Spis treści

WSTĘP. 3

Rozdział 1. Śmierć i bezdech. 5

Rozdział 2. Dotrzesz do mety tyko utrzymuj równy oddech. 7

Rozdział 3. ”Odetchnij na chwilkę”. 9

Rozdział 4. Zaufaj wszechświatowi – po prostu oddychaj! 10

Rozdział 5. Nie ma przypadków.. 11

Rozdział 6. Pierwsze łzy. 12

Rozdział 7. Miłość I tak  dopomni się  o Ciebie I popłyniesz razem z nią…… 13

Rozdział 8. Być wdychanym I wydychanych przez Oddech Życia. 14

Rozdział 9. Wnioski z własnych terapii czaszkowo-krzyżowych. 15

PODSUMOWANIE.. 16

PODZIĘKOWANIA.. 17

Literatura. 19

Kopiowanie tylko za pisemną zgodą autorki: kontakt email: zuzanna.kretkowska@gmail.com

WSTĘP

“Z wiecznego oddechu powstaje życie, rozum i wszystkie zmysły. Z wiecznego oddechu powstaje przestrzeń, światło , powietrze i ogień, woda i ziemia, która utrzymuje nas wszystkich…

Gdy wszystkie subtelne kanały ciała spotykają się jak szprychy w centrum koła,   jeden oddech wyrusza z serca I przekształca jedną formę w wiele. On wie wszystko i widzi wszystko…zamieszkując jako wieczny oddech w obszarze ludzkiego serca.

„Gdy jesteśmy świadomi jego obecności, jego Immanencji i Transcendencji, nasze serce może uwolnić się z więzów, pozwalając nam wyjść poza własną karmę… W istocie wieczny oddech jest Wszystkim.”[i]

Zastanawiając się czym jest dla mnie oddech, przychodzi mi na myśl kilka skojarzeń…pierwsze to powietrze …

Powietrze jest jako pierwsze z 5 żywiołów tworzący i wchodzący w cykl pięciu przemian, filar dla innych, bez którego nie było by równowagi zwanej również homeostazą energią yin yang/ cyklu pozostałych żywiołów.

Oddech jako moje przewodnie motto : “DUM SPIRO SPERO” (póki oddycham, mam nadzieję tł.z ang)

Oddech jako krzyk wyrażający emocje: sprzeciw, bunt, ból, niezgodę, ale też zawołanie o zauważenie, pierwszy krzyk dziecka…

Oddech jako ekstaza w chwilach uniesienia w   orgazmie.

Oddech jako westchnienie z bezradności, odpuszczenia, odpoczynku oraz przemijania …

Oddech ognia I wszystkie ćwiczenia pranajamy które tworzą filar dla yogi …

Oddech jako ciepło całujących ust ukochanej osoby…

Oddech jako dopalacz dzięki któremu dobiegniesz do mety

Oddech jako wibracja, dźwięk, nośnik informacji zespolony z praną…

Ale czym tak na prawdę jest Oddech Życia  której podstawą jest biodynamiczna terapia czaszkowo krzyżowa?

Czyż nie tym samym  co wyżej wymieniłam ?

Życie to nie tylko JA  jako jednostka ale wszystkie istoty współistniejące na tej planecie, które przecież  też oddychają  na tym świecie .

Pytanie czy można jednocześnie poczuć oddech wszystkich i wszystkiego, bo tym byłby przecież   Oddech Życia ?!

 Hmm. Umysł świadomy krzyczy, że to niemożliwe  wręcz nielogiczne ale zostaliśmy obdarzeni świadomością i zmysłami  więc może jednak…?

Jaka tajemnica albo prawda  skrywa się pod nazwą Oddech Życia?

W tej pracy pragnę przywołać kilka osobistych odkryć i doświadczeń, które doprowadziły mnie do Świętej obecności terytorium Oddechu Życia.

Rozdział 1. Śmierć i bezdech

“Póki oddycham mam nadzieję”.

Szczerze, nie wiem kiedy to  motto do mnie przyszło i wbiło mi się dosłownie w głowię (nawet do tego stopnia, że chciałam go wytatuować), ale towarzyszy mi do dziś.

Patrząc z perspektywy czasu czuję, że było dla mnie przestrogą jak łatwo życie stracić,  a jednocześnie znakiem by cieszyć się i być wdzięcznym za życie oraz  wyciskać z niego każdą kroplę.

Zrozumiałam też jego inny wymiar, gdy życie” postawiło” mnie na onkologii dziecięcej z powodu wykrytego guza u córki. W szpitalu spędziłyśmy kilka miesięcy z  racji procedur obowiązujących podczas podawania chemioterapii. Z perspektywy czasu widzę teraz, że przeszłam przyspieszony i obowiązkowy kurs nauki pozostawania w neutralności oraz  byciu w uważności tak niezbędnej w biodynamicznej terapii czaszkowo krzyżowej.

Pozostanie w neutralności w takich ekstremalnych warunkach wydaje się szalone, ale właśnie to pozwoliło mi dosłownie przeżyć i nie popaść w obłęd. Neutralność czyli obecna żywotność poruszająca się swobodnie z Oddechem Życia, to właśnie czułam. Wiedziałam, że nie mogę wtedy  porwać się w emocje które mną szargały. Widząc umierające małe istoty i mamy, które rozpaczały przy nich ja pilnowałam oddechu córki w trakcie chemioterapii, dawałam jej mój spokój i skupienie. Ola czuła bezpieczna, zaopiekowana i kochana .

Pamiętam pierwsze praktyki na studiach fizjoterapii. Odesłali nas na OJOM! Nie zapomnę pewnego chłopaka miał na imię Marek (był wtedy w moim wieku czyli 19 lat) na podtrzymaniu pod respiratorem a ja miałam mu zrobić bierne ćwiczenia żeby zapobiec odleżynom. Widok tych rurek i dźwięk wtłaczanego powierza pamiętam do dziś. Bałam się tak ogromnie bo przecież był na granicy a ja miałam jeszcze nim ruszać?!! Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam do niego mówić choć nie wiedziałam czy mnie słyszy. Zdystansowałam się do tych okoliczności i powiedziałam sobie że to normalny chłopak z którym mam pogadać i troszkę poćwiczyć. Ta perspektywa dystansu przestrzeni i nawiązania kontaktu pozwoliła mi przeprowadzić ćwiczenia. W trakcie ćwiczeń zaczął się dusić a ja spanikowałam totalnie ,pielęgniarka zainterweniowała i opanowała sytuację widząc jednak moje przerażenie na twarzy wyznała,  że to dobry objaw bo poruszyłam jego funkcje obronne (życiowe) i pokazał że jego organizm jeszcze ma zasoby.

Nie pytajcie ile dochodziłam do siebie po tym wydarzeniu nawet myślałam żeby porzucić studia bo jestem za wrażliwa na takie akcje. Jednak z drugiej strony poczułam się silniejsza że sprostałam zadaniu choć wydawało się nie realne do zrobienia przy tak dużej mojej empatii i współodczuwaniu. Moja misja marzenia i cel były silniejsze.

Było mi również dane towarzyszyć mojemu ukochanemu kotu Milce  przy jego ostatnim oddechu. Z milką byłyśmy bardzo zżyte, mocno się czułyśmy i zawsze swoim ciałkiem otulała moje bolące miejsca wibrując i mrucząc. Pomagała nawet mi na odległość gdy moja Ola miała dostawała napadu furii i złości spowodowanego skutkiem ubocznym chemioterapii . Wtedy z tego jej obłędu przychodziła na pomoc Milka… wystarczyło że Oli wspomniałam że nasz kotek urósł i ciekawe jak się teraz czuje? Biorąc w dłonie przy łóżku szpitalnym jej zdjęcie Ola natychmiast się uspokajała. Podobnie było jak przychodziły pielęgniarki na wkłucia pytały a co to za kotek piękny ? Ola wtedy przestawała się szarpać i rozmawiała jakiego super kota ma w domu i że za nim tęskni. Nigdy nie spodziewałam się że będę tak wdzięczna zwierzęciu za pomoc. Ola wydobrzała a jej system odpornościowy się poprawił na tyle że mogła wrócić do domu. Niestety nasz kotek zaczął chorować na serce i krótko po diagnozie odszedł. Niesamowite  gdyż trzymałam go w objęciach do końca bo z trudem oddychał. W momencie śmierci czułam jak jego ciało  zasysa się od środka i przechodzi impuls w formie fali a potem nastała lekkość i cisza w którą zapadłyśmy obie .

Stykając się ze śmiercią albo się ocierając o nią nabrałam ogromnej pokory, wdzięczności do życia, a także nauczyłam się jak  być neutralną nie wypierając emocji jednocześnie przebywając w swojej przestrzeni serca  oraz do jej najwyższego przejawu oddechu.

Rozdział 2. Dotrzesz do mety tyko utrzymuj równy oddech

Urodziłam się w rodzinie nauczycielskiej rodzice byli po AWF więc i ja w genach od urodzenia kochałam już sport. Mając za sobą krótka “karierę” jako sportowca w lekkoatletyce stwierdzam że wszystko rozchodziło się o oddech i  jego zauważenie jako zasobu.

Moja przygoda ze sportem zaczęła się od klasy sportowej w szkole podstawowej. Do dziś pamiętam w planie 10 godzin wychowania fizycznego. Plus obozy letnie sportowe które z perspektywy czasu mogę swobodnie nazwać obozami przetrwania. Zderzenie z własnymi słabościami odpuszczenie ego które zawsze chciało wygrywać i bycie  najlepszym, praca zespołowa a nie indywidualna, zaufanie do grupy. Zrozumienie pracy zespołowej sprawiło że radość z wygranej była dużo większa a gdy przychodziła porażka to wzajemne wsparcie. Poczucie że nie jesteś sam w tej walce i że każdy na swój sposób przeżywa sukces i porażkę ale najważniejsze żeby mieć poczucie że zawsze ktoś jest obok Ciebie kto Cię wesprze. Przypomina mi to bardzo sytuację w gabinecie podczas masażu czy  biodynamicznej terapii czaszkowej żeby pacjent czuł że go “trzymasz” i niezależnie co nastąpi ma twoje wsparcie i totalną akceptację .Poczucie wsparcia obecności i troski .

W liceum  kontynuowałam treningi będąc w klasie z rozszerzonym wychowaniem fizycznym. Dostałam się pod skrzydła trenera Pana Andrzeja, który wystawił mocno na próbę moją siłę woli i celów które chcę osiągnąć. Chwała mu za to bo dzięki niemu trenowałam i osiągałam wyniki dla siebie a nie dla oceny i profitów z tego idących. Pan Andrzej miał optymistyczne przysposobienie i wszystko traktował z luzem i dużym dystansem. Mnie przed zawodami zawsze zjadał stres i strach wręcz paraliżował a on był przymnie i klepiąc po ramieniu mówił” Zuzka skup się na oddechu wejdź do wnętrza, wycisz się i dotrzesz do mety” więc krzyczałam  podczas wypuszczanego z dłoni oszczepu a on  powodował że dalej leciał, przytrzymywałam  oddech przed wypchnięciem kuli co dodawało  siły wyrzutowej, równy oddech na ostatnim kilometrze gwarantował że przyspieszałam  na finiszu.

Przekłucie bólu mięśni, ograniczeń fizycznych i stresu  na skupienie się na oddechu i zajrzenie do swojego wnętrza prowadziło do wygranej.

Z tego czasu wyniosłam piękną naukę wahadłowania czyli  przenoszenia uwagi z dyskomfortu  na miejsce komfortu I zasobu którym był dla mnie oddech.

Rozdział 3. ”Odetchnij na chwilkę”

Po ukończonych studiach było mi dane zostać matką. Świat dla mnie zmienił się całkowicie. Okres prenatalny nie należał do cukierkowych i tych jakie widzimy w serialach. Czułam że Życie/wyższa Inteligencja ma dla mnie inny plan. Więc temu zaufałam i oddałam się bezgranicznie choć nie było to proste. Miłość do tej  małej istotki która żyła i rosła we mnie dodawała mi otuchy i siły by przez wszystkie napotkane turbulencje przejść. W tym czasie czułam świętą obecność we mnie, która miała moc leczniczej i uzdrawiającej natury  ale wtedy jeszcze nie rozumiałam tego ale czułam. Była to bezwarunkowa miłość błogosławieństwo i cud zarazem. Jednocześnie  było to samotne macierzyństwo i próby zaakceptowania bycia porzuconą ale moja cudowna rodzina dała mi ogromne wsparcie.

Podczas pierwszych kilku lat od narodzin mojej córki  Oli nie za bardzo rozumiałam jak mam odetchnąć?! Choć to często słyszałam … ale miłość bezwarunkowa daje takiego  kopa że nie wiesz jak ale I tak dasz radę! Jedyny czas kiedy miałam dla siebie to późna noc… natrafiłam na nagrania cd z autohipnozą A. Kaczorowskiego (po 10 latach został moim wykładowcą na studiach z bioenergoterapii) i zaczęłam je odsłuchiwać. Na początku bardzo ciężko było mi się rozluźnić I uziemić ( córka zaraz może płakać etc.) ale z czasem coraz szybciej wchodziłam w stan odprężenia a moje ciało się relaksowało. A tam znów o oddechu i tak spędziłam z nagraniami około trzech  lat ćwicząc się w technikach autorelaksacji, hipnozy i oddechu. Efekty przyszły szybciej niż się spodziewałam. Budziłam się bardziej wypoczęta, miałam więcej cierpliwości, panowałam nad emocjami. Byłam świadoma chwili obecnej a moja uważność się wyostrzyła dzięki czemu ja i moja córka zanurzałyśmy się głębiej w przepływie miłości.

“Punktem oparcia całości jest Całość” [1]

  To doświadczenie całości , dodało mi  siły I ogromny potencjał by przezwyciężyć  marazmu I depresję  poporodowej oraz  dojrzeć aby założyć własną firmę I zacząć się rozwijać.

“Bycie obecnym osiąga się przez pozwolenie naszemu umysłowi na wyciszanie i całkowity odpoczynek w chwili obecnej. Pracując w ciszy  możesz odczuć obecność głębszej Inteligencji w ludzkim organizmie” [2]

Rozdział 4. Zaufaj wszechświatowi – po prostu oddychaj!

I się zaczęło … “to nie życie się liczy ale odwaga którą w nie wnosisz”.[ii]

Od 7 lat jestem w nurcie pełnego oddechu starając się godzić rolę matki, córki,  narzeczonej, koleżanki, fizjoterapeutki  otwierając  się pełną piersią na to co do mnie przychodzi I mając zaufanie kierując się intuicją odkrywam każdego dnia inny wymiar Oddechu Życia. Można rzec, że jestem pod wpływem inspiracji. Łacińskie znaczenie tego słowa inspiracja oznacza” zaczerpnięcie oddechu”, otrzymanie twórczego impulsu, który pozwoli na bycie z Obecnością. Codziennie się tego uczę przyjmując pacjentów i funkcjonując w rodzinie. Jest to niesamowita przygoda a jednocześnie wyzwanie które każdy z nas może podjąć. To oczywiście nie oznacza że nie napotykam przeszkód i problemów albo że nie doświadczam negatywnych emocji. Oczywiście, że je doświadczam i odczuwam wielokrotnie bardzo boleśnie ale dzięki biodynamicznej terapii czaszkowo krzyżowej dostałam narzędzia oraz możliwości które pomagają mi powrócić do stanu Dynamicznej Ciszy. Przede wszystkim nauczyłam się kontrolować swoje emocje, nie chodzi o zaprzeczanie ich czy wypieranie. Chodzi o je zauważenie a potem o znalezienie wewnętrznej przestrzeni by one mogły swobodnie przeze mnie przepłynąć. Chodzi o znalezienie pełnej formy dystansu a jednocześnie akceptacji i zgody co się pojawia w polu. Perspektywa poszerzenia percepcji daje jednak możliwość swobodnego przepłynięcia tych emocji. Dostrojenie się do długiego pływu samodzielnie daje taką możliwość. A co jest najpiękniejsze wpływa również na osoby znajdujące się w twojej przestrzeni, których dotyczy np. ten spór czy konflikt działając łagodząco i uspokajająco. Samo dostrojenie się do długiego pływu i pozwolenie sobie na przeżywanie odczuwanie oddechu życia sprawia, że stajesz się lepszą wersją siebie. Doświadczyłam w swoim życiu wiele kursów z rozwoju osobistego ale żaden z nich nie sięgał tak głęboko…do Źródła jak ta terapia biodynamiczna. Moim osobistym zdaniem ciężko jest się zmienić jeśli nie skonfrontujesz się ze samym sobą. Ta terapia daje taką olbrzymią możliwość. A co najważniejsze jak zaufasz i poddasz się tej fali poprowadzi Cię z miłością i łagodnością tak żebyś mógł w końcu zacząć prawdziwie oddychać korzystać z życia i cieszyć się zdrowiem. “Po raz pierwszy zobaczyłem ślady Boga na śniegu czasu. Podążyłem nimi.” dr A. Taylor Still

Rozdział 5. Nie ma przypadków

“Czym mamy być ,tym wciąż się stajemy” [iii]

Deja vu, przedmioty, kursy, sny, symbole… kolekcjonowałam, odczuwałam  i gromadziłam mając głębokie przekonanie  że to wszystko jest po coś i do czegoś… Intuicja podpowiadała ”poczekaj to że nie jest dane ci to teraz nie znaczy że nie przyjdzie…“.

O biodynamicznej terapii czaszkowo krzyżowej  usłyszałam już na studiach. Były nawet już jakieś kursy prowadzone bo pamiętam jak mój starszy kolega na przystanku podekscytowany  zawołał do mnie: ”Zuzia idź na cranio to super metoda” dziwnie mi to utkwiło w pamięci choć minęło 16 lat od tamtej sytuacji …przypadek?

Po założeniu firmy mocno weszłam w rozwój osobisty i zawodowy (huna, hooponopono, praniczne uzdrawianie, ajurveda, naturopatia, bioergoterapia, reiki) ale czegoś mi ciągle brakowało …

Serfując po Internecie nagle wyskoczyła mi reklama szkoły Europejskie Centrum  Terapii Czaszkowo Krzyżowej przypadek?

Zawiesiło mnie nagle i coś jakby kliknęło i dosłownie oświeciło …usłyszałam wtedy słowa” teraz jesteś gotowa to twój czas!” Przeszły mnie ciarki a włosy stanęły w poprzek (bioenergoterapeuci wiedzą że to oznacza czysty przekaz/ prawdę) W takich sytuacjach należy zaufać i iść za tym. I ja też tak zrobiłam …okazało się po rozmowie z panią dyrektor Joanna Czarny że  zostały ostanie dwa miejsce-przypadek? Chcą się podzielić tą radosną nowiną z moją bliską koleżanka ze studiów z naturopatii ona oświadczyła ,że była na dwu dniowym kursie wprowadzającym z  tej metody i też poważnie rozważała czy tego nie zacząć studiować. Pochwyciłam temat migiem i po chwili już we dwie oficjalnie stałyśmy się studentkami szkoły biodynamicznej terapii czaszkowo krzyżowej.

Rozdział 6. Pierwsze łzy

Pierwsze seminaria wcisnęły mnie do konfrontacji ze samą sobą…musiałam przełknąć swoje nabrzmiałe ego które miało mnie chronić przed zdradą innych i bólem wykorzystywania mojej osoby.  Musiałam oddać się zaopiekowaniu przez drugie obce mi  osoby (gdzie na co dzień to ja się wszystkimi opiekuję), musiałam pozwolić sobie zacząć płakać (łzy zablokowałam od momentu choroby córki) dotykać delikatnie nie cisnąć(powiedz to masażystce z 15 letnim doświadczeniem) wierzcie mi przepracowałam ogrom… Przychodziło to  do mnie jako narastająca fala która miała mnie zatopić w ogromie ciężaru, bólu , traum które w sobie nosiłam tyle lat. Na początku byłam przerażona że to wszystko wychodzi ze mnie I chce mnie pochłonąć w bezkresach wody więc nie pozwalałam się “temu poddać”. Na szczęście na zajęciach można było liczyć na opiekę i pomoc asystentów oraz prowadzących którzy cudownie dawali tobie znać że to jest okey co czujesz i że wszystko w swoim czasie. Z każdym seminarium coś się we mnie zmieniało. Niby ta sama grupa i prowadzący z asystentami a ja miałam wrażenie że za każdym razem przyjeżdżam w inne miejsce. Grupa zaczęła się bardziej integrować , coraz mocniej miałam odczucie że każdy z nas jest ze sobą w jakiś sposób połączony i ma coś do przekazania /wymiany każdej tu osobie uczestniczącej łącznie z prowadzącymi i asystentami . Jakbyśmy stanowili jedność. Nasze wybory par do ćwiczeń , rozmowy w kuluarach , spotkania przy lunchu I po zajęciach były na to doskonałym dowodem .

“Życie kurczy się lub rozszerza, proporcjonalnie do czyjejś odwagi” [iv]

Nie pamiętam które to było seminarium ani osoby z którą wtedy byłam w parze ale  pamiętam ułożenie moich dłoni i pierwszy ruch który odczułam między nimi …to uczucie mogę porównać do chwili kiedy poczułam pierwszy ruch mojej córki w łonie choć to miało wymiar dużo bardziej mistyczny i sakralny… poczułam życie w człowieku… łzy same popłynęły .Zrozumiałam że  pierwotny dotyk wydarza się z Obecności , kiedy wchodzimy w koherencję  z Oddechem Życia. To doświadczenie zmieniło mnie doszczętnie. Czułam się jakbym dotknęła duszy drugiej osoby. Zapaliła się iskra we mnie ogrom radości bo w tej sekundzie zrozumiałam po co tam przyjechałam. “Jestem przekonany, że los daje nam osiągnąć początkowy sukces po to, byśmy złapali przynętę i zainteresowali się jakimś projektem”.[v]

Rozdział 7. Miłość i tak  dopomni się  o Ciebie I popłyniesz razem z nią…

Kolejne seminaria odkrywały przede mną coraz więcej możliwości i umiejętności a jednocześnie pielęgnowały medytację I uważność. Zrozumiałam jak ja jestem ważna w tej terapii tj. moje skupienie, komfort pracy przy stole, neutralność i obecność. Dawałam z siebie 120% czułam że wkrótce spotka mnie Coś ponad to wszystko…“Bezpośrednia relacja z Oddechem Życia , w której orientujemy się na całość jako zdrowie co następuje skłania do bardziej otwartego akceptującego I kochającego nastawienia.”(3)

I nie pomyliłam się… dziwnym trafem na kolejnym seminarium  pojawiła się nowa prowadząca …od razu wyczułam ze to seminarium będzie inne od pozostałych …

Rytuał był ten sam medytacja a potem ćwiczenia.

Wiem na pewno że najpierw poczułam błogi spokój …ale tak głęboki ze nic nie mogło temu przeszkodzić czułam się zaopiekowana bezpieczna w pełnym połączeniu z ziemią i niebem  a potem słowa prowadzącej stały się mantrą wszystko zaczęło świecić i stało się plastyczne potem poczułam wypchanie mnie do góry w błogiej świetlistości i jedności wszystko było jednością a jedność była wszystkim…to było rytmiczne i uporządkowane a jednocześnie tak błogie jak leżysz na morzu i pozwalasz  falom żeby unosiły twoje ciało.

Nabierasz powietrze robisz wdech …czujesz ze fala cię unosi trwasz jeszcze trwasz czujesz to każdą komórką swojego ciała stajesz się jednością wszystko świeci… wydech fala cofa się ale ty czujesz ze to jest rytm… rytm wszechświata … fala oddechu życia. Poczułam że wszystko jest jednością i tak bez końca …Odczułam że między zwykłym oddechem a Oddechem Życia jest duża różnica. Oddech życia przejawia ducha w ciele. Moim ulubionym miejscem neutralności jako terapeuty i pacjenta jest serce. Serce dokładniej precyzując przestrzeń serca, odbieram i czuję jako  miejsce zamieszkania  duszy. Gdy osadzam się w moich punktach podporu będąc w uważności pełnej neutralności uruchamiam przestrzeń serca . A w chwili gdy odczuwam rytm mojego serca który rozprzestrzenia się na całe moje ciało fizyczne i astralne jestem jakby w iskrzącym wirze.

Rozdział 8. Być wdychanym I wydychanych przez Oddech Życia

“Oddech życia wytwarza fenomen pływu, który jest ekspresją jego intencji i funkcji porządkowych.” [vi]

Podczas licznych sesji które odbyłam z pacjentami w ramach praktyk szkoły do której uczęszczam pojawiała się dość często  sytuacja w której mi  komunikowali,  że czują że coś nadchodzi ogromnego i że to ich zatopi. Dzięki własnemu doświadczeniu  po osobistych sesjach które na sobie odbyłam wiem , że to jest stan wyczekiwany i jest to forma manifestacji Oddechu Życia, który pragnie zabrać to co przeszkadza wrodzonemu planu leczenia by zacząć w pełni  działać. Co robię w takich sytuacjach? Uspokajam pacjenta werbalnie, poszerzam swoje i jego pole percepcji przestrzennie prosząc o zaufanie i akceptację tego co czują i widzą żeby dali się ponieść tej fali bo ona zabierze i odpłynie a jak odpłynie to nastanie cisza i ogromna ulga. To jest według mnie ten fenomen pływu, stan otwartego słuchania gdzie umysł jest wdychany i wydychany przez Oddech Życia w całkowitej równowadze.

Wsłuchiwanie się w pływowe ekspresje zdrowia jest fundamentem biodynamicznej terapii czaszkowo krzyżowej. Dzięki temu czujesz, że umysł jest oddychany przez Oddech Życia.

Nauczenie tego pacjentów,  czyli  orientacji na ucieleśnione wyrażanie pierwotnego oddechu jako płynnej fali uważam za najważniejszą potrzebę w perspektywie uzdrawiania .

“Poznałeś anatomie i fizjologię, lecz gdy kładziesz dłonie na ciele pacjenta, nigdy nie zapomnij, że mieszka w nim żywa dusza”.[vii]

Rozdział 9. Wnioski z własnych terapii czaszkowo-krzyżowych

Od czasu podjęcia nauki w  Europejskim Centrum Terapii na kierunku biodynamiczna terapia czaszkowo krzyżowa moja  praca jako fizjoterapeutki i masażystki z dwunastoletnim stażem się zmieniła. Mam na myśli jakość odczuwania , podejście do klienta. Zmienił się mój paradygmat, że jednak nie  trzeba tak mocno masować, że można  w głębokim osadzeniu, uziemieniu   poprosić o przestrzeń,  zaciszenie czy potencję . Opinie moich klientów nie pozostawały dla mnie bez znaczenia. Twierdzili, że moja praca, technika się zmieniła, że mnie inaczej odczuwają.

Doszłam również do innych fascynujących odkryć dzięki codziennym praktykom , że punkt osadzenia i neutralność pozwoliła mi w szerszym zakresie pomagać pacjentom i być bardziej uważna i skupioną na nich oraz  na tym co wykonuję .Zyskałam większe zaufanie do samej siebie a także do swojej wykonywanej pracy. Wyzbyłam się potrzeby spełniania oczekiwań pacjenta że muszę natychmiast im pomóc, Nie czuję się już  odpowiedzialna za czyjeś zdrowie i samopoczucie .Nauczyłam pracować się z intencją, pokorą i wdzięcznością a nie oczekiwać efektów. Mniej tłumaczyć i drążyć problemy więcej przebywać w ciszy i skupieniu w poszukiwaniu prawdy. Nie przypisywać sobie właściwości uzdrowicielskich, magicznych nadprzyrodzonych  czynów. Bardziej szanować siebie i swój czas .Bycie tu i teraz. Niezmącone myśli. Głębsze słuchanie własnej intuicji i podejmowanie decyzji życiowych w zgodzie ze samą sobą.

PODSUMOWANIE

Wszystkie moje doświadczenia życiowe były małymi puzzlami które na przestrzeni lat stały jednym pięknym obrazem całości, które objawiły się w  Dynamicznej  Ciszy… “Trwaj w ciszy i wiedz, żem jest i ufaj pływowi” William i Adam Sutherland.

Więc drogi kolego /koleżanko, nasze istnienie ma znaczenie …JESTEŚMY ODDECHEM ŻYCIA! Dzięki otwartej przestrzeni serca, neutralności (choć stres i życie codzienne dokazywało) oraz w osadzeniu w zaufaniu ta praca dyplomowa powstała. Dziękuję , że poświęciliście swój czas do jej przeczytania. Doceniam. Szanuję i z całego serca dziękuję!

PODZIĘKOWANIA

Tu osobiste podziękowania dla:

Joanny Czarny… Jesteś przykładem dla mnie, że jeżeli działasz z przestrzeni serca i masz  marzenia powołanie wizję i pasję to zawsze się to  zmaterializuje prędzej czy później. Dziękuję Tobie również  za Twój wieczny szeroki uśmiech na twarzy, którym nas zawsze witałaś i żegnałaś oraz za taniec i muzykę, podczas zajęć!

Isia… moja pierwsza asystentko pokazałaś mi jak patrzeć sercem i że nie trzeba używać wielu słów  by poczuć przestrzeń serca i dostrzec ją w  drugim człowieku. Niezmiernie jestem  Tobie wdzięczna, że akurat Ty jako pierwsza wzięłaś mnie pod swoje szerokie  skrzydła i z wielkim oddaniem i ogromną szczerością oraz swoją silną charyzmą podtrzymywałaś i dzielnie wspierałaś mnie w chwilach słabości.

Dobrochna… moja druga asystentko. Dziękuję za Twój spokój opanowanie i ogromne ciepło, którym mnie otoczyłaś. Dzięki temu poczuciu ciepła i bezpieczeństwa od Ciebie pozwoliłam zaufać sobie bardziej i zagłębić się w tej nowej dla mnie przestrzeni.

Natalka… Twoja wrażliwość i delikatność a jednocześnie skupienie się na doskonałym przekładzie na język polski jest zdumiewające.

Zbyszek mój ostatni mentorze. Jestem Tobie bardzo wdzięczna za wiele rzeczy. Ale  szczególnie za jedno wydarzenie, podczas jednej z głębszych sesji przy której  czuwałeś i współuczestniczyłeś ze mną w przestrzeniach i wymiarach długiego pływu, które  się przede mną otworzyły i pokazały. Twoja obecność sprawiła, że mogłam w pełni to chłonąć i cieszyć się tym świetlistym i boskim  doświadczeniem bo byłeś tam ze mną.

Michael twoja książka tak mnie wciągnęła, że nawet na wakacjach na Majorce nie dałam się oderwać podczas kąpieli w  basenie i na plaży. Dziękuję za tak piękne opisanie doświadczenia długiego pływu oraz zaufanie do “czegoś wyższego”. Medytacje chwytające i  uruchamiające przestrzeń serca.

Tracy… jak pomyślę o Tobie przychodzą mi na myśl kolory, radość, paląca się świeca. Dziękuję za Twoje odpowiedzi na moje pytania i cudowne medytacje którymi rozpoczynaliśmy każdy dzień seminarium. Dziękuję, że w trudniej dla mnie chwili dałaś mi przestrzeń i pozwoliłaś zrozumieć, że nie muszę wszystkiego brać na siebie, odpuścić i po prostu być.

Satya… żałuję że nasza przygoda trwała tylko jedne seminarium ale to właśnie podczas niego doświadczyłam po raz pierwszy bycia wchłoniętym przez Długi pływ. Wierzę, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

Julia… to z Tobą doświadczyłam pierwszą sesję terapii czaszkowo – krzyżowej. Twoja troska, a jednocześnie energia niezwykle  kobieca którą emanujesz skłoniła mnie do wielu cennych przemyśleń w głąb siebie.

Anna … Twoja przenikliwa empatia I współodczuwanie drugiego  człowieka  sprawiło, że nie wstydziłam się łez I nie dusiłam w sobie wzruszeń które często towarzyszyły mi na seminariach , gdyż czułam, że mnie zrozumiesz a jak zajdzie potrzeba to I przysiądziesz się obok I popłaczesz razem ze mną.

Zuzanna Kretkowska

Literatura

  1. O. Michael Kern; Mądrość ciała; Virgo; 2008
  2. O. Franklin Sills; Foundation in Craniosacral Biodynamics; North Atlantic Books; 2016
  3. Giorgia Milne; Biodynamic Cranial Touch „Stillness Touch” Initiatory Course; 2020; notatki własne
  4. Bruce Burger; Ciało jako świadomość; Virgo; 2006
  5. Franklin Sills; Proces Polarity; Virgo; 2009
  6. John E. Upledger; Twój wewnętrzny lekarz I Ty; Galaktyka;2019
  7. Roger Gilchrist; Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej Ujęcie biodynamiczne; Virgo;2013

Przypisy

[1] James J. Do

[2] Dr F. Still

[i][i] cytat z Mundaka Upanishad (7)

[ii] Yogi Bhajan

[iii] dr Paul Walter

[iv] Anais Nin

[v] John E. Upledger

[vi] Dr A.T. Still

[vii] Dr A.T. Still