Wstęp
Jak to mówią starość Panu Bogu się nie udała…, a dlaczego? ile czynników wpływa na nasze życie, zachowanie to, gdzie się znajdujemy w danej chwili i co na to wpłynęło, że jest tak a nie inaczej. Czy na pewno musi być tak że starość kojarzy nam się z chorobami ze złymi doświadczeniami w życiu. Dużo dało mi do myślenia, kiedy w moim gabinecie pojawił się pan Zdzisław. Patrząc z boku to dość dostojna osoba, która widać, że przez życie dość twardo szła, ma żonę, dzieci, wnuki i wydawałoby się, że wszystko w jego życiu jest idealne. Niemniej jednak przyglądając się głębiej tak kolorowo nie jest to co dla oka widoczne było w porządku, lecz im głębiej zaglądaliśmy do wewnątrz stawało się to coraz trudniejsze. Czy musi tak być, że nasze doświadczenia życiowe u schyłku naszych lat życia zamiast nas uskrzydlać, podcinają nam je. W momencie, kiedy już możemy na przysłowiowej „emeryturze” zacząć cieszyć się życiem brakiem obowiązku chodzenia do pracy żyć swobodniej bez presji i cieszyć się sobą wzajemnie i tym co nas otacza to niestety dzieje się coś co nas blokuje. Jako terapeuta nie patrzę na to z boku i zastanawiam się, dlaczego? Pewnie odpowiedzi jest bardzo dużo. Możemy tu wymienić czynniki rodzinne, genetyczne, epigenetyczne, nasze doświadczenia życiowe. Możemy przypuszczać z czego to się bierze. Ale słowo klucz jak sobie z tym poradzić, co zrobić, aby oddychać pełną piersią a nie żyć ograniczeniami. W mojej pracy dyplomowej będę chciała pokazać jak terapia czaszkowa – krzyżowo biodynamiczna może wpłynąć i wpływa na życie osób starszych na przykładzie jednego z moich klientów pana Zdzisława. Praca, którą napisałam to podsumowanie mojej dwuletniej szkoły, mojego nowego doświadczenia, mojej nowej nauki i nowego spojrzenia na świat.
Aby lepiej zrozumieć temat mojej pracy, skupie się na przybliżeniu terminologii związanej z terapią czaszkowo – krzyżową oraz starością.
Zatem czym jest terapia czaszkowo – krzyżowa? Terapia ta wywodzi się z osteopatii. Została opracowana przez lekarza Williama Sutherland’a, który przez wiele lat opracowywał koncept tej terapii. Zainspirowały go połączenia szwów czaszkowych i ich wpływ dla ludzkiego organizmu. Stało się to narzędziem wieloletnich badań. Doktor Sutherland zauważył, że kości czaszki są połączone ze sobą w sposób pozwalający na niewielkie ruchy. Było to dość kontrowersyjne stwierdzenie. W swoich badaniach pokazał, że z momencie powstania ruchu pomiędzy kośćmi czaszki w ciele człowieka zachodzi kilka bardzo istotnych zmian emocjonalnych i inicjuje procesy poznawcze. W swoich badaniach Sutherland odkrył, że ruchy kości czaszki, kości krzyżowej oraz pozostałych struktur organizmu są odpowiedzią na działanie pewnej siły. Siłę tą nazwał Oddechem życia. Określił ją jako niewidzialna, niezwykła. Powiązał ją z płynem mózgowo – rdzeniowym, ponieważ skupia się w nim, wpływając bezpośrednio na mózg i rdzeń kręgowy. Natomiast sama pulsacja płynu mózgowo rdzeniowego jest fundamentalna dla naszego organizmu i jego funkcji. Jest ona zauważalna w we wszystkich funkcjach życiowych jak: oddychanie, regulacja pracy serca, twór siatkowy, ośrodek oddychania. Sam Sutherland nazwał siłę, która kieruje oddechem życia „Mocą”. Moc Oddechu Życia upodabnia się do subtelnej energii i do siły życiowej. W samej terapii czaszkowo – krzyżowej możemy pracować, aby zwiększyć moc, siłę życiową i witalność. Co wpłynie na Oddech życia i poprawi funkcjonowanie i jakość życia naszych pacjentów. Moc Oddechu Życia jest mocą energii, która wzbudza subtelny ruch płynów i struktur kostnych. W ujęciu biodynamicznym terapii czaszkowo – krzyżowej jest energia, którą wyrażają procesy życiowe. Jakość prowadzonej terapii i zależy od kontaktu z ta energią.
Kluczowa rola jest w terapeucie, który powinien z odpowiednią uważnością, dotykiem oraz z umiejętnościami zainicjowania zmian podejść do pacjenta. Umiejętność wyczuwania fluktuacji płynu mózgowo – rdzeniowego jest kluczowa. Podstawą koncepcji terapii biodynamicznej jest Moc Oddechu Życia, siła orgaznizująca energię życiową i nadająca potencjał uzdrawiania. Metoda biodynamiczna jest spojrzeniem na terapię czaszkowo – krzyżową z innej perspektywy. Jest podkreśleniem oddziaływania mocy oddechu życia na funkcjonalne procesy naszego organizmu. Terapeuta swoją uważność powinien skierować zarówno na budowę ciała, ruch tkanek, elastyczność powłok, ustawienie kości, jak i na ruch płynu mózgowo rdzeniowego i innych płynów w organizmie. Wszystko to powiązane jest z mocą Oddechu Życia. Jeśli odkryjemy jego wzorzec, moc i wpływ na procesy uzdrawiania przekonamy się, że praca przejdzie na inny, głębszy poziom. I przyniesie trwałe efekty a pacjenci odnajdą świadomość ciała i klucz do własnego zdrowia.[i][1]
Terapia czaszkowo – krzyżowa stała się najszybciej rozwijającą się terapią naturalną. Jest ona dostępna dla pacjentów w każdym wieku i choć pozornie może się wydawać, że podczas terapii nic się nie dzieje, to wiele osób doświadcza głębokich zmian. Biodynamiczna terapia czaszkowo – krzyżowa wpływa na wiele poziomów naszego doświadczenia i tym samym mocno oddziałuje na ludzką anatomię.
Biodynamiczna terapia czaszkowo – krzyżowa BTCK, podkreśla pracę z pierwotnymi siłami, które mają na celu zarządzać naszym funkcjonowaniem. Podejście to skupia się na korzystaniu z tych sił na zasadzie współpracy i z szacunkiem. Terapeuci biodynamicznej terapii czaszkowo – krzyżowej są mniej inwazyjni i w większym stopniu ukierunkowani na wolniejsze rytmy pierwotnego oddychania oraz na ciszę, której można doświadczyć na najgłębszym poziomie istnienia. Terapeuci uczą się rozpoznawać, jak ciało przechowuje nierozwiązaną traumę oraz mają umiejętności pozwalające bezpiecznie i skutecznie taką traumę rozwiązać i rozpuścić.
O dotyku Katherine Ukleja mówi jako kamień węgielny terapii czaszkowo – krzyżowej. Opiera się na wysoko wyrafinowanym, delikatnym, uważnym dotyku, dostrojony do subtelnych zjawisk. Używamy całego naszego sensorium i stosujemy słuchanie całego ciała w tym interocepcję, uważaną za nasz szósty zmysł. Dotyk, daje nam wyjątkowy dostęp do wyrażania się Pierwotnego Oddechu. Ludzkie dłonie funkcjonują zarówno jako odbiorniki, jak i nadajniki zdolne zarówno do percepcji, jak i komunikacji. Wyróżniamy dwa aspekty dotyku. Pierwszy z nich to jest co czujemy, gdy dotykamy naszych klientów. Drugi jest, co czują nasi klienci, gdy ich dotykamy. Różne moc, która ożywia polirytmiczne cykle pierwotnego oddychania. Dotykanie subtelnego mimo wolnego ruchu pierwotnego oddychania jest już wyczynem, ale pod nim kryje się obecność potencji, mocy stojącej za ruchem. Wykonuje szereg funkcji we wszystkich żywych organizmach, które optymalizują zdrowie i potencjał. W terapii czaszkowo -krzyżowej dotyk jest głównym środkiem komunikacji. Każdy z nas ma swoje metody uziemiania, centrowania i kładzenia rąk na klienta. Ręce terapeuty działają jak nadajniki sygnalizujące wiele pojęć, takich jak otwartość, wrażliwość i brak osądu. Dzięki dotykowi słyszymy, co mówią nam tkanki, płyny i potencja. Rozpoznajemy priorytety leczenia, które wyłaniają się z wnętrza. [2] Potencja jaką słyszymy to napęd siła, która, że płyn się porusza. Potencja jest płynnym światłem. Płynem wewnątrz płynu. Lśniącym w całym ciele płynem i z dodatkowym blaskiem w płynie mózgowo rdzeniowym, który kąpie ośrodkowy układ nerwowy w radzeniu naszej struktury. Mówi się, że potencja jest jak bio elektryczne pole. Potencja bywa utożsamiana z głębokim zasobem zdrowia w ciele – czymś co może być przyćmione przez urazy, traumy, ale nadal można do niego dotrzeć przez odpowiednio czułą i spokojną pracę jaką nam daje terapia czaszkowo- krzyżowa.
W tej części zajmę się przybliżeniem problematyki funkcjonowania człowieka w okresie późnej dorosłości oraz obrazu człowieka wkraczającego w okres starości. Jest to szeroki temat. Skupię się na ich podstawowych aspektach tak aby w dalszej części opisywane studium przypadku było dobrze zrozumiane.
Problematyka starości staje się przedmiotem refleksji i badań w odniesieniu do różnych dziedzin życia – spraw rodzinnych, społecznych, ekonomicznych, światopoglądowych i moralnych. Wzrasta populacja osób starszych, w związku z czym wyłania się potrzeba poprawy jakości ich życia.
Jan Paweł II określał starość następująco: „Starzenie się to nie tylko pewien okres w życiu człowieka, ale czas na cechowany mądrością, którą przynoszą lata doświadczeń. Starość jawi się jako czas pomyślny, w którym dopełnia się miara ludzkiego życia, ale także czas, w którym podejmuje się nowe zadania”[3]. Możemy przez to rozumieć, że okres starości charakteryzuje się specyficznymi zadaniami do wypełniania oraz może sprzyjać rozwojowi osoby starszej, a także jej otoczenia. Starzenie się i starość występują w naturalny sposób w życiu każdego człowieka. Sam termin starzenie się. Odzwierciedla dynamiczne zachodzące zmiany w człowieku, zaś starość podkreśla statyczne cechy jego funkcjonowania w pewnym okresie życia. Zatem starzenie się to proces rozwojowy, który ma charakter długotrwały i stopniowy. W tym czasie zachodzą zmiany strukturalne i funkcjonalne w organizmie człowieka, jak również w sposobie funkcjonowania jego przystosowaniu się do warunków otoczenia. Pojawiają się zmiany biologiczne, które wiążą się ze słabszym funkcjonowaniem poszczególnych narządów i układów. Z kolei zmiany funkcjonalne są przyczyną powstania szeregu chorób oraz obniżenia sprawności fizycznej i psychicznej człowieka. Zmiany biologicznej, jakie związane są z procesem starzenia, związane są ze zmianami na skórze i w postawie ciała oraz w poszczególnych układach organizmu. Starość to pewien etap w życiu człowieka, który charakteryzuje się specyficznymi właściwościami na poziomie biologicznym, psychologicznym, społecznym oraz duchowym. Granica starości jest trudna do wyznaczenia. Składa się na to wiele aspektów. W dużej mierze ma wpływ na to względność kulturowa uznania człowieka za starego. Istnieje wiele różnych kwalifikacji okresów rozwojowych starości. Średnio rozpoczyna się od 50, 60 roku życia. Starość sama w sobie nie jest czymś nadzwyczajnym w życiu człowieka. Jest ona częścią długotrwałego procesu rozwojowego. W świadomości społecznej okres starości jawi się jako ten, w którym następuje stopniowe obniżenie sił fizycznych i psychicznych. Pojawiają się liczne choroby, a wraz z nimi z niedołężnienie fizyczne a często i psychiczne. Starość, podobnie jak wcześniejsze okresy życia, młodość czy dorosłość nie przychodzi nagle, ale jest rezultatem długotrwałego i nieodwracalnego procesu fizjologicznego. Starzenie nie musi łączyć się z obniżeniem sprawności psychicznej i fizycznej czy wycofaniem się z ról społecznych. Istnieje wiele badań nad rozwojem człowieka w okresie całego życia. W których wykazano, że osoby starsze w porównaniu z osobami młodszymi miały bardziej pozytywną postawę wobec siebie i były bardziej zadowolone ze swojego wyglądu fizycznego. Wyróżniamy pozytywne i negatywne aspekty okresu starości. Do pierwszych zaliczają się. Między innymi satysfakcja z przejścia na emeryturę, zadowolenie związane z możliwością opieki nad dziećmi i wnukami oraz możliwość dokonania zmian we własnym życiu, większą zdolność wartościowania różnych sytuacji, rezygnacji z tych form aktywności i celów. Które nie łączą się z satysfakcją. Ważną pozytywną cechą jest mądrość życiowa, obiektywny, choć uniwersalny atrybut starości. Wiek nie gwarantuje mądrości, choć jej sprzyja, ale tylko do pewnego stopnia. Komunikacja między małżonkami zmienia się, stają się oni sobie bardziej bliscy we wspólnocie, którą tworzą. Do negatywnych aspektów należą świadomość nadchodzącego kresu życia i związanego z tym lęku. Konieczność dostosowania się do przemian społecznych, cywilizacyjnych i kulturowych, co dla wielu osób jest trudne, trudność podtrzymaniu dialogu międzypokoleniowego, utratę osób bliskich, narastanie dolegliwości chorobowych, utrata poczucia bycia osobą użyteczną i potrzebną w związku z przejściem na emeryturę. Powyższe doświadczenia są charakterystyczne dla większości osób starszych. Ale mimo wszystko osoby starsze bardzo różnią się między sobą w sposobie przeżywania starości. Dlatego sposób wartościowania cech związanych ze starością ma charakter indywidualny. Zależny od kontekstu społecznego, rodzinnego, ekonomicznego, a także zasobów wewnętrznych, takich jak system wartości, dojrzałość psychiczna, integracja osobowości, dotychczasowy sposób funkcjonowania psychospołecznego.[4]
Na przykładzie pana Zdzisława zobrazuję, jak wygląda i wpływa terapia czaszkowo – krzyżową na osoby starsze. Przybliżę troszkę historię mojego klienta. Na sesję terapii czaszkowo – krzyżowej trafił do mojego gabinetu dzięki swojej córce. Pani Paulina wcześniej korzystała z terapii czaszkowo – krzyżowej, dlatego bardzo też namawiała swojego ojca, aby też z niej skorzystał. Bez większych trudności udało się przekonać pana Zdzisława, aby pojawił się w moim gabinecie. Mimo że pan Zdzisław jest mało ufną osobą i nie do każdego gabinetu puka 2 razy. Pani Paulina była bardzo zaniepokojona stanem zdrowia swojego ojca. Mimo iż wyniki badań przeprowadzonych w szpitalu nie wykazały żadnych dolegliwości. Swojej historii miał udokumentowaną chorobę pęcherza i był pod kontrolą lekarza. Niepokojącym faktem jest to, że przyjmuje jedne z silniejszych leków przeciwbólowych, uważa, że bez nich nie potrafi funkcjonować, ponieważ odczuwa ból w brzuchu. Odczuwa bóle w karku, kręgosłupie. Przeszedł na emeryturę kilka lat wcześniej. Pracował w wojsku, dokładnie nie znam stanowisko jakie pełnił. Jeśli chodzi o stan fizyczny i jego urazy to podczas prac domowych stracił palec wskazujący. Miał przeprowadzony zabieg usunięcia woreczka żółciowego oraz przepukliny na kręgosłupie. Więcej urazów nie zgłosił podczas wywiadu. Z przeprowadzonego wywiadu dowiedziałam się również, że urodził się w sposób naturalny, więcej informacji nie posiada o przebytej ciąży i porodu. Sam jest ojcem dwójki dzieci i ma czworo wnucząt. Wraz z żoną zamieszkują w domu na wsi. Jeśli chodzi o zainteresowania to lubi prace w ogrodzie.
Kiedy po raz pierwszy pan Zdzisław przyszedł do mojego gabinetu w progu zobaczyłam starszego eleganckiego Pana. Sprawiał wrażenie bardzo zdystansowanego. Odniosłam wrażenie, że w jego oczach było dużo ciężaru i doświadczeń życiowych jak również zmęczenia. Wyjaśniłam na czym będzie polegać terapia, jak ona wygląda, z jakiego nurtu się wywodzi. Myślę, że wszystko było dla niego zrozumiałe, tak też potwierdził mój klient. Przed każdą wizytą dbam o miejsce, gabinet, w którym będę przeprowadzała sesję. Pomieszczenie zostało wywietrzone, przygotowałam poduszkę pod głowę, nogi, prześcieradło na stół oraz koc do nakrycia. Dostosowałam stół do swojej wysokości, przymierzyłam i sprawdziłam czy pozycja przy stole jest prawidłowa i wygodna. Ręce są lekko oparte na stole, tak aby ramiona nie unosiły się do góry. Proszę pana Zdzisława, aby położył się na stole, asekuruje go. Proponuję poduszkę pod głowę, podkładam poduszkę pod kolana – poprawiam ułożenie nóg. Proponuję nakrycie kocem. Następnie pytam, czy jest wygodnie, czy czuje się komfortowo? Wszystko było dobrze więc przeszłam do kolejnej części.
Rozpocznę prace od stóp. Ustalam bezpieczną przestrzeń między mną, a osobą na stole, po czym przechodzę do punktów podparcia. Mam przymknięte oczy, aby lepiej wyobrazić sobie linie podporu, linię środka. Wchodzę w punkt podparcia do ziemi – wyobrażam sobie linie wychodzącą z mojego ciała w kierunku ziemi (dół), mocno wnika w głąb i się ukorzenia, tak aby dać mi podpór. Kolejny kierunek podporu to linia wychodząca do nieba która łączy mnie ze wszechświatem dając mi więcej siły i podporu. Te dwie linie tworzą jakby jedną linie od wszechświata po same jądro ziemi. Skupiam się na trzecim punkcie podporu, który wychodzi z tylu głowy który daje mi podpór i utrzymanie.
Po odnalezieniu podporu pytam klienta o zgodę na kontakt: „czy mogę położyć ręce na Twoje stopy?” (zwracam uwagę, aby kierunek słów był skierowany do klienta i nie był zbyt cichy, lecz w odpowiedniej tonacji i kierunku mówiony). Po położeniu rąk na stopy przypominam sobie jeszcze raz punkty podporu, odnajduje swoje miejsce. Po chwili pytam „czy kontakt/dotyk są w porządku? – wszystko było dobrze więc zostaliśmy w tej neutralności. Chwilę później prosiłam klienta, aby przeskanował swoje ciało i znalazł miejsce, w którym czuje się dobrze i jakie to odczucie? Pan Zdzisław miał trudności z tym pytaniem, dlatego zapytałam jakie ma zainteresowania albo czy przychodzą mu na myśl jakieś wspomnienia. W tym momencie klient wrócił do szkolnych lat. Bardzo miło je wspomina. Kilka chwil tak pozostaliśmy, zaczekałam aż nastąpi holistyczna zmiana, większe osadzenie się. Kiedy poczułam osadzenie, zapytałam czy to w porządku, jeśli wezmę ręce ze stop i usiądę obok? Poczułam dużą potrzebę pójścia do serca jakby było zaciśnięte. Po zgodzie klienta tak zrobiłam. Zmieniłam miejsce obok klienta i przeniosłam orientacje na trzy ciała – fizyczne, płynów i pływów. Kiedy poczułam dobrze ciała, skupiłam się na sercu, aby poczuć je w przestrzeni – nie było to proste, ale zaczęłam je po chwili czuć w sobie. Zapytałam czy to ok, jeśli położę rękę pod plecami na wysokości zakończenia żeber, a druga na klatce piersiowej? Pan Zdzisław wyraził zgodę a ja tak zrobiłam. Wróciłam do trzech ciał, najpierw własnych a później klienta. Kiedy poczułam się już dobrze osadzona przeniosłam intencje na serce. Skierowałam słowa do niego, aby pokazało mi jak się wyraża w ciele. Poczułam dużo ruchów, ścisków i odczucie jakby było mocno ściśnięte. Dlatego sprecyzowałam pytanie do serca, aby pokazało mi jak jest zawieszone serce w ciele? Tutaj wyraźnie odczułam ze powięź trzymającą serce z przodu klatki jest napięta. Dlatego też skierowałam tam przestrzeń, rozluźnienie i potencje. Poczekałam aż zacznie się to zmieniać. Po chwili czuć już było, że ulega to zmianie. Kiedy poczułam, że miejsce to już jest uwolnione od napięcia. Skierowałam uwagę na całe serce a dokładniej na worek osierdziowy, aby pokazało mi serce jak w nim się wyraża… i tutaj bardzo duży ścisk poczułam w górnej części tego worka. Jakby poł serca było ściskane i nie mogło oddychać. Nie skupiałam zbyt długo się na tym ścisku, aby go nie wzmacniać i przeszłam do pracy. Zaprosiłam przestrzeń i potencję z całego ciała do worka osierdziowego. Zaprosiłam rozluźnienie i uwolnienie od tego ścisku i od tego co spowodowało to uczucie. Ten ścisk był jak wahadło raz mocniejszy raz słabszy. Aż w końcu słabł. Pan Zdzisław zasnął podczas sesji, więc o nic go nie pytałam. Po chwili całe uczucie ścisku minęło i serce zaczęło pięknie pracować, dlatego obserwowałam sobie jak pracują komory, przedsionki, zastawki serca i całe serce. Nic niepokojącego nie wyczuwałam. Poczekałam aż Pan Zdzisław jeszcze lepiej się osadzi w długim pływie i będę mogła przejść do zaiskrzenia serca. Po chwili poprosiłam serce o jego zaiskrzenie…. i powoli zaczęłam czuć jak między moimi dłońmi rośnie kula ogniowa taka ciepła, miła a Pan Zdzisław w tym czasie zasnął twardym snem. To uczucie trwało do 15 min. A później słabło. Zapytałam, czy mogę zabrać ręce. Po akceptacji, delikatnie odsunęłam rękę z klatki piersiowej, aby cały czas mieć kontakt z sercem i przeniosłam się na ramiona, gdzie chwile tak pięknego zaiskrzenia celebrowałyśmy w długim pływie. Chwile później poinformowałam Pana Zdzisława, że sesja dobiega końca, czy to ok, jeśli zabiorę ręce z jego ramion? Wszystko było ok i tak zrobiłam, delikatnie odsunęłam ręce, aby nie tracić kontaktu po chwili całkowicie je odsunęłam i podziękowałam. Pan Zdzisław potrzebował jeszcze chwilki, aby się obudzić i wrócić ciałem. Gdy zszedł ze stołu powiedział ze czuje się dobrze. Te słowa dużo dla mnie znaczyły, bo mój klient nie był zbyt wylewny. Opowiedziałam z czym pracowaliśmy był bardzo ciekaw. I zapytał, kiedy teraz się widzimy. Ja nie mogłam się doczekać kolejnej sesji z Panem Zdzisławem.
Kolejne spotkanie. W oczekiwaniu na Pana Zdzisława przeszłam do osadzenia się. Przeprowadziłam WOSI, aby lepiej czuć własne ciało. Mój klient śmiało wszedł do gabinetu, wow pomyślałam, jedna sesja a w nim więcej energii. Od razu kierował się do stołu, aby na nim się położyć. Zapytałam jak dzisiaj samopoczucie, było ok. Procedura była taka sama jak wyżej opisywałam. W każdym kolejny kroku będę opisywać z czym pracowałam. Kiedy przystąpiliśmy do sesji, zasobem mojego klienta było wspólna kawa z żoną. Kiedy położyłam ręce na stopach, nie było tam już tak dużego ciężaru, jak przy pierwszej sesji. Po przejściu całej procedury osadzenia się, przeszłam do pracy z potylicą. Ułożyłam ręce w kołysce potylicznej. Kość potyliczna była bardzo aktywna. Ruch poprzeczny jej towarzyszył i bardzo duża ruchliwość. Skierowałam tam potencje. I czekałam, aż coś się wydarzy. Kiedy nastała cisza, ruchliwość się ucieszyła, towarzyszył jej ruch zgodny z wdechem i wydechem czaszkowym. Skierowało mnie do wielkiego otworu. Dałam temu miejscu uważność i skierowałam tam potencję. Poczułam, że jest tam jakaś wielka historia, doświadczenie życiowe pana Zdzisława. Pozostałam w tym miejscu jeszcze jakiś czas. Odnosiłam wrażenie, że pan Zdzisław się ma bardzo dobrze. Jego ciało było dość spokojne. A ja czekałam na moment, aż coś się wydarzy. Miejsce wielkiego otworu stało się bardziej przestrzenne. Poczułam silne połączenie z kością krzyżową. I postanowiłam do niej przejść. Zachowując rytuały kontaktu. Przeszłam do kości krzyżowej. Ułożyłam moją rękę pod kością krzyżową tak aby było to komfortowe dla mnie i dla klienta. Poczułam połączenie z samą kością krzyżową oraz z płynną linią środka. Skierowałam tutaj potencje ciała klienta. Odnosiłam wrażenie, że kość krzyżowa ma bardzo intensywne ruchy. Starałam się za bardzo w nie wnikać w nią, tylko dać jej przestrzeń. Intensywność ruchów się zmieniała. Z czasem zaczęła przybierać inny ruch zgodny z wdechem i wydechem czaszkowym. Pozostałam tak jeszcze jakiś czas. Przeszłym do stóp. Objęłam całościowo cały system pana Zdzisława. I zakończyłam sesję.
Pan Zdzisław z coraz pewniejszym krokiem przychodził do mojego gabinetu. Zawsze przed sesją staram się chwile z nim porozmawiać. Stawał się bardziej otwarty, ale również więcej zaczął mówić o tym co mu dolega. Tego dnia uskarżał się na kręgosłup. Na szyje i plecy. Pomyślałam, żeby temu dać uważność podczas tej sesji. Tak, też było. Gdy mój klient już położył się na stół, rozpoczęliśmy sesję. Postanowiłam zapytać go o zasoby w ciele. Bardzo zaskoczył mnie, bo powiedział, że czuję się dobrze w nogach. Wzrosła jego świadomość ciała. Była to dla mnie bardzo cenna informacja. Mam ręce na jego stopach, poczułam niemalże po chwili bardzo mocno jego odcinek szyjny. Wróciłam do swoich punktów podporu, do przestrzeni klienta. Poczekałam chwilę na holistyczną zmianę. Po czym przeszłam do pracy z odcinkiem szyjnym. Ułożyłam ręce w kołysce potylicznej tak aby być również przy połączeniu z pierwszym kręgiem, mieć dostęp do odcinka szyjnego. Poprosiłam ciało klienta, aby pokazał mi jak pracuje dla niego pierwszy krąg, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty i siódmy. I tutaj bardzo wyraźną potrzebę miały kręgi pierwszy, drugi i czwarty. Ich wyrażanie się i praca była całkiem inna jakościowo były jakby takie ciężkie gęste nieruchome… dlatego też przeszłam do pracy z pierwszym kręgiem. Poprosiłam ciało klienta, aby pokazał mi jak się wyraża twój krąg pierwszy, jak on dla ciebie pracuje. W moim odczuciu był jakiś taki sztywny jak by zaklinowany. Kiedy i już to odczułam nie tkwiłam w tym dłużej tylko zaprosiłam tam przestrzeń, skierowałam potencje klienta z całego ciała do tego kręgu, nerwy które z tego kręgu wychodzą oraz powięź która jest wokół. Czekałam co będzie się działo. Tak pozostałam jeszcze jakąś chwilę, w momencie, kiedy czułam, że coś się zmienia powtórzyłam te same słowa odnośnie do przestrzeni, zdrowia, rozluźnienia o to, aby te powięzi które trzymają kręgi się też rozluźniły, ale przeszłam też z intencją do połączenia pierwszego kręgu z potylicą, aby tutaj to miejsce się rozluźniło i w dalszej pracy, aby była przestrzeń między pierwszym kręgiem a drugim. I po chwili ten krąg zaczął całkowicie inaczej pracować zaczął się lepiej wyrażać jakby dostał ruchomości, dlatego też zostałam przy tym dłużej, aby tą pracę wzmocnić i to co udało nam się wypracować tak się utrwaliło. W dalszej części z drugim kręgiem i czwartym wykonałam praktycznie taką samą pracę i w efekcie końcowym cały odcinek szyjny, kiedy położyłam ręce niżej na szyi, odcinek szyjny pięknie się rozciągał rozszerzał wzdłuż ciała. Miałam poczucie, że wykonałam „dobrą robotę”, pozostałam tak i wzmocniłam prace tego odcinka szyjnego. Międzyczasie, gdy pytałam klienta jak się czuje czy wszystko w porządku, czuł się dobrze nie miał żadnego dyskomfortu. Zapytałam, czy mogę zabrać ręce z jego szyi, po akceptacji zabrałam ręce. Poprosiłam, aby położył się w pozycji bocznej. Zapytałam, czy mogę położyć ręce na kości krzyżowej i na potylicy po akceptacji i zgodzie tak też zrobiłam. Skupiłam się na przepływie płynu mózgowo rdzeniowego oraz na całym kręgosłupie jako całości. Po chwili pojawił się długi pływ i mój klient zasnął ponownie. Pozostałam tak jeszcze chwile, aby ta praca, którą wykonaliśmy mogła się umocnić a uwolniona potencja rozproszyć na całe ciało. Kiedy pan Zdzisław wstał, poczuł, że swobodnie może obracać głową.
Podczas kolejnej wizyty mój klient przyszedł z bólem kręgosłupa. Wyraz jego twarzy wszystko mówił; ból, osłabienie, dyskomfort, apatia, brak sił – wszystko to towarzyszyło podczas tej wizyty. Kiedy mój klient położył się, przeszliśmy rytuał kontaktu i moje ręce były na jego stopach odnosiłam wrażenie, że trzymam kamienie… były mocno spięte. Skupiłam uwagę na całym jego systemie, na jego ciele fizycznym, płynnym i pływów. Ciało wyrażało bardzo dużo ruchów oraz miejsc inercji. Ta sesja dotyczy bólu wiec poczekałam na holistyczną zmianę i przeszłam do pracy z odcinkiem lędźwiowym. Usiadłam obok, poprosiłam o zgięcie kolan i uniesienie miednicy, tak abym mogła umieścić rękę pod kością krzyżową. Będąc już na kości krzyżowej orientowałam się na pracę kręgosłupa odcinka lędźwiowego, przechodziłam po kolei intencją po każdym kręgu, aby zobaczyć, jak one pracują. I w moim odczuciu największy dyskomfort miał krąg l 4. Dlatego skupiłam się na obszarze tego tutaj kręgu, bo ból wychodził w tym miejscu. Skierowałam przestrzeń do tego kręgu potencje z całego ciała klientka oraz zdrowie i uśmierzenie tego bólu. Miejsce to było jak ognisko miałam odczucie wirów które tam pracują, było to bardzo intensywne. wprowadzałam 3-stopniowy proces leczenia Beckera i zaprosiłam stan równowagi. Miałam wrażenie, że jest tam raz lepiej raz gorzej. Położyłam drugą rękę przeciwstawnie na brzuchu. Tak aby miejsce bólu mieć między dłońmi na tzw. „kanapkę”. W tym momencie miałam miejsce bólu między swoimi rękoma. Zapraszałam między moje ręce stan równowagi, w dalszym ciągu przestrzeń, zdrowie, uśmierzenie bólu, aby to co go powoduje się rozpłynęło abyśmy znaleźli drogę rozwiązania do tego. Aby uwięziona potencja uwolniła się. Przez jakiś czas ruch bardzo spowolnił i odczuwałam większy ruch potencji. Pozostaliśmy tak jeszcze. Wrócił intensywny ruch po czym wszystko ucichło i tak pozostało. Całe ciało ogarnęła dynamiczna cisza. A potencja przybierała coraz większą moc. Mój klient zasnął. Ja pozostałam przy kości krzyżowej i w tym miejscu zakończyłam sesję. Kiedy pan Zdzisław schodził ze stołu nie czuł już takiego bólu, czuł, że zaszła zmiana. To miejsce było wyczuwalne, lecz już nie było tam takiego bólu i dyskomfortu. Z większym spokojem, lepszym wyrazem twarzy wychodził z gabinetu.
Mój klient nie ukrywam, że stał się pewnego rodzaju zagadką dla mnie. Pewna byłam, że terapia czaszkowo – krzyżową dobrze na niego wpływa. Podejrzewam, że nie przyjeżdżałby na sesje, gdyby się po niej lepiej nie czuł. Myślę, że ciężko jest osobą starszym zrozumieć to w jaki sposób terapia pracuje, bynajmniej cieszy mnie to, że mój klient z każdą wizytą chętniej rozmawia. Kiedy pojawił się po raz kolejny, wspomniał o lekach które ciągle zażywa praktyczne od roku, są one przeciwbólowe. Z tą intencją przeszłam do pracy z panem Zdzisławem. Tym razem skierowało mnie do zatok żylnych w głowie do jego drenażu. Przeszliśmy rytuał kontaktu po czym, przeszłam do pracy z wlotem piersiowym jest to krok pierwszy. Ułożyłam moje ręce w nst. sposób: jedną rękę miałam na wysokości odcinka szyjnego po chwili położyłam drugą rękę na wlocie piersiowym, czyli klatce piersiowej. Poczułam wiry które intensywnie kręciły się w koło. Dałam temu miejscu moją uważność żyłom i nerwom które tam są, skierowałam tam przestrzeń i potencje z jego ciała. Miejsce to zmieniło swój ruch był już spokojniejszy i wiry ustąpiły. Drugim krokiem była praca z połączeniem szczytowo – potylicznym – ułożyłam dłonie na zakończeniu potylicy jak w kołysce potylicznej. Przy połączeniu szczytowo potylicznym poczułam jakby po bokach się coś zaczęło wyciskać jakby był ucisk od potylicy i od pierwszego kręgu, taka ściskająca kanapka, a po bokach wyciskał się dżem. Tak jak wcześniej skierowałam tu moją uważność przestrzeń i po byłam z tym miejscem jakiś czas i to znów się zmieniło poczułam większą przestrzeń bez kompensacji. Kolejnym punktem są otwory szyjne które są, bo bokach wielkiego otworu – przesunęłam delikatnie ręce na te otwory, tak aby mieć z nimi kontakt. Poczułam po prawej stronie przy otworze i w sumie wzdłuż też szyi takie ciągnięcie więc pobyłam z tym troszkę i dałam temu miejscu większą uważność, kiedy zaczęło to się zmieniać poinformowałam, że za chwilę zmienię ułożenie moich rąk. Pan Zdzisław międzyczasie zasnął. A ja przeszłam do kolejnego punktu, którym była zatoka poprzeczna. Głowa klienta spoczywała na opuszkach moich palców które ułożone były wzdłuż guzowatości potylicznej. W tym miejscu czułam duży ruch, ciężar jakby ta zatoka była taką dużą puszką. Celem pracy w każdym z tych chwytów jest miękkość i pomiędzy warstwami opony twardej tworzącymi zatoki, co ma poprawić przepływ płynu. Pobyłam z nią jakiś czas aż to miejsce się zmieniło. Przeszłam do kolejnej zatoki potylicznej. Zmieniłam ułożenie rąk – wzdłuż niższej części zatoki strzałkowej, dałam delikatną intencję rozszerzania palców. odczuwałam mniejszy ruch więcej spokoju więc po byłam tu chwilę ze swoją uważnością i przeszłam już zatoki strzałkowej. Kontynuowałam pracę przemieszczając się w górę, aż do czubka głowy z kciukami skrzyżowanymi. Przechodząc po zatoce strzałkowej początkowo czuć było spokój płynny ruch, ale im bliżej byłam czoła tym dłużej musiałam pojedynczych miejscach zostawać z moją uważnością. Dalej przeszłam do szwu czołowego. Ułożyłam dłonie po każdej stronie szwu czołowego – zapraszałam delikatne rozszerzanie się w tkance opony twardej leżącej poniżej. Poczułam tylko jedną stronę, która pracuje. Była to lewa, wyraźne ruchy a prawa w ogóle nie reagowała. Zostałam tu dłuższą chwilę, aż te strony się wyrównały. Dalej przeszłam do zatoki prostej, zmieniłam ułożenie rąk, jedną rękę miałam pod potylicą a drogą delikatnie oparłam o głowę. Przy tej zatoce czuć było ruch liniowy dałam jej troszkę uważności i przeszłam do zatoki jamistej. Było tutaj dość spokojnie. Pobyłam chwilkę ze swoją uważnością, zaprosiłam fluktuację podłużne między moje dłonie. Przeszłam do ramion i zakończyłam sesje. Mój klient zapadł w bardzo mocny sen podczas tej sesji. Byłam bardzo ciekawa jego samopoczucia po tej sesji. W rozmowie przed kolejnym spotkaniem, przyznał, że zaczął brać miej leków przeciwbólowych. Uważam, że drenaż zatok żylnych nie tylko działa na zmęczenie, spowolnione procesy mentalne, ale może również zadziałać na wielu innych płaszczyznach.
Po dłuższej przerwie pan Zdzisław wrócił do mnie na sesję. Był to okres chorobowy. Nadal słychać było, że męczy go kaszel. Można było zauważyć, że nie jest w najlepszej formie. Rozpoczęłam sesję od stóp. Przeszliśmy cały rytuał kontaktu. Po holistycznej zmianie skierowało mnie do wlotu klatki piersiowej. Przeszłam do tego miejsca – jedną rękę ułożyłam na wlocie klatki piersiowej, drugą miałam po przeciwnej stronie na plecach. Miejsce to było bardzo ściśnięte, tak jakby nie mógł oddychać w pełni. Wspaniała jest mądrość naszego ciała. Bo myślę, że bez powodów nie skierowało mnie w to miejsce po chorobie. Wyraźnie czuć było, że potencja nie może się w pełni wyrażać. Dlatego też skierowałam tutaj moją uważność, przestrzeń oraz potencje z ciała pana Zdzisława. Pojawił się głęboki wdech i wydech. I zwiększyła się ruchomość tego miejsca. Po chwili poczułam, jak zaczęła się wyrażać, uwalniać potencja. Miejsce to zmieniło cały swój obraz. Poczułam ciągnięcie w lewą stronę. Zmieniłam swoje ułożenie rąk. Ułożyłam moje ręce na kanapkę. Jedną rękę miałam od góry, drugą od dołu. Obejmowałam obszar poniżej serca. Odnosiłam wrażenie, jakby to była część płuc. Pojawiły się przy tym wdechy i wydechy fizjologiczne. Ja natomiast kierowałam w to miejsce potencje z ciała klienta. Zaprosiłam stan równowagi. Poczekałam, co się wydarzy. Było tam wiele ruchów. Międzyczasie pojawił się kaszel u pana Zdzisława. Po czym ruch w tym miejscu zaczął spowalniać. Był coraz wolniejszy, aż się zatrzymał. Poczułam więcej potencji w tym miejscu i spokoju. Dałam temu miejscu jeszcze uważność. Aby proces mógł się dokończyć i zakończyć. Po czym przeszłam do ramion, przy których zakończyłam sesję.
Po tygodniu pan Zdzisław pojawił się w moim gabinecie już bez kaszlu. Podczas kolejnego spotkania pracowaliśmy z nerwem błędnym. Przeszliśmy rytuał kontaktu, rozpoczęłam pracę od stóp. W dalszej części ułożyłam jedna rękę pod szyja a drugą położyłam na wlocie klatki piersiowej. Skierowałam swoją intencję do nerwu błędnego, tam, gdzie ma swój początek i koniec. Od samej głowy po zakończenia w jelitach. I dałam temu czas…. Skierowałam potencje ciała klientka do tego nerwu i czekałam. System klienta spowalniał, pojawiły się ziewania i reset. Ja poczułam jak zza uszu takimi łukami nerw przechodzi przez małe otwory, tył szyi rozgałęzia się i idzie w kierunku serca, splotu słonecznego i część dociera do trzewi. Pojawiają się wtedy odgłosy trawienia i mam wrażenie ze powraca w górę do głowy. Zauważam, że jakby na splocie słonecznym było ciężej, dlatego kieruje tam potencje klienta i czekam z uważnością. Po chwili przeszedł przeze ze mnie wdech i wydech, i przez klienta również i ta ciężkość zniknęła. Wróciłam uważnością do całego nerwu błędnego, objęłam go całościowo swoją uważnością i pozostałam tak jeszcze jakiś czas. Pobyłam z nim. Pan Zdzisław przysnął. Wszedł w długi pływ. Pozostaliśmy tak. Zmieniłam ułożenie moich rąk na ramiona. Skupiałam się na całym systemie klientka, objęłam go uważnością i po chwili zakończyłam sesje, informując o tym. Kolejne spotkanie dotyczyło pracy ze stawem skroniowo – żuchwowym. Bardzo interesująca sesja. Jak przed każdą sesją przeszliśmy rytuał kontaktu. Bardzo mocno przywołały mnie stawy skroniowo – żuchwowe. Usiadłam za głową klienta. Zapytałam, czy mogę położyć ręce na jego twarzy. Ułożyłam moje dłonie. tak, aby mieć pod nimi stawy skroniowo – żuchwowe. Objęłam świadomością całą przestrzeń klienta. I skierowałam swoją uwagę do stawów skroniowo – żuchwowych. Stawy te falowały, każdy w swoim rytmie. Jakby odbywały różne tańce we własnych rytmach. Skierowałam potencje klienta do tych stawów oraz przestrzeń i zaprosiłam stan równowagi. Cierpliwie czekałam. Miałam wrażenie jakby ruch się wzmacniał. Po chwili znowu spowalniał. I tak przez chwilę to wyglądało. Potencja była uwięziona, zablokowana. Miejsce to było związane z jego fizycznością, ale również z jego historią. Kiedy byłam skupiona na tych stawach przeszła przeze mnie myśl małego chłopca. Byłam przekonana, że to dotyczy pana Zdzisława. Pan Zdzisław niemalże zasypia przy każdej sesji. Dlatego w trakcie już nie pytałam go o to. Lecz po sesji. Czy w jego życiu wydarzyło się coś, jak był małym chłopcem? Wtedy pan Zdzisław opowiedział mi swoją historię. Gdy miał 5 lat wpadł do studni. Wtedy bracia i tata go ratowali. Byłam przekonana, że to przeżycie, myślę, że też trauma, jaką wtedy przeżył jako mały chłopiec była ściśle związana z jego stawami skroniowo – żuchwowymi.
Wpływ terapii czaszkowo krzyżowej ma bardzo szerokie zastosowanie. W pracy terapeutycznej za pomocą tej metody badamy ciągłość procesów życiowych od naciągniętych tkanek i znikających traum, do ruchu płynów w organizmie i pierwotnego wzoru energetycznego który odpowiada za funkcjonowanie wszystkich płynów i tkanek. Terapia czaszkowo – krzyżowa pozwala się przekonać, w jaki sposób organizmie manifestuje się zdrowie i choroba. Jakie znaczenie mają emocje i pobudzenie układu nerwowego u pacjentów. Podejście biodynamiczne skupia się na obszarach, które zazwyczaj nie są brane pod uwagę w terapii. Dzięki temu mamy wgląd w procesy psychiczne i energetyczne, które wpływają na funkcjonowanie organizmu. Pytanie jakie sobie zadaje to czy starość musi kojarzyć się z czymś ograniczonym, chorobą, trudnościami? Gdyby z terapii czaszkowo-krzyżowej korzystali ludzi w dobrym zdrowiu a nie tylko chorobie, aby wzmacniać nasze zdrowie, być może książki o terminologii starości byłyby już nieaktualne. Mój klient, pan Zdzisław, o której wyżej pisałam nadal uczęszcza na sesję do mojego gabinetu. Tak jak wcześniej pisałam jego doświadczenie życiowe, które mocno go przygniotło nie pozwalało mu w pełni iść przez życie. Jego drogi, którymi szedł stawały się coraz węższe. Córka mojego klienta opowiada o tym, że zaczynają się pojawiać w życiu mojego klienta rzeczy jakich do tej pory nie robił. I nadal chętnie przyjeżdża na sesje terapeutyczne.
Bibliografia
- Europejskie Centrum Terapii; „Terapeutyczny dotyk”; Katherine Ukleja do BCST FCSTA
- „Doświadczając starości”, Ewa Zasępa, Monika Misiec, 2021r.
- „Podstawy terapii czaszkowo – krzyżowej”; Roger Gilchrist, 2013r.
- „Psychologia starzenia się i starość”, Stanisława Steden, 2011r.
[1] „Podstawy terapii czaszkowo – krzyżowej”; Roger Gilchrist, 2013r.
[2] Europejskie Centrum Terapii; „Terapeutyczny dotyk”; Kathrine Ukleja do BCST FCSTA
[3] „Doświadczając strości”, Ewa Zasępa, Monika Misiec, 2021r.
[4] „Psychologia starzenia się i starość”, Stanisława Steden, 2011r.
Monika Smarsz