

Po zakończeniu sesji pacjentka czuła się lekka i wypoczęta.

Sesja 8
07 listopada 2024

Praca z zatokami żylnymi i drenażem otworów: wlot piersiowy, staw szczytowo-potyliczny
i otwory szyjne

Ułożyłam pacjentkę w wygodnej dla niej pozycji, usiadłam po jej prawej stronie na wysokości obręczy barkowej. Ugruntowałam się, ustaliłam punkty podporu, własne zasoby. Poprosiłam pacjentkę  o znalezienie zasobów u siebie – serce (ciepło i przytulnie), wynegocjowałam kontakt i ułożyłam ręce – lewą w okolicy splotu barkowego, prawą – na wlocie piersiowym, zaczęłam obserwować, co się pojawia.

Po chwili dało się odczuć wyraźne, przyjemne ciepło (moje odczucia pokrywały się
z odczuciami pacjentki). Przez pewien czas odczuć można było pod rękami okrężne ruchy, które po pewnym czasie zamieniły się we wzdłużny spokojny pływ.

Następnie przeszłam do głowy układając ręce pod potylicą, gdzie najpierw dał się wyczuć hałas jak na dyskotece, potem, po czasie dał się wyczuć płynny, spokojny, wzdłużny ruch – zapytałam pacjentkę jak się czuje – odpowiedziała – mam wrażenie jakbym kołysała się na wodzie. Przełożyłam ręce w okolicę otworów szyjnych – spokój, harmonijny przepływ.

Zatoka poprzeczna – po kilkuminutowej obserwacji poczułam jak opuszki palców lewej ręki zapadają się w twardą strukturę czaszki jak w gąbkę – obserwowałam dalej zadając pytanie czy coś chciałoby się tutaj przeorganizować. Po dłuższej chwili dało się odczuć jak palce wracają na miejsce a pacjentka jeszcze bardziej zapada się w dobrym tego słowa znaczeniu.

Przełożyłam ręce na zatokę potyliczną – tam panowała głęboka cisza, zostałam tam przez chwilę a następnie przełożyłam ręce na zatokę strzałkową – płynny, głęboki, spokojny ruch jakby śnił las.

Szew czołowy – bardzo podobne odczucia – głęboka cisza, harmonia i równowaga.

Przełożyłam ręce na zatokę prostą – po chwili pojawił mi się obraz spływającej krwi ze wszystkich zatok (krew miała kolor niebieski).

Po przyłożeniu rąk w obszarze zatoki jamistej również po chwili dał się odczuć wzdłużny, spokojny przepływ, pobyłam tam jeszcze kilka chwil informując pacjentkę, że niedługo przejdę do stóp. Po chwili rozłączyłam kontakt przy głowie i położyłam ręce na stopach pacjentki. Po kilku chwilach miała odczucie jakbym trzymała ją za stopy jednocześnie kręcąc się szybko wokół własnej osi, odczucie kompletnego bezwładu, totalnie przyjemne doświadczenie.

Po zakończeniu miałam odczucie, że sesja minęła bardzo szybko ale jednocześnie była bardzo głęboka.

Efekty cyklu terapeutycznego po ośmiu sesjach biodynamicznej terapii czaszkowo
-krzyżowej:

– wyraźne spowolnienie

– brak ochoty na kłótnie

– bardziej asertywna postawa (zareagowała, kiedy zostało naliczone za dużo pieniędzy
w pewnej sytuacji)

– nie reaguje na fochy męża („zwisa” jej jego stan emocjonalny nieadekwatny do sytuacji)

– akceptacja stylu bycia, sposobu zachowywania się męża

– mówi „dzień dobry” ludziom, którym zarzekała się, że nigdy więcej „dzień dobry” nie powie i nie jest to żadną ujmą

– dziecko nie wytrąca jej z równowagi, nie używa podniesionego głosu w stosunku do syna

Kilka słów od pacjentki…

Zainspirowało mnie, że biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa potrafi uwolnić i odkryć emocje oraz samego siebie.
Po pierwszej wizycie nastąpiło jakby otwarcie, coś w rodzaju zaufania aby ciało pokazało gdzie najbardziej skumulował się stres i emocje. Kiedy odczuwałam ból, który ujawnił się w piersi i kciuku dotarło do mnie jak bardzo siła emocji może zgromadzić się w ciele. Zobaczyłam nową siebie, w ten sposób nigdy nie uwalniałam emocji. Po pierwszej wizycie już byłam w stanie dostrzec różnicę w zachowaniu, były to małe kroki ale wtedy już wiedziałam, że moje ciało pracuje ze mną i pokazuje, że mam go słuchać.
Z następną wizytą już bardziej ujawnił się u mnie spokój, chęć poznania i spotkania się z tym co teraz ciało chce mi pokazać, z czym pracować.
Ta przygoda była dla mnie uwolnieniem się i pokazaniem innej siebie, pojawiło się inne myślenie, chęć  poznawania czegoś nowego, czego do tej pory nie robiłam. Odzyskałam spokój wewnętrzny, uczę się rozmawiać ze swoim ciałem, odkrywać go.
Nie jestem już ratowniczką…

Ostatecznie guzek został usunięty w wyznaczonym terminie, operacja przebiegła sprawnie, zgodnie z ustaleniami, miałam bardzo dobrą opiekę, czułam się bezpiecznie i co najważniejsze operował mnie ten lekarz, u którego miałam konsultację. Bardzo mi na tym zależało. Poczułam ogromną ulgę jak już byłam po operacji, że guzek jest wycięty – taka ulga, chociaż… przez chwilę pomyślałam, że wycięto coś mojego i że czegoś mi teraz brakuje… ale po chwili dotarło do mnie, że to już nie jest moje bo gromadziło dawne przeżycia… a ja przecież już jestem jakby inną osobą, świadomą przyczyn swoich dolegliwości, czuję jakbym dostała drugą szansę, żeby zadbać o siebie i swoje sprawy jak należy, w zgodzie ze sobą i w poczuciu zaufania do siebie.
Czasem warto rozważyć operację, zwłaszcza jeśli emocje są zbyt silne, kiedy dominuje lęk w związku z czymś, co urosło, pojawiło się w ciele. Chirurgiczne usunięcie może spowodować, że pojawi się ulga, chęć do życia, znikną obawy i wtedy można startować na nową równolegle i na bieżąco obserwować siebie, własne reakcje…

Kilka słów od terapeutki…

To szalenie podnoszące na duchu jest, kiedy ma się w pamięci pierwsze spotkanie
z pacjentem i wrażenie jakby był w kawałkach – jak puzzle, a potem z sesji na sesję coraz bardziej poukładany, scalony. Piękne.

W wywiadzie po zakończonym cyklu sesji poczułam, że pacjentce jeszcze troszeczkę brakuje pewności w braniu odpowiedzialności w kilku obszarach za swoje sprawy, trochę próbuje przerzucić tę odpowiedzialność na innych. Zmiany jednak jakie zauważyłam w jej zachowaniu to większa swoboda i rozluźnienie. Terapia wspiera podmiotowość pacjenta , przywraca jego wiarę w siebie, w to że może stanowić o sobie, mieć wpływ na zdrowie i życie. Sesje pomagają się wyciszać i relaksować w ciele co ma ogromne znaczenie w procesie zdrowienia. Zaproponowałam jeszcze kilka sesji, żeby się temu przyjrzeć. Pacjentka przystała na moją propozycję.

Wspaniała terapia, która przyszła do mnie „nie wiadomo skąd” biorąc to na głowę. Natomiast patrząc sercem – wszystko jest jasne, jestem ogromnie wdzięczna za to, że mogłam się jej nauczyć i pomagać innym. Pamiętam jak na pierwszych zajęciach uczyłam się negocjować kontakt i jak poczułam ogromny szacunek do drugiego ciała, systemu, jakie to jest ogromnie ważne, czy ciało na to pozwala i jak bardzo trzeba mieć to na uwadze wszędzie, bo pytanie
to wykracza daleko poza terapię… niech się dzieje najlepiej jak to tylko możliwe.

Ankieta sprawdzająca wpływ terapii czaszkowo-krzyżowej na stan zdrowia i samopoczucie pacjentki

1.Jak oceniasz swoje samopoczucie psychiczne po przyjęciu 8 sesji terapii TCK?

Czuje się bardziej otwarta, spokojniejsza, pewniej stoję na własnych nogach. Tak jakbym miała w sobie więcej godności i pewności. Jestem odważniejsza w podejmowaniu decyzji. Potrafię zadbać o siebie , o swoje potrzeby. Mam ustabilizowane myśli.

  1. Jak zmieniło się postrzeganie własnego ciała, samopoczucie fizyczne?

Jestem skomunikowana ze swoim ciałem. Mam poczucie procesów w nim zachodzących i z radością o nie dbam. Zmieniłam dietę, więcej się ruszam, wysypiam. Dostrzegam potrzeby własnego Ciała.

  1. W jakim stopniu poprawiły się relacje z otaczającym Cię światem? (Trudne sprawy, trudne emocje)

 Jestem bardziej wyciszona co sprawia że problemy nie wydają się tak trudne. Potrafię spokojnie i racjonalnie rozwiązywać konflikty. Widzę ogromną zmianę w podejściu do trudności. Większą łatwość w komunikowaniu się z ludźmi co ułatwia rozwiązywanie powstających konfliktów.

  1. Czy odczuwasz trwałe zmiany w ogólnej jakości życia?

Tak, bywam radośniejsza. Częściej się uśmiecham i coraz rzadziej miewam spadki nastroju.

  1. Czy odczuwasz poprawę w zakresie odczuwania bólu lub dyskomfortu?

Tak, nieznacznie się poprawiło.

Odbiór oraz informacje zwrotne na temat biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej z perspektywy pacjentki.

  1. Czego oczekiwałaś/spodziewałaś się idąc po raz pierwszy na sesję biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej? Czy Twoje oczekiwania zostały spełnione?

Nie wiedziałam do końca jak będzie wyglądać terapia, mimo że wcześniej przedstawiono mi pokrótce jak odbywa się terapia, wiedziałam, że ta terapia wspomoże pracę z emocjami.
Byłam zaskoczona, w jak ogromnym stopniu ciało może pokazać z czym się boryka. Byłam w siódmym niebie doświadczając tego wszystkiego co miało miejsce w trakcie sesji.

  1. Czy w trakcie cyklu terapeutycznego pojawiło się coś czego nie brałaś pod uwagę a okazało się istotne dla zdrowia i samopoczucia?

Nie spodziewałam się bólu, że będzie aż tak bolało, potworny ból piersi i kciuka – miejsca, w których skumulowało się najwięcej emocji, trafione w dziesiątkę!

  1. Czy jesteś zadowolona z tego rodzaju terapii? Dlaczego?

Jestem bardzo zadowolona z terapii, gdybym mogła to korzystałabym z niej do końca życia, tak łagodnie a czasem stanowczo potrafi wyregulować układ nerwowy.

  1. Czy jesteś gotowa polecić tę konkretną terapię innym ludziom borykającym się z różnymi kwestiami w swoim życiu?

Zdecydowanie tak, nawet już polecam chociaż nie do wszystkich to trafia, tak jakby niedowierzali, że w taki bezinwazyjny sposób można uporać się z wieloma trudnościami i własnymi niedomaganiami.

  1. Czy możesz powiedzieć, że biodynamiczna terapia czaszkowo-krzyżowa zmieniła postrzeganie własnego ciała? Jeśli tak, to w jaki sposób objawia się to u Ciebie?

Tak i to bardzo. Teraz wiem, że ciało do mnie mówi, rozmawiam z nim, zadaję pytania gdy coś dolega. Przykład: wizyta niechcianej osoby powodująca odczucie wstrętu, zbiera się na wymioty – już wiem, że to ważna informacja płynąca z organizmu i nie należy jej ignorować tylko możliwie jak najlepiej zatroszczyć się o siebie.

  1. Jak przebiegała Twoja relacja z terapeutką? Czy miałaś poczucie bezpieczeństwa, poczucie bezwarunkowej akceptacji swojej osoby oraz tego z czym przychodzisz na terapię?

Małgorzata zachowuje się i pracuje tak jakby była do tego stworzona, ma bardzo dobre wyczucie pacjenta, jest w stanie naprowadzić na wiele spraw już w trakcie rozmowy przed lub po sesji. Zadaje bardzo trafne pytania. Przez cały cykl terapeutyczny czułam się zaopiekowana, rozluźniona i w pełnym zaufaniu, w bardzo dużym poczuciu bezpieczeństwa.

Bibliografia

  1. https://www.hellozdrowie.pl/brodawczak-piersi-objawy-diagnostyka-leczenie/
  2. Gilchrist Roger „Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej” Virgo 2011
  3. Rosenberg S. „Terapeutyczna moc nerwu błędnego” tłumaczenie A. Homańczyk, Kraków 2020
  4. Franklin Sills „Fundations in Craniosacral Biodynamics”Volume One, Books 2011
  5. Przyjemska „Terapia czaszkowo-krzyżowa. Skuteczne techniki leczenia” Białystok 2011
  6. Pełny tekst: Medycyna alternatywna jako uzupełniająca forma leczenia chorób nowotworowych w opinii pacjentów onkologicznych, Joanna Woźniak-Holecka – Psychoonkologia 1/2010

Małgorzata Ludwicka