„Pływy są w naszych żyłach.” (1)

Miało być pięknie…, syntetyczna praca dyplomowa podsumowująca wybrane zagadnienie biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej, i nagle… pod wpływem chwili (jak to w biodynamice), a raczej pod wrażeniem autorskiego szkolenia Natalii Danielczyk, która z pasją mówiła o obecności terapeutycznej, zdecydowałam się pisać o tym, jak to jest dla mnie być terapeutą.

Moja pisemna praca dyplomowa jest zwieńczeniem intensywnej nauki, co jest potrzebne mi, jako absolwentowi, ale też czytającym ją recenzentom, którzy po przeczytaniu tej pracy, mają pewność, że „w świat” wysłali dobrego i kompetentnego terapeutę. Praca dyplomowa miała być syntezą tego, czego się nauczyłam podczas dwuletniego szkolenia a zarazem materiałem podsumowującym moją wiedzę, materiałem, do którego mogłabym wrócić w każdej chwili, a stała się raczej okazją do podsumowań i refleksji moich ostatnich dwóch lat życia. Do pracy, którą właśnie czytasz, włączyłam kilka mądrych cytatów, którymi raczyli nas nasi wspaniali wykładowcy- praktycy, ponieważ cytaty te, oddają, moim subiektywnym zdaniem, esencję biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej.

Szczerze mówiąc wyszłam z  wprawy w pisaniu prac, nie tylko dyplomowych, nawet zabranie się do napisania prac domowych po każdym seminarium, było dla mnie nie lada wyzwaniem, z tego względu, że regularną naukę w strukturach uczelnianych zakończyłam 20 lat temu. Przyjemnością było dla mnie wykonywanie rysunków kości czaszkowych z różnych perspektyw, przez co ich kształty, struktura i właściwości zapadły mi w pamięć. Najprzyjemniejszą częścią zadania domowego było praktykowanie przynajmniej dwóch sesji terapeutycznych w tygodniu, nie wkładałam w tą część nauki żadnego wysiłku. A z czasem, dzięki tym właśnie sesjom zyskiwałam coraz większą pewność siebie. Praktykując, obserwowałam siebie dużo bardziej świadomie, wiem, nad jakim terapeutycznym zagadnieniem powinnam jeszcze pracować, a gdzie sobie dobrze radzę. Bycie terapeutą, to rozwój i zmiany, trudne i przyjemne sesje, spotkanie z drugim człowiekiem, czasami całym systemem rodzinnym. To niewiadoma, ale też radość płynąca z pomagania i edukowania. Chętnych na bezpłatne sesje miałam dużo, po jakimś czasie znajomi zaczęli mnie polecać innym. Dzięki temu, zbudowałam sobie bazę klientów na przyszłość. Z czasem prowadzenie sesji dawało mi coraz więcej satysfakcji i pewności, że nadaję się na terapeutę. Kilka osób jest już chętnych na kontynuowanie terapii po zakończeniu mojego szkolenia.

Temat tej pracy zmieniałam aż trzy razy, iście biodynamicznie, ale dzięki krótkiemu szkoleniu Natalii Danielczyk, podczas których mieliśmy doświadczać siebie, jako terapeutów, zdałam sobie sprawę z tego, że każdy z moich koleżanek i kolegów z Europejskiego Centrum Terapii, będzie pracował jako terapeuta czaszkowo- krzyżowy na swój unikalny i wyjątkowy sposób, używając tych samych narzędzi do pracy, których nauczyliśmy się podczas dwóch lat szkolenia. Dlatego postanowiłam napisać, jak ja widzę siebie jako terapeutę i co biodynamiczna TCK zrobiła dla mnie.

Do bycia terapeutą dojrzewałam długo, było mi wygodnie i dobrze w moim poukładanym życiu (z naciskiem na wygodnie), ale się nie rozwijałam i to zaczęło mnie „uwierać”. Potrzebowałam zmian, moja dotychczasowa praca,  nie dawała mi już satysfakcji i nie była dla mnie impulsem do rozwoju. Nie lubię stagnacji, jestem szczęśliwa w ruchu. Nie boję się wyzwań, lubię się uczyć i rozwijać coraz to nowe umiejętności. Władam biegle dwoma językami obcymi, a  mój wolny czas spędzam na czytaniu, podróżach, uprawianiu sportu i spotkaniach ze znajomymi i rodziną. Cały czas czegoś się uczę, biorę udział w warsztatach rozwojowych, doświadczam nowych sytuacji i często wychodzę poza swoją strefę komfortu. Jestem aktywna, otwarta, tak jak moja Mama, która mając 73 lata, uczy się i ma rozbudowane kontakty społeczne, dzięki czemu jest szczęśliwa i pełna energii. Otrzymuję od niej dużo wsparcia i dobrych słów, które mnie napędzają do działania. To samo daję moim dzieciom, które rozpoczęły naukę poza domem, mają moje wsparcie i pewność, że sobie poradzą „w świecie”, że są wystarczająco dobre aby sprostać zadaniom, które na nie czekają. Dla mnie natomiast otworzyła się nowa przestrzeń do „zagospodarowania” i mogłam zająć się tym, co sprawia mi radość i w czym dobrze się czuję. Rozważałam różne kierunki studiów podyplomowych, jednak z uwagi na to, że  od lat interesowała mnie praca z ciałem i psychologia, wybrałam biodynamiczną terapię czaszkowo-krzyżową. Chociaż z uwagi na okoliczności w których dowiedziałam się o biodynamicznej TCK, to uważam, że moja obecność na szkoleniu  nie była przypadkowa.

Do ECT trafiłam dzięki Dobrochnie Kriesel, po ponad godzinnej rozmowie telefonicznej, byłam bardzo podekscytowana informacjami, którymi Dobrochna się ze mną podzieliła, że postanowiłam zapisać się na zajęcia wprowadzające do biodynamicznej TCK. Zajęcia te, prowadzone przez Joannę Czarny, utwierdziły mnie w przekonaniu, że odnajdę się w tej pracy.

Myśl, że chciałabym być terapeutą, towarzyszyła mi od dawna, więc czuję, że teraz jestem na właściwym miejscu, a moim dodatkowym atutem jest dojrzałość i  tzw. doświadczenie życiowe. Kilkoro moich przyjaciół przyznało, widząc moje zaangażowanie, że to jest idealny czas na rozwój i pracę terapeutyczną, widzę też potrzebę takiej pracy w tych trudnych, dla wielu ludzi, czasach. Okres pandemii i wybuch wojny tuż za naszymi granicami, wielu przeraził. Ograniczenie kontaktów z innymi ludźmi, jest dla wielu ogromnym problemem, z teorii poliwagalnej wiem, jak bardzo zaangażowanie społeczne jest ważne dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego. Więc praca zdalna, restrykcje w kontaktach międzyludzkich doprowadziły do tego, że system nerwowy człowieka trudno się reguluje. W powrocie do homeostazy może pomóc biodynamiczna TCK.

Często zastanawiałam się nad połączeniem ducha i ciała oraz nad tym, ile problemów wynika z braku świadomości, że ta relacja jest warunkiem dobrego zdrowia. Ciało fizyczne wpływa na psychikę i odwrotnie, zaskakuje mnie podejście wielu lekarzy, którzy nie biorą tego faktu pod uwagę i skupiają się tylko na symptomach na poziomie fizycznym, nie biorąc pod uwagę warunków środowiskowych, dobrostanu, czy zaangażowania społecznego. A przecież każdy organizm ma zdolności samonaprawcze, gojenie się ran jest tego najprostszym przykładem.

Biodynamiczna terapia czaszkowo – krzyżowa ukierunkowana jest na zdrowie, co było dla mnie zupełnie nową, ale logiczną koncepcją, punktem wyjścia jest potencjał organizmu i obecność sił dążących do homeostazy.

Chciałabym zacytować tutaj fragment wystąpienia Abrahama Verghese, który zainspirował mnie do poszukiwań drogi rozwoju już kilka lat temu.

Lekarza i wykładowca Uniwersytetu Stanforda, na wystąpieniu, które miało miejsce na konferencji TED, (cykl tych wystąpień namiętnie oglądam w sieci) mówił o tym, co było dla mnie oczywiste: „Chciałbym wam przedstawić, moim zdaniem najważniejszą innowację w medycynie, która nastąpi w ciągu 10 lat. Jest nią wykorzystanie mocy ludzkiej ręki- dotykanie, uspokajanie za jej pomocą, diagnozowanie i leczenie.” (2)

Zawsze chciałam połączyć terapię manualną z „dotarciem” do ciała emocjonalnego. To połączenie odnalazłam w biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej. Dotarcie do emocji poprzez zmysły jest wspaniałą pracą wymagającą delikatności, spokoju i miłości do drugiego człowieka. To czasami praca na bardzo głębokim poziomie.

Zmysły ( pięć podstawowych wyodrębnił już Arystoteles)  odgrywają bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu homo sapiens. To właśnie zmysły umożliwiają postrzeganie świata, komunikowanie się z innymi ludźmi, ale też pełnią rolę informacyjno- ostrzegawczo- interpretacyjną. Mówią człowiekowi, co się z nim dzieje. Są źródłem zadowolenia i rozkoszy, ale też dyskomfortu i odrazy.

Dotyk ma ogromny wpływ na jakość życia człowieka, jego bezpieczeństwo emocjonalne oraz funkcjonowanie społeczne. W obliczu zagrożenia, smutku czy niepewności jest najbardziej kojącym i pocieszającym czynnikiem i działa na głębszym poziomie niż rozmowa.

Gdy doświadczamy przyjemności dotyku, w naszym organizmie wydziela się oksytocyna, zwana hormonem szczęścia. „oksytocyna, współpracując z innymi hormonami i neuroprzekaźnikami, takimi jak testosteron, dopamina czy noradrenalina, powoduje odczuwanie miłości. (…) Oksytocyna jest produkowana w podwzgórzu i powoduje szereg efektów biologicznych i behawioralnych. Wydzielana jest w trakcie dotyku, stąd wzięła się jej druga nazwa „ hormon przytulania”  Wczesna ekspozycja na oksytocynę nie tylko umożliwia odczuwanie miłości i tworzenie więzi. Ma także znaczący wpływ na zdrowie i dobre samopoczucie.” (3)

Dlatego podczas pracy z delikatnym dotykiem podczas sesji TCK w ujęciu biodynamicznym, często słyszę od klientów, że czują się zaopiekowani i bezpieczni. W takich warunkach aktywuje się ich przywspółczulny system nerwowy i organizm może powrócić do homeostazy.

„Wszystko, czego dowiadujemy się o naszym otoczeniu, zawdzięczamy naszym organom zmysłów. Dzięki temu, że oczy, nos, usta und skóra ciągle zbierają informacje i przesyłają je, jako sygnały elektryczne do naszego mózgu, mamy wyobrażenie o tym, co się dzieje na zewnątrz: czy jest jasno, czy ciemno, głośno czy cicho, ciepło czy zimno.(…) Kto odbiera zmysłami otoczenie, buduje w swojej głowie,  subiektywnie zabarwiony obraz świata. Przyglądając się wszystkiemu, budujemy obraz złudnej rzeczywistości. Jednak zmysły nie tylko mówią nam o świecie zewnętrznym, ale również o nas samych.” (4)

Nasz układ dotykowy jest wyjątkowy, jest najwcześniej rozwijającym się zmysłem i prawdopodobnie ostatnim, który „zanika” przed śmiercią. Przez to jest też wyjątkowy, prawie nigdy nas nie zawodzi. Już w 8. tygodniu życia prenatalnego dziecko rozwija wrażliwość dotykową w okolicach ust, nosa i policzków, a w ciągu dwóch następnych tygodni w okolicach narządów płciowych, stóp i dłoni. Zaś w trzydziestym drugim tygodniu już całe ciało płodu wykazuje wrażliwość na dotyk. Równocześnie co zmysł dotyku i równowagi, kształtuje się zmysł czucia głębokiego, czyli propriocepcja. Wspólnie z układem dotykowym, propriocepcja sprawia, że mamy świadomość swojego ciała. Układ czuciowy jest jedynym, który musi być stymulowany, żebyśmy byli zdrowi.

„Zmysły nie tylko mówią nam o świecie zewnętrznym, ale także o nas samych, bez nich nie czulibyśmy naszego ciała, nie wiedzielibyśmy, gdzie w przestrzeni jesteśmy, jak wyglądamy – nie wiedzielibyśmy, że w ogóle egzystujemy.” (5)

Dzięki tysiącom komórek receptorowych, które znajdują się w skórze opuszków palców, jestem w stanie zarejestrować napięcie i inne restrykcje w ciele klienta. Mogą się one wyrażać w rytmicznym ruchu poszczególnych struktur, takich jak kości czaszki, membrany, czy ruchliwość ośrodkowego układu nerwowego albo ruch „ ślizgający się” tkanek łącznych.  Impuls nerwowy uruchomiony poprzez dotyk przesyłany jest w kierunku mózgu z prędkością około 100 metrów na sekundę. Wszystkie te dotykowe sygnały docierają poprzez rozbudowaną sieć systemu nerwowego do somatosensorycznej części kory mózgowej.Wyjątkowa duża ilość neuronów przekazuje sygnały nerwowe płynące z naszych palców, ma to związek z tym, że w okresie płodowym, to właśnie między innymi dłonie najwcześniej „czują” dotyk. A nasza skóra jest największym i najcięższym organem sensorycznym, ma prawie dwa metry kwadratowe powierzchni.

„Dotyk poprzedza widzenie, mowę. Jest pierwszym językiem, i ostatnim, i zawsze mówi prawdę.” (6)

„Ręce w terapii czaszkowo- krzyżowej są używane w charakterze anten percepcjnych, palce uczą się „jak czuć, jak myśleć i jak widzieć” wzorce, jakość i niuanse pierwotnego oddychania. Subtelne rytmy Oddechu Życia są zasadniczo przejawami zdrowia, rozprzestrzeniając w ciele  jego pierwotną matrycę. Palpacja systemu pierwotnego oddychania daje zatem terapeucie bezpośredni dostęp do informacji o podległych warunkach zdrowia i wszelkich ograniczeniach jego ekspresji. Umożliwia mu również oszacowanie dostępnych zasobów ciała, które mogą zostać wykorzystane w terapii.” (7)

Zdrowie jest w nas od narodzin do ostatniego oddechu. Od naszej dbałości o zdrowie i naszej świadomości zależy jakość naszego życia. Każdy organizm dąży do tego, żeby być zdrowym. Zdrowie oznacza dla mnie równowagę nie tylko na poziomie fizycznym, ale także na poziomie psychicznym czy duchowym, dbając o siebie, biorę pod uwagę wszystkie te aspekty. Uważam, że człowiek jest  cudownym i kompletnym stworzeniem, dlatego mówiąc o zdrowiu, patrzę na niego holistycznie. Od lat uważam, że posiadamy umiejętność samouzdrawiania, wystarczy stworzyć odpowiednie warunki i zaufać mądrości naszego ciała ( szeroko rozumianego). Faktem jest, że szkielet człowieka odnawia się całkowicie w ciągu dziesięciu lat, istnieje wiele dowodów na to, że organizm sam sobie radzi w wieloma zdrowotnymi problemami, czasami potrzebny jest niewielki, delikatny impuls, aby zaczęły się odbywać procesy samonaprawcze.

„Esencją biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej jest skontaktowanie się z wrodzonym planem leczenia, za którym podążamy, aby radość i klarowność w naszym życiu mogły się rozwinąć w pełni.”   (8)

Ten rodzaj terapii bardzo mi odpowiada, ponieważ nie ma w niej sztywnych ram, tzw. protokołu postępowania, jest to terapia w ujęciu biodynamicznym i wydarza się w obecności terapeutycznej, którą coraz bardziej rozumiem i czuję. Podczas styczniowego szkolenia Natalii, które było dla mnie swoistym podsumowaniem, zdałam sobie sprawę, że codzienną praktyką terapeuty powinno być praktykowanie świadomości i obecności. Ta terapeutyczna obecność to zaciekawienie, otwartość, neutralność i akceptacja. Neutralność i akceptacja terapeutyczna to bycie z TYM jakie TO jest. Uczę się utrzymywać ten stan jak najdłużej, w warunkach terapeutycznych i poza nimi, nie wywierając na siebie jednocześnie żadnej presji, im bardziej jestem obecna, tym więcej się „wydarza”.

„Zaufaj pływowi i zejdź z drogi.”   (9)

Dr. Rollin Becker zachęcał terapeutów do czekania w obecności receptywnej i w wyciszeniu, w obecności terapeutycznej, którą właśnie tak rozumiem.

Zdaję sobie z tego sprawę, że nie osiągnę tego idealnego stanu nieoceniania, akceptacji i neutralności, ale samo dążenie do tego, jest już dla mnie ciekawym procesem, który wydarza się w moim wnętrzu.  Obecności terapeutycznej, na początku szkolenia nazywanej osadzeniem, ugruntowaniem, byciem w „punktach podporu”, uczę się nadal i praktykuję codziennie, nie tylko w warunkach sesyjnych.  Dzięki temu zauważyłam pewną lekkość w moim życiu i więcej ciekawości w kontaktach z innymi ludźmi. Uczę się słuchać drugiej osoby, nie oceniając, nie dając rad oraz tego, co jest dla mnie wyjątkowo trudne, przyznanie się do faktu, że czegoś nie wiem.

Bardzo pomogła mi wypowiedź jednego z wykładowców , że biodynamiczna TCK działa, ale nie wiemy, na co „zadziała” w pierwszej kolejności, dlatego pracując z klientem, nie mam oczekiwań i podążam za  Oddechem Życia, który wyraża się w sposób właściwy dla każdego organizmu. Dlatego uczę się cierpliwości ( której często mi brakuje) lekkości i oddania kontroli. 

„Jest ciemno, bo za bardzo się starasz. Lekko, dziecko, lekko. Naucz się robić wszystko lekko. Tak, czuj lekkość, nawet, jeśli czujesz głęboko. Po prostu lekko pozwól sprawom dziać się i lekko sobie radzić ..” (10)

Podczas moich sesji wspieram klienta w przekonaniu, że zna on swój organizm lepiej niż ktokolwiek inny i on sam ma duży wpływ na regulacyjną, samo-uzdrawiającą właściwość swojego ciała.

To nie znaczy, że podczas nauki nie miałam wątpliwości, czy się nadaję do bycia terapeutą czaszkowo-krzyżowym w ujęciu biodynamicznym, takich rozterek miałam wiele i nadal je mam. Ale jestem z tym doświadczaniem takim, jakie ono jest, z ciekawością, jak będę się rozwijać jako terapeuta.

Ilość sesji praktycznych wykonywanych na osobach chętnych do  skorzystania z biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej, utwierdzała mnie w przekonaniu, że terapia jest łagodna a zarazem skuteczna. Od początku szkolenia, kiedy mieliśmy okazję dostrajać się do sposobu wyrażania się pierwotnego oddychania w ciele klienta, czułam pewnego rodzaju podniosłość, coś niemal świętego.

„Esencją biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej jest skontaktowanie się z wrodzonym planem leczenia, za którym podążamy, aby radość i klarowność w naszym życiu mogły się rozwinąć w pełni.” (11)

Wszystkie umiejętności, którymi posługuję się podczas terapii ułatwiają mi dotarcie do tego wewnętrznego zapisu w ciele każdego, kto przychodzi na terapię.

Wiadomości z zakresu anatomii są tak harmonijnie wplecione w plan nauczania, że nadmierna koncentracja na nich podczas zabiegu terapeutycznego jest zbędna. Chcę przez to powiedzieć, że solidna wiedza z zakresu podstaw anatomii jest konieczna, kiedy chcemy pracować jako    terapeuci czaszkowo- krzyżowi w ujęciu biodynamicznym. Najważniejsze podczas pracy terapeutycznej jest widzieć detale jednocześnie zachowując szerokie pole percepcji. Jest to umiejętność, która przyszła do mnie z czasem, im więcej sesji robiłam, tym klarowniejsze było to dla mnie.

Nadmierne skupianie się na detalach anatomicznej natury i odpowiednim zastosowaniu umiejętności (chwytów), hamowały mnie ( na początku nauki) w doświadczaniu „całości”. Rozumiem też, że rozpoznawanie  lokalizacji restrykcji powięziowych lub punktów inercji na szwach kości czaszkowych ( jako przykłady), jest niezwykle istotne w procesie nauki biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej. Jednocześnie zauważyłam, że wiedza teoretyczna nie jest tak istotna podczas sesji.

Dobrze, że czasami podały słowa naszych wykładowców: „to tylko dla waszej wiadomości, nie musicie pamiętać szczegółów.” Ta informacja dotyczyła oczywiście szczegółów anatomicznych lub procesów biochemicznych, które były ważne dla uzyskania „szerszego obrazu”.

Kiedy podczas zajęć, część praktyczna następowała w chwilę po części teoretycznej, miałam czas i przestrzeń na zintegrowanie ich obu podczas trwania seminarium, zawsze  mogłam liczyć na pomoc nauczycieli i asystentów, od każdego z nich czegoś się nauczyłam. Wsparli mnie oni swoją obecnością, kiedy podczas sesji na koleżance z grupy nie czułam kompletnie nic, nauczyli   miękkiego i  zrelaksowanego ułożenia dłoni na ciele klienta. Dali mi też wiarę w to, że to co robię, wykonuję najlepiej, jak potrafię. Czuję się też zachęcona do tego, żeby spróbować swoich sił w pracy terapeutycznej z dziećmi. Myślę, że każdy z nas (studentów) w różny sposób skorzystał na obecności tak wielu asystentów i przyswoił sobie to, co było dla niego ważne w danym momencie.

Jedna z asystentek zwróciła mi też uwagę na to, żeby nie nadużywać komunikacji werbalnej podczas terapii, co nie zawsze było dla mnie jasne, jednak z każdym doświadczeniem terapeutycznym, nabywam coraz więcej pewności siebie, również w tym zakresie. Kiedy włączyć słowa do  biodynamicznej TCK a kiedy nie? Oczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale z mojej obserwacji wynika, że powstrzymanie pierwszego impulsu powiedzenia czegoś klientowi, sprzyja procesowi terapeutycznemu. Oczywiście każda sesja jest inna i włączenie w nią słów lub trwaniu w „ciszy werbalnej” zależy od obserwacji wrodzonego planu leczenia. Idę za tym, co jest potrzebne, czekam, nie daje się „wciągnąć” mojej wrodzonej gadatliwości. Wiedzę na temat zastosowania środków werbalnych zyskuję wraz z doświadczeniem, coraz łatwiej jest mi zorientować się, co jest w danej chwili potrzebne.

Nawiązanie kontaktu werbalnego z klientem wydaje mi się konieczne w związku z ustaleniem zasobów klienta czy w związku z nawiązaniem kontaktu bazującym na pełnym zaufaniu. Taki właśnie kontakt jest niezbędny dla terapeutycznego procesu.

Umiejętności werbalne stosuję też w przypadku uwolnienia emocji podczas terapii lub kiedy w ciele klienta zachodzą procesy takie jak drżenie w okolicach szczęki czy napięcie mięśni ( jako przykłady).  Kiedy pracuję z traumą, słowa potrzebne są do towarzyszenia klientowi w tym procesie, żeby mogło nastąpić uwolnienie emocji i ich integracja.

Słów używam również wtedy, kiedy czuję, że dostęp do systemu klienta jest utrudniony, lub kiedy klient za bardzo zatopił się w swoich myślach.

 Czasami też czuję, że moja praca samymi dłońmi nie jest wystarczająca i proces potrzebuje wsparcia werbalnego, dotyczy to na przykład konkretnego symptomu, kiedy ważne jest, żeby nazwać to, co dzieje się w systemie klienta.

Słowa są potrzebne na początku sesji, żeby skierować uwagę klienta na odczucia płynące z ciała, w tym celu przeprowadzam z klientem krótką „medytację”, wtedy oboje, ja i mój klient mamy doskonałą okazję do osadzenia się w przestrzeni terapeutycznej i dostrojenia naszych systemów do siebie nawzajem. Przez jakiś czas pytałam klienta o miejsce w jego ciele, które jest jego zasobem, tzn. czuje się dobrze i bezpiecznie. Jednak po dziewiątym seminarium, po uwagach Michaela Kerna, kieruję werbalnie uwagę klienta na jego odczucia płynące z ciała, jednak nie pytam o to, jak on je ocenia. Jego uwagę przekierowuję do środka, na przykład poprzez ćwiczenie WOSI (weight- outline- skin- inside), zwracam uwagę na ciężar, obrys, skórę i wnętrze ciała klienta.  Ja mu w tym ćwiczeniu towarzyszę i skanuję w ten sam sposób swoje ciało. Klient w tej pierwszej fazie terapii, najczęściej rozluźnia się, odpuszcza, zatapia się w swoim wnętrzu, bardzo to lubię, ten proces odpuszczania w moim ciele, poszerzania pola percepcji, zaufania wrodzonemu planowi zdrowia, daję się ponieść „fali” średniego pływu. Lubię moment zmiany holistycznej, odczuwam to jako wejście jeszcze głębiej wraz z systemem klienta. Czuję jego zaufanie w proces. Zapada cisza.

„Ale co jest mądrością, i gdzie ją można odnaleźć? Mądrość pojawia się z umiejętnością bycia w ciszy. Patrz i słuchaj. Więcej nie jest potrzebne. Być w ciszy, patrzeć i słuchać, to aktywuje intuicyjną inteligencję w tobie. Pozwól się prowadzić ciszy w słowie i działaniu.” (12) Bardzo podoba mi się ten fragment, który przeczytałam w książce Eckharta Tolle, którego nauki mówią o tym, że w ciszy jest potencja. 

W dalszym procesie pracy cranialnej, organizm klienta otrzymuje impuls do pracy z tym, co jeszcze nieuświadomione, ale już gotowe do „wyjścia” na powierzchnię, są to punkty inercji, które pojawiają się same lub które ja zapraszam do tego, żeby się pokazały, biorąc na przykład głębszy oddech lub poszerzając pole percepcji. Często wracam do moich punktów podporu, linii środka lub pracuję z pola serca.

Wtedy obserwuję impulsy płynące z ciała i patrzę na jakim poziomie mogę to obserwować, nadal się tego uczę, uczę się rozpoznawać ruch, gdzie jest potencja, gdzie jest żywotność. Podążam za tym i obserwuję proces, wspieram go świadomie narzędziami, których się nauczyłam w szkole, może to być spowolnienie, spokojny oddech, delikatne i spokojne wsparcie werbalne, w przypadku pracy z traumą. W pracy z traumą korzystne jest też pracować z oddechem, przedłużyć fazę wydechu, co doskonale wycisza układ nerwowy.  W fazie „rozwiązania” wspomagam proces moja świadomą obecnością, delikatnym dotykiem i werbalnymi „interwencjami” Czasami pojawiają się tutaj zadania, które są kluczowe dla procesu. Klient często powtarza je za mną, co powoduje, że energia rozwiązania może się zintegrować z całością. Cała TCK w ujęciu biodynamicznym jest bardzo złożonym procesem, czasami trudno wyróżnić w niej „fazy”, dla mnie pojawienie się punktu inercji, rozwiązanie i integracja, przenikają się nawzajem. To jest płynny proces. Dostrajanie się, poszukiwanie, rozwiązanie i integracja mają miejsce się zdarzyć, kiedy jestem w pełni obecna i przytomna, kiedy jestem z drugim człowiekiem w „tu i teraz”. Mam wrażenie, że przed przystąpieniem do pracy, jestem „pusta” i pozwalam na przyjście tego, co ma się wydarzyć. Trzymam ten ruch w szerokim polu percepcji i idę za nim z uważnością i ciekawością. Jeżeli czuję punkt inercji w ciele klienta, nie idę za tym od razu, wsłuchuję się w historię, którą mi ciało opowiada. Klient swoje odczucia i emocje przekazuje mi na poziomie niewerbalnym lub werbalnym, kiedy ciało zaufa, poczuje się w pełni zaopiekowane, powstanie przestrzeń na uwolnienie zablokowanej energii, czy to po urazie na poziomie fizycznym czy emocjonalnym. Z mojego doświadczenia wynika, że niektóre osoby pierwszy raz w życiu poczuły się bezpieczne (w obcych rękach) i pozwoliły sobie na łzy.

Pozwolić się dziać procesom w obecności terapeutycznej prowadzi do zdrowienia i transformacji. Samo „przyzwolenie” na proces jednak nie wystarczy. Uważność na reakcję klienta podczas sesji i umiejętności nabyte podczas szkolenia, pozwalają na przejście, czasami bardzo trudnych procesów, w środowisku bezpieczeństwa i zrozumienia. Klienci mogą przyjąć to, co trudne i nieprzyjemne bez odcinania się.

Na końcu sesji  biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, której większa część odbyła się w milczeniu, mam nieodpartą chęć ograniczyć komunikację werbalną, nie chcę „stracić” tej głębi i ciszy w której przed chwilą przebywaliśmy, nie chcę odebrać jej tej jakości. Dlatego pytam klienta w takim wypadku, jak w tej chwili się czuje. Lubię zakończyć terapię w pozycji na lewym boku ( lub prawym), kiedy mogę położyć dłonie na kości krzyżowej i potylicy.

Po sesji daję klientowi czas na zorientowanie się w przestrzeni gabinetu, przeciągnięcie się, przewrócenie się na bok, jeżeli leżał na plecach, na wychodzenie z procesu terapeutycznego we właściwym dla niego tempie, uczę się jeszcze zarządzania czasem, tak, żeby terapia mogła się odbyć w spokoju i bez pośpiechu.

W przypadku sesji z ludźmi, którzy po raz pierwszy mają kontakt z biodynamiczną TCK, biorę pod uwagę, że będą mieli pytania i wątpliwości, dlatego tak planuję czas terapii, żeby móc na nie odpowiedzieć.

Z mojego doświadczenia wynika również, że czasami klient wynosi do domu jedno zdanie usłyszane podczas terapii,  które jest dla niego wsparciem w czasie między sesjami. Zwracam uwagę na to, jakich słów używam, odpowiednio dobrane słowa, jeśli padną na podatny grunt, mogą zmienić kierunek w życiu. Jedna z moich klientek w informacji tekstowej po dwóch dniach od sesji napisała do mnie: „ Jak wyszłam od ciebie, pomyślałam, że dodałaś mi skrzydeł, teraz wiem, że je tylko dla mnie pomogłaś odkryć we mnie. Dziękuję.” A moje zdanie na koniec sesji brzmiało: „Wszystkiego, czego potrzebujesz, masz w sobie.” To jeden z przykładów reakcji moich klientów. Tych spektakularnych nie cytuję, ponieważ są zbyt osobiste. Po ponad stu pięćdziesięciu sesjach wykonanych w ramach praktyk, wiem, że moja praca ma sens.     

Mam nieodparte wrażenie, że dzięki logicznemu i intuicyjnemu przekazywaniu wiedzy, cały proces nauki w ECT przebiega w sposób biodynamiczny.

Duży wpływ mieli na mnie moje koleżanki i koledzy z grupy, którym jestem wdzięczna za wspaniałą przygodę z biodynamiczną terapią czaszkowo-krzyżową. Mam nadzieję, że nieraz będę mogła skorzystać z biodynamicznej TCK przychodząc do ich gabinetu.

 Coraz więcej czasu poświęcam na dbanie o zdrowie swoje i moich bliskich. Kiedy jesteśmy zdrowi możemy być kreatywni, pracować i być szczęśliwi. Dbam o zdrowie na poziomie fizycznym ( odpowiednie pożywienie, aktywność fizyczna) oraz na poziomie emocjonalnym, gdzie najważniejsza dla mnie jest równowaga. Podczas pracy z klientami mam okazję do uczenia się integracji mojej wiedzy, którą już mam, praca ta też jest doskonałą okazją do nabywania coraz to nowych umiejętności, potrzebnych w pracy z ludźmi. Cieszę się również z tego, że Europejskie Centrum Terapii rozszerza swoją ofertę warsztatów, z których będę miała okazję skorzystać. W ten sposób będę mogła rozszerzać wachlarz moich umiejętności i posługiwać się  nimi w moim gabinecie.

Katarzyna Borowski

Cytaty:

  1. Robinson Jeffers, cytat pochodzi z Monterey Bay Aquarium w Kalifornii
  2. Abraham Verghese, wystąpienie na konferencji TED, Abraham Verghese: A doctor´s touch. Źródło: YouTube Tłumaczenie własne.
  3. Https://www.cherezinska.pl/sensoryka-prenatalna/
  4. Geokompakt, Die Grundlagen des Wissens. Das Wunder Mensch, Numer 59, Tłumaczenie własne.
  1. Geokompakt, Die Grundlagen des Wissens, Das Wunder Mensch, Numer 59, Tłumaczenie własne.
  1. „Touch comes before sight, befor speech. It is the first language, and the last, and it always tells the truth.” Margaret Atwood, Tłumacznie własne.
  1. Mądrość ciała, Michael Kern, str.143
  2. Craniosacrale Heilkunst, Ramraj Ulrich Lőwe, Tłumaczenie własne.
  1. „Trust the tide and get out of the way.” Becker
  2. Wyspa, Aldous Huxley, 1962
  3. Craniosacrale Heilkunst, Ramraj Ulrich Lőwe, Tłumaczenie własne.
  1. Craniosacrale Heilkunst, Ramraj Ulrich Lőwe,  Tłumaczenie własne.
  1. Stille Spricht, Eckhart Tolle

 

 Teksty źródłowe:

  1. GEOkompakt, Die Grundlagen des Wissens, Das Wunder Mensch, numer 59
  2. Mądrość ciała, czaszkowo-krzyżowe podejście do istoty zdrowia, Michael Kern
  3. Stille spricht, Eckhart Tolle
  4. Craniosacrale Heilkunst, Ramraj Ulrich Lōwe
  5. Odczuwanie i poznawanie, Jak powstają świadome umysły, Antonio Damasio