Słowem wstępu…
Praca ta będzie poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie co ma największy wpływ na dobrostan terapeuty czaszkowo-krzyżowego w ujęciu biodynamicznym podczas sesji? Jakie czynniki sprawiają, że terapeuta uznał przeprowadzoną z klientem sesję za pomyślną, serdeczną i komfortową?
W pierwszej części tej pracy rozwinę czym dla mnie jest dobrostan i jakie cechy według mnie powinna spełniać dobra sesja terapeutyczna, uwzględniając oczywiście dobre samopoczucie obydwu stron. W drugim rozdziale opowiem o tym jak terapeuta może o siebie dbać w codzienności, aby po prostu czuć się lekko w ciele i w duszy, co może też pośrednio wpływać na jakość sesji. Wspomnę o pozytywnym oddziaływaniu kontaktu z emocjami czy również zauważaniu impulsów płynących z ciała, o zdrowym działaniu snu, aktywności fizycznej, właściwym odżywianiu czy mocy oddechu. W trzeciej części odwołam się do tych wszystkich czynników, które mogą poprawić nastrój terapeuty czaszkowo-krzyżowego w ujęciu biodynamicznym podczas sesji, bezpośrednio już w gabinecie. Opiszę rolę uważności, obserwacji, czucia sympatii do klienta i jego akceptacji.
PUNKT WIDZENIA, DOBROSTAN, PRZESTRZEŃ TERAPEUTYCZNA
Subiektywnie – jako przyszła terapeutka
Zdecydowałam, że w tej oto pracy będę pisać o swoich doświadczeniach z perspektywy osoby szkolącej się w obszarze biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej (BTCK). Teraz, po prawie dwóch latach nauki i zrealizowaniu niemal 150 sesji terapeutycznych (niezbędnych do ukończenia szkolenia) mogę śmiało opisać, co właśnie u mnie sprawdziło się najbardziej, jeśli chodzi o osiągnięcie mojego dobrostanu jako przyszłego terapeuty. A ten ma ogromne znaczenie dla przebiegu sesji i osiągnięcia przymierza terapeutycznego. Po wielu analizach myślowych, jak i sprawdzeniu poprzez ciało, po zapiskach w dzienniku i rozmowach z bliskimi wiem, co na mnie oddziałuje pozytywnie najbardziej, i co ma realne odzwierciedlenie w tym, jak realizowana jest dana sesja, jak czuje się pacjent, jak czuję się ja, jaka atmosfera panuje w gabinecie. Ze swojej perspektywy będę formułować wnioski na temat sposobów osiągnięcia dobrostanu, które mogą być również inspiracją dla obecnych i przyszłych terapeutów BTCK. Będę wymieniać i opisywać tylko te sposoby / techniki / metody, które sprawdzały się w wielu, jak nie w większości przypadków praktycznych sesji szkoleniowych. Upewniłam się więc co i dlaczego w tak dużym stopniu determinuje mój dobrostan.
Dobrostan
Stan, kiedy osoba subiektywnie odczuwa, że w jej życiu dzieje się dobrze, i to na wielu płaszczyznach: fizycznej, psychicznej i społecznej, to dla mnie właśnie dobrostan. Osoba będąca w dobrostanie może czuć się lekko, zdrowo, bezpiecznie i chce w nim być jak najdłużej. Dla wielu ludzi dobrostan może być o czymś innym. Dla kogoś to bycie ciągle wśród ludzi, z codziennymi zajęciami na siłowni, rozwijającą pracą i regularnymi, co miesięcznymi wycieczkami za granicę. Dla kogoś innego – spokojne życie z dala od zgiełku, ze spacerami co kilka dni i powtarzalnymi czynnościami. Jeden i drugi przykład pokazuje, jak bardzo się różnimy i czego potrzebujemy, by czuć się dobrze. Ze sobą i z otoczeniem. Ważne jest, aby być świadomym tego, co ma wpływ na ten dobrostan. Jakie czynniki determinują moje czucie się dobrze i co właściwie oznacza to „dobrze”? Tak, że mi miękko i lekko w ciele, czuję się wyspana i wypoczęta, najedzona, przygotowana do jakiegoś zadania, widziana i rozumiana przez innych? W moim przypadku tak właśnie jest, o czym będę więcej pisać w dalszej części tej pracy.
Komfortowa i pełna zaufania przestrzeń terapeutyczna
Czymże jest? Niczym innym jak poczuciem, że ta sesja była po prostu dobra, na wielu poziomach. Zarówno pacjent, jak i terapeuta czuli się swobodnie w swojej obecności, pozostając w życzliwym kontakcie. Pacjent czuł się akceptowany ze wszystkim, co wnosił, był wspierany i uzyskał od terapeuty niezbędne informacje na temat sesji, co mogło też sprzyjać poczuciu bezpieczeństwa. Terapeuta zadbał o spokojną przestrzeń gabinetową, w której sesja mogła odbyć się bez większych zakłóceń (choć nie zawsze mamy na wszystko wpływ, jak np. na remont sąsiada za ścianą), w tym o ciepły koc czy o odpowiednie dla klienta oświetlenie (z uwzględnieniem jego potrzeb). Duże znaczenie mają umiejętności komunikacyjne terapeuty, czy mówi zrozumiale, czy i jak zadaje klientowi otwierające na świadome czucie pytania, czy mówi w taktowny i wyważony sposób? Czy jest obecny tu i teraz, nastawiony na pracę terapeutyczną z tym akurat klientem i jego światem przeżyć? Czy jest empatyczny i daje miejsce na emocje klienta? A przy tym jednocześnie czy stawia granice i skupia się na swoich doznaniach z ciała (co pozwala mu nie wchodzić za bardzo w przestrzeń klienta) i dba o terminowe rozpoczynanie i kończenie spotkań? Zauważyłam, że dopóki terapeuta nie zadba najpierw o siebie i o swoje potrzeby, nie będzie potrafił z troską i otwartością odnosić się do klienta. Im lepiej zadba o swój odpoczynek, tym lepiej będzie mógł towarzyszyć pacjentowi.
Dlaczego terapeuta BTCK powinien dbać o swój dobrostan?
BTCK jest niezwykle delikatną terapią wywodzącą się z osteopatii, która oddziałuje na cały organizm. To praca z ośrodkowym układem nerwowym. Terapeuta uważnie obserwuje całe spektrum ruchu i energii w ciele pacjenta, a ten często zaczyna czuć wyraźniej sygnały płynące z jego ciała. Terapeuta dotyka delikatnie różnych części ciała pacjenta w obszarze stóp, kości krzyżowej, miednicy, przepony, wlotu klatki piersiowej i czaszki. W ten sposób terapeuta nawiązuje kontakt z tkanką łączną i podążając za jej ruchem uwalnia powstałe u osoby napięcia.
Terapeuta podczas swojej pracy przemieszcza się, raz stoi, raz siedzi, pochyla się, ale też długo trwa bez ruchu w danej pozycji (czasami nawet do 10 minut). Jest więc narażony np. na ból kręgosłupa czy skurcze. Żeby zachować względną wygodę, podpiera ręce na poduszkach, ale też – żeby utrzymać rozluźnienie, które pozwala mu więcej odczuwać z organizmu klienta – musi dbać o swoje ciało na co dzień. W dodatku klienci wnoszą swoje problemy, niekiedy sesje są naprawdę wyczerpujące, z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, stąd terapeuta powinien mieć w miarę uporządkowane sprawy ze swoimi emocjami i być opanowany. Klienci są naprawdę różni: po traumach, z zaburzeniami psychicznymi i osobowości, przewlekle chorzy, a także ci, którzy zawiedli się na medycynie konwencjonalnej. Często mają ogromne oczekiwania co do terapii, są roszczeniowi. Warto wtedy, żeby terapeuta umiał zadbać o swoje granice. Był wspierający, ale też rzeczowy, przy zachowaniu umiejętności negocjowania przestrzeni relacyjnej.
W BTCK liczą się więc nie tylko umiejętności palpacyjne, ale też werbalne. Co może być trudne – i w czym może pomóc dbanie o siebie – to bycie percepcją przy wielu czynnościach, jak zmiana chwytów, podążanie za procesem i jednocześnie skupienie się na rozmowie. Dlatego specjalista powinien być nie tylko neutralny, otwarty, ale też spostrzegawczy, uważny.
Przeciętna sesja BTCK trwa ok. 1h. W tym czasie, kiedy pracuje poprzez ciało, ani nie może wyjść z gabinetu do toalety ani raczej też czegoś napić się czy zjeść, ponieważ cały czas pracuje przy pacjencie i nie oddala się od niego. Jeśli terapeuta nie zrobi sobie przerwy między sesjami to za chwilę ma kolejną osobę. Stąd tak bardzo potrzebna jest terapeucie praca nad regulacją własnego układu nerwowego, ze względu na wiele przeciążeń psychicznych, ale i fizycznych. Warto dodać, że klienci nie zawsze przychodzą czyści i pachnący. Terapeuta pracuje przed dotyk, skóra do skóry oraz przez ubranie, nie używając rękawiczek (te jedynie są potrzebne do pracy w jamie ustnej). Może być więc narażony na złapanie jakiejś choroby, jak przeziębienia, ale też świerzbu, egzemy czy wszy lub zarazić się koronawirusem SARS-CoV-2.
Dla specjalisty BTCK konieczne jest dbanie o dobrostan, ponieważ dodatkowo musi zrealizować w miesiącu konkretną ilość sesji, żeby móc się utrzymać. Zakładając, że terapeuta weźmie ok. 200 zł netto za sesję musiałby mieć ok. 14 sesji w miesiącu, żeby zarobić najniższą krajową, czyli na rok 2023 ok. 2700 zł, a 25 sesji, aby osiągnąć średnią krajową, czyli ok. 5000 zł. Oczywiście ta ilość sesji i tym samym zarobek z nich płynący nie uwzględnia podatku, składek społecznych i zdrowotnej oraz opłaty za gabinet (za miesiąc nawet 2000 zł netto). Zatem tych sesji musiałoby by być znacznie więcej, czy to przy małym, czy dużym ZUS-ie. Nie należy też zapomnieć, że terapeuta też człowiek i ma swoją wydolność – nawet przy nieustannym opiekowaniu się sobą. Ja mogłabym na ten moment wykonać 4 sesje dziennie, żeby być świadoma procesu i pozostawać w kontakcie z pacjentem. Dobrze też by było mieć 1 dzień wolny w tygodniu roboczym. Wówczas okazuje się, że mogłabym robić tygodniowo 16 sesji. Nie zawsze też mam pewność, czy klient się pojawi. To dodatkowy stresor i warto, gdyby terapeuta też umiał sobie radzić i w takich sytuacjach.
Bycie terapeutą BTCK to całkiem spory trud. Nawet jeśli będzie wypoczęty, dobrze odżywiony i uziemiony, może przyjść taka sytuacja, która wytrąci go z równowagi. Dźwięk telefonu, którego zapomniał wyłączyć klient; szczekający nieustannie za oknem pies; ważna i smutna wiadomość od bliskich akurat przed wejściem klienta, która kompletnie psuje humor; niespodziewana wizyta właściciela lokalu, który koniecznie w tym momencie chce porozmawiać. Może pojawić się wówczas u terapeuty frustracja, ale też pewnego rodzaju bezsilność – pomimo tego, że może być świetnie przygotowany i w dobrostanie. I to naturalne, bo nie na wszystko mamy wpływ, a pojawiające się różnego rodzaju emocje i nastroje to ludzka sprawa. Warto być ich świadomym.
DOBROSTAN TERAPEUTY NA CO DZIEŃ
W tym rozdziale wymieniam i opisuję wszystkie te narzędzia, które nie dotyczą stricte samej sesji, a sposobu życia terapeuty BTCK i tego, co dzieje się przed sesją i po niej – a które mają duży wpływ na przebieg spotkania z pacjentem. Jak się okazuje to, jak terapeuta śpi, odżywia się, odpoczywa, jakie ma relacje ze sobą i z innymi ludźmi, jak funkcjonuje na co dzień – ma kluczowe znaczenie dla relacji terapeutycznej i tego, jak prowadzi sesję. Skupię się teraz na tych czynnikach.
Sen
O roli snu i odpoczynku piszę na początku, ponieważ są to dla mnie najbardziej istotne punkty i w najwyższym stopniu decydują o swobodnym i wspierającym przebiegu sesji. Jeśli terapeuta czuje się dobrze fizycznie, zadbał o odpowiedni, co najmniej 8-godzinny sen (i położył się wcześniej niż o północy) oraz umie odpoczywać, to już połowa drogi do sukcesu. Zauważyłam, że gdy byłam niewyspana lub zwyczajnie zmęczona jakimiś zadaniami sprzed sesji – automatycznie spadała moja zdolność koncentracji i bycia w całości uwagą dla klienta. „Kiedy śpimy, nasze ciało przechodzi proces samoodbudowy. To właśnie wtedy nasze jelita zyskują chwilę odpoczynku od trawienia, mózg się oczyszcza i usuwa złogi nagromadzone w ciągu dnia, a komórki naszego ciała ulegają regeneracji” (LePera 2022, 154). Sen ma więc ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego, jak i dla przebiegu sesji BTCK.
Ruch
Moje ciało tęskni za ruchem – zostało przecież stworzone do tego, aby się ruszać! Gdy wyjdę na spacer, nawet nieopodal mojego bloku, od razu lepiej myślę i łatwiej oddycham, co zdecydowanie przekłada się na to, że jestem bardziej wypoczęta i mam lepszy kontakt ze swoimi zmysłami podczas sesji BTCK. Dość szybko można poczuć się szczęśliwiej i relaksująco. Dzięki choćby codziennemu spacerowi poprawia się zdrowie mózgu, co stymuluje powstawanie nowych ścieżek neuronowych i wzmacnianie istniejących (Lepera 2022, 158). Bardzo to doceniam!
Oprócz spacerów, takich pełnych uważności i wytchnienia, ogromną rolę w ostatnich latach wpływa na mnie joga. „Joga pobudza energię i siły witalne, a jednocześnie uspokaja umysł” (Bourne 2011, 94). Zauważyłam, że z czasem, praktykując jogę, zaczęłam wykonywać coraz więcej trudniejszych pozycji, zyskując jednocześnie możliwość skorzystania z uspokajającej mocy oddechu. O to w sumie chodzi, aby podczas treningu wchodzić w głębsze, a zarazem trochę unieruchamiające stany, które mogą wiązać się z zamrożeniem – ale wchodzi się w nie świadomie i z mniejszym lękiem. Wówczas nerw błędny uczy się kontrolować reakcję stresową, i przy tym łatwiej wracać do stanu spokoju i bezpieczeństwa (LePera 2022, 160). Ta umiejętność może być też pomocna podczas sesji BTCK, bo jeśli pojawia się jakiś trudny moment, to szybciej go wychwytuję, wprowadzając też oddech – u siebie, ale i proponując skupienie na nim uwagi pacjentowi.
Kontakt z emocjami
Jeśli mam kontakt ze swoimi emocjami i potrafię je wyrazić, będę czuła w sobie więcej energii. Jeśli nie – będę czuła się odrętwiała, zmęczona. Zablokowane emocje mogą prowadzić do lęku. A tego przecież nie chcę dla klientów w BTCK. „Aby zmienić swoje nastawienie i zyskać dostęp do własnych emocji, konieczne jest odwrócenie uwagi od swojej głowy i skupienie się na swoim ciele. Emocje są na ogół przytrzymywane w ciele” (Bourne 2011, 263). Gdy już je zauważę mogę próbować odpowiedzieć sobie na pytania: Gdzie w moim ciele mieści się ta emocja? Jaką ma barwę, kształt?
Uważne przebywanie w swoim ciele nie zawsze jest przyjemne, ale powiedzenie TAK temu, co jest, oznacza przyjęcie życia w całości. Jeśli jestem w połączeniu ze sobą, mogę sobie pozwolić na płacz czy złość. Gdy tego nie zrobię, ryzykuję napięciem. „Każda emocja, której nie możemy rozładować, jest również stresorem dla mięśni. Dzieje się tak dlatego, że emocja to ciężar, który wymaga rozładowania poprzez ujawnienie się na zewnątrz” (Lowen 2015, 58). A tak jest szansa na przepływ, możliwy dzięki otoczeniu siebie czułym ramieniem własnego zrozumienia. Jeśli ja mam kontakt ze swoimi emocjami, nie boję się otwierać na emocje innych, w tym pacjentów.
Samodoświadczanie
Chciałabym, aby moim regularnym nawykiem było świadome skanowanie całego ciała w ciągu dnia. Świadomość ciała „polega na obserwowaniu i uświadamianiu sobie oddechu, pozycji ciała, jego poszczególnych części, a także jego ruchów. Uświadamiasz sobie to, co cię boli, co Ci sprawia przykrość” (Hanh 2011, 83). Osoba, która nie samodoświadcza, kieruje się samoświadomością. Postrzega swoje ciało jakby od zewnątrz, oczami umysłu. Jeśli nie ma wewnętrznej łączności z ciałem, jest niepewna w swoich ruchach, niezgrabna i doświadcza chronicznego napięcia mięśni. Jakże istotne jest więc to, aby wyłapywać momenty, kiedy nogi czy pośladki są spięte, ramiona uniesione – po to, by móc je ostatecznie rozluźnić. Zrelaksowany mięsień to mięsień naładowany energią (Lowen 2015, 58). Wiele osób wie, że ma plecy, brzuch, ręce, ale nie doświadcza ich jako żywych części swojego ciała
I wartość tutaj ma focusing. To sposób słuchania swojego ciała z łagodnością i akceptacją. „Focusing pozwala usłyszeć szept ciała zanim zacznie ono krzyczeć” (Cornell 2015, 25). W tym procesie, kierując uwagę na ciało, nie próbuję znaleźć uczucia czy spowodować, aby coś w ciele się wydarzyło, po prostu przyglądam się temu co jest i daję na to miejsce. Takie zwyczajne zaobserwowanie danego wrażenie wprowadza zmiany w ciele. „Pozostawanie w relacji z własnym wewnętrznym doświadczeniem pozwala być ze swoimi uczuciami, a nie w nich (…). Dlatego warto powiedzieć nie, że jestem smutny, tylko że jakaś część mnie jest smutna lub doświadczam uczucia smutku” (Cornell 2015, 37). To bardzo istotny element pracy z klientami.
Natura
Kocham patrzeć na moją kotkę. Jak śpi, bawi się czy je. Kocham ją głaskać. Kontakt z nią wiele mnie uczy: zmysłu dotyku, bycia tu i teraz, cieszenia się z małych rzeczy. Lubię też przyglądać się dziko żyjącym zwierzętom – to dla mnie wzór zdrowia i wigoru. Gdybyśmy funkcjonowali jak one, żylibyśmy w harmonii ze sobą i otoczeniem, a nasze reakcje byłyby całkowicie instynktowne (Levine 2018, 160). Zwierzęta są i będą moimi przewodnikami.
Kiedy czuję potrzebę wsłuchania się w siebie, idę do lasu lub gdziekolwiek, gdzie jest cicho. Natura tak bardzo mnie wspiera i pomaga w osiągnięciu dobrostanu, dodając sił. Gdy tylko jest cieplej, chodzę boso. Mam wtedy jeszcze lepsze połączenie ze swoimi uczuciami i z chwilą obecną. Jak zaleca Ardagh (2016, 106) „spędź trochę czasu w przyrodzie, z nastawieniem, że idziesz do szkoły, a natura jest twoim nauczycielem. Znajdź jakieś ustronne miejsce, usiądź, czekaj i słuchaj. Jakie nauki dzisiaj otrzymasz? Popatrz tak, jakby twoje oczy były oknami serca. Słuchaj całą sobą, bądź tak otwarta i chłonna, jak to tylko możliwe, bez żadnych pomysłów czy oczekiwań co powinno się wydarzyć”. Tak bardzo przypomina mi to nieposiadanie oczekiwań wobec procesu terapeutycznego! Po prostu bycie i obserwowanie.
Jako że mieszkam nad morzem, korzystam też, kiedy tylko mogę, z daru morza. Przyglądam się jego płynności i ruchliwości. Odkąd szkolę się w nurcie BTCK patrzenie na fale przypomina mi pływy. Kontaktuję się z nimi, patrząc na ten wspaniały żywioł.
Terapia własna oraz własne sesje BTCK
Olbrzymią wartością jest dla mnie korzystanie ze wsparcia psychoterapeutycznego. Dzięki niemu mogę przepracowywać swoje kryzysy i nie wnosić ich na sesje, w których sama jestem terapeutą. Psychoterapia oczyszcza mnie, tchnie nadzieję i pomaga w byciu lepszą terapeutką. Dzięki temu, że sama korzystam ze wsparcia wiem, jak to jest, gdy ktoś decyduje się na terapię. Poddanie się terapii to wyraz odwagi, forma otwartości na zmiany w ciele czy w światopoglądzie, bowiem niektórzy „świadomie szukają podważenia swojego obrazu rzeczywistości albo edukacji płynącej z dyscypliny” (Peck 2016, 64).
Nieocenionym źródłem wsparcia, bez którego nie mogłabym być dobrym terapeutą czaszkowo-krzyżowym w ujęciu biodynamicznym, jest uczestniczenie we własnych sesjach BTCK (u specjalisty w tym nurcie i osteopaty). Dzięki nim mam lepszy kontakt z własnym ciałem czy szybciej wychwytuję napięcia mięśniowe. Z pomocą terapeuty mogę osłabić lub całkowicie usunąć te napięcia, a przez to też zwiększyć swoją zdolność do sięgania i dawania. Jeśli osoba ma wiele napięć i nie zna swojego ciała, jej ciało jest jak zbroja, a ruchy niepewne, przez co wywołuje równie niepewną i ambiwalentną reakcję (Lowen 2012, Depresja…, 249-250). Tego na pewno nie chciałabym dla swoich pacjentów. Stąd szanując swoje ciało, szanuję też ciało drugiego człowieka.
Karmiące relacje i kręgi kobiet
Jestem wdzięczna za osoby w moim życiu. Bliskich, przyjaciół. Przy nich mogę być sobą. W dużej mierze dzięki ich obecności mogę kształtować w taki, a nie inny sposób atmosferę zaufania wśród swoich pacjentów. Moi przyjaciele są wsparciem, dają wolność i rozumieją. Wiele się od nich uczę. Sporo też czerpię z kręgów kobiet, w których uczestniczę. Mam wtedy poczucie obecności wielu kobiecych pokoleń i przodkiń. Dzielimy się twórczymi darami i pielęgnujemy swobodny przepływ uczuć. Im jest się bardziej autentyczną i gotową do pozostawania obecną, tym te spotkania są głębsze i bardziej owocne. „Krąg wspiera jakości potrzebne do osiągnięcia i zachowania pokoju – więź, współczucie, zadawanie pytań i słuchanie, wspieranie i chronienie, uzdrowienie i pokrzepiającą sprawiedliwość” (Ardagh 2014, 112). Te jakości mogę później wnosić do relacji terapeutycznych.
Dbanie o swoje granice
Granice stanowią niezbędne podłoże dla różnych relacji, w tym z samym sobą. To, jak traktuję siebie, potraktują mnie inni. Jeśli nie czuję swoich granic, mogę też przekraczać granice innych – a do tego nie dążę podczas sesji BTCK. „Granice też są elastyczne. My się zmieniamy, okoliczności się zmieniają, granice też będą transformować. Inaczej stają się murami” (Barszcz 2018, 200). Osoba o elastycznych granicach jest zawsze w stanie powiedzieć NIE (o ile wymaga tego sytuacja), zaakceptować cudzą odmowę, a także potrafi regulować emocje, pozwalając innym na swobodne wyrażanie siebie (LePera 2022, 269). Z takim podejściem mi – jako przyszłej terapeutce – może być dużo łatwiej w kontakcie z klientem. Dobrze postawiona granica nie powinna budzić wątpliwości otoczenia, inaczej będzie wprowadzać zamieszanie.
Kiedy granice są na swoim miejscu, czuję się bezpieczniej i łatwiej wyrażam swoje szczere potrzeby. One są niezbędne, by dobrze funkcjonować, ale potrzebują stałego praktykowania. Warto wychwytywać sygnały z ciała (dlatego potrzebna jest dobra relacja z nim), gdy ktoś podejdzie bliżej, niż sobie życzymy. Można odczuć to jako napięcie, np. w brakach. Można wtedy odsunąć się lub zaznaczyć swoje granice (Ardagh 2014, 34). Ale„aby móc skutecznie powiedzieć NIE, człowiek musi wiedzieć, kim jest i czego pragnie” (Lowen 2015, 166). Będąc w swobodnym przepływie energii i znając siebie, szybciej odczytuję sygnały z ciała (jak dygot wewnętrzny czy gorąc na twarzy) i mogę reagować, mówiąc NIE. Tego odczytywania sygnałów z ciała uczy BTCK.
Marzena Dybowska
Nie jest tajemnicą, że jeśli zjem przed sesją coś zdrowego, domowego i ciepłego, w umiarkowanej ilości, to będzie ona dużo bardziej wartościowa i przyjemna. Uwielbiam też dużo pić, zwłaszcza ciepłej wody z cytryną, imbirem i kurkumą. Ten napój ożywia mnie i rozgrzewa.
Warto być świadomym tego, czym się karmimy. „Dlatego niezmiernie ważna jest świadomość, które rodzaje żywności i napojów sprzyjają zdrowiu, a które szkodzą” (Hanh 2011, 59). Uważność – której rola w przeładowanym świecie reklam jest bezcenna – pomaga mi wybierać pozytywne, zdrowe wrażenia zmysłowe i odżywiać się zgodnie z moim zapotrzebowaniem organizmu. Dzięki uważności jestem mniej chętna rzucać się na jedzenie, aby zagłuszyć w sobie negatywne emocje. Zatem najczęściej jak się da, gdy jem i piję, staram się zaangażować w to doświadczenie wszystkimi zmysłami. W ten sposób karmi odżywiają się też uczucia, umysł i świadomość (Hanh 2011, 59). Bo jeśli tylko zacznę jeść w biegu, za dużo i zjem produkty mocno przetworzone czy bogate w cukier, od razu odbija się to na poziomie swobody podczas terapii – oczywiście na minus.
Oddech
Ważną praktyką jest pełna świadomość oddechu. Jeśli zwracam uwagę jak głęboko oddycham, brzusznie czy płucnie, nosem czy ustami – jestem jednym z oddechem i to poprawia mój dobrostan (w codzienności, ale i też co może mieć wpływ na sesję z klientem). Cenną oznaką jest wzdychanie, gdyż stanowi ono reakcję na wstrzymywanie oddechu (Lowen 2012, Duchowość…, 53). Dlatego też pozwalam sobie na głośne, wyraźne westchnięcia. I czasem robię w ciągu dnia ćwiczenia z oddechem, siedząc na ławce w parku z wyprostowanymi plecami, kieruję uwagę na wdech i wydech. Gdy umysł jednoczy się z oddechem, w ciele pojawiają się odczucia radości, spokoju i swobody (Hanh 2011, 111).
Człowiek zdrowy oddycha całym ciałem – ruchy związane z oddychaniem przenoszą się u niego daleko w dół ciała. „Takie oddychanie można zaobserwować u małych dzieci i zwierząt, które nie hamują swoich emocji. Musi w nie być zaangażowane całe ciało i napięcie w jakiejkolwiek jego części zaburza zdrowy wzór” (Lowen 2015, 40). Obserwuję więc dzieci i swoją kotkę, które oddychają w pełni. I podczas stresujących sytuacji staram się pamiętać o oddechu i spowalnianiu oraz pogłębianiu go. W ten sposób komunikuję mózgowi, że nic mi nie zagraża, i ta wiadomość rozsyłana jest do innych układów w moim ciele. Taka umiejętność na pewno pomaga w relacji terapeutycznej.
Uziemienie – łącznik z rzeczywistością
Odkąd przed sesjami BTCK uziemiam się, sesje te przebiegają płynniej i bardziej w czuciu. Stosuję wiele technik uziemiających, jak niektóre pozycje jogi, skłon do przodu, ćwiczenia z piłeczkami czy stopami lub kierowanie oddechu do ziemi. Gdy podczas sesji BTCK pracuję na stojąco, staram się pamiętać o staniu z lekko ugiętymi kolanami. „Najbardziej widocznym objawem braku uziemienia jest tendencja stania z zablokowanymi kolanami, w pozycji, która usztywnia nogi i osłabia w nich czucie” (Lowen, Duchowość…, 129-130). Mówi się, że gdy dana osoba jest dobrze uziemiona, wie, kim jest i czuje się bezpiecznie na nogach. Ma połączenie z ciałem, seksualnością i z ludźmi, z którymi obcuje. Dlatego tak bardzo zależy mi na praktykowaniu uziemienia jak najczęściej, w codzienności, ale i podczas sesji BTCK, aby poczuć swoje stopy, jak dotykają ziemi.
Zabawa, kreatywność, przyjemność
Żeby być dobrym terapeutą, potrzebuję też korzystać z przyjemności, które oferuje życie. Śmieję się jak dziecko, rozpieszczam siebie czymś smacznym, bawię się przy planszówkach czy tańczę, jakby nikt nie patrzył. Czerpię z tego ogrom szczęścia, doświadczając luzu i stanu flow, bez których nie mogłabym później stwarzać komfortowej przestrzeni w gabinecie. W tym stanie flow „jesteśmy w pełni pochłonięci chwilą, a czas prawie nie ma do nas dostępu. Taka radość sama w sobie jest uzdrawiająca” (LePera 2022, 161). A przy tej całej zabawie jestem często z ludźmi, co pozwala przejść w tryb zaangażowania społecznego, który związany jest z poczuciem spokoju i bezpieczeństwa. Pomaga to ciału przyswoić zdolność szybkiego powrotu do równowagi.
Takie skontaktowanie się z wewnętrznym dzieckiem w sobie prowadzi często do wyłonienia się nowej siły i zdolności twórczych (Bradshaw 2013, 367). Chcę wtedy czegoś WIĘCEJ w mojej pracy terapeutycznej, mam chęć do rozwoju, nauki, uczęszczania na szkolenia z BTCK, do budowania pełnej zaufania przestrzeni gabinetowej. Jestem pełna zapału i zaangażowania. Warto wiedzieć, że „kreatywność ludzi dorosłych wyrasta z tych samych korzeni i tych samych motywacji, co twórcze zabawy dziecięce. Wynika z pragnienia przyjemności i potrzeby autoekspresji” (Lowen 2015, 19). Jeśli kocham to, co robię – widać to na mojej twarzy, w całej ekspresji ciała, w jego rozluźnieniu i wdzięku. Gdybym wykonywała swoją pracę terapeuty mechanicznie i w pośpiechu, nie byłoby to dla mnie przyjemne doświadczenie. A przecież nie o to chodzi! Jeśli czuję przyjemność, mam więcej motywacji i energii to twórczego życia. Wtedy też nie próbuję stosować starych rozwiązań do nowych problemów. Podchodzę do życia, jak i do pacjentów, z ciekawością i otwartością.
Autentyczność i znalezienie celu
Z tym poczuciem przyjemności i kreatywności wiąże się dla mnie bycie autentyczną w świecie. To odwaga w pokazywaniu siebie, w całości. Ze swoją wrażliwością, talentami. A gdybym to zatrzymała, oszukałabym nie tylko siebie, ale też wszystkie osoby wokół. Uświadomienie sobie, co nadaje mojemu życiu sens i cel – a mam nadzieję, że jest to praca w BTCK – może mieć dobroczynny wpływ choćby na ludzi, z którymi pracuję. Swoim klientom mogę pokazywać to, czego nauczyłam się w toku swoich doświadczeń, a oni mogą budzić się i wzrastać wspierani przez moją kreatywność.
Duchowość
Duchowość ma dla mnie niemałe znaczenie. „Duchowość wymaga uznania i akceptacji siły wyższej, która wykracza poza twoją inteligencją oraz wolę i z którą możesz nawiązać relację” (Bourne 2011, 437). Źródłem pokrzepienia jest dla mnie choćby spacer w naturze, patrzenie na uśmiechających się ludzi czy podziwianie kołyszących się zbóż. To nie musi i nie jest dla mnie nic nadzwyczajnego, ale daje radość, pokój umysłu i doświadczenie pokrzepienia. Rozwijanie własnego życia duchowego może mieć działanie lecznicze.
III. DOBROSTAN TERAPEUTY W GABINECIE
Ten rozdział przeznaczę na odsłonięcie tych elementów, które mają dla mnie dużą wartość bezpośrednio podczas trwania sesji BTCK i tego, co wydarza się w gabinecie. Napiszę o tym co mi pomaga, aby osiągnąć dobrostan własny, ale też może wpłynąć na dobre samopoczucie mojego pacjenta. Jakie jakości zabieram na sesję i nimi się wspieram? O tym poniżej.
Świadomość ciała w relacji terapeutycznej
Autonomiczny układ nerwowy dzieli się na układ sympatyczny (US), zwany też współczulnym, i układ parasympatyczny (UP), zwany przywspółczulnym. Uznaje się, że stany stresowe wiążą się z aktywacją US, od dowolnej aktywacji po reakcje ekstremalne, związane z zagrożeniem: ucieczką, walką lub zamarciem. Natomiast UP jest pobudzany najczęściej w stanach spoczynku i regeneracji. Czasami US jest określany mianem pobudzającego bądź pedału gazu, a UP – hamującego bądź hamulca (Rothschild 2021, 64).
Piszę o tym, bo niezwykle ważne od strony terapeuty jest obserwowanie poziomu swojego pobudzenia: czy jestem teraz w US czy w UP? Po czym to rozpoznaję? Jeśli zbliżam się do US, bo w jakiś sposób aktywuje mnie sesja z danym pacjentem, co mogę zrobić dla siebie, aby wyhamować i poczuć bardziej swoje ciało, osiągnąć spokojny stan aktywności i w ten sposób być lepszym wsparciem dla pacjenta? Gdy pozwolę sobie na nadmierne pobudzenie, moje wsparcie byłoby bezużyteczne, a wręcz ryzykowałabym traumę zastępczą. Zaś gdy ogarnie mnie ogromne zmęczenie bądź jakiś nieprzepracowany żal, mogłabym popaść w apatyczny stan UP, w którym trudno o jasne myślenie. Dlatego staram się pamiętać, aby obserwując pobudzenie pacjenta sprawdzać co jakiś czas swoje.
Wspomnę jeszcze o pewnej sytuacji podczas sesji BTCK, gdy pacjentka była w silnym pobudzeniu. Jeszcze zanim położyła się na stół, aby pomóc w wyhamowaniu aktywności, kierowałam jej uwagę ku różnym partiom ciała – po to, by pomóc jej zwiększyć ich świadomość oraz poznać jej cielesne odczucia. Takie zwrócenie uwagi na sygnały z ciała uspokoiły ją nieco, ugruntowały, ale też nie do końca. Potrzebowałam też dodatkowo (ponieważ koncentracja na ciele może pogłębiać stan rozregulowania) przekierować uwagę klientki na mnie i na gabinet, pomagając jej skupić się na tym, co zewnętrzne. Poprosiłam więc o wskazanie pięciu zielonych przedmiotów w pokoju oraz nazwanie różnych odgłosów dobiegających zza okna. Zobaczyłam, że oddech pacjentki reguluje się, siada wygodniej, a ramiona jakby bardziej opadają.
Przekonuje mnie bardzo uzdrawianie przed rezonans. Jak wspomina Kern (2018, 131-132), dwa organizmy mogą się synchronizować, np. pobudzony klienta i mój swobodny. Przepływ płynu mózgowo-rdzeniowego klienta staje się wolniejszy i spokojniejszy. Dzieje się to bez świadomej ingerencji, a wynika z samego kontaktu osoby wyregulowanej, która pracuje z miejsca wewnętrznego spokoju. Dotyk może okazać się drogowskazem dla systemu pierwotnego oddychania klienta.
Stworzenie poczucia bezpieczeństwa
Jakże istotne jest, aby stworzyć w terapeutycznej przestrzeni poczucie bezpieczeństwa. Staram się dbać o swoje uziemienie, swój komfort i dobrostan, bo pacjent to wyczuje. By poczuć się bezpiecznie, musimy się upewnić, że potrafimy ustanowić granice i bronić ich, poprosić o to, czego chcemy i potrzebujemy oraz radzić sobie ze wzlotami i upadkami nieuniknionymi w każdej relacji (Hendel 2018). Czucie się bezpiecznie ze sobą czy też w sobie przejawia się w spojrzeniu, tonie głosu i mowie ciała. Jest się wtedy w pełni obecnym, a zachowania mają w sobie luz. „To poczucie bezpieczeństwa udziela się innym w toku procesu zwanego koregulacją. Kiedy ludzie wokół upewnią się, że nie stanowisz dla nich zagrożenia, ich także ogarnie poczucie bezpieczeństwa, a następnie przejdą w tryb zaangażowania społecznego, który wywołał w nich poczucie swobody” (LePera 2022, 128). Dzielone z innymi poczucie bezpieczeństwa kreuje wspólną przestrzeń, w której pojawia się komfort i dobrostan. W dbaniu o nie, podczas sesji BTCK, może pomóc terapeucie taka umiejętność, jak negocjowanie kontaktu. Terapeuta pyta, czy nie siedzi zbyt blisko czy zbyt daleko. I klient często może wtedy poczuć się lepiej, bo jego granice są brane pod uwagę i przez to może poczuć się bardziej lekko i osadzony.
Za to, czy czujemy się bezpiecznie, odpowiada nerw błędny. Aby poprawić jego funkcjonowanie terapeuta może rozpoznać możliwie jak najszybciej symptomy pobudzenia (np. panika, huśtawka emocjonalna, niepokój, zagubienie) czy odcięcia emocjonalnego (np. poczucie odrętwienia, trudności w zebraniu myśli) lub możliwe objawy fizyczne (np. łomotanie serca, napięcie mięśniowe, zgrzytanie zębami) (LePera 2022, 135-136) i przywrócić swojemu układowi nerwowemu równowagę poprzez chociażby zaktowiczenie się w chwili obecnej (spojrzenie na chwilę za okno, ugruntowanie się w swojej pozycji, skierowanie uwagi na swój zasób w ciele).
Umiejętność słuchania, akceptacja i neutralność terapeuty
„Do zasadniczych elementów prawdziwego słuchania należy dyscyplina brania w nawias, tymczasowa rezygnacja czy też odsunięcie na bok swoich uprzedzeń, ram pojęciowych i pragnień, aby w jak największym stopniu doświadczyć rozmówcy od wewnątrz, wczuć się w jego położenie” (Peck 2016, 149). Jeśli słucham w pełni pacjenta – nie tylko jego mowy, ale też ciała – to jestem otwarta na niego, akceptując go takim, jaki jest. Tutaj przychodzi mi na myśl pojęcie neutralność terapeuty – „jest to rodzaj neutralnego słuchania zachodzącego w spokoju i pozbawionego osobistego planu” (Kern 2012). Jest tu i teraz, ta chwila, ten pacjent, jego historia. Czuję i doświadczam. Takie właśnie podejście pomaga mi w odczuwaniu dobrostanu i jest dobre dla relacji terapeutycznej.
Zaangażowanie
Nie wyobrażam sobie, aby nie być w pełni zaangażowaną w dziejący się w gabinecie proces: swoimi zmysłami, umysłem, duszą. Najprawdopodobniej bez zaangażowania terapeuty (oraz odwagi i podjęcia ryzyka) pacjent też się nie zaangażuje. Dzięki wspomnianej wcześniej koregulacji pacjent wyczuje czy angażujemy się w jego historię czy też jesteśmy na nią zamknięci. Moment zaangażowania ze strony klienta „to cudowna chwila ulgi i radości, dowiaduje się bowiem, że pacjent wziął na siebie ryzyko zaangażowania w wyzdrowienie” (Peck 2016, 172), dzięki czemu terapia może zakończyć się powodzeniem. „Gotowość terapeuty do cierpienia w takich chwilach być może stanowi istotę terapii, a jeżeli pacjent ją dostrzega – a na ogół dostrzega – zawsze działa to na niego uzdrawiająco. Ponadto dzięki tej gotowości do rozszerzenia własnego ja i cierpienia razem z pacjentami, terapeuci sami się rozwijają i zmieniają” (Peck 2016, 174) – co zresztą zdążyłam zaobserwować podczas sesji praktycznych. Terapeuta nie zrozumie drugiej osoby (i nie zaangażuje się w relację), dopóki nie zrobi dla niej miejsca w sobie samym.
Sympatia
Po akceptacji i zaangażowaniu wyłania mi się hasło sympatii do klienta. Dobrze by było, gdyby terapeuta polubił swojego klienta. Oczywiście nie na siłę, ale po prostu naturalnie. Wówczas relacja będzie płynna, bardziej przyjemna, dla obydwu stron. „W wyniku rozszerzania się peryferyjnych naczyń krwionośnych krew napływa do zewnętrznych powłok ciała, wywołując fizyczne wrażenie ciepła. Sympatia jest postrzegana jako coś ciepłego. O osobie sympatycznej mówimy, że jest ciepła” (Lowen 2015, 188). Czyż nie warto przejawiać atmosferę serdeczności? Dzięki temu też nasze mięśnie są miękkie, serce bije wolniej i źrenice zwężają się. Skorzysta więc i na tym ciało klienta!
Bycie obecną
Tak jak w mindfulness, podczas terapii niezbędne jest kierowanie uwagi ku pacjentowi i ku temu, co wydarza się w przestrzeni gabinetu, w chwili obecnej. To nie podążanie ku myślom, obrazom z przeszłości czy przyszłości, a bycie w relacji. Jeśli terapeuta jest w kontakcie z pacjentem, to później pamięta dużo więcej z danej sesji. Ważne jest uchwycenie momentu, w którym uwaga zaczyna wędrować ku myślom, by ponownie skierować ją na toczący się proces, np. na to, co czuję pod dłońmi. Dlatego warto wtedy mieć swoje sposoby do wracania do bieżącej chwili, np czucie swoich stóp, skupienie się na oddechu czy zadanie pacjentowi pytania dotyczącego jego czucia ciała. Gdy pytam klientkę o temperaturę jej dłoni, dobrą praktyką będzie zwrócenie uwagi też na swoje, i tak dalej. To będzie taki rodzaj mindfulness.
To, jak bardzo terapeuta będzie obecny, może wpływać na diagnozę i wynik terapii. Istotne, aby być otwartym na sfery fizyczną, energetyczną i psychologiczną. Tylko wtedy będzie możliwe wspomaganie wrodzonego zdrowia pacjenta (Kern 2012, 130). Zatem terapeuta powinien mieć rozwiniętą i wyostrzoną uwagę – ani za mocno, ani za lekko – by wyczuć delikatne zmiany zachodzące w fizjologii pacjenta i moc na nie płynnie odpowiedzieć.
Wolne tempo
Z byciem skupionym w teraźniejszości kojarzy mi się wartość małych kroków i eksperymentowania, a konkretnie powolne tempo. Pojawia się tutaj myśl o braku oczekiwań i nieprzyśpieszaniu procesu zdrowienia, bo ta chęć gonienia może tylko wydłużyć cały proces. „Niektórych procesów nie da się przyspieszyć. Leczenie traumy jest jednym z nich” (Rothschild 2021, 188). Należy wyznaczać takie tempo i kroki, by były one dostosowane do możliwości klienta. Gdy sesja terapeutyczna ma negatywny wpływ na klienta, być może coś go przerosło – może był to zły moment albo niewłaściwe tempo, a może temat został narzucony za szybko. Dlatego im wolniej będę działać ja jako terapeuta – bez fiksacji na cel – tym bardziej skorzysta na tym klient.
Punkty podporu terapeuty
Żeby komuś pomóc, samemu trzeba być osadzonym, mieć poczucie równowagi, a jednocześnie być rozluźnionym i spokojnie uważnym. Do uzyskania tego stanu scentrowania pomocne jest odwołanie się do punktów podporu terapeuty. Jest „to punkt odniesienia, względem którego terapeuta ustala swoją pozycję tak, by jak najlepiej słuchać. Można tu zastosować proste wizualizacje dające terapeucie poczucie ugruntowania i ułatwiające mu nawiązanie klarownej relacji ze swoim pacjentem” (Kern 2012, 133).
Praktykując biodynamiczną terapię czaszkowo-krzyżową kontaktuję się z trzema punktami podporu: 1. dające poczucie ugruntowania wyobrażenie sobie linii łączącej podstawę mojego kręgosłupa z punktem znajdującym się pod nim, jakby kręgosłup miał przedłużenie w głąb ziemi; 2. wyobrażenie sobie linii idącej skośnie od tyłu głowy do ziemi za mną. Połączenie to pomaga w ustaleniu orientacji przód-tył oraz w zachowaniu fizycznego i energetycznego dystansu pomiędzy mną, a pacjentem; 3. skupienie się na linii prostej, łączącej czubek głowy z niebem. Ten punkt daje poczucie przestrzeni ze wszystkich stron.
Dla mnie punkty podporu to taka baza, do której zawsze mogę odwołać się, gdy odpłynę w myśli lub skupię się za bardzo na procesie. Pomagają one w ustaleniu mojego podłoża – tak, bym mogła w czysty sposób, z miejsca komfortu w swoim ciele, odbierać wrażenia pochodzące od pacjenta.
Zasoby
Podczas terapii do swoich zasobów odwoływać się może nie tylko pacjent (do czego zachęca i czego uczy terapeuta BTCK), ale też sam terapeuta. Zasobem jest „źródło lub dostarczanie wsparcia, naturalna cecha lub zjawisko, które poprawia jakość życia, możliwość doznania ulgi lub powrotu do zdrowia, zdolność mierzenia się i radzenia sobie z sytuacją” (Rothschild 2021, 146).
Klienci będą potrzebowali pomocy w rozwijaniu zasobów, a można to robić podczas sesji pytając o miejsce komfortu w ciele lub o zasoby zewnętrzne, jak ukochana osoba, jakaś pasja czy ulubiona rzecz. Zadawanie pytań o zasoby pomaga w wyhamowywaniu pobudzonego układu pacjenta. Zauważyłam, że dobrze jest zestroić się z klientem w takim stopniu, aby wychwycić nawet te małe, zdawałoby się nieznaczące, zasoby. Nawet dobre wspomnienia mają niezwykłą moc stabilizującą.
Wyostrzanie zmysłów
Na dobrostan terapeuty podczas sesji może wpływać jego zdolność palpacji, polegająca na wyczuwaniu fizjologicznych wzorców u pacjenta poprzez wrażenia odbierane przez dłonie (Kern 2018, 129). I tutaj niemałe znaczenie ma poziom rozwoju zmysłu dotyku. W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej jest on lekki i nieinwazyjny. Trzeba mieć też wzgląd na to, żeby dobrać jakość i siłę dotyku w zależności od potrzeb pacjenta. Następnie pojawia się pytanie, czy terapeuta potrafi rejestrować zjawiska za pomocą pozostałych zmysłów, w tym intuicji. Kontakt ze swoimi zmysłami i swoją wrażliwością jest niezbędny w terapii. Jeśli terapeuta tego nie ma, zawsze może po prostu więcej praktykować, a wyostrzanie zmysłów może pojawić się samo (wiem coś o tym). A im lepiej wyczuwam ruch płynów, tkanek czy kości u pacjenta, tym lepsze wsparcie mogę mu zapewnić, i sama też czuję większy spokój.
Stawianie granic
Jako przyszła terapeutka przekonałam się ile dobrego dla relacji terapeutycznej daje dbanie o swoje granice. Są osoby, w tym klienci, które przejawiają bierną zależność, mającą najczęściej swoje korzenie w przeszłości. Takie osoby odczuwają przymus żebrania o opiekę i uwagę wszędzie tam, gdzie mogą je znaleźć, a kiedy już znajdą, trzymają się tego z desperacją, niekiedy sięgając zachowań manipulacyjnych, aby tylko zyskać swoje (Peck 2016, 121-122). A przecież w relacji terapeutycznej chodzi o to, aby jednostka była autonomiczna i budowała siebie jako sprawczą. Terapeuta nie powinien uzależniać od siebie łaknących miłości klientów, a wspierać w uświadamianiu jaka siła i piękno drzemią w danej osobie. Z tą bierną zależnością można też spojrzeć w drugą stronę – terapeuta powinien na tyle znać siebie, żeby wiedzieć, czy nie chce pomóc pacjentowi za bardzo, dać mu coś, czego klient nie potrzebuje, a czego być może potrzebuje on sam. Bo po co uszczęśliwiać kogoś na siłę? Dlatego tak istotne jest też uczestniczenie w swojej terapii. „Dobrze określone granice pomiędzy terapeutą a pacjentem są konieczne dla stworzenia czystej relacji terapeutycznej. Łatwo możemy ją zatracić, kiedy zbyt mocno zaangażujemy się w kontakt z drugą osobą. Szczegóły przesłaniają nam wtedy cały obraz” (Kern 2012, 138). I w tym wszystkim ogromną rolę spełniają oczekiwania – by nie mieć ich podczas terapii, a otworzyć się na przepływ i na wszystko to, co ma nadejść, z otwartym sercem.
Wywiad i obserwacja
To takie proste narzędzie, a jakże pomocne w tym, aby terapeuta poczuł się lepiej w kontakcie z klientem. Chodzi tutaj o uważne przeprowadzenie wywiadu z osobą, która przychodzi na terapię, a także o wnikliwą obserwację. To dobry moment na osadzenie się i wzajemne rozpoznanie obydwu stron. Wywiad daje informacje o stanie zdrowia klienta, może też o jego wcześniejszych terapiach. Równolegle przydaje się dobrze rozwinięta umiejętność obserwacji, dzięki której terapeuta może spostrzec w jaki sposób klient siedzi, jak i co mówi, co jest wypisane na jego twarzy i ogólnie jak wygląda? Ważne jest tutaj pierwsze wrażenie. Warto doskonalić umiejętność obserwacji, aby lepiej zrozumieć położenie klienta.
Słowem zakończenia…
Wymienione w tej pracy elementy oraz uzyskane umiejętności i wiedza są dla mnie wsparciem w powracaniu do dobrego samopoczucia. Obserwując własne myśli, emocje i wrażenia z ciała mogę dążyć do wzrostu energii oraz autentyczności, rozwijając zdolność tolerowania wyzwań. Ból czy lęk będą się pojawiać, jak to w życiu, ale nie będą tak destrukcyjne i niepokojące. Dlaczego? Bo chcę dla siebie jak najlepiej – jako człowiek i terapeutka. Także dla swoich przyszłych pacjentów. Stąd ta nieustanna, ale i fascynująca chęć praktykowania umiejętności potrzebnych do regulacji układu nerwowego.
Wśród działań samoopiekuńczych przychodzą mi na myśl przede wszystkim przytulanie kotki, chodzenie wcześniej spać, jedzenie domowych posiłków, pięciominutowa medytacja, kilkunastominutowy wysiłek fizyczny, pisanie dziennika, relaks przy dobrej książce, posmarowanie ciała olejkiem, spędzanie czasu na łonie natury i łączność z nią, podtrzymywanie więzi z bliskimi. To wszystko i jeszcze więcej jest balsamem dla mojego umysłu i ciała. I może być też w konsekwencji wspierające dla moich pacjentów. Także im mogę proponować takie praktyki.
Minęło kilka lat wypełnionych pracą i poznawaniem siebie, abym mogła rozeznać co tak naprawdę służy mojemu organizmowi. Z większą uważnością patrzę na to, co mnie pobudza i jak reaguje moje ciało, gdy w porę nie rozpoznam i nie skontaktuję się ze swoimi emocjami. Zbudowałam i nadal buduję podstawę pod proces uzdrowienia, który wierzę, że będzie również zauważalny w relacji terapeutycznej. Włączanie w życie tych wszystkich jakości, o których napisałam w tej pracy, pomaga mojemu ciału wracać do homeostazy. Czuję wdzięczność za wyrozumiałość dla własnych potknięć i miłość do siebie. Wierzę, że ostatecznym celem – nie tylko biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej, ale życia w ogóle – jest pełniejszy kontakt z samym sobą.
Marzena Dybowska
Bibliografia
Ardagh, Chameli Gad (2014), Kobiecość. Praktyczne lekcje i ćwiczenia dla budzących się kobiet, tłum. M. Kowalska, Wydawnictwo Biały Wiatr: Rzeszów.
Barszcz, Marzena (2018), Psychoterapia przez ciało, Wydawnictwo Remedjos: Warszawa.
Bourne, Edmund J. (2011), Lęk i fobia. Praktyczny podręcznik dla osób z zaburzeniami lękowymi, tłum. R. Andruszko, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego: Kraków.
Bradshaw, John (2013), Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko, tłum. C. Urbański, Wydawnictwo MEDIUM: Konstancin-Jeziorna.
Cornell, Ann Weiser (2015), Focusing. Mądrość ciała. Przewodnik po emocjonalnym uzdrawianiu siebie, tłum. A. Klimek, Wydawnictwo MiND: Podkowa Leśna.
Hanh, Thich Nhat i Cheung, Lilian (2011), Smak. Świadome odżywianie, świadome życie, tłum. P. Listwan, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa.
Hendel, Hilary Jacobs (2018), Niekoniecznie depresja. Zrozum swoje emocje i odzyskaj wewnętrzną równowagę dzięki metodzie trójkąta zmiany, tłum. K. Okoń, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego: Kraków.
Kern, Michael, D.O., R.C.S.T., M.I.Cr.A., N.D. (2012), Mądrość ciała. Czaszkowo-krzyżowe podejście do istoty zdrowia, tłum. M. Kulon, D. Tomczyk,Virgo: Warszawa.
LePera, Nicole (2022), Wzrastam. Jak się wyleczyć z przeszłości i zacząć od nowa, tłum. N. Wum, Wydawnictwo Muza: Warszawa.
Levine, Peter A., Fredrick, Ann (2018), Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy, tłum. B. Jarząbska-Ziewiec, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa.
Lowen, Alexander (2012), Depresja i ciało, tłum. P. Luboński, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa.
Loven, Alexander (2012), Duchowość ciała, tłum. S. Sikora, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa.
Lowen, Alexander (2015), Przyjemność, tłum. P. Luboński, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa.
Peck, M. Scott (2016), Droga rzadziej przemierzana, tłum. T. Bieroń, Zysk i S-ka: Poznań.
Rothschild, Babette (2021), Ciało pamięta. Tom 2. Rewolucja w terapii traumy, tłum. A. Owsiak, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego: Kraków.