Anna Tomaszewska
Spis treści:
- Wstęp
- Intencja
- Świadomość intencji
- Terapeuta i intencja
- Zła intencja, czy to możliwe?
- Oczekiwania terapeuty
- Najbardziej radujące mnie sesje z intencją
- Intencja a cel
- Sesja treningowa z intencją
- Zakończenie
- Bibliografia
Wstęp
Od jakiegoś czasu zagadnienie intencji jest mi szczególnie bliskie. I nie mam na myśli napisania pracy dyplomowej na ten temat, to jest raczej piękne dopełnienie mojego zainteresowania. Moje zaciekawienie intencją i bliższe przyglądanie się temu zagadnieniu powstało podczas nauki w szkole Terapii Czaszkowo- Krzyżowej. Powstało ono, ponieważ przez dwa lata nauki w tejże szkole, zmieniłam się niezwykle, rozwinęłam się bardzo jako człowiek i terapeuta, a moja świadomość „wystrzeliła głębiej i dalej”. Jestem w zupełnie innym punkcie własnej drogi życiowej. Podczas 2-letniego procesu rozwojowego, uświadomiłam sobie, że intencja jest w biodynamicznej terapii czaszkowo – krzyżowej wszechobecna i przenika całą istotę tej terapii. Jest bardzo ważna i mocno skuteczna. A jednocześnie nieuchwytna, lekka i niezmierzalna. Moment, w którym zdałam sobie sprawę, że chcę pisać o intencji w terapii, był jak olśnienie, jak światło, które w mojej głowie się pojawiło i rozlało. Od razu poczułam i wiedziałam, że to jest TO. Temat był dla mnie arcyciekawy i równie mocno jeszcze niezgłębiony i niezbadany. I wtedy postanowiłam napisać o niej, choć zupełnie nie wiedziałam jeszcze co.
Praca, którą czytasz, to moje osobiste rozważania, obserwacje, spostrzeżenia i doświadczenia w tym zakresie. Od początku czułam rezonans z tym tematem. Uznałam, że to dobry powód do zgłębienia i poszukiwań. Postaram się przedstawić mądrze, zgrabnie i z sensem to, co zrozumiałam, odkryłam i uznałam za ważne w temacie intencji w terapii czaszkowo – krzyżowej.
Intencja
Zacznę od próby ustalenia i opisania zjawiska, jakim jest intencja. czym ona jest, a czym nie jest. Intencja po łac. Intentio (zamierzenie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga). Najpowszechniejsze źródło wiedzy dziś to internet. Ja także zaczęłam od niego. Według Wikipedii „intencja to świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu, w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania, myśl przewodnia, chęć, pragnienie”.
Opiszę, jak widzę, czuję i postrzegam intencję. Według mnie intencja to czyste pragnienie płynące z mojego serca. Jest to szlachetne i nieskazitelne. Jest to ukierunkowany głos mojego serca, głos duszy. Intencja to jest jakaś moja prawda, którą czuję i której pragnę. Jest to siła, która umieszcza Cię na wybranym kursie po coś lub do czegoś, czego pragniesz. Nieustannie trzyma Cię na nim, a jeśli zboczysz, to naprowadza. To jest moc prowadzenia, namierzania, dążenia do wybranego kierunku, pragnienia czy chęci.
Natomiast według psycholożki, mówczyni kreatywnej i trenerki rozwoju Klaudii Pingot „intencja oparta jest na czuciu i potrzebie, na świadomym zmierzaniu w danym kierunku bez założeń, że coś ma się wydarzyć lub nie”. I tu pozwolę sobie, zatrzymać się i zwrócić szczególną uwagę na końcowe słowa „bez założeń, że coś ma się wydarzyć lub nie”. Dla mnie one są kluczowe i niezwykle istotne. Ponieważ jest w tych słowach przestrzeń i zgoda na każdą możliwą opcję, na wszystko co może się wydarzyć. Jest pozwolenie na to, co się zadzieje. Oczywiście nasze intencje nadają kierunek, wyznaczają tor, wskazują trasę, ale nie naciskają, nie przymuszają, nie napierają. W czystej intencji jest otwartość i miejsce na to, co może się stać. To jest dla mnie mega ważne i czuję całą sobą, że tak jest właściwie! Zaczęłam się tego świadomie uczyć, praktykując terapię czaszkowo – krzyżową i wciąż to utrwalam😊.
Rozpoczynając terapię, przystępowałam do początkowych sesji z dużymi oczekiwaniami, ale także z kontrolą procesu i całej sesji. Miałam dużą presję zrobienia czegoś. W jakimś stopniu moje podejście zapisałabym słowami: „To ja teraz Ci tu zrobię, pomogę albo najlepiej uzdrowię”. Miałam z tego powodu znaczny stres w początkowych sesjach terapeutycznych. Jeszcze nie potrafiłam wyciszyć oczekiwań, które były we mnie, a były one i w stosunku do mnie i w stosunku do klienta i w stosunku do samego procesu. Tyle oczekiwań uświadomionych i nieuświadomionych było, był też jakiś rodzaj wewnętrznego spięcia, żeby było według mojego pomysłu, planu. Kontrola, która mi się „odpalała”, że ja tu poprowadzę, ja zrobię, ja się postaram itp. Presja, która mi wtedy towarzyszyła, prowadziła mnie do jeszcze większej kontroli. Było to trudne. Myślałam wtedy, że jak mam intencję to dążę do jej realizacji, to sprawiam, żeby tak się stało. Najchętniej dopilnowałabym, żeby tak było. Jak to piszę, to jest to dla mnie śmieszne dziś, lecz tak było. Jak na to patrzę, cieszę się, że to już minęło, że w miarę szybko poradziłam sobie z tym. Oczywiście, że oczekiwania pojawiają się jeszcze, ale ja już nie daję się „wkręcić”, mam dużo większe zaufanie do procesu, do siebie i do samej terapii. Rozumiem sesję terapii czaszkowo – krzyżowej już o wiele lepiej, ale żeby tak się stało, to musiałam i oczekiwania, i nadmierne starania, i kontrolę odpuścić, a to nie było łatwe. I jak to pięknie nauczyciele i asystenci ze szkoły mówią: „zaufaj ciału klienta, ono Cię poprowadzi i pokaże”. Dziś tak czynię. Korzystam z intencji, bo wiem, jak działa intencja i jak skuteczna jest. I wiem, jak presja, przymus i oczekiwania niszczą proces terapeutyczny. Dzisiaj używam świadomej intencji, „puszczam” ją czy „wysyłam” i to wszystko. Potem robię swoje, ale bez napięcia wewnętrznego, że coś ma się wydarzyć, że ma być tak, a tak nie może być, po prostu bez ciśnienia w jakąkolwiek stronę. Mam świadomą intencję, robię swoje, ufam i to zostawiam. Zauważyłam, że powoduje to we mnie większy luz, swobodę i otwartość do przebiegu sesji. Jednak na początku było to trudne.
Świadomość intencji
Poruszę teraz według mnie kilka ciekawych kwestii związanych z intencją w biodynamicznej terapii czaszkowo- krzyżowej. Pierwszą z nich jest pytanie: „Czy lepiej jest przystępować do sesji z intencją, czy może jednak przystępować do sesji bez intencji, z czystym umysłem? Spotkałam się już z twierdzeniem, że intencja jest pewnego rodzaju wymuszeniem, że coś zakłada i coś chce. Że mając intencję, wywieramy wpływ na sytuację, i lepiej byłoby, gdybyśmy byli wolni od tego. Że może korzystniejsze jest całkowite zaufanie, zdanie się na prowadzenie, bycie jak biała, czysta kartka i niewywieranie najmniejszego wpływu na rzeczywistość. Myślę, że i tak i nie. Prawda jest pośrodku. Bo nie chodzi o jakikolwiek nacisk, chodzi o ukierunkowanie, wyznaczenie trasy, a jednocześnie cały czas jest przestrzeń na to, co się wydarza, na to, co może się wydarzyć lub nie. Przecież wykonując terapię, robię ją w jakimś celu, z jakiegoś powodu. Zostałam terapeutką czaszkowo- krzyżową, także z jakiegoś powodu, krótko mówiąc „po coś”. Tak naprawdę wszystko robimy po coś, może to być uświadomione lub nieuświadomione, ale zawsze chodzi nam o coś, robimy różne rzeczy w jakimś celu. Czy jest w ogóle możliwe wykonywanie sesji bez intencji? To jest bardzo dobre pytanie. Odpowiem szczerze, nie wiem. Wiem na pewno, że w czasie sesji długo nie jesteśmy w stanie pozostawać w czystym, niezmąconym umyśle. Pojawiają się myśli, emocje, dochodzą obserwacje tego, co się wydarza podczas sesji. Przecież sesja to nie jest medytacja, gdzie wchodzimy w przestrzeń i ciszę pomiędzy uczuciami i myślami. Tak, pewne elementy wyciszenia, spokoju i uważności czy koncentracji pojawiają się, są wskazane, jednak sesja jest żywa, podążamy za ciałem klienta i jego mądrością, za tym, co się pokazuje. Nie zawsze sesja przebiega tylko spokojnie, w ciszy, w rozluźnieniu. Dlatego pytanie: „Czy lepiej przystępować do sesji z intencją czy bez? Powinno według mnie zostać zmienione na: „Czy jesteś świadoma swojej intencji/ swoich intencji robiąc terapię?” „Czy świadomie dostrzegasz intencje, które masz?” „Czy uświadamiasz sobie swoje pragnienia, zamierzenia, chęci robiąc, to co robisz?” Z moich obserwacji, ale też z literatury jasno wynika, że świadoma intencja jest silniejsza, a przez to skuteczniejsza. Mając świadomą intencję, koncentrujesz się na tym, czego chcesz, a nie na tym, czego nie chcesz. To, na czym się koncentrujesz rośnie, wzmacniasz to. Wykonując terapię, zauważyłam, że świadoma, przemyślana intencja przynosi lepsze efekty. Jasna, klarowna, nie „przekombinowana” intencja daje lepsze rezultaty niż sesja bez uświadomionej intencji. Efekty, jakie widzę, to przede wszystkim odczucia i to, co zachodzi w ciele klienta. Mam wrażenie, że sesja przebiega harmonijniej i bardziej pokazuje się to, co może się pokazać. Gdy przypominam sobie wcześniejsze moje sesje, które wtedy często robiłam bez świadomej intencji., były takie „nijakie”, w większym napięciu, w mniejszym zaufaniu do procesu i bez wewnętrznego prowadzenia, które czuję, gdy mam intencję. To są moje odczucia. Być może wtedy, było wewnętrzne prowadzenie, lecz na pewno nie byłam go świadoma, w związku z czym nie dostrzegałam go. Jeśli czegoś nie jesteśmy świadomi, to nie dostrzegamy tego.
Terapeuta i intencja
Kwestia świadomości intencji jest bardzo ważna, bo wkraczamy w obszar, jakim jest świadomość terapeuty. Wkraczamy w obszar, jakim jest osoba, postać terapeuty. Świadomość intencji nierozerwalnie łączy się z osoba terapeuty, z tym jaki jest terapeuta, jaki jest jako człowiek. I nie będę teraz opisywać idealnego terapeuty czaszkowo – krzyżowego, bo takiego po prostu nie ma. Skupię się na terapeucie jako zwykłym człowieku. A jak jest człowiek, to i jest z nim całe jego doświadczenie, cała jego historia, osobowość, charakter. W polu są również intencje terapeuty i lepiej, żeby były uświadomione. Nie można rozdzielić intencji od człowieka, w tym wypadku od terapeuty. Ponieważ prawdziwa intencja płynie z czucia, z serca, a nie z rozumu. Zresztą takie intencje są najsilniejsze i najskuteczniejsze. Dlatego dla mnie ważnym i istotnym jest to, jakim człowiekiem jest terapeuta. W jakiejkolwiek terapii, a szczególnie w terapii czaszkowo – krzyżowej, gdzie występuje bliskość fizyczna i dotyk – ma dla mnie duże znaczenie, kim jest terapeuta. Muszę „poczuć” terapeutę, potrzebuję czuć się z nim i przy nim bezpiecznie. Zaufać mu, że wie, co robi i robi to dobrze. Potrzebuję „zarezonować” na tych samych falach, co on. To są dla mnie podstawy współpracy z jakimkolwiek terapeutą. Dzisiaj nie pójdę do specjalisty, z którym nie czuję połączenia lub nie wydaje mi się godny zaufania. A w przeszłości zdarzało mi się. Z doświadczenia wiem, że najowocniejsza współpraca jest właśnie z takim terapeutą. Gdy pracuję z człowiekiem, z którym czuję „rezonans”, wierzę jemu i temu, co robi, wtedy jestem gotowa otworzyć się, poddać się procesowi, zaufać i pójść głębiej. Wtedy ma to sens i efekty są lepsze. Na koniec tego wątku dodam ciekawostkę, a mianowicie kilka lat temu, gdy moja znajoma terapeutka mówiła, że ona nie pójdzie do każdego specjalisty, że nie jest łatwo znaleźć jej osobę, której pozwoli ze sobą pracować, pomyślałam, co ona wymyśla, czemu tak mówi. Dzisiaj rozumiem ją doskonale, bo mam podobnie. Wiem z czego to wynika, nie z kaprysu, focha, czy wyniosłości, lecz z dbałości o siebie i swoje ciało, z szacunku do siebie i zwyczajnej troski. Poczucia, że zadbam o siebie najlepiej, jak potrafię w tym momencie mojego życia, a w związku z tym wybieram, z kim chcę pracować, komu zaufam i komu powierzę to, co mam najcenniejszego, czyli siebie i swoje ciało.
Zła intencja, czy to możliwe?
Kolejną kwestią, która mnie zaintrygowała, gdy pisałam pracę to pytania: Czy intencja może być zła? Czy może być siłą, która szkodzi, wyrządza krzywdę, czyni zło? Osobiście intencja kojarzy mi się z pozytywną, piękną mocą płynącą z serca, z duszy, która jest prawdziwa, czysta, szlachetna. Być może moja wizja jest niepełna, niekompletna, nie do końca prawdziwa, naiwna, lecz tak uważam. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że mam intencję skrzywdzenia kogoś lub mu zaszkodzenia. A już w ogóle, że świadomie tworzę takie intencje, to jakiś absurd. Dla mnie jest to głupie i niedorzeczne. Bo to, że miewamy negatywne myśli, emocje i stany, które są w skali Davida R. Hawkinsa nisko w tabeli to jest oczywiste. To, że bywamy zmęczeni, chorzy i po prostu mamy wszystkiego dość, to też rozumiem, bo sama tak miewam. Ale, że „wysyłam” intencje mające czynić zło, to nie rozumiem. Wszyscy wiemy, że bywają ludzie, którzy krzywdzą, mają złe zamiary, chęci, koncentrują się na szkodzeniu innym, sprawieniu przykrości. Jednak to jest choroba, choroba duszy i umysłu. A wracając do myśli i uczuć, bo w tym obszarze tworzą się intencje, trudno jest zakładać, że ktoś świadomie planuje coś złego, bo jeśli tak, to muszę też założyć, że ten ktoś jest chory. Dlatego myślę, że to nie są intencje. One są w swej istocie dobre i pozytywne. W literaturze, informacjach i wiedzy, do której dotarłam nie spotkałam się ze sformułowaniem „zła, szkodząca intencja”. Uważam, że to są złorzeczenia, negatywne myślenie, narzekania, a przede wszystkim brak świadomości. Poza tym wracając do przestrzeni terapeuta – klient, tutaj jest miejsce tylko na intencje rozumiane jako potężna, pozytywna siła, wspierająca proces. I tak to tu zostawię.
Oczekiwania terapeuty
Następny wątek, który w temacie intencji w terapii czaszkowo- krzyżowej, chciałabym troszkę poeksplorować to: Jeśli mam dobre, pozytywne i według mnie wspaniałe intencje, oznacza to, że są one dobre i pomocne dla klienta? Czy będą wspierały jego proces? Na początku nauki w szkole, miałam większą wiarę, że tak, bo przecież chcę jego dobra, chcę pomóc itd. Dzis myślę, że nie, jeszcze z małą przykrością to piszę, ale nie. Po pierwsze to, co ja postrzegam jako dobre i wspaniałe, nie oznacza, że klient widzi to tak samo. Po drugie, to co ja uznam za potrzebne klientowi, dla niego wcale takie nie musi być. Mimo moich najszczerszych chęci nie jestem klientem i jego ciałem. Nie wiem, jaki jest Wrodzony Plan Leczenia tej konkretnej osoby. Owszem, robię swoje, mam intencję zgodną z moim sercem, którą prawdziwie poczuję i nic więcej. Moja rola się kończy. Nie próbuję tego, o czym pisałam już we wcześniejszym wątku wymuszać, narzucać, bo ja wiem lepiej, bo ja uważam, że tak jest dobrze. Nic z tych rzeczy. Michael Kern w „Mądrości ciała” pisze: „Jeśli fizjologia pacjenta nie jest gotowa na przyjęcie tych delikatnych intencji, zawsze należy szanować tę inteligencję organizmu. Niemniej jednak w większości przypadków te zaproszenia są akceptowane, ponieważ system pierwotnego oddychania zazwyczaj rozpoznaje dobre rzeczy, gdy je widzi”. Dodam jeszcze coś, co jest dla mnie bardzo ważne i wciąż się tego uczę, że priorytetem jest klient i jego ciało, a mądrość jego ciała będzie pokazywać potrzeby. Z mojej strony potrzebne jest: zaufanie do procesu, odpuszczenie własnych oczekiwań i kontroli. Istota leży w formułowaniu intencji, jeśli intencja brzmi: pragnę wesprzeć proces zdrowienia tej osoby lub zapraszam ciało klienta do współpracy, niech pokaże mi, co dziś jest gotowe do uwolnienia, to wtedy daję pierwszeństwo klientowi. Ja pozostaję towarzyszem w procesie. Jestem otwarta i daję się prowadzić. To chyba jest klucz do zrozumienia, jak przebiega sesja biodynamicznej terapii czaszkowo – krzyżowej. To nie ja prowadzę proces wracania do zdrowia, ja się na niego otwieram i pozwalam działać. Znajoma terapeutka czaszkowo – krzyżowa powiedziała mi kiedyś podczas luźnej rozmowy o terapii: „Ania, głównie pokora, pamiętaj, to nie Ty prowadzisz, nie Ty uzdrawiasz, to uzdrawia terapia”. Tak. Tak jest, im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej. Im szybciej uświadomimy sobie nasze miejsce w terapii, tym będziemy spokojniejsi i skuteczniejsi.
Mówi się, że „dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane”. Powiedzenie to stawia intencję w złym świetle. Sądzę, że czysta, pochodząca z serca intencja, nie może uczynić krzywdy. Bo intencja płynąca z serca nie może być zła. To, co mogło zaszkodzić i spowodować, że powstało takie powiedzenie, to nieznajomość działania intencji. Niewiedza dotycząca zasad tworzenia intencji. U osób, które zaczynały z pozytywnym, dobrym zamierzeniem, a skończyły z jakąś szkodą lub krzywdą zabrakło wyczucia, delikatności i wrażliwości. Zabrakło mądrości i rozpoznania, kiedy zostawiam intencję. I nic więcej nie robię. Zrobiłam, co mogłam i po prostu zostawiam. Ufam i czekam. Tylko tyle i aż tyle! Tak naprawdę nie o intencję tu chodzi, lecz o podejście, jeśli ktoś nie potrafi odpuścić i za wszelką cenę chce to coś osiągnąć, to pojawia się nacisk, przymus, presja. A wtedy zapomnijmy o dobrej, wspierającej sesji. Nie „popychajmy” procesu do swoich wyobrażeń i pomysłów. Jak pisze Michael Kern: „W terapii czaszkowo – krzyżowej nic nigdy nie jest przymusem. (…) Jeśli posłużysz się percepcją inną niż umiejętna i delikatna, zagubisz cień reakcji fizjologicznej, tak ważny dla osiągnięcia sukcesu”. Słowa Michaela Kerna potwierdzają konieczność delikatności, łagodności i wrażliwości. Warto odnieść to również do życia i naszych relacji.
Najbardziej radujące mnie sesji z intencją
Obecnie, gdy przystępuję do sesji terapii czaszkowo – krzyżowej, czy to jako terapeuta, czy to jako klient zawsze mam świadomą intencję. I muszę teraz przytoczyć (nie mogę się powstrzymać😊) najbardziej cieszące mnie efekty po sesjach treningowych z intencją.
I przypadek: Kobieta l. 35, na urlopie wychowawczym, 2 dzieci, w tym młodsze jeszcze karmione piersią, mąż pracujący za granicą od poniedziałku do piątku, w weekendy wraca do domu. Kobieta w trakcie zmiany zawodu, doszkalająca się wieczorami, często do późna w nocy. Od razu widać, ile kobieta „niesie”, jak dużo pracuje i za ile spraw jest odpowiedzialna, potocznie mówiąc „ile ma na głowie”. Do tej pory robiłam jej, co jakiś czas sesję. Wcale nie zdziwiłam się, gdy pewnego dnia zadzwoniła do mnie z prośbą o zrobienie terapii, gdyż nie może wstać z łóżka, bo bardzo bolą ją plecy, szczególnie dolny odcinek. Oczywiście, że się zgodziłam. Bardzo jej współczułam. Przystępując do sesji, miałam intencję, aby jej pomóc w cierpieniu, ulżyć, aby znów była zdrowa. Podczas terapii bardzo dużo się działo. Najwięcej w klatce piersiowej i odcinku lędźwiowym. Dużo intensywnych odczuć w ciele klientki. Momentami miałam wrażenie jakby jej plecy „żyły swoim życiem” to znaczy jakby poruszały się innym rytmem niż reszta ciała. Ogromny gorąc podczas sesji, w plecach odczucie kurczenia i rozkurczania, mocno odczuwalne fizycznie. Niezwykła sesja. Najważniejsze, że następnego dnia zadzwoniłam, by zapytać, jak się czuje, a ona, że dużo lepiej, chodzi po mieszkaniu i jest bardzo duża poprawa. Byłam mega zadowolona!
II przypadek: Mężczyzna l. 38, żonaty, 2 córki, prowadzi własną firmę, bardzo dużo pracuje, od rana do wieczora. Wcześniej robiłam mu kilka razy terapię, a od kilku dni bolały go dość mocno plecy w odcinku lędźwiowym. Było mi przykro, że widzę go w cierpieniu. Podczas terapii miałam intencję, by po prostu ulżyć mu w bólu, by nie cierpiał i znów był zdrowy (notabene intencja bardzo podobna do wcześniejszej). Podczas sesji dużo się działo, a najwięcej w kości krzyżowej i odcinku lędźwiowym. Następnego dnia, gdy się spotkaliśmy, powiedział: „Nie wiem, co mi zrobiłaś, ale pomogłaś mi, o wiele mniej mnie boli”. Jakby zmierzyć jego ból skalą, to powiedział, że z 10 zmalał do 3. Ucieszyłam się!
III przypadek: Hania lat 8,5, prywatnie moja córka😊. Hania bardzo przeżywa sytuacje szkolne, przygotowywała się do testu z j. angielskiego, bardzo się go bała. Następnego dnia już po teście, gdy wróciła do domu dostała bólu brzucha, a dokładniej złapała ją kolka jelitowa (kilka miesięcy wcześniej, miałyśmy podobną sytuację). Bolało ją już ok. 3 godziny, leżała w łóżku w trochę zgiętej pozycji, bo nie mogła się wyprostować, tak ją bolał brzuszek. Oczywiście jako mama byłam przejęta i żal mi było córeczki. Zaproponowałam Hani, że zrobię jej terapię, żeby jej pomóc, może troszkę złagodzi ból, córcia się zgodziła i w łóżku odbyła się sesja. Trwała 20 minut, bo tyle wytrwała Hania, żeby się nie kręcić. Najfajniejsze było po. Hania mówi: „Mamuś, brzuszek mnie nie boli”. Ja: „Może troszkę puściło”. Hania: „Naprawdę, nie boli już”. Podotykałam brzuch i zero bólu. Córcia wstała już wyprostowana i poszła do swoich zajęć. Sama byłam zdumiona tym, co się stało. Zresztą, jak to opisuję, to od razu wracają mi wspomnienia tej sytuacji i to, co wtedy czułam. Szczęście i radość tamtej chwili! To jest jak „mini uzdrawianie”, wiem, że ja nie uzdrawiam, nie mam takich mocy, ale ból mojej córce przeszedł i ja mam w tym swój udział. Dla mnie to cudowne i krzepiące serce!
Intencja a cel
Teraz napiszę o różnicy między celem a intencją, bo wiem, że niektórzy mają z tym kłopot. Ja sama na początku miałam. Na pewno intencja to nie cel. Cel jest racjonalny i mierzalny. Może być krótkoterminowy, długoterminowy, z data realizacji, jest bardziej konkretny. Intencja jest „szersza” i „większa” od celu, bliższa sercu i naszej prawdzie. Jedna ważna dla nas intencja, może towarzyszyć nam przez całe życie. Intencja jest oparta na czuciu i potrzebie, na świadomym zmierzaniu w danym kierunku bez założeń, że coś ma się wydarzyć lub nie. Cele mogą wpływać na realizację intencji, a z drugiej strony czasem skazują je na fiasko. Można zrealizować cel, nie spełniwszy intencji. Można też zrealizować intencję, zapominając o celu. Wiem też, że to jednak cele i osiąganie sprawiają, że się rozwijamy, idziemy „do przodu”. Brak celów zmniejsza motywację, osłabia współpracę. Z kolei precyzyjne cele mogą wywoływać presję i powodować stres. Najkrócej mówiąc chodzi o to, żeby intencja nadawała kierunek celom, które stają się inspirujące, konkretne, a jednocześnie budzą pasję. Intencja pobudza większą kreatywność i dowolność, nie ma ram, nie można jej zmierzyć, ale moim zdaniem właśnie dzięki temu, staje się bardziej efektywna niż pojedynczy cel, a z drugiej strony bardziej konkretna niż wizja i misja. Intencja napędza działanie mimo porażki w osiąganiu celu. Dzięki niej wciąż szukamy nowych możliwości i wciąż mamy nadzieję, a umysł jest w gotowości, co nie pozwala się poddać. Co się dzieje, gdy nie mamy wyznaczonych intencji? Co się dzieje, gdy nie mamy wyznaczonych celów? Najczęściej w takich sytuacjach nasza koncentracja biegnie ku nieistotnym rzeczom. Wtedy przekierowujemy swoją uwagę na błahe rzeczy, a umysł jest rozproszony. Gdy nie znamy swoich życiowych, zawodowych intencji, nie wiemy w jakim kierunku chcemy zmierzać. To generuje taki stan umysłu, w którym psychika będzie zajmować się wszystkim. Umysł nie lubi pustki, jeśli nie będzie zajmował się czymś konkretnym, to zacznie zajmować się wszystkim innym.
Sesja treningowa z intencją
Przedstawię teraz krótko moje doświadczenia i obserwacje podczas sesji treningowych. To było bardziej na początku szkoły, gdy jeszcze trochę byłam niepewna, nie bardzo wierzyłam w swoje siły i umiejętności jako terapeutka. Gdy miałam przeprowadzić sesję na konkretny, zadany temat, rodziły się obawy, czy akurat to się pokaże, czy ja to poczuję i czy coś się będzie w ogóle działo podczas sesji. Na szczęście moje obawy spełniły się raz, może dwa razy, bo prawie zawsze pojawiało się to, co miałam zaobserwować. Dziś wiem, że moje nastawienie, intencja, zaufanie powodowały, że tak się działo. Także intencja robi robotę! Pamiętam bardzo dobrze sesję z kobietą, gdy temat mówił o pracy z niefizjologicznym wzorcem. Trzeba było opisać, jak pokazała się podczas sesji historia porodowa klientki. Czy nastąpiło to podczas trzymania głowy, czy podczas komunikacji werbalnej. Mój poziom stresu przed tą sesją był spory. Pamiętam, gdy zastanawiałam się, jak ja to ogarnę. Skąd mam wiedzieć jaka jest historia porodowa klientki, pamiętam, że niezręcznie było mi ją o to pytać i nie zapytałam w czasie sesji. Ostatecznie odpuściłam i podeszłam do sesji – „co będzie, to będzie”. Jednocześnie miałam w głowie intencję na tą sesję. Praca przebiegła bardzo satysfakcjonująco. Dużo się działo podczas tej sesji. Przedstawię to, co pokazało się podczas chwytu sklepieniowego, bo to najistotniejsze dla tematu. Już po chwili w głowie pokazało ogromne napięcie, jakby tam było ogromne ciśnienie, nabrzmiała głowa, jakby miała zaraz wybuchnąć, napełniona maksymalnie po brzegi napięciem, jakimś ciśnieniem. Potem zaczęły się ruszać kości, jakby się kręciły, przesuwały, raz jedna do przodu, raz druga, czułam ruch w czaszce, jakby się coś przesuwało, falowało. Potem działy się jeszcze różne rzeczy, ale to, co ważne, gdy zrobiłam chwyt integrujący (potylica-krzyż) na zakończenie, to z potylicy szło ogromne ciepło, były też różne inne ruchy. Klientka po sesji mówiła, że czuła duże napięcie w głowie, że musiała nią poruszyć i tak faktycznie było. A na koniec podczas chwytu integrującego czuła duże ciepło w kości krzyżowej. Najciekawsze było, gdy opowiadałam po sesji swoje obserwacje i odczucia. Klientka powiedziała, że nic dziwnego, że tyle napięcia, ciśnienia było w głowie, bo ona podczas porodu wyciągana była próżnociągiem. Niesamowite! Szczęka mi opadła! Jak to się pokazało podczas sesji, że ta głowa była tak napięta do granic jej możliwości, jakby miała zaraz wybuchnąć. Po prostu niesamowite! Byłam po tej sesji głęboko poruszona i wdzięczna. Doświadczyłam na własnej skórze, jak intencja robi robotę!
Zakończenie
Jest kilka zdań o intencji, którymi chcę się z Wami podzielić. Znalazłam je, gdy wertowałam informacje i wiedzę z różnych źródeł do tej pracy.
- Tym, co naprawdę rządzi życiem jest intencja.
- Intencja to najbardziej potężna siła sprawcza.
- Sukces każdego działania zależy od tego, jaka intencja była jego źródłem.
- Moc intencji jest warta więcej niż tysiąc celów.
- Intencja to początek wszystkiego, źródło, z którego powstał początek.
Na zakończenie dodam, że początkowo trochę się bałam pisać o intencji. Wydawała mi się tak trudnym zjawiskiem do opisania. Zabranie się do jakiegokolwiek zdefiniowania tematu, wydawało mi się prawie niemożliwe. Przez krótką chwilę myślałam o zmianie, jednak nic tak mocno ze mną nie „rezonowało” jak intencja, więc postanowiłam zaufać intuicji i zostałam przy pierwszym ‘poczutym” zagadnieniu. W pierwszym momencie praca miała mieć temat: „Moc intencji w terapii czaszkowo – krzyżowej”. Jednak zrezygnowałam ze słowa „moc”, tylko z powodu pewnego ograniczenia, jakim było nastawienie do tematu. Gdybym założyła od razu, że intencja to siła i moc, nie mogłabym pisać o niektórych jej aspektach, a chciałam o nich pisać. Co nie wyklucza prawdy, w którą wierzę, że intencja to ogromna siła i moc sprawcza. Intencja działa, bo kiedy ją masz, ukierunkowujesz swoje myśli. Nie żyjesz i działasz na autopilocie, ale jesteś nastawiona na odbieranie wszystkiego, co z nią koresponduje. To łatwo zaobserwować, gdy np. kupujesz nowe auto i zaczynasz wszędzie widzieć właśnie tę markę, albo zachodzisz w ciążę i wszędzie widzisz kobiety w ciąży.
Chcę podkreślić to wyraźnie – świadoma intencja ukierunkowuje twoją uwagę, myśli, działania, ukierunkowuje energię. Bo intencja tak jak myśli i uczucia jest energią. Fizyka kwantowa mówi, że wszystko jest energią, każda myśl, każde uczucie, emocja, każde słowo, więc także każda intencja. Jeśli intencja jest energią, a ja łączę ją jeszcze z działaniem to zwiększam jej moc. Nadaję trasę, wyznaczam drogę. Największy ładunek energetyczny mają uczucia i emocje. Intencje są skuteczne w połączeniu z nimi. Tworząc je miejmy pewność, że tego chcemy, że nie jest to wymysł głowy czy powinności.
Od czasu, gdy znajoma terapeutka, trenerka rozwoju powiedziała mi: „Rób wszystko z intencją, bo dajesz temu MOC”. Staram się tak czynić i robić wiele rzeczy z intencją. Kiedy idę biegać, to biegam z intencją, kiedy biorę kąpiel, biorę ją z intencją, kiedy idę na spacer, idę z intencją, kiedy przystępuję do sesji, to także z intencją itd.
Kilka ciekawostek na sam koniec:
- Najczęściej oceniamy siebie po intencjach, a innych po wynikach.
- Kurt Grey psycholog i badacz przeprowadził trzy eksperymenty, które pokazały, że dobre intencje mają znaczenie, nie tylko w kontekście relacji międzyludzkich, ale również tak zwaną moc czynienia dobra.
- Mówienie o swoich dobrych intencjach sprawia, że ludzie lepiej znoszą niekomfortowe doznania związane z daną czynnością np. borowanie zęba i intensywniej odczuwają przyjemne doznania np. smakowanie ciasta.
- Gdy znasz swoje intencje, z dużą łatwością przychodzi odrzucanie tego, co niepotrzebne, niezdrowe, obciążające, dwuznaczne.
- Wypowiadanie intencji w swojej głowie lub na głos sprawia, że zaczyna dziać się MAGIA!
Anna Tomaszewska
Bibliografia:
„Mądrość ciała” Michael Kern, Virgo, Warszawa 2012.
„Błękitny umysł” Klaudia Pingot, Helion, Gliwice 2019.
„Potęga świadomej intencji” Esther i Jerry Hicks, Białystok 2020.
„Tajemnice wody” Masaru Emoto, Medium, Czarnów 2006.
„Potęga intencji” Dyer Wayne W., Helion, Gliwice 2008.
„Technika uwalniania” David R. Hawkins, Virgo, Warszawa 2016