Studium metod i technik:
– przystanek teatr
– przystanek pranajama
– przystanek joga
– przystanek GBE
– przystanek mindfulness
– przystanek TCK
– przystanek …
Drogowskaz przed podróżą
Ta podróż jest moją osobistą, wewnętrzną i zewnętrzną podróżą.
Głęboko czuję, że jest właściwa i nie chciałabym zmieniać jej biegu i kierunku… Czuję też, że jeszcze wiele przystanków przede mną…, których jestem bardzo ciekawa…
Tej podróży towarzyszyło wiele doświadczeń – dobrych i złych… Te złe najczęściej zachęcały mnie do dalszych poszukiwań…
Dziś widzę, patrząc wstecz na początki tej drogi, i na to, jak bardzo zmienił się paradygmat, że żyjemy w świecie globalnie współzależnych zjawisk, nieustannie atakowani informacjami i bodźcami, których nasz umysł nie nadąża porządkować, przetwarzać, asymilować.
Należę do pokolenia, które bardzo mocno doświadcza tych zmian…
Koncentracja, uważność, spokojny umysł, równowaga, zdrowie, to dziś „towary” bardziej deficytowe niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu – kiedy byłam dzieckiem, czy nastolatką.
Ilość bodźców, jakimi współczesny człowiek jest atakowany przez cały dzień, dawno przekroczyła możliwości jego percepcji i sprawia, że często wyłącza się on, znieczula, zamyka, działa automatycznie. Skupieniu uwagi i koncentracji nie sprzyja również stres wywołujący w ciele i umyśle napięcia skutecznie blokujące twórczość, tłumiące kreatywność…, u dzieci tłumiący umiejętność kreatywnej, beztroskiej zabawy…
Myślę, że Biodynamiczna Terapia Czaszkowo – Krzyżowa może stać się jedną z dróg prowadzących do naszego globalnego i indywidualnego ZDROWIENIA.
Reminiscencje autora
Patrząc z perspektywy czasu, dziś wiem, widzę i czuję, że wiele metod i technik, których doświadczałam, zaprowadziło mnie do drzwi TCK. Wszystkie korzystały ze świadomości istnienia energii życiowej i fizycznej, tak istotnej dla naszego zdrowia. Każda z nich pracowała z zaburzeniami psychofizycznymi, które w terapii TCK nazywamy INERCJĄ.
Pozwolę sobie na opowieść osobistą, ponieważ dziś wiem, że nie było tu przypadków, a raczej sploty energetycznych wydarzeń, działań pól morficznych, w skutek których pojawiali się kolejni mistrzowie w moim życiu.
Opowieść ta będzie pewnie wielopłaszczyznowa, by znaleźć logiczny ciąg pomiędzy zaproponowanymi tu metodami.
Podobieństwa i porównania z TCK odbędą się na płaszczyźnie: wyobrażeniowej, emocjonalnej, technicznej. Każda z metod pracuje określoną techniką, ale dąży do tego samego rezultatu: osiągnięcia „mistrzostwa” umysłowego i fizycznego człowieka.
Przystanek pierwszy.
Najpierw był „Teatr”
Lubiłam recytować wierszyki już w przedszkolu. Nie pamiętam stresu związanego z pokazami. Bardziej pamiętam zadowolenie i radość rodziców. Dominowała tu jeszcze prawa półkula wyobrażeniowa, która traktowała życie jako zabawę.
Pamiętam mocno stres, który pojawił się w szkole podstawowej, związany z wystąpieniami teatralnymi. Lewa półkula po siódmym roku życia zaczęła się aktywizować.
Po każdym wystąpieniu publicznym moje ciało „wchodziło” w drżenie. Często drżenie pojawiało się już w trakcie pokazu. Dziś wiem, że było to charakterystyczne „wyładowanie” systemu nerwowego. Uwalniał się lęk. Pamiętam też, że mama przykładała mi wtedy swoje ręce do skroni (ciało migdałowate), by wyciszać moje emocje. Nigdy ich jednak nie zatrzymywała.
Szkoła średnia przepełniona była pasją TEATRU. Nic i nikt nie był tak ważny jak TEATR.
Był to czas niezwykły, sztuki eksperymentalnej, która traktowała człowieka – aktora, wszechstronnie i holistycznie.
Ta pasja i miłość pokierowała mnie na staż aktorski do Teatru STU w Krakowie, a potem dostałam się na wydział teatrologii Szkoły Teatralnej w Warszawie.
Oprócz przedmiotów teoretycznych doświadczaliśmy treningów aktorskich, wzmacniających sprawność fizyczną, kondycję, przy jednoczesnym rozwoju duchowym i emocjonalnym. Były to treningi psychofizyczne, znoszące Kartezjański dualizm ciała i ducha, które już wtedy wpisywały się w holistyczne koncepcje ciała i umysłu, a dziś, stanowią istotę terapii TCK.
Bazowaliśmy na koncepcjach mistrzów takich jak Michaił Aleksandrowicz Czechow , który metodę swą oparł na koncepcji jogi oraz antropozofii Rudolfa Steinera. Spędzaliśmy wiele nocy na poszukiwaniu „własnego centrum”, wizualizowaliśmy wyobrażeniowe ciało. Często rozmawialiśmy o nim. Wizualizowaliśmy siebie na pustyni, by usłyszeć siebie. Wiele godzin spędzaliśmy w samotności, by „urodzić” postać teatralną. Już wtedy medytowaliśmy, idąc za wskazaniem Czechowa…, że to medytacja prowadzi do środka – człowieka i całej egzystencji, a widzenie staje się patrzeniem.
Korzystaliśmy z doświadczeń Georgija Iwanowicza Gurdżijewa, nauczyciela, który preferował koncepcję spokoju umysłu, bez biegu świadomości. Uważał, że dążenie do tego celu jest działaniem i pracą nad energią ciała. Jego praktyka poprzez ćwiczenia fizyczne i umysłowe dążyły do osiągnięcia tego stanu – stanu transformacji, która prowadzi do przebudzenia. Gurdżijew określał tan wysiłek jako „Pracę Nad Sobą”.
Uczyliśmy się „świętych tańców” lub ruchów, znanych dziś jako „ruchy Gurdżijewa”, by dokonywać samoobserwacji ciała.
Wielu twórców teatru sięgało potem po idee Gurdżijewa i zastosowało je do pracy nad techniką aktorską.
Najwybitniejszym twórcą teatru, który wywarł ogromny wpływ na cały nurt teatru alternatywnego był Jerzy Grotowski.
Z jego ideą pracy zetknęłam się już w liceum. Byłam absolutnie zafascynowana jego metodą pracy. Korzystał z metod pracy Stanisławskiego, Czechowa, Wachtangowa, Meyerholda i Tairowa.
Jego praca nad ciałem aktora polegała na wielogodzinnym, synkretycznym treningu wykorzystującym techniki wschodu. Pracowaliśmy nad rezonatorami głosu. Poszukiwaliśmy archetypów, docieraliśmy do praekspresji.
Udzielała nam się bardzo, jego fascynacja filozofią wschodu, buddyzmem, medytacją. Poprzez teatr próbowaliśmy dotrzeć do „duszy”.
Wchodziliśmy w ćwiczenia, które dotyczyły reakcji odśrodkowych i dośrodkowych Delsarte’a dot. naturalnego ruchu.
Fascynowała nas „biomechanika” Meyerholda.
W założeniu tego teatru widz ma być świadkiem przebiegu procesów duchowych aktora, a styl przedstawienia oparty na rozbudowanych partyturach głosowych i fizycznych, w których przekaz werbalny jest drugorzędny. Teatr ten budował „architekturę wnętrza aktora”. To aktorstwo alternatywne bazowało na ekspresji ruchowej i fizycznej. Aktor miał znamiona wielofunkcyjności, był narzędziem eksploracji.
Wspomnienia tego okresu, pomimo upływu ponad trzydziestu lat, są dla mnie nadal bardzo wyraźne. W trakcie tych studiów, warsztatów wiele rzeczy było dla mnie niezrozumiałych i niewytłumaczalnych. Dopiero dziś, z perspektywy starszej Pani wiem czemu ten trening służył. Myślę, że były to podwaliny TCK ,ale też „początek drogi”. Dlaczego?
Już wtedy na zajęciach z pantominy i zajęciach ruchowych często słyszałam – trzymaj linię środka ciała!!! Czasem mozolne ćwiczenia fizyczne doprowadzały moje ciało do uzyskania linii środka, która dawała poczucie bezpieczeństwa. Dziś z pacjentem pracuję nad linią środka ciała jako terapeuta TCK. Często zdarzało się, że pacjent mówił o tym, że doskonale czuje się zrównoważony i czuje swoją linię środka.
Praca nad rezonatorami głosu polegała na użyciu dźwięków, które wprowadzały w wibrację kości czaszki. Doskonale pamiętam to odczucie. Zawsze pojawiała się po tych ćwiczeniach niesamowita przestrzeń w głowie.
Dziś mam podobne odczucia, kiedy jestem klientem TCK, ale też bardzo wyraźnie czuję wibracje kości czaszki u swoich pacjentów.
Te mocne ćwiczenia na rezonatorach myślę, że głęboko drenowały również zatoki żylne, powodowały pojawienie się przestrzeni w kościach czaszki (uczucie wolnej głowy).
Dolny rezonator, obejmując przestrzeń międzyżebrową, klatkę piersiową i przewód oddechowy poprzez dźwięk rozluźniał wlot piersiowy, a zarazem przeponę poprzeczną piersiową.
Ćwiczenia fizyczne aktorskie, bardzo czasem ekstremalne, rozluźniały nasze struktury tkankowe i powięziowe.
Ćwiczenia z dykcji, trwające nieraz wiele godzin, angażowały nasze wszystkie mięśnie twarzy, a tym samym nerw błędny, który głównie wpływa na nasze dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne. Angażuje też i mobilizuje do właściwej pracy wszystkie narządy wewnętrzne.
Praca nad emocjami poprzez bardzo specyficzne ćwiczenia ( etiudy aktorskie), doprowadzała nas (mnie) do płaczu, złości, agresji.
Dziś wiem, że uwalnialiśmy lęki, traumy. Nikt wtedy z nas jeszcze nie czytał Levina. I tak naprawdę nie znaliśmy istoty tych ćwiczeń. To się działo!
Poprzez zadania aktorskie (wejście w rolę) zamrażaliśmy swój układ przywspółczulny, a potem uczyliśmy się wychodzić ze stanu zamrożenia. Często już w roli pracowaliśmy głęboko na poziomie układu współczulnego, a potem kolejne ćwiczenia pozwalały nam uzyskiwać równowagę. Moje ciało często po tych ćwiczeniach wchodziło w stan drgawek. To co ciekawe, nauczyciele zostawiali nas w tym stanie, zapewniając nam duże poczucie bezpieczeństwa.
Nie znaliśmy też wtedy terapii TRE dr David’a Berceli’ego, polegającej na wykonywaniu sekwencji ćwiczeń, wibracji neurogenicznych umożliwiających uwolnienie się od stresu i traumy.
Myślę, że dzięki tym ćwiczeniom aktorskim, nasze wszystkie układy – neurologiczny, biochemiczny, anatomiczny pracowały w równowadze.
Moi klienci w trakcie terapii często wchodzą pod wpływem dotyku, który oferuje TCK , w stan drżenia. Uwalnia to napięcie wszystkich tkanek. Po terapii mają przyjemne odczucie obecności w ciele. Po drganiach najczęściej następuje wspaniała CISZA w ciele. Zwiększa się poziom energii w ciele. I po takich sesjach bardzo wyraźnie odczuwam właściwy oddech czaszkowy, oddech życia.
Wizualizacje ukierunkowane i nieukierunkowane, które ćwiczyliśmy, dziś przypominają mi pracę z zasobami klienta.
Wtedy dowiedziałam się, że mózg wyobrażeniowy nie rozróżnia wizualizacji od prawdy. Nauczyłam się pracy z własnym ciałem pod kątem wizualizacji. Wyraźnie czuję odprężenie w ciele po wizualizacjach.
Kto był tu terapeutą?
Byliśmy sami dla siebie terapeutami pod superwizją naszych wykładowców i mentorów.
Ćwiczenia nie wykorzystywały w pełni dotyku terapeutycznego, choć wiele ćwiczeń, które wykonywaliśmy w parach, miało głębokie znaczenie terapeutyczne. Najbardziej lubiłam te z przeponą, kiedy partner dotykał ją w subtelny sposób, stymulując rezonator dolny. W rozumieniu TCK pracowaliśmy z przeponą poprzeczną i wlotem piersiowym.
Ten czas rozwoju (liceum, studia, warsztaty) mocno zmienił moją osobowość. Na studia dostałam się jako mocno straumatyzowana i lękowa dziewczyna. Skończyłam je jako osoba stabilna emocjonalnie i fizycznie.
Jestem wdzięczna losowi, że TEATR był początkiem mojej drogi… teatr w tych czasach poszukujący wnętrza…
Grotowski mówił, że „jeśli aktor tj. istota ludzka przekracza etap połowiczności, na jaki skazujemy się w życiu codziennym – zanika przedział między myślą a uczuciem, ciałem i duszą, świadomością i podświadomością, widzeniem i instynktem, seksem i mózgiem, aktor dopełniwszy tego osiąga całkowitość. To fenomen działania całkowitego. Chciałoby się to nazwać aktem totalnym.”
Myślę, że mógłby to być piękny i adekwatny opis długiego pływu, który ofiarowuje nam TCK.
Przystanek PRANAJAMA
Pracując na jednym z turnusów dr Swietłany Masgutowej w Stanach Zjednoczonych stanął przede mną mały hinduski chłopiec Adhar, który był początkiem mojej niezwykłej kolejnej przygody rozwojowej. Adhar był dzieckiem bardzo niezintegrowanym sensorycznie. Przypominał malutkie wystraszone zwierzę. Nie chodził, nie mówił, nie miał czucia prioproceptywnego, jego układy: przedsionkowy i dotykowy były kompletnie zaburzone. Nie pozwalał się dotykać i nie dotykał niczego. Miał dużą nadwrażliwość słuchową i węchową.
Udało mi się go w przeciągu czternastu dni zintegrować sensorycznie.
Te terapie były dla mnie bardzo trudne, ponieważ byłam bardzo mocno obserwowana przez jego rodziców Mohindera i Jaswin.
Turnus dobiegał końca, kiedy rodzice Adhara zaproponowali mi wyjazd do Indii i pracę z dziećmi niepełnosprawnymi jak i szkolenia hinduskich terapeutów.
Indie wtedy były moim marzeniem. Poczułam wtedy po raz pierwszy, że wszystko w życiu jest możliwe…
Wyjechałam na kilka miesięcy do Indii…
Zaczęłam pracę w instytucie. Uczyłam, ale też przede wszystkim doświadczałam nieznanych mi metod stosowanych przez instytut.
Przyglądałam się uważnie metodzie, która łączyła ruch z oddechem w pracy z dziećmi.
Zapytałam co to za metoda? Usłyszałam PRANAJAMA!
Zapytałam, czy mogłabym się nauczyć tej metody.
Następnego już dnia otrzymałam w prezencie „nauczyciela”, mistrza hinduskiego PRANAJAMY. Moje lekcje trwały prze miesiąc. Czułam, jak budzą się we mnie siły witalne. Obserwowałam też nowe dzieci, które pojawiały się na terapiach, a które poddawane były pranajamie. Wiele dzieci dysfunkcyjnych ma tzw. „odwrócony oddech”, który nie pozwalał na ich dalszy rozwój psychofizyczny. Pranajama była podstawową formą pracy z dzieckiem. Często łączono ją z metodą Domana, co wzbudzało we mnie kontrowersje.
Pranajama to słowo pochodzące z sanskrytu, złożone z dwóch wyrazów – prana oznacza siły witalne, zaś ajama – wydłużenie, rozciągnięcie w czasie. Dosłownie możemy więc tłumaczyć jako „wydłużenie energii życiowej”. Rytmiczne i głębokie oddychanie zapewnia ciału energię witalną w postaci tlenu docierającego do wszystkich układów ciała.
Celem tych ćwiczeń jest ponadto usunięcie przeszkód (inercji), zakotwiczonych w ciele. Oddech powinien być w odpowiedni sposób zsynchronizowany z ruchem. W praktyce to on powinien inicjować ruch. Często bywa jednak odwrotnie. Wystarczy popatrzeć na praktykę jogi, gdzie często nadrzędnym celem jest wykonanie asany, a nie oddechu, kiedy ruch jest zsynchronizowany z oddechem, umysł podąża za nim i pojawia się w ciele harmonia.
Kluczową zasadą pranajamy jest oddychanie przez nos, ponieważ mechanizm przewodu nosowego przenosi energię witalną pobraną z oddechu bezpośrednio do ośrodkowego układu nerwowego i do mózgu. Prawidłowy proces jest zachwiany, gdy oddychamy przez usta.
W pranajamie wykorzystujemy wiele technik oddechowych, które wspierają właściwą pracę całego ciała: puraka, kumbhaka, recaki, bhastrika, kapalabhati, bahja, anuloma – wiloma, bhramari. Każdy z tych oddechów ma wiele funkcji leczniczych i terapeutycznych. Porównałabym go do dotyku terapeuty TCK.
Powietrze czy nadanie mu określonych wibracji poprzez skorzystanie z odpowiedniej techniki oddechowej pozwala na współpracę z: narządami wewnętrznymi (rozluźnienie), stymulację układu współczulnego i przywspółczulnego, nerwu błędnego (wg Porges’a nerw błędny uwielbia oddech), rozluźnianiem tkanek i powięzi, synchronizację półkul mózgowych, integrację zmysłów, usuwaniem z ciała i umysłu traum i lęków, usuwaniem toksyn.
Dziś pranajama wspomaga mnie w terapii TCK.
Wykorzystuję ją w celu zrównoważenia i wyciszenia swojego układu nerwowego (puraka, kumbhaka, recaka). Nie bez powodu w tym oddechu kładziemy palec wskazujący i środkowy na kości sitowej.
Często też zalecam klientom jako zadanie domowe Bhastrikę, która mocno oczyszcza i energetyzuje organizm.
Pranajama wykorzystuje również dźwięk pierwotny OM. Oprócz głębokiego znaczenia filozoficznego, pracuje on w sposób znakomity z zaciśniętymi kośćmi czaszki. To zjawisko często występuje u autystów. Kiedy pracuję z nadwrażliwością dotykową na głowie i nie mogę jej dotknąć, wspólnie z klientem uczymy się dźwięku OM. Jest to preludium do pracy z TCK.
Pracuję też czasem z osobami ćwiczącymi pranajamę czy jogę. Ich ciało wykazuje tendencję szybkiego równoważenia punktów inercyjnych.
Mój mistrz Chandra Mohan Bhandari mówił też często o oddychaniu komorowym. Studia TCK uświadomiły mi znaczenie tego oddychania. Obszar trzeciej komory uważany jest – jak pisze Kern – za miejsce, w którym znajduje się oryginalny punkt podporu, przez który wyraża się potencja Oddechu Życia. Również biodynamiczna TCK uznaje trzecią komorę jako miejsce pierwotnego ośrodka energii.
Mistrz pranajamy nie dotykał, ale uczył, jak kierować oddechem, by on mógł „dotykać” naszego wnętrza i stymulować potencjał zdrowia, który każdy z nas posiada. Świadomy oddech płucny pobudza naszą energię życiową, a tym samym Oddech Życia. Michael Kern, powołując się na Franklyn’a Sills’a pisze: „w medycynie ajurwedyjskiej istnieje analogiczna koncepcja, w której ojas rozumie się jako podstawową zarządzającą energię, która także manifestuje się w układzie płynów ciała na poziomie komórkowym”.
Należy tu dodać, że pranajama zaliczana jest do medycyny ajurwedyjskiej. Ojas pobudzane jest tu również przez oddech, a uwidacznia się jako źródło energii życiowej, które obdarza siłą ciało fizyczne, mentalne, psychiczne i subtelne człowieka.
Po zakończeniu praktyki i kursu pranajamy bardzo mocno wdrażałam ją w życie dzieci, z którymi pracowałam, jak i w swoje własne.
Zaczęłam łączyć praktykowane przeze mnie metody pracy z oddechem. Przynosiło to zaskakujące efekty terapeutyczne.
Myślę, że jeśli Oddech Życia porównalibyśmy do samochodu, to pranajama może być kluczykiem, który go odpala.
Przystanek Joga
Kiedy zakończyłam edukację w zakresie pranajamy Mohinder (ojciec Adhara) zapytał mnie czego chcę się teraz uczyć?
Miałam do dyspozycji masaże ajurwedyjskie, studium homeopatii, reiki i jogę. Byłam już po kursach Reiki, które skończyłam w Polsce. Ponieważ już wiele lat wcześniej ćwiczyłam jogę, wybrałam jogę.
Opowieść jak z bajki… „dostałam” nauczyciela jogi, miał na imię GUPTA. Musiałam najpierw przejść swoją praktykę by móc przystąpić do uczenia się jej zasad i ewentualnego kursu nauczycielskiego.
Wydawało mi się, że zostanę mistrzem i będę lewitować.
Joga w Indiach!!! Nierealne marzenie wielu dziewczyn na świecie!!! Dla mnie stało się realne!!!
Moje marzenia i wyobrażenia zostały szybko ostudzone.
Nauczyciel GUPTA dał mi wyraźnie do zrozumienia, że to, co dotychczas ćwiczyłam, to raczej fitness nie joga.
Spędzałam z Guptą całe godziny nad oddechem, właściwą postawą, odczuwaniem własnego ciała i odczuwaniu przestrzeni wokoło. Przez kilka tygodni nie pojawiła się żadna asana. Wciąż miałam uczucie straconego czasu, bo tu się nic nie działo.
Dziś wiem, że nic się nie działo w głębokim działaniu.
Często w terapii TCK nic się nie dzieje. A to właśnie ta CISZA uruchamia potencjał zdrowia.
Kiedy po wielu tygodniach zaczęłam ćwiczyć asany nie wzbudzały już we mnie podniecenia. Nie miałam już potrzeby, by pokazać światu, ile umiem zrobić ze swoim ciałem, i że stoję na głowie.
Stanie na głowie było moim szczytem wyobrażeniowym o doskonałości ciała.
Tkwiłam w asanach wiele minut, wsłuchiwałam się w swój oddech i swoje ciało. Moja świadomość ciała szła z umysłu.
Gupta wydawał się być zadowolony. Tłumaczył cierpliwie w której asanie nad czym pracujemy. Które narządy i tkanki masujemy poprzez ruch fizyczny (asanę). Poprzez pozycje odwrócone głównie pracowaliśmy z systemem nerwowym.
Nie jest celem tej pracy przedstawienie działania poszczególnych asan i ich znaczenia dla rozwoju i terapii – dlatego nie będę ich opisywać.
Wiedziałam już, że kiedy płaczę, uwalniam swoje traumy i lęki.
To co jest najbardziej synchroniczne w jodze z TCK, to paca nad czakrami, o których pisze też Michael Kern: „Główne czakramy zlokalizowane są wzdłuż linii środka ciała. Działają jako główne punkty podporu, przez które przepływa subtelna energia. Każda z czakr uzewnętrznia się w fizycznym ciele w postaci zwojów nerwowych i splotów, a także jako niektóre gruczoły endokrynne. Funkcjonowanie organów jest bezpośrednio związane z równowagą energii przepływającej przez odpowiadające im czakry.
Gdy wszystkie czakry są zrównoważone wskazuje to, że osoba jest w pełni zintegrowana w ciele i umyśle.
Po powrocie do Polski zaczęłam poszukiwać nauczycieli jogi, u których mogłabym dalej zgłębiać jej tajniki. Znalazłam Piyush’a Mittal’a – Hindusa od wielu lat mieszkającego w Polsce. W jego szkole jogi podległej Instytutowi Jogi w Indiach, skończyłam roczny kurs nauczycielski jogi klasycznej.
Kurs ten w dużej mierze obejmował pracę z czakrami.
Tam dowiedziałam się, że mieszczą się one w rdzeniu kręgowym i odpowiadają siedmiu splotom nerwowym w ciele człowieka, odpowiadają za energię życiową, którą przewodzą nadi.
Każda czakra odpowiada za określone narządy i funkcje życiowe.
Odpowiednia stymulowana energetycznie „pilnuje” naszego zdrowia.
W jodze czakry stymulowane są przez oddech, asanę, medytację. Obejmują one całe pole, obszar Długiego Pływu.
Stone pisze o nich jako „o polu energii wzorca umysłu”, które planuje tworzenie przestrzeni w obrębie ośrodkowego układu nerwowego.
Działanie pierwotnej linii środkowej nazwał „fontanną życia”.
Można widzieć ją jako powstającą z kości guzicznej ( czakra Muladhara) wznoszącą się przez środek trzonów kręgowych, wzdłuż podstawy czaszki poprzez kość klinową i przejawiającą się jako ten strumień fontanny życia przy kości sitowej (czakra Trzeciego Oka – ćakra Adźnakhja). Jej płatki znajdują się w splocie jamistym małżowiny nosa.
Jak sama nazwa wskazuje głównym obszarem zainteresowań TCK jest czaszka i kręgosłup, czyli miejsce, które lokalizuje w sobie system czakr.
Piyush Mittal jest reprezentantem i uczniem szkoły niezwykle światłego człowieka Chandra Mohan Bhandari’ego (przez wiele lat był ambasadorem Indii w Polsce) . W ramach kursu miałam możliwość pracy z Jego Ekscelencją. Bhandari poświęcał wiele czasu na pracę z czakrą Trzeciego Oka. Tu mieści się umysł – mówił – i spotykają trzy nadi: ida, pingala i sushumna .Dźwiękiem tej czakry jest OM, o którym już pisałam.
Praca z tą czakrą to głównie pranajama, medytacja i asana Sirsasana (stanie na głowie), która rozluźnia kości czaszki i stymuluje tą czakrę i asana Wadźrasana z podpartą głową (kontakt z kością sitową). W trakcie praktyk oddechowych często pracowaliśmy z tym miejscem poprzez dotyk.
Wiemy też, że uszkodzenie tej kruchej kości powoduje często wyciek płynu mózgowo – rdzeniowego do jamy nosowej.
Miejsce to połączone jest z naszymi drogami nosowymi służącymi do oddychania. Włoski nosowe filtrują powietrze. Kichanie, wydmuchiwanie nosa udrażnia nos. Joga proponuje jeszcze technikę dźalaneti, która polega na przepłukiwaniu nosa wodą, a to podnosi energetykę tego miejsca.
Kilkakrotnie zetknęłam się i uczestniczyłam w warsztatach jogi prowadzonych przez Ojca Pereir’ę, który pokazując pracę z systemem nerwowym, odwoływał się do pracy z omawianą przeze mnie czakrą poprzez asany i pranajamę .W swoim Ośrodku w Indiach pracuje z więźniami głównie czakrą Trzeciego Oka, przywracając w ten sposób spokój umysłu.
Pamiętajmy, że jest to miejsce, w którym bierze początek nasz system nerwowy.
Dla wsparcia swojej teorii zacytuję za Michael’em Kern’em „Osteopata Viola Frymann sugeruje, że jest możliwe, by dostroić się do wzorców ruchu w każdej czakrze i dzięki temu określić brak równowagi w jej funkcji i co więcej postuluje, że na funkcję tych wirów można oddziaływać w kierunku poprawy zdrowia za pomocą rąk terapeuty. Doktor Frymann wyjaśnia, co oznacza obecność tej sieci subtelnej energii: Człowiek nie jest ciałem fizycznym, emocjami lub umysłem – są to zaledwie instrumenty, które umożliwiają mu funkcjonowanie w sferze fizycznej, emocjonalnej i umysłowej, i dobrze by było, byśmy poznawali i rozumieli anatomię i fizjologię tych instrumentów, jeśli chcemy leczyć człowieka jako całość”.
TCK zafascynowała mnie swoim holistycznym podejściem do ciała ludzkiego, zafascynowała mnie tym, że mogę pracować z czakrami również poprzez dotyk.
W TCK często nazywamy czy mówimy o tych miejscach jako przeponach poprzecznych, czy otwieraniu przepon.
Często też zalecam moim klientom ćwiczenia z pranajamy czy asany jako zadanie domowe. Traktuję je jako ćwiczenia wspomagające proces leczenia TCK.
Jestem przekonana, że joga, pranajama i TCK uzupełniają się bardzo ściśle. Pracują nad uruchomieniem potencjału ZDROWIA. Dziedziny te jedynie wykorzystują „inne drogi” do osiągnięcia GO.
Przystanek Gentle Bio-Energetics
Po raz pierwszy spotkałam Richard’a Overly’ego w Stanach Zjednoczonych w trakcie konferencji organizowanej przez Dr Świetłanę Masgutową w Minesocie.
Richard Overly był asystentem i uczniem Evy Reich, która była twórcą tej koncepcji terapeutycznej.
Doświadczyłam tam po raz pierwszy „masażu motyla”, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Subtelny dotyk wywołał w moim ciele kaskadę doznań fizycznych i emocjonalnych. Wzięłam udział w pierwszym dwunastodniowym najbliższym szkoleniu, które odbyło się na Łotwie, a które prowadził Richard Overly.
Był to mój pierwszy kontakt z tak subtelnym dotykiem.
Głównymi technikami GBE są: balansowanie ciała, masaż motyla, masaż metamorficzny, masaż brazylijski, drama narodzin, równoważenie czakr.
GBE odnosi się do pracy z Energią Życiową, płynącą przez nasze ciało, a której nie nazywa tu Oddechem Życia. Technika ta za pomocą subtelnego dotyku „rozpuszcza” blokady (inercje wg TCK) na płaszczyźnie pamięci werbalnej, emocjonalnej i pamięci ciała. Poszukuje w ciele korzeni traumy i lęków, które blokują nasz samorozwój.
GBE blokadę nazywa ZBROJĄ, lub komórką pamięci.
TCK nazywa i rozpoznaje te miejsca jako inercyjne.
Podobnie jak TCK uwalnia również komórki pamięci z wczesnego dzieciństwa, prenatalne i te dotyczące procesu narodzin.
W odróżnieniu do TCK, z pacjentem pracuje się na podłodze (materac), ponieważ uwalnianie ZBROJI powoduje różne reakcje fizyczne w ciele (poczucie bezpieczeństwa).
Terapeuta GBE i TCK pracuje z takim samym nieinwazyjnym subtelnym dotykiem, uwalniając ZBROJE.
W GBE (balans) jednak nie podążamy za ciałem. Podążamy i pracujemy na określonych punktach. GBE nie tłumaczy również tych miejsc anatomicznie. Podąża za punktami, które odnajdujemy również w medycynie wschodu.
Eva Reich, podróżując połączyła wiele technik i metod terapeutycznych.
Warto dodać, że była lekarzem, pediatrą. Jedną z pierwszych osób, która łączyła medycynę konwencjonalną z niekonwencjonalnymi technikami leczenia. Ciało traktowała w sposób holistyczny.
Eva korzystała również z doświadczeń swego ojca Wilhelm’a Reich’a, psychoterapeuty, twórcy metody Wegetoterapii.
Zafascynowana metodą GBE, zaprosiłam Richard’a Overly’ego do Polski. Poprowadził w Polsce dwa pierwsze szkolenia (Karpacz i Jelenia Góra). Ja miałam możliwość dalszego zgłębienia tej metody.
Ciągle jednak frapowała mnie myśl – dlaczego dotykam w ciele tych, a nie innych punktów…
Równoważenie czakr było dla mnie oczywiste. Dziś wiem, że poprzez subtelny dotyk pracowałam nad centrami energetycznymi, otwierałam i rozluźniałam przepony poprzeczne, itd., itp.
Nigdy nie poruszaliśmy tematu oddechu czaszkowego, czy roli systemu czaszkowo-krzyżowego.
GBE nauczyło mnie podobnie jak TCK, że terapeuta pełni tu tylko rolę wspierającą i towarzyszącą w procesie terapii.
Eva Reich sugerowała, żeby zawierzyć wszystkim procesom, które dzieją się w ciele. Często używała wyrażenia „poświata i przepływ”, co oznacza, że energia życiowa jarząca się w centrum naszej istoty swobodnie przepływa rozszerzając się na nasze ciało i poza nie. Poświata określa pole wokół nas. Częścią procesu terapii jest nauczenie się, jak pancerz, który rozwinęliśmy w sobie, „rozpuścił” się poprzez subtelny dotyk. Brzmi znajomo?
Przeszłam w trakcie tych szkoleń wiele doświadczeń z pracą nad sobą i procesem terapeutycznym pacjentów.
Kiedy zdawałam egzamin praktyczny, obserwowany przez Richard’a, pojawiło się bardzo głębokie emocjonalne doświadczenie. W trakcie omówienia Richard powiedział do mnie „nigdy nie będziesz dobrym terapeutą!!!
Pamiętam, że był to wstrząs dla mojego ciała i umysłu. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu… dopiero po chwili…. Zapytałam: Dlaczego? (ze łzami w oczach)… usłyszałam – „ponieważ wchodzisz w emocje pacjentów, werbalnie chcesz je ukierunkować. Nie jesteś neutralna!!! Próbujesz coś załatwić przez siebie. To ma płynąć samo, budować się w ciele osoby, z którą pracujesz. Tylko obserwuj!!! Usłyszałam też, że jeśli będę tak dalej pracować, nie wystarczy mi na długo sił witalnych.
To była bardzo ważna lekcja!!!
GBE było i jest moim pierwszym bardzo głębokim doświadczeniem terapeutycznym. TCK wprowadziło w to doświadczenie wiedzę teoretyczną i praktyczną, poszerzyło moje horyzonty czucia i odczuwania…
Przystanek Mindfulness
Ten „przystanek” chciałabym „skojarzyć” z pracą terapeuty TCK.
Sześciotygodniowy kurs uważności, który przeszłam, nauczył mnie radzenia sobie ze stresem, ale też wspomógł absolutnie jako terapeutę.
Byłam pozytywnie zaskoczona, kiedy na pierwszym seminarium TCK poświęcaliśmy tak wiele czasu TERAPEUCIE. Na żadnym innym kursie, w którym uczestniczyłam, program nie obejmował tak obszernie roli terapeuty.
Nasz klient przychodząc na terapię nie musi być „świadomy”, ale my, jako terapeuci TAK. Jakość naszej pracy zależy od jakości naszego „bycia” i „życia”. Mindfulness, po polsku tłumaczymy jako uważność, uważną obecność lub też pełną obecność. Słowo mindfulness z kolei jest angielskim tłumaczeniem sanskryckiego smrti, oraz palijskiego sati.
Najczęściej przywoływaną definicją mindfulness jest ta, którą sformułował jej prekursor terapeuta Jon Kabat-Zinn.
Mindfulness to szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nieosądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę.
Te trzy cechy bardzo precyzyjnie omawialiśmy na seminariach.
Świadomość wiąże się tu z ugruntowaniem, nieosądzanie – z nieosądzaniem zjawisk zachodzących w ciele pacjenta.
Termin ten odnosi się zarówno do praktyki jak i podejścia, które polega na byciu całkowicie obecnym wobec płynącego doświadczenia. To doświadczenie można rozumieć jako doświadczenie naszego klienta i obecność w tym doświadczeniu bez emocjonalnego udziału w nim. W ramach treningu mindfulness pracujemy z ciałem, emocjami oraz myślami. Uczymy się technik rozwijających umiejętności świadomości naszego ciała, treści pojawiających się w świadomości. Ta lekcja myślę, że powinna być opanowana przez każdego terapeutę TCK.
Bardzo adekwatna, mieszcząca się w filozofii i koncepcji TCK jest wypowiedź Macieja Wielobóba, nauczyciela jogi i medytacji, który definiuje uważność z dwóch perspektyw: psychologicznej i metafizycznej. Metafizyka, psychologia, anatomia, to również kierunki, które dostrzegam w TCK.
Maciej Wielobób, nauczyciel jogi i medytacji, tak pisze o uważności: „Z perspektywy technicznej uważność to specyficzny rodzaj koncentracji. Przyjrzyjmy się trybom naszej uwagi; nasza uwaga może być rozproszona lub nierozproszona – albo przysypiamy, odpływamy czy zapadamy się w siebie albo dajemy się wciągnąć w wir różnych myśli, emocji, wrażeń zmysłowych. Gdy nasza uwaga nie jest rozproszona, to możemy ją zogniskować na jednym przedmiocie koncentracji, albo możemy ją niejako rozlać po całym naszym doświadczeniu. Owo „rozlanie” to właśnie jest uważność”.
Słowa te są dla mnie opisem biosfery, na której się koncentrujemy, dalej długiego pływu i CISZY. Przedmiotem koncentracji jest tu ciało klienta, z którym pracujemy.
„Tam techniczna perspektywa definiowania tego terminu prowadzi nas do perspektywy metafizycznej, w której uważność jest czymś absolutnie trudnym do zdefiniowania, pewną absolutną, niczym nieuwarunkowaną obecnością.”
„Ta niczym nie uwarunkowana, absolutna, otwarta, uważna obecność jest związana z akceptacją teraźniejszego doświadczenia, a co za tym idzie, z powstrzymywaniem się od nazywania (etykietowania) doświadczeń, oceniania ich, wypierania pojawiających się wrażeń, czy stymulowania ich powstawania.” I te słowa Macieja Wielobóba to esencja tego, o czym mówią nieustająco wykładowcy Europejskiej Szkoły TCK: bądź uważny, podążaj, słuchaj, nie oceniaj, nie stymuluj pracując z ciałem klienta.
I jeszcze jedno zdanie, ważne dla tej wypowiedzi: „Zaczynamy od obserwacji, ale jakby pasywnej, nieingerującej, pełnej akceptacji tego, co się dzieje, wtedy docelowo stajemy się obecnością”. Obecnością w procesie terapeutycznym.
Kiedy wiele lat temu wzięłam po raz pierwszy do ręki „Mądrość ciała” Michael’a Kern’a, zaczęłam jej czytanie od ostatniego rozdziału: A więc chcesz zostać terapeutą czaszkowo – krzyżowym? Ten rozdział jest synchroniczny z koncepcją mindfulness: „Otwórz oczy, weź, głęboki oddech poszerz swoją uwagę, słuchaj, czuj, smakuj…. Tajemnica woła Cię i czeka na Ciebie!!!”.
Przystanek TCK
Moja przygoda z terapią czaszkowo – krzyżową miała swój początek w Singapurze, wiele lat temu. Pracowałam razem w jednej sali z moim przyjacielem terapeutą Shao Ern (Chiny).
Wiedziałam, że oprócz technik dr Masgutowej, wykonuje jeszcze wiele innych…. Czasem zatrzymywał się z dzieckiem w bezruchu i trzymał jego ciało. Wyglądało to z boku jak „nic nie robienie”. Oczywiście zapytałam go, co robi w tym „bezruchu” z dzieckiem; usłyszałam craniosacral therapy.
Wieczorem leżałam już na stole terapeutycznym pod „jego rękami”, by doświadczyć terapii craniosacralnej.
Ta pierwsza terapia była dla mnie mistyczna, miałam uczucie lewitowania, niezwykłego spokoju i szczęścia ….
Po terapii opowiedział mi o moim ciele. Byłam pod wrażeniem, ponieważ ta opowieść mieściła w sobie wszystkie dolegliwości i problemy, z którymi się wtedy borykałam.
Zapytałam wtedy, skąd to wszystko wiesz?
Usłyszałam odpowiedź CZUJĘ. Wydawało mi się to wtedy niemożliwe! Ocierało się dla mnie o szamaństwo.
W Polsce jeszcze terapia TCK „raczkowała”.
Pierwszych kroków nauczyłam się od Shao (teoretycznych).
Shao był przyjacielem Richard’a Overly’ego, z którym poznał mnie w Stanach Zjednoczonych. Jakiś czas później wkroczyłam na drogę GBE, a po kilku kolejnych latach podjęłam szkolenie TCK (7 modułów) i po kolejnej fascynacji tą terapią pojawiła się w moim życiu Europejska Szkoła Terapii Czaszkowo – Krzyżowej. Już wtedy byłam po dogłębnej lekturze książki Michael’a Kern’a „Mądrość ciała” i nie miałam wątpliwości, że jest to odpowiednia droga w mojej podróży… .
Przystanek ……
Koryna Opala – Rybka
Bibliografia
Bhandari Ch. „Joga Sakti”, tłumaczenie na język polski Joanna Pasiuk, Warszawa 2010
Czechow M. „O technice aktora”, opracował Marek Sołek,wydawnictwo ARCHE,2009
Grotowski J. „Ku teatrowi ubogiemu”, tłumaczenie Grzegorz Ziółkowski, Wrocław 2007
Gurdżijew G. „Opowieści Belzebuba dla wnuka”, tłumaczenie Magdalena Złotowska, 2009
Wielobób M. „Psychologia Jogi. Wprowadzenie do Jogasutr Patańdźalego”, wydawnictwo Sensus, 2013
Orski M. „Aktor i uważność”, Teatr,2016
Kern M. „Mądrość ciała”, przekład Marta Kulon, Dorota Tomczyk; Virgo, 2012
Rosenberg S. „Terapeutyczna moc nerwu błędnego”, tłumaczenie Andrzej Homańczyk, Kraków 2020