Droga do siebie dzięki biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej - rozważania klienta i przyszłego terapeuty - Europejskie Centrum Terapii

SPIS TREŚCI

Wstęp ……………………………………………………….………………………..3

Odkrycie BTCK………………………………………………………….………..4

BTCK – doświadczenia klientki …………………………………………………8

BTCK – refleksje przyszłego terapeuty ………………………………………. 12

Podsumowanie.…………………………………………………………….……20

Bibliografia …………………………………………………………………….22

WSTĘP

Długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie.
Stanisław Różewicz, Kartoteka

            Z wdzięcznością myślę o możliwości poznania dobroczynnego wpływu terapii czaszkowo-krzyżowej na funkcjonowanie organizmu człowieka. „Szersze doświadczenia w terapii czaszkowo-krzyżowej udowadniają, że jest ona czymś więcej niż terapią manualną, wspomagającą prawidłowe funkcjonowanie naszego ciała. Za jej pomocą możemy sięgnąć do znacznie głębszych warstw psychologicznych: problemów, wynikających z doświadczeń życiowych, traum oraz historii rozwoju każdego z nas. Jest to możliwe dzięki temu, że wszystkie te wydarzenia zostawiają swój ślad w układzie nerwowym i oddziałują na ogólne pole energetyczne”[i].

            Droga do terapii czaszkowo-krzyżowej wiodła przez traumę prenatalną, wczesnodziecięcą traumę relacyjną i kilkudziesięcioletni okres dezaktywacji części brzusznej nerwu błędnego. „Tożsamość dorosłych, którzy doświadczyli wczesnej traumy, jest kształtowana przez związane z nią dystres i dysregulację we wczesnym okresie życia. Nasze najwcześniejsze urazy i doświadczenie przywiązania kształtują szablon obowiązujących przez całe życie wzorców psychologicznych, fizjologicznych i relacyjnych. […] Trauma w tej fazie życia staje się podstawą rozmaitych problemów poznawczych, emocjonalnych
i fizjologicznych”[ii].   

ODKRYCIE BIODYNAMICZNEJ TERAPII CZASZKOWO-KRZYŻOWEJ

„Gdy udasz się wystarczająco daleko, rozpoznasz samą
siebie wychodzącą sobie na spotkanie. A wtedy powiesz – tak”[iii].

            Kilkanaście lat temu pojawiły się w moim życiu metody i techniki pracy z ciałem uwalniające zapisy pamięci komórkowej oraz narzędzia terapeutyczne pozwalające z jednej strony na pracę ze świadomymi częściami osobowości, a z drugiej na stopniowe docieranie do podświadomej części umysłu. Niektóre metody stosowałam równolegle, dzięki czemu wspierały i wzmacniały swoje działanie, inne natomiast pojawiały się chronologicznie, a każda następna przygotowywała grunt dla kolejnej, eksplorującej głębsze poziomy wiedzy. Wykonałam tytaniczną pracę, żeby odnaleźć siebie. „Siły wszechświata wspierają tych, którzy próbują się uzdrowić”[iv].

            Brałam udział w wielu spotkaniach Ustawień Hellingerowskich, warsztatach Radykalnego Wybaczania, kursie Ho’oponopono Morrnah Simeony, cyklicznych zajęciach Akademii Jungowskiej i Akademii Głębokiej Ekologii, ośmiotygodniowym Treningu Uważności Mindfulness, Treningu Racjonalnej Terapii Zachowań, warsztacie pogłębionej metody Pojednania z Rodzicami według etyki Jiriny Prekop w Instytucie na Rzecz Pojednania w Rodzinie, a także spotkaniach rebirthingu, restartingu, Oczyszczania Przestrzeni Rodowej czy Uzdrawiania Głosem. Uczestniczyłam w regularnych sesjach Oddychania Biodynamicznego, Oddychania Transcendentalnego, cyklach spotkań medytacyjnych oraz wielomiesięcznych warsztatach pracy z ciałem, takich jak psychosomatyczna Analiza Biodynamiczna metodą Lowena i sesjach Trauma Releasing Exercises (TRE). Oprócz zaangażowania w alternatywne metody terapeutyczne korzystałam również z klasycznej długoterminowej psychoterapii indywidualnej i grupowej. Jednocześnie poddawałam się wieloletniemu leczeniu fitoterapią, akupunkturą, refleksologią, dźwiękiem mis tybetańskich, gongów i kamertonów. Kontakt z każdym z tych systemów był cennym krokiem na drodze do zdrowia, wzrostu i rozwoju.

            Skuteczność niektórych metod terapeutycznych była na tyle zaskakująca
i satysfakcjonująca, że postanowiłam zgłębić ich tajniki i zrozumieć działanie. Uczyłam się masażu klasycznego i leczniczego w Centrum Szkoleniowym Heros oraz Akademii Sztuki Masażu Menos, zawodowej refleksologii stóp i głowy w Europejskiej Akademii Refleksologii i Terapii Meridianowej oraz Polskim Instytucie Refleksologii, masażu dźwiękiem mis tybetańskich, gongów, kamertonów i prowadzenia grupowych sesji terapeutycznych w Peter Hess Akademia Polska oraz Akademii Dźwięku. Kilka lat studiowałam w Instytucie Medycyny Chińskiej i Profilaktyki Zdrowia oraz Instytucie Medycyny Klasztornej. Wszystkie wymienione działania traktowałam hobbystycznie, równocześnie wykonując absorbującą i wymagającą dużego zaangażowania pracę zawodową. Jednak ze ścieżki samodoskonalenia się nie było już odwrotu. „Sam brak fizycznego bólu nie zawsze oznacza szczęśliwy stan umysłu. Na tym świecie zostało nam przeznaczone dużo więcej, stworzono nas do wyższych celów. Każdy z nas poszukuje szczęścia, które pochodzi nie z zewnętrznych dokonań, lecz z harmonii własnego wnętrza. Czemu służy życie, jeśli nie temu, aby zdobyć się na wysiłek i osiągnąć wyższy stan świadomości”[v].

            Kilkuletnie korzystanie z zabiegów akupunktury zastąpiłam w pewnym momencie przyjmowaniem sesji terapii czaszkowo-krzyżowej poleconych przez znajomą osobę. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej metodzie. Szybko zaczęłam odczuwać pozytywne skutki psychosomatyczne. „[…] terapia pomaga w złagodzeniu skutków stresu (zarówno krótko-, jak i długotrwałego) – i w odpowiednim ustawieniu – autonomicznego układu nerwowego. Pacjenci, którzy w przeszłości przeżyli traumę fizyczną lub emocjonalną, zauważyli, że terapia czaszkowo-krzyżowa przyniosła pozytywne skutki, ponieważ ich autonomiczny układ nerwowy „zaufał” teraźniejszości, a w ich organizmie rozpoczął się proces ponownej integracji”[vi]. Po roku regularnych, cotygodniowych zabiegów postanowiłam nauczyć się tego holistycznego sposobu podejścia do organizmu człowieka. Skończyłam siedmiostopniowe szkolenie terapii czaszkowo-krzyżowej w nurcie biodynamicznym, a także kurs komplementarnej, moim zdaniem, terapii Polarity w Centrum Diagnostyki i Terapii In Corpore pod auspicjami Polskiego Stowarzyszenia Terapii Polarity i Czaszkowo-Krzyżowej. „Wielu specjalistów zajmujących się ochroną zdrowia odkryło zalety terapii cranio-sacralnej, […] większość z nich, osobiście przechodząc terapię, nabywa odpowiednie umiejętności, by samodzielnie ją stosować”[vii].

            Jednak patrząc z perspektywy czasu wydaje mi się, że siedem lat temu nie byłam gotowa do wykorzystywania tej metody i dzielenia się nią z innymi, nie czułam jej i nie rozumiałam. Myślę, że było to dla mnie za wcześnie. „Otworzenie się na spotkanie drugiej istoty wraz z całym bagażem jej doświadczeń wymaga od nas szczerości i bycia tym, kim jesteśmy. Umiejętność bycia sobą określa jakość obecności terapeuty. Na jej wykształcenie ma wpływ kilka czynników. Jeden z nich to nasza wewnętrzna relacja z samym sobą, od której wszystko się zaczyna. Żeby móc komunikować się z otoczeniem, musimy najpierw nawiązać kontakt z wewnętrznym Ja”[viii].   

            Pojawił się też inny problem. „[…] terapia cranio-sacralna jest silnie związana z terapeutyczną pracą z pamięcią tkankową, odkryciem i uwolnieniem cyst z energią
i uwolnieniem somato-emocjonalnym. […] uwolnienie cyst z energią pozwala na reorganizację w systemie ciała/umysłu/ducha pacjenta. Osobiste zasoby, niegdyś konieczne, aby pomieścić cysty z energią, stają się zbędne – nie ma potrzeby utrzymywania dysfunkcyjnego status quo”[ix]. W związku z dużą częstotliwością osobistych sesji terapii czaszkowo-krzyżowej oraz częściowo zazębiających się z nimi sesji treningowych terapii czaszkowo-krzyżowej i terapii Polarity zaczęłam doznawać poważnych, długotrwałych objawów retraumatyzacji i pojawiła się konieczność poradzenia sobie z jej psychosomatycznymi skutkami. To trudne osobiste doświadczenie ma jednak swoje pozytywne konsekwencje. W przyszłej pracy terapeutycznej z klientem przede wszystkim będę pamiętać o konieczności miareczkowania i spowalniania procesów związanych z uwalnianiem wzorców traumy. „Gdy wzorce traumy są ponownie pobudzane, pojawiające się doznania, uczucia, obrazy są zazwyczaj bardzo silne i z łatwością mogą wywołać obezwładnienie. […] Gdy trauma jest na nowo doświadczana, potrzebny jest proces wolnej „ponownej negocjacji”, by chronić przed kolejnym przeciążeniem. Niekiedy może być potrzebne naciśnięcie hamulca, jeśli sprawy toczą się zbyt szybko. Jeśli potrafimy się nie spieszyć, będziemy w stanie przetwarzać nawet najbardziej trwałą traumatyzację – kawałek po kawałku, w ciągły sposób”[x]

             Na kilka lat zaniechałam kontaktu z terapią czaszkowo-krzyżową i oddałam się studiowaniu w Instytucie Medycyny Chińskiej i Profilaktyki Zdrowia a następnie w Instytucie Medycyny Klasztornej. Jednak ziarno miłości do terapii czaszkowo-krzyżowej zostało zasiane i ponad dwa lata temu nadszedł moment dojrzałej decyzji o powrocie do tej niezwykłej metody, zarówno w roli ucznia, jak i klienta.

BIODYNAMICZNA TERAPIA CZASZKOWO-KRZYŻOWA – DOŚWIADCZENIA KLIENTKI

„dwie ważne nauki, które ludzkości
przyniesie XXI wiek:
krzywdzić kogoś to krzywdzić siebie
gdy uzdrawiasz siebie, uzdrawiasz świat”[xi]

            Uczestniczenie we własnych sesjach terapii czaszkowo-krzyżowej przyniosło wiele korzyści we wszystkich sferach mojego życia, zarówno w sferze fizycznej, jaki i psychicznej czy emocjonalnej. W miarę upływu czasu zmniejszało się napięcie mięśni szkieletowych
a także mięśni gładkich, budujących ściany narządów wewnętrznych. Skamieniałe
i opancerzone ciało zaczęło rozluźniać się, odprężać i odważnie rozgaszczać w przestrzeni. „Doświadczenia traumatycznych przeżyć i wstydu (traumy wieku rozwojowego) angażują nerw błędny. […] Jeśli po stresującej sytuacji nie rozładujemy się i nie uregulujemy układu nerwowego, pozostający w ciele ślad może spowodować stany reaktywności i „rozłączenia”. Są to wzorce pozostające w powięzi i przyczyniające się do powstawania bólu fizycznego i psychicznego”[xii].

            Po raz pierwszy zaczęłam odczuwać, że przepona i mięśnie międzyżebrowe są tworami kurczliwymi, a pełny zakres ich pracy umożliwia wykonywanie głębokich wdechów i wydechów płucnych. To było zdumiewające odkrycie – można oddychać całą sobą. „Oddech jest źródłem ruchu, który powoduje, że przepona regularnie dotyka bijącego serca. Z ruchu przepony korzystają też narządy wewnętrzne, co przekłada się na sprawniej przebiegające procesy trawienne. Życie to ciągły ruch, który zanika dopiero w momencie śmierci. Właśnie dlatego wolny, głęboki oddech brzuszny jest tak ważny dla dobrego zdrowia i samopoczucia”[xiii].  

            Powoli rozpuszczały się punkty inercji w mięśniach szyi, grzbietu i miednicy, dzięki czemu minęły dokuczliwe, przewlekłe bóle głowy oraz kręgosłupa w odcinku szyjnym, lędźwiowym i krzyżowym. Praca w stawie skroniowo-żuchwowym ograniczyła bruksizm i zniwelowała poranne bóle szczęki, żuchwy i kości skroniowych. Sukcesywne regulowanie pracy nerwu błędnego złagodziło napięcie ścian żołądka, jelit i zaburzenia rytmu serca. Narządy wewnętrzne zaczęły wyciszać się i uspokajać. Również powięź przestała być za ciasnym kombinezonem, a w ciele stopniowo pojawiała się elastyczność, sprężystość i powolne wychodzenie ze stanu zamarcia. „Niezaspokojone potrzeby i nierozwiązane uczucia są zatrzymywane w ciele i układzie nerwowym w formie nierozładowanego pobudzenia, które utrzymuje się jako fizyczne napięcie lub też stan zapadnięcia i zamrożenia”[xiv].

            Zdecydowanie poprawiła się jakość snu, który stał się głębszy, spokojniejszy i nieprzerywany. Rano zaczęłam budzić się wypoczęta i zregenerowana, a ciało nie było już tak sztywne i odrętwiałe. Powoli mijało chroniczne zmęczenie i niedobory energetyczne wynikające z istnienia wielu nienaturalnych punktów podporu, zwiększał się poziom sił witalnych i żywotność. Zmieniła się świadomość ciała i jakość kontaktu z nim. Terapeuta stopniowo uczył mnie nawiązywać świadomą relację z poszczególnymi częściami ciała. Zachęcał do dostrzegania w nim mocnych stron i traktowania ich jako wspierających zasobów, z których można czerpać siłę i wzmocnienie nie tylko podczas sesji, ale również w codziennym życiu. „Czymkolwiek są nasze zasoby, mogą pomóc nam utworzyć zdrowsze połączenie z wzorcem traumy. Ustalają one miejsce zdrowia, z którego możemy poruszać się naprzód z uczuciem schronienia i równowagi. Zapewniają rodzaj uzdrawiającego punktu podporu (ang. healing fulcrum). Gdy mamy zapewnione zasoby, możemy znowu dotknąć urazu bez ulegania ponownej traumie, umożliwiając wzorcowi przetworzenie się
i uwolnienie”[xv].    

            Uważność na swój organizm, dialog z jego poszczególnymi częściami, docenianie przejawów zdrowia i szanowanie miejsc niedomagających zwiększyły moje zaufanie do ciała, ograniczyły częstotliwość dysocjacji i odcieleśnienia. Uczyłam się w trakcie sesji kontaktu nie tylko ze swoją fizycznością, ale również z emocjami i przestrzenią wokół oraz podejmowałam próby nazywania tego, co się we mnie w danym momencie wydarza. „[…] felt sense wyłania się na skrzyżowaniu tego, co psychologiczne, i tego, co fizjologiczne, i pozwala nam formować znaczenie z doświadczenia cielesnego. […] Percepcja felt sense łączy świadomość reakcji naszego ciała równocześnie z reakcjami emocjonalnymi i myślami, i te połączone doświadczenia, z których każde należy do innego porządku istnienia, pozwalają nam nadać sens naszemu światu wewnętrznemu”[xvi].

            W miarę upływu czasu uwalniało się wiele wzorców doświadczeń, co bywało trudne, ale stopniowo przynosiło ulgę i ukojenie, zarówno na poziomie ciała, jak i umysłu. Powoli pojawiały się zrozumienie, akceptacja a nawet poczucie szacunku dla swojej historii, której nie można zmienić, ale którą można przyjąć, uznać i nauczyć się być z nią z pozycji czułego obserwatora. Pojawiło się obce dotychczas uczucie zaufania do siebie, swojego ciała i informacji z niego płynących. Po pewnym czasie, równocześnie z pozytywnymi zmianami zachodzącymi w ciele pojawiły się też docenienie, wdzięczność i uznanie dla mądrości ciała, jego zdolności do autoregeneracji i samouzdrawiania, a razem z tym nadzieja na poprawę jakości życia. „Dziś jestem raczej przekonany, że jedyne granice naszych zdolności do samouzdrawiania to te, które stawiamy sobie sami. […] Dziś już wiem, że to pacjent uzdrawia się sam, a ja mam zaszczyt obserwować ten proces i – być może – brać w nim udział. Dziś już wiem, że jestem uczniem, a moim nauczycielem jest pacjent”[xvii]

            Dostrzegałam, że efekty kolejnych sesji kumulują się, a pozytywne zmiany zapisują w ciele i utrwalają. Uczyłam się stwarzać pomiędzy sesjami warunki sprzyjające utrzymaniu długotrwałości efektów terapii. „Od kiedy zacząłem go leczyć cztery lata temu, przyjeżdża na tydzień – trzy, cztery razy w roku. Jego stan ciągle się poprawia, nawet w okresie między sesjami terapeutycznymi. Tak właśnie działa terapia cranio-sacralna – uruchamia proces samoleczenia. Pacjenci często są w lepszym stanie, kiedy przychodzą na kolejną wizytę, niż byli na poprzedniej sesji”[xviii].

            Każda sesja terapeutyczna była inna. Organizm, niezależnie od przeszłych traumatycznych doświadczeń, podlegał dynamice bieżących wpływów. Sesje oprócz konkretnych, wymiernych zmian w ciele fizycznym i fizjologii, przynosiły zmiany w sposobie postrzegania siebie nie tylko jako konglomeratu komórek, ale przede wszystkim uświęconą przestrzeń współistniejącą z przestrzenią wokół. Doświadczanie w trakcie osobistych sesji swojego wnętrza przepełnionego światłem i przepływem, zjednoczonego z otoczeniem, a jednocześnie utrzymywanego w bezpiecznych granicach biosfery, było ekstatycznym przeżyciem. Było powrotem do Źródła.

            Szczególnie wzruszające i transformujące były sesje ukierunkowane na zaiskrzenie serca, zaiskrzenie w trzeciej komorze mózgu oraz ekspresję układu nerwowego z obserwacją komór mózgowych. W trakcie tych bardzo intymnych procesów pojawiały się niezwykłe doznania. Obserwowałam diamentowy pył, świetlisty blask, złotą poświatę, tęczowe smugi przenikające całe wnętrze. Doznawałam przypływu żywotności, potencji, wewnętrznej mocy i połączenia z uniwersum. Jakbym rodziła się na nowo. „Jak uczył mnie dr Paul Walter, przewodniczący doktorantów na uniwersytecie Stanu Virginia: „Czym mamy być, tym wciąż się stajemy”. Ten szacunek dla naszego indywidualnego procesu rozwoju jest charakterystyczny dla podstaw terapii cranio-sacralnej i uwolnienia somato-emocjonalnego”[xix].

BIODYNAMICZNA TERAPIA CZASZKOWO-KRZYŻOWA – REFLEKSJE PRZYSZŁEGO TERAPEUTY

Być może dopiero wtedy, gdy nie wiemy, co zrobić, znajdujemy naszą prawdziwą misję,
i gdy nie wiemy już, jaką pójść drogą, zaczynamy swą prawdziwą wędrówkę.
Wendell Berry[xx]

            Czas przygotowywania się do roli terapeuty czaszkowo-krzyżowego był głęboko transformujący. To okres nie tylko zdobywania wiedzy i umiejętności zawodowych, ale przede wszystkim proces kształtowania postaw, przemodelowania sposobu patrzenia na siebie, drugiego człowieka i otaczający świat. Przekonałam się, że znajomość terapii czaszkowo-krzyżowej zmienia percepcję rzeczywistości. Ta metoda jest darem nie tylko dla klienta, ale również, a może przede wszystkim, dla terapeuty. To nie tylko dziedzina medycyny alternatywnej ale nade wszystko sposób na życie. Dzięki terapii czaszkowo-krzyżowej zaczęłam wprowadzać do swojego życia konstruktywne zmiany oraz utrwalać te rozpoczęte wcześniej. „[…] jako terapeuta muszę pracować nad nawiązaniem głębokiego kontaktu z sobą samym, zanim zdołam naprawdę dotrzeć do drugiej osoby. Muszę się skonfrontować i zaprzyjaźnić z moimi własnymi myślami, uczuciami i emocjami”[xxi].  

            Koncepcje terapii czaszkowo-krzyżowej są, moim zdaniem, doskonałym przepisem na dobre, spełnione, satysfakcjonujące życie. Zasady kierujące umiejętnym przeprowadzeniem sesji terapeutycznej są wspierające również poza sesjami treningowymi i zjazdami szkoleniowymi, dlatego staram się je, w miarę możliwości, wprowadzać do codzienności.

            Co terapia czaszkowo-krzyżowa może wnieść do prywatnego życia terapeuty?

            Rytuały kontaktu budujące fundament sesji terapeutycznej przypomniały mi, jak bardzo wspierające mogą być zwyczajne, drobne gesty, osadzające w przestrzeni i dające poczucie bezpieczeństwa. Poranna medytacja, zapalona świeczka, bukiet kwiatów na stole, celebracja kawy podanej w ulubionej filiżance, przeczytany przed snem wiersz Rupi Kaur mają znaczenie.

            Umiejętność wyznaczania bezpiecznych granic fizycznych i mentalnych, elastyczność w ich poszerzaniu, ale też zdecydowana ochrona, kiedy zachodzi taka potrzeba. Negocjacja osobistej przestrzeni, z jednoczesnym poszanowaniem przestrzeni drugiego człowieka i bycie w tym ani zbyt inwazyjną, ani za bardzo zdystansowaną. Doskonalenie zrównoważonej, aktywnej obecności w kontakcie z sobą samą i otoczeniem. „Bycie obecnym oznacza bycie z drugą osobą z uwagą, intencją i zaangażowaniem. Dr Stone pisze, że te trzy wartości są esencją uzdrawiającej relacji. […] Uzdrawiająca relacja polega na obecności, współczuciu, miłości i jedności na najgłębszym poziomie”[xxii]. Nieobojętność wobec potrzeb innych osób, bez tracenia z pola widzenia siebie i swoich potrzeb. Bycie uważną na słowa, których używam w dialogu z innymi, ale również z sobą samą. Budowanie pola relacyjnego bez presji oczekiwań i osądów, z punktu widzenia obiektywnego obserwatora, neutralnego widza, empatycznego świadka, a czasami nawet czułej przewodniczki. 

            Uczenie się siebie i pielęgnowanie wewnętrznego dialogu. Jak się teraz czuję? Co odczuwa moje ciało? Co się we mnie wydarza, w moich tkankach, emocjach, myślach? Spowolnienie, zatrzymanie się, danie sobie czasu. Zaopiekowanie się sobą. Co mogę teraz dla siebie zrobić? Może usiądę i pooddycham do miejsca dyskomfortu? Może pozwolę sobie na nicnierobienie? Może wystarczy, że będę dla siebie wyrozumiałą towarzyszką z odwagą podążającą za tym, co się pojawia, z ciekawością idącą za tym, co nieznane? Niezapominanie, że wszystko nieustannie się zmienia i z wyrozumiałością akceptowanie takiego biegu rzeczy. Przyjmowanie wydarzeń z uwagą, bez nadmiernego wartościowania, klasyfikowania i automatycznego, nawykowego reagowania. Budowanie poczucia bezpieczeństwa, spokoju i pewności siebie niezależnie od okoliczności. Terapia czaszkowo-krzyżowa uczy szacunku do tego, co czujemy w związku z różnymi wydarzeniami oraz zaufania do informacji płynących z ciała. „Od momentu, kiedy w moim życiu pojawiły się pierwsze doświadczenia z układem cranio-sacralnym, przekonywałem się coraz bardziej, że zaufanie jest odpowiedzią na wiele życiowych niepokojów i zmartwień. […] Terapia cranio-sacralna uczy zaufania. Zaufania do układu cranio-sacralnego, do wewnętrznej mądrości pacjenta czy klienta, a także do siebie samego jako terapeuty”[xxiii].    

            Wykształciłam w sobie nawyk wyznaczania zewnętrznych i wewnętrznych kotwic w postaci punktów podporu i linii środka. „Pojęcie kotwic pochodzi z programowania neurolingwistycznego, ale zostało zaadaptowane w kilku terapiach następstw traumy. Zasadniczo kotwica to konkretny, obserwowalny zasób. […] Odpowiednia kotwica daje pacjentowi poczucie (na poziomie somatycznym i emocjonalnym) wytchnienia i dobrostanu”[xxiv]. Wizualizacja tylnego punktu podporu oraz linii łączącej ciało z ziemią i niebem pomaga zwiększyć pewność siebie, daje energię do działania i bezpieczne osadzenie w rzeczywistości. Poranna medytacja z linią środka daje oparcie w sobie samej i jest informacją, z jakim samopoczuciem rozpoczynam dzień i jak się teraz mam. „Jesteśmy dynamicznym systemem zorganizowanym wokół punktu i wokół linii”[xxv]. Przed każdym ważnym spotkaniem, wydarzeniem czy sprawą do załatwienia poświęcam kilka minut na rytuał wyznaczania granic kontaktu, wytyczania punktów podporu, sprawdzenia linii środka. Dzięki temu nawykowi zyskuję siłę, zdecydowanie w działaniu, skuteczność i szeroką, bezstronną perspektywę. Daje mi on możliwość widzenia rzeczy takimi, jakimi obiektywnie są, dostrzegania całości kontekstu bez pomijania szczegółów a w związku z tym szansę na adekwatne reagowanie. W konsekwencji coraz rzadziej ograniczają mnie zakłopotanie, niezdecydowanie, wątpliwości czy nieśmiałość.

            Mam poczucie, że umiejętność wizualizacji wewnętrznej linii środka, punktów podporu oraz zewnętrznych granic sprzyja uzyskaniu harmonii i równowagi, zarówno w sferze cielesnej, jak i mentalnej. Zmienia się fizyczna postawa ciała i pojawia poczucie zajmowania właściwego miejsca w świecie. Praktykowanie tych umiejętności pomaga mi w utrzymaniu prawidłowej sylwetki i balansu podczas treningu Tai Chi oraz ułatwia stabilizację tułowia w pozycji medytacyjnej, wprowadzając do praktyki pewnego rodzaju bezwysiłkowość. Staram się łączyć wymienione rytuały z codziennym odnajdowaniem w sobie neutralnego punktu, z pozycji którego obserwuję otoczenie i zachodzące w nim zjawiska. Daje mi to możliwość dostrzegania różnych punktów widzenia, przyjmowania właściwej optyki a także uczestniczenia w życiu bez konieczności ciągłego wewnętrznego interpretowania, komentowania, oceniania, odnoszenia się czy zajmowania stanowiska. Taki rodzaj pozytywnego nieangażowania się ułatwia mi funkcjonowanie w teraźniejszości, ale też pomaga w przyjęciu i uznaniu wydarzeń z przeszłości, zwłaszcza z okresu dzieciństwa. Zrozumiałam teraz, że mogę być w relacji z własną historią i przeszłymi doświadczeniami bez poczucia niemocy i obezwładniającego odrętwienia. Mogę tworzyć własną historię na nowo i na tej bazie budować stabilną przyszłość. „Stabilność wczesnego kontaktu jest szczególnie ważna w kształtowaniu indywidualnych wzorców relacji z ciałem, z self i z innymi ludźmi. Obniżona zdolność do samoregulacji może negatywnie wpłynąć na człowieka na całe jego dalsze życie. Jeśli zdrowa umiejętność samoregulacji nie staje się integralną częścią naszego rozwoju, tracimy stabilność, a bez tego fundamentalnego elementu nasze życie to walka. Uważa się, że dysregulacja afektu leży u podstaw podwyższonej podatności na stres, traumę, i uważa się ją za fundamentalny element problemów fizycznych i psychicznych”[xxvi].     

            Rutynowym zwyczajem stało się również poszukiwanie zasobu na każdy kolejny dzień. Poranne skanowanie ciała pomaga mi w odkrywaniu miejsc komfortu będących wspierającymi towarzyszami w ciągu dnia. Z upływem czasu zauważam, że jest ich coraz więcej i są coraz bardziej dostępne. Zdarza się nawet, że całe ciało staje się moim zasobem – przyjacielem w podróży. Terapia czaszkowo-krzyżowa uczy dostrzegania zasobów w sobie, w świecie zewnętrznym, we Wszechświecie, dzięki czemu zmniejsza się uczucie niepokoju, zagrożenia, osamotnienia, braku przynależności. Pokazuje, że wszędzie może być wsparcie, jeżeli tylko dam sobie szansę to dostrzec. Pozwala zrozumieć, że nic nie jest oddzielone, że wszystko tworzy połączoną ze sobą całość. „Integracja całego organizmu z jego otoczeniem prowadzi do osiągnięcia transpersonalnych poziomów poczucia „całości” i „jedności” z całym światem, a ostateczna integracja pozwoli stworzeniu stopić się ze Stwórcą. Można na to spojrzeć w inny sposób: nie tyle chodzi tu o połączenie, ile o przywrócenie głębokiej pamięci, zdjęcie wszystkich zasłon i masek”[xxvii]

             Zdolność dostrajania się do swojego ciała, bieżącego rejestrowania wrażenia bycia w ciele, wsłuchiwania się w naturalną inteligencję organizmu i podążania za nią jest bezcenną umiejętnością, którą zawdzięczam terapii czaszkowo-krzyżowej. Ze zdziwieniem zauważam, że sama dla siebie mogę być najcenniejszym zasobem. „Świadomość bieżących doznań cielesnych może nas zakotwiczać w teraźniejszości, w „tu i teraz”, ułatwiając rozdzielenie przeszłości od chwili obecnej. Kiedy jesteśmy świadomi własnych doznań cielesnych, istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że zagubimy się lub utkniemy w przeszłości”[xxviii].

            Nieustannie przekonuję się, że skupienie uwagi na tym, co pozytywne, wzmacnia to i powoduje, że zasoby rozrastają się, a miejsca dyskomfortu tracą na sile. W celu osłabienia i wyciszenia negatywnych odczuć płynących z niedysponowanych miejsc w ciele stosuję poznaną w Europejskim Centrum Terapii metodę wahadłowania. Również ból emocjonalny, w zetknięciu ze wzruszającymi przeżyciami, cudami natury, dziełami kultury i sztuki, traci na sile. „Podziwu wobec świata można doświadczyć zarówno w chwilach niezwykłych, jak i w tym, co spotyka nas na co dzień. […] Jeśli chcemy, by pojawił się w nas podziw wobec świata, powinniśmy zazwyczaj zwolnić tempo, aczkolwiek czasami jest to tak potężne doświadczenie, że wkracza znienacka w nasze zagonione życie i jesteśmy wówczas jak rażeni gromem. Muzyka i sztuka to dwa łatwo dostępne źródła podziwu i zachwytu wobec świata, podobnie jak bogactwo i rytmy przyrody”[xxix].

            Terapia czaszkowo-krzyżowa uczy mnie wychwytywania i doceniania drobiazgów, zrozumienia, że wszystko ewoluuje i we wszystkim jest zawarty potencjał wzrostu, rozwoju i zdrowienia, nawet w punktach inercji. A może przede wszystkim w nich. To jest metoda, od której otrzymałam narzędzia reorganizacji i nadzieję, że traumy zapisane w pamięci ciała mogą zostać bezpiecznie przeżyte, a następnie uwolnione. „Traumatyzacja pozostaje tak długo, jak długo nie jesteśmy w stanie uzyskać dostępu do zasobów, by ukończyć proces jej rozpraszania i uwalniania. Traumatyzacja nie jest wspomnieniem przeszłości, lecz doświadczeniem niesionym w teraźniejszości, które może mieć swoje korzenie w przeszłości”[xxx]. Niezależnie od wieku i okoliczności zewnętrznych mogę wrócić do siebie, do swojego wewnętrznego domu, do swojej linii środka, do przepływu, do poczucia lekkości, światła i przestrzeni. Mogę przyjąć siebie. Urodzić się na nowo. „Życie daje nam wspaniałą możliwość nauczenia się, w jaki sposób ograniczamy samych siebie. Jak maskujemy samych siebie. Może być ono piękną podróżą wyzwolenia i podążania za chwilą obecną. Nasza wolność działania daje nam możliwość odkrywania świata z uwagą i pełną świadomością”[xxxi]

            Terapia czaszkowo-krzyżowa uczy mnie, że i w pracy terapeutycznej, i w pracy nad sobą warto wychodzić poza strefę komfortu, kierować uwagę tam, gdzie jest trudność, podążać do miejsc napiętych i problematycznych. Odważnie i z ciekawością eksploruję ciało. Z życzliwością i łagodnością przyglądam się wnętrzu, zapraszam rozluźnienie, miękkość, ciszę, stan równowagi. Pozwalam, żeby oddech życia wypełniał mnie ciągle na nowo. Czasami wyobrażam sobie dłonie, które przeprowadzają ze mną proces autoterapii. Staram się rozpoznawać wzorce nie tylko w ciałach osób podczas sesji treningowych, ale również w swoim organizmie, z zadowoleniem zauważając, że stopniowo tracą na sile pozwalając na zaistnienie nowej, pozawzorcowej, bezpiecznej przestrzeni.     

            Staram się mniej myśleć a więcej czuć, wychodzić poza koncepcje i oczekiwania w stosunku do siebie i świata. Uczę się ufać sobie i swoim odczuciom. Coraz odważniej poddaję się prowadzeniu Wewnętrznemu Uzdrowicielowi i Wyższej Inteligencji. Od kiedy pamiętam intuicja była obecna w moim życiu, jednak zazwyczaj lekceważyłam ją i zagłuszałam działaniem z poziomu logicznego umysłu. Teraz uważnie wsłuchuję się w jej głos, świadomie zwalniam tempo życia, buduję głębszą więź z naturą i wsłuchuję w ciszę Długiego Pływu. Dzięki temu jestem coraz mocniej w koherencji serca, otwieram się na komunikację z intuicją i respektuję jej wskazania.

            Wiele narzędzi, które poznałam w Szkole Terapii Czaszkowo-Krzyżowej stosuję w celu poprawienia jakości swojego życia. Wspomniałam już wcześniej o kształtowaniu nawyku wyznaczania punktów podporu, granic kontaktu, szukaniu neutralnego punktu obserwacji rzeczy i zdarzeń, kontrolowaniu na bieżąco linii środka czy wahadłowaniu do miejsca zasobu, kiedy w ciele pojawia się jakaś dysfunkcja. Treningowe sesje terapii czaszkowo-krzyżowej uczą mnie również uważnego formułowania intencji przyświecającej każdemu działaniu i częstego kontrolowania jej jakości. Uwrażliwiają na przestrzeganie czystości myśli, gestów, wypowiadanych słów, odpowiedniego sposobu traktowania siebie, drugiego człowieka, otaczającego świata. Dyscyplinują do bycia w kontakcie z każdą chwilą, w skupieniu na wykonywanej w danym momencie czynności. Przypominają, że dobrze jest wyznaczać priorytety, selekcjonować sprawy ważne, warte naszej obecności, uwagi i zaangażowania od tych, którym nie warto poświęcać czasu i energii. Umacniają w przekonaniu, że wrażliwość, empatia, współodczuwanie, delikatność, łagodność, czułość, aktywne słuchanie, stwarzanie bezpiecznej przestrzeni, dostępność dla drugiej osoby, dla siebie mają terapeutyczne znaczenie i pozwalają na głębokie przeżywanie świata. „Czułość personalizuje to wszystko, do czego się odnosi, pozwala dać temu głos, dać przestrzeń i czas do zaistnienia, i ekspresji. […] Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”. Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym, współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny”[xxxii].

            Sesje treningowe pokazują, że rzeczy nie zawsze są takimi, jakimi wydają się być w pierwszym kontakcie, a trzystopniowy proces dr Rollina Beckera może mieć również pozaterapeutyczne zastosowanie. Czy to co widzę jest prawdą? Czy moja interpretacja jest właściwa? Co organizuje tę sytuację? Jeżeli nie jestem pewna odpowiedzi, przypominam sobie, że warto poczekać w ciszy aż sytuacja osadzi się na tyle, że pojawi się prawdziwy obraz rzeczywistości.

            Z praktyki treningowej do życia codziennego zabieram również pamięć o konieczności zachowania balansu pomiędzy obowiązkami a wypoczynkiem, o nienadużywaniu siebie nadmiernym zaangażowaniem w działanie. Pozwolenie na wu wei, na to, żeby sprawy toczyły się bez niepotrzebnej ingerencji, napięcia i presji oczekiwań jest dla mnie ciągle jeszcze nowym doświadczeniem.

            Uczenie się terapii czaszkowo-krzyżowej zmobilizowało mnie do systematycznego stosowania znanych wcześniej, a na pewien czas zaniechanych metod pracy z ciałem. Powróciłam do regularnych sesji grupowego rebirthingu i treningu Tai Chi stylu Yang, skanowania ciała w konwencji kursu Mindfulness oraz regularnej medytacji. Wprowadziłam w życie strategię automapowania ciała i autodialogu w sytuacjach w których czuję zbliżający się stan zdysocjowania i odcieleśnienia. Dzięki tym technikom mija subiektywne odczucie zagrożenia i następuje szybki powrót do doświadczania siebie, kontaktu ze sobą i ugruntowania w poczuciu bezpieczeństwa. „Wiadomo, że dzieci cierpiące z powodu odłączenia od relacji przejawiają skłonność do zamykania się w sobie i dysocjowania. To, co początkowo ma być wewnętrzną obroną przed nieznośnym bólem psychicznym, staje się przeszkodą na drodze integracyjnych procesów świadomości, powodując zahamowanie zdrowego przywiązania”[xxxiii].

            W relatywnie trudnych sytuacjach stosuję oprócz wahadłowania inne techniki augmentacji. Poszerzam pole percepcji, dzięki czemu zyskuję dystans i w konsekwencji większą pewność tego, co się rzeczywiście dla mnie wydarza. Wracam do kontaktu z obecną chwilą i szczegółami otoczenia, żeby urealnić sytuację. Aktywuję gałąź brzuszną nerwu błędnego stosując kilka głębokich, powolnych, długich, świadomych wydechów płucnych. Kiedy potrzebuję mentalnego wzmocnienia wykonuję medytację „Podróż rybki” albo niezwykle dla mnie ważną medytację w ruchu przez cztery etapy rozwoju zarodkowego, poznaną podczas kursu „Embriologii” Jaapa van der Wala. O wpływie tego kursu na moje życie i jego znaczeniu dla przyjęcia siebie jako istoty mogłabym napisać osobną pracę.

PODSUMOWANIE

„Zrozumiałam […], że jest mnie więcej, niż sobie do tej pory wyobrażałam. […]
 Jestem – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata”[xxxiv].

            Wiedza o której tutaj wspominałam nie była mi zupełnie obca. Spotkałam się z nią już wcześniej na wielu kursach, szkoleniach, warsztatach i sympozjach. Jednak dopiero nauka terapii czaszkowo-krzyżowej skonsolidowała te wiadomości i umiejętności, dzięki czemu stały się bardziej dostępne i mogę je stosować nie tylko w praktyce terapeutycznej, ale również w codziennym życiu, z wdzięcznością czerpiąc z ich potencjału.

            Terapia czaszkowo-krzyżowa jest jak chwyt krzyżowo – potyliczny czy krzyżowo – sitowy integrujący i wyrównujący wcześniejszą pracę w trakcie sesji i dostrajający do naturalnego punktu podporu. Myślę, że tym punktem może być serce, po raz pierwszy otwierające się, powoli, ale z coraz większym zaufaniem. „Gdy nasze umysły są spokojne, a serca pozostają otwarte, możemy dostrzec uniwersalną jakość miłości, która przenika wszechświat i utrzymuje go w całości. Miłość, współczucie i dobroć nie są koncepcjami czy ideałami, lecz żywym doświadczeniem jedności wszystkich rzeczy i naszego esencjonalnego powiązania z najgłębszym ze Źródeł”[xxxv]. To, co kiedyś było brakiem i przyczyną cierpienia, dzisiaj, przeżywane z perspektywy uzdrawiającego dotyku Biodynamicznej Ciszy może stać się dla mnie źródłem mocy. „Czy cierpienie jest rzeczywiście konieczne? Tak i nie. Gdybyś nie cierpiał nie byłoby w tobie głębi, pokory i współczucia. […] Ostrza cierpienia kruszą skorupę ego i takie cierpienie spełnia swoją rolę. Jednak cierpienie jest potrzebne do czasu, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie jest już konieczne”[xxxvi].

            Szkoła Terapii Czaszkowo-Krzyżowej zmieniła moje postrzeganie człowieka. Poruszający widok dwóch kwantowych linii środka obecnych podczas pracy ćwiczeniowej ze studentką będącą w ciąży pozostanie za mną na zawsze. Przede wszystkim jednak zmieniła postrzeganie samej siebie. Zrozumiałam, że wszystko, czego potrzebuję, mam w sobie, a siły, które mnie stworzyły, mają również moc prowadzenia i uzdrawiania mnie. Terapia czaszkowo-krzyżowa jest, mam nadzieję, ostatnią już bramą w drodze do siebie. Do zbudowania wewnętrznej i zewnętrznej tożsamości. Do jedności ze światem wewnątrz i na zewnątrz mnie. Do nieuwarunkowanej akceptacji.

Dorota Bańka

BIBLIOGRAFIA

Książki

  1. Dana Deb, Teoria poliwagalna w psychoterapii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020
  2. Gabler Karen M. , Ciało – konstrukcja doskonała, Galaktyka, Łódź 2018
  3. Gilchrist Roger, Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, Virgo, Warszawa 2013
  4. Heller Laurence, LaPierre Aline, Leczenie traumy rozwojowej, Wydawnictwo Instytutu Terapii Psychosomatycznej, Wrocław 2018
  5. Kern Michael, Mądrość ciała, Virgo, Warszawa 2012
  6. Pueblo Yung , Inward/ podróż w głąb siebie, Znak, Kraków 2021
  7. Rothschild Babette, Ciało pamięta, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2014
  8. Sills Franklin, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011
  9. Tokarczuk Olga, Czuły narrator, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020
  10. Tolle Eckhart, Mowa ciszy,

    buy doxycycline online

    Studio Astropsychologii, Białystok 2013

  11. Upledger John E., Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019
  12. Wirtz Ursula , Umieranie i stawanie się, Instytut Studiów Kulturowych Raven, Czeladź 2021
  13. Woodman Marion, Uzależnienie od doskonałości, Instytut Studiów Kulturowych Raven, Czeladź 2020

 

Źródła internetowe

  1. https://www.behance.net/Leśne ścieżki

[i] Roger Gilchrist, Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, Virgo, Warszawa 2013, str. 62

[ii] Laurence Heller, Aline LaPierre, Leczenie traumy rozwojowej, Wydawnictwo Instytutu Terapii Psychosomatycznej, Wrocław 2018, str. 160

[iii] Marion Woodman, Uzależnienie od doskonałości, Instytut Studiów Kulturowych Raven, Czeladź 2020, str. 210

[iv] Yung Pueblo, Inward/ podróż w głąb siebie, Znak, Kraków 2021, str. 405

[v] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 93

[vi] Roger Gilchrist, Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, Virgo, Warszawa 2013, str. 62-63

[vii] John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 47

[viii] Roger Gilchrist, Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, Virgo, Warszawa 2013, str. 66

[ix] John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 183

[x] Michael Kern, Mądrość ciała, Virgo, Warszawa 2012, str. 258-259

[xi] Yung Pueblo, Inward/ podróż w głąb siebie, Znak, Kraków 2021, str. 5

[xii] Karen M. Gabler, Ciało – konstrukcja doskonała, Galaktyka, Łódź 2018, str. 105

[xiii] Karen M. Gabler, Ciało – konstrukcja doskonała, Galaktyka, Łódź 2018, str. 121

[xiv]   Laurence Heller, Aline LaPierre, Leczenie traumy rozwojowej, Wydawnictwo Instytutu Terapii Psychosomatycznej, Wrocław 2018, str. 25

[xv] Michael Kern, Mądrość ciała, Virgo, Warszawa 2012, str. 250

[xvi] Laurence Heller, Aline LaPierre, Leczenie traumy rozwojowej, Wydawnictwo Instytutu Terapii Psychosomatycznej, Wrocław 2018, str. 319

[xvii] John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 66

[xviii] John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 59

[xix]   John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 184

[xx] Cytat zaczerpnięto ze strony https://www.behance.net/Leśne ścieżki. Wendell Berry – amerykański poeta, pisarz, wykładowca akademicki, działacz społeczny i ekologiczny, rolnik.

[xxi] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 94

[xxii] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 93-94

[xxiii] John E. Upledger, Twój wewnętrzny lekarz i ty, Galaktyka, Łódź 2019, str. 145-146

[xxiv] Babette Rothschild, Ciało pamięta, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2014, str. 124

[xxv] Karen M. Gabler, Ciało – konstrukcja doskonała, Galaktyka, Łódź 2018, str. 123

[xxvi] Laurence Heller, Aline LaPierre, Leczenie traumy rozwojowej, Wydawnictwo Instytutu Terapii Psychosomatycznej, Wrocław 2018, str. 20

[xxvii] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 158-159

[xxviii] Babette Rothschild, Ciało pamięta, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2014, str. 141

[xxix] Deb Dana, Teoria poliwagalna w psychoterapii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020, str.254

[xxx] Michael Kern, Mądrość ciała, Virgo, Warszawa 2012, str. 251

[xxxi] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 162

[xxxii] Olga Tokarczuk, Czuły narrator, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020, str. 288

[xxxiii] Ursula Wirtz, Umieranie i stawanie się, Instytut Studiów Kulturowych Raven, Czeladź 2021, str. 299

[xxxiv] Olga Tokarczuk, Czuły narrator, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020, str. 263

[xxxv] Franklin Sills, Proces Polarity, Virgo, Warszawa 2011, str. 164

[xxxvi] Eckhart Tolle, Mowa ciszy, Studio Astropsychologii, Białystok 2013, str. 118