SPIS TREŚCI

  1. WSTĘP
  2. Ciało/Umysł/Dusza – wszystko jest ze sobą powiązane, jedno jest drugim.
  3. Czym jest i jak powstaje trauma?
    • Trauma wczesnorozwojowa.
    • Trauma związana z utratą fizycznego kontaktu z matką.
    • Trauma szokowa.
  4. Terapia Czaszkowo Krzyżowa jako narzędzie do odzyskiwania własnej pełni.
    • Opis przypadku pacjentki BTCK.
    • Pierwsza sesja, punkt widzenia pacjenta.
    • Historia dziecka, powstanie traumy.
    • Opowieść z perspektywy dorosłej osoby.
  5. Moje wnioski po zakończeniu terapii.
  6. ZAKOŃCZENIE

1. WSTĘP

„Uzdrowienie jest również przywróceniem osobie jej duchowej integralności, całościowości. W swojej istocie uzdrowienie jest usunięciem bloków i przeszkód, które nie pozwalają nam na doświadczanie doskonałości Wszechświata.”  Dr E. Pearl

Biodynamiczna Terapia Czaszkowo Krzyżowa (BTCK) w pierwszej kolejności kojarzona jest z terapią ciała fizycznego cierpiącego na konkretne schorzenia, urazy, dolegliwości itp. Jednak w swojej praktyce studenckiej, zauważyłam olbrzymi wpływ terapii na poprawę komfortu życia moich pacjentów. Jednym poprawiła się jakość snu, inni poradzili sobie z permanentnym przemęczeniem i brakiem energii. Są też tacy, którzy po serii spotkań są bardziej weseli, optymistyczni. Wśród tych osób pojawiły się również jednostki, które w międzyczasie (po 4-5 sesji) stwierdziły, że czują się teraz na siłach zmienić to, co w ich dotychczasowym życiu mocno ich „uwiera”. Uogólniając następuje poprawa dobrostanu człowieka. Obserwując procesy swoich pacjentów moją uwagę przykuło to, jak praca z ciałem umożliwia dotarcie do głęboko tkwiących problemów emocjonalnych często wypartych i uwolnienia ich. Zauważyłam jak niektórzy moi pacjenci odkrywali i sięgali do swojej wewnętrznej mocy, zyskując odwagę do kroczenia przez życie. Słyszałam – dosłownie – jak po wstaniu z łóżka mówili: „Ja jestem, jestem tu i teraz jestem w tym ciele” i to było dla nich coś niezwykle cennego, coś nowego, nierzadko wzruszającego. To skierowało moją uwagę na wpływ BTCK nie tylko na ciało, ale również na umysł i duszę.

Zaczęłam łączyć pewne kropki.

  1. Dr William Sutherland (amerykański osteopata, ojciec Terapii Czaszkowo Krzyżowej) nauczał, że pulsacja płynu mózgowo rdzeniowego (PMR) odzwierciedla Oddech Życia, jago Siłę i Moc. Moc oddechu Życia jest podobna do subtelnej energii, do której odwołuje się nowoczesna medycyna energetyczna, oraz do siły życiowej, z którą mamy do czynienie w wielu kulturach.
  2. Znane mi są badania dr Masaru Emoto na temat wpływu ludzkich emocji na wodę. W ciągu 12 lat pracy naukowej ten japoński naukowiec udowodnił w swoich eksperymentach, że woda może magazynować informacje, uczucia i stany świadomości, a także że reaguje na nasze myśli i słowa, które następnie potrafi odzwierciedlić.
  3. Czym jest płyn mózgowo rdzeniowy? Jest to bezbarwna ciecz zawierająca niewielkie ilości glukozy, potasu i białek, a także względnie duże ilości chlorku sodu i fosforanów wapnia. Ciecz, czyli woda, woda na którą olbrzymi wpływ mają nasze emocje i środowisko.

        Moje przypuszczenia potwierdziły badania Mauro Zappaterra – lekarza wykształconego na Harvardzie, pracującego w laboratorium Harvard Medical School – w temacie niezwykłej roli płynu mózgowo-rdzeniowego w organizmie ludzkim. O wynikach swoich badań i wnioskach, Mauro Zappaterra opowiada w ogólnodostępnym na YOUTOOBE filmie. Krótkie streszczenie poniżej:

„PMR jest płynem, płynem różniącym się niemalże jedną molekułą od wody morskiej, a jednak…. Niesie w sobie Moc, Życie, Oddech.

Nosimy w sobie stale 150 ml PMR. Znajduje się on w naszym mózgu, wokół niego, w i wokół całego ośrodkowego układu nerwowego. Ochrania on fizycznie nasze mózgowie, oczyszcza z toksyn, odżywia, bierze udział w krążeniu różnych substancji w mózgowiu (w tym mediatorów takich jak hormony).

Badania embriologiczne dowodzą, że zawiera w sobie (mówiąc prostym językiem) wskazówki/czynniki w postaci molekuł, które przekazuje do komórek naszego organizmu.

PMR jest płynem i jako płyn ma zdolność przekazywania światła, wibracji, pływu – przenosi informację.

Informacja biegnie w obie strony!

Zatem doświadczając życia [ urazy, choroby, traumy, emocje (stres, lęk, ale i miłość, radość, wdzięczność), nasze myśli i uczucia] nasz mózg kąpiąc się w nieustannie opływającym go PMR, przekazuje mu wszelkie informacje/bodźce. PMR poprzez swój ruch „rozprasza” te informacje po całym organizmie.” Tłumaczenie własne. [1]

Uświadomiłam sobie jak istotny wpływ na pracę z umysłem, duszą, na pracę z traumą ma Biodynamiczna Terapia Czaszkowo-Krzyżowa, która bezpośrednio bazuje na kontakcie z Pierwotnym Oddechem życia, czyli wytwarzaną w płynie mózgowo rdzeniowym biodynamiczną potencją. Ta potencja – Moc, to porządkująca siła zawiadująca formą i funkcjami ludzkiego ciała i umysłu.

U podstaw większości naszych problemów, fizjologicznych czy psychicznych, najczęściej leży upośledzona zdolność do bycia w kontakcie ze sobą oraz innymi i wynikające z tego mniejsze poczucie ożywienia (ożywienie na potrzeby tej pracy rozumiemy jako energię do stawiania się do życia, chęć aktywnego funkcjonowania i nawiązywanie żywych relacji z otoczeniem). Problematyczny jest fakt, że często jesteśmy zupełnie nieświadomi wewnętrznych blokad powstrzymujących nas przed doświadczeniem kontaktu i ożywienia za którymi tęsknimy. Biodynamiczna Terapia Czaszkowo-Krzyżowa jest metodą wielce pomocną w odzyskiwaniu kontaktu z samym sobą, pomaga w rozwoju zdrowej zdolności do nawiązywania kontaktu ze swoim ciałem i odczuwania energii życiowej. Terapeuta utrzymując szerokie, bezpieczne i stabilne pole oraz skupiając się na wrodzonej matrycy zdrowia pacjenta, wspiera jego proces pogłębiania poczucia jedności ze sobą, proces wzmacniania jego mocnych stron, zasobów, zdolności i odporności na stres. Rozwija się i poszerza zdolność nawiązywania kontaktu z własnym ciałem i emocjami, ale także zdolność nawiązywania kontaktów ze światem.

Wiele badań wskazuje na istotny wpływ emocji na ogólny stan zdrowia organizmu. Niektórzy naukowcy sugerują, że źródła nawet 90% problemów zdrowotnych należy doszukiwać się w podłożu emocjonalnym człowieka. Związek emocji z naszym zdrowiem jest tym bardziej destruktywny, im bardziej negatywne są emocje. Zwłaszcza w przypadku: nienawiści, złości, zawiści, bezradności, przygnębienia, braku akceptacji, niskiej samooceny. Jeżeli doświadczanie negatywnych emocji i nierozwiązanych problemów trwa dłuższy czas, może prowadzić do obniżenia naszej odporności i zwiększenia naszej podatności na choroby. Destrukcyjny stres prowadzi do wyczerpania zasobów energetycznych w tym do tzw. wypalenia zawodowego , czy „zobojętnienia” na życie. [i]

Pisząc o emocjach w kontekście pracy z ciałem, nie da się pominąć tematu traumy. Choć jest to bardzo ważny i szeroki temat, w swojej pracy skupiam się na traumie wczesnorozwojowej. Poruszam temat traumy szokowej związanej z zabiegiem operacyjnym oraz traumie związanej z zerwanymi więziami z matką ponieważ to one bezpośrednio dotyczą przypadku mojej pacjentki.

Do mojej pracy wykorzystałam przypadek Ewy, ponieważ w trakcie trwania cyklu studenckich sesji terapeutycznych, nie korzystała z żadnych innych metod terapeutycznych czy rozwojowych oraz ponieważ jej historia, z uwagi na bardzo duże podobieństwo do moich osobistych przejść, jest mi wyjątkowo bliska i stała się dla mnie inspiracją do pracy nad sobą. Mając na uwadze ochronę prywatności pacjentki jej imię zostało zmienione.

2. Ciało/Umysł/Dusza – wszystko jest ze sobą powiązane, jedno jest drugim.

 

„To, co wzmacnia, osłabia, ogranicza lub zwiększa zdolność ciała do działania również wzmacnia, osłabia, ogranicza lub zwiększa zdolność umysłu do działania.  I to, co wzmacnia, osłabia, ogranicza lub zwiększa zdolność umysłu do działania, również wzmacnia, osłabia, ogranicza lub zwiększa zdolność ciała do działania.” Spinoza

W kulturze zachodu króluje podejście utożsamiania ciała z mięśniami i kośćmi – z materią – a umysłu z duchem. Umysł uważany jest nawet za wyższy aspekt egzystencji człowieka, a ciało spychane jest do podrzędnej roli. Nic bardziej mylnego. Tak, faktem jest, że ludzki umysł jest czymś wyjątkowym w świecie zwierząt. Posiada umiejętność rozumowania i myślenia abstrakcyjnego…, zatem wywyższenie go ponad ciało wydawałoby się być usprawiedliwione. Jednak ludzkie ciało pod pewnymi względami jest zupełnie wyjątkowe. Np. człowiek dzięki (między innymi ) powiększonym pośladkom zachowuje postawę pionową. Pionowa pozycja wystawia najbardziej wrażliwą, miękką stronę ciała na oddziaływania świata zewnętrznego. Dzięki temu jesteśmy bardziej świadomi swoich delikatnych uczuć, bardziej zdolni do ofiarowywania i przyjmowania miłości. Przyjrzyjmy się również naszym dłoniom. Ich wyjątkowość to nie tylko przeciwstawny kciuk, ale sprawność i wrażliwość. Zawdzięczamy im wysoko rozwinięty zmysł dotyku, jakże istotny w kontaktach z rzeczywistością. A to tylko dwa przykłady. Na szczęście powoli odchodzimy od tej dwudzielności, zgodnie z którą umysł i ciało są dwoma różnymi, oddzielonymi od siebie bytami. Umysł, ciało i duch idą ręka w rękę, co tak naprawdę wyczuwamy w głębi naszego jestestwa.[2]

Niestety nie można pominąć, czy też zapomnieć, że idea i uczucie nie zawsze współgrają ze sobą, a umysł i ciało nie zawsze na poziomie zewnętrznym są ze sobą zgodne. Człowiek, na skutek jakiegoś traumatycznego wydarzenia czy przeżycia, może ulec dysocjacji i może zacząć angażować umysł w działalność, która nie dotyczy ciała. Podobnie ciało może wykonywać ruchy fizyczne i reagować poza swoim świadomym umysłem. Wiemy, że umysł może wydawać polecenia ciału i że ciało może wpływać na umysł.

3. Czym jest i jak powstaje trauma?

Definicja traumy wg. Wikipedii: „ trwała zmiana w psychice, która spowodowana jest gwałtownym i przykrym przeżyciem. Trauma może oznaczać także to, co powoduje w psychice trwałą zmianę, nagłe wzruszenie. Trauma jest stanem psychicznym wywołanym działaniami czynników zewnętrznych, zagrażających zdrowiu lub życiu, które prowadzą do głębokich zmian w funkcjonowaniu człowieka. Rezultatem takiego urazu u osoby dotkniętej traumą mogą być utrwalone trudności w powrocie do poprzedniego funkcjonowania. Trudności te mogą tworzyć zespół objawów, tzw. zaburzenie stresowe pourazowe. Następstwami doznanej traumy może być: lęk, żałoba, depresja, wzrost zachowań agresywnych i autoagresywnych (w tym próby samobójcze), symptomy psychotyczne, obniżone poczucie własnej wartości, problemy społeczne lub, w młodszym wieku, pogorszenie wyników w nauce szkolnej.”

Krótko mówiąc trauma to coś nie do zniesienia, nie do zaakceptowania. Trauma powoduje niezwykłe zmiany nie tylko w umyśle, podobnie na traumę reaguje ciało. Napina się w gotowości, zamiera w lęku lub zamraża i mdleje w bezradnym przerażeniu. Gdy mija ochronne działanie umysłu, ciało powinno wrócić do normy. Jednak, nie zawsze tak się dzieje. Gdy proces naprawczy nie będzie mógł się dopełnić, gdy zostanie on przerwany lub w ogóle się nie rozpocznie, skutki traumy utrwalają się, a naznaczone nią ciało na długo pozostanie z zapisanymi wzorcami. Psychologia tradycyjna skupia się na umyśle i tym jak mu pomóc, jednak jeśli nie potraktujemy istoty ludzkiej jako całości (umysł, ciało, duch) proces uleczenia traumy może wcale nie dojść do skutku.4

Trauma jest ściśle związana z pobudzeniem układu nerwowego, z czego wynika ogólnoustrojowa dysregulacja, która z kolei powstrzymuje nas przed „byciem obecnymi” w ciele. Tendencją osób straumatyzowanych jest oddzielenie się od ciała poprzez, na przykład, nadmierne intelektualizowanie lub stawanie się znieczulonym na odczucia cielesne. U takich osób pozostawanie w ciele może nawet być bolesne.

  • Trauma wczesnorozwojowa.

Jeżeli dziecko nie doświadcza kontaktu, jakiego potrzebuje oraz nie są zaspokajane jego potrzeby wzrasta jednocześnie szukając i obawiając się relacji z innymi i ze sobą. Nie uczy się jak rozpoznać, czego potrzebuje, nie jest w stanie komunikować swoich potrzeb i często czuje, że nie zasługuje na to, żeby zostały one zaspokojone. Może to powodować: ogólnie pojętą utratę umiejętności „radzenia sobie”, deregulację, dezorientację, izolację, w dorosłym życiu skutkiem traumy jest odcięcie od swojego ciała, zaburzenie poczucia własnej tożsamości, brak umiejętności samoregulacji. Pojawiają się różne style przetrwania i fizjologiczne wzorce poza które boimy się wyjść. Sami sobie narzucamy ograniczenia, odcinając sobie zdolność bycia tu i teraz, bycia w kontakcie i odczuwania.

Trauma rozwojowa upośledza naszą zdolność do regulowania emocji i zaburza autonomiczne funkcje: oddychanie, bicie serca, ciśnienie krwi, trawienie czy sen. Objawami powstałych na skutek traumy dysregulacji są zaburzone wzorce snu czy odżywiania, niepokój, ataki paniki, zachowania kompulsywne, depresja i uzależnienia.

Wiele naszych identyfikacji rozwija się w trakcie pierwszych pięciu lat życia, dlatego zaburzenia tożsamości utrzymują nasze postrzeganie siebie i świata na poziomie perspektywy dziecka.[3]

  • Trauma związana z utratą fizycznego kontaktu z matką.

Taką tematyka zajmował się między innymi Rene Spitz. Prowadzone przez niego badanie dotyczyło obserwacji zachowania dzieci w szóstym miesiącu życia, które zostały oddzielone od przebywających w zakładzie karnym matek. Na początku dzieci podejmowały pewien wysiłek, by odzyskać choć symboliczny kontakt. Płakały, krzyczały i lgnęły do każdej ciepłej osoby. Jednak, kiedy ich działania okazywały się daremne, następowało stopniowe wycofywanie. Po zaledwie już trzech miesiącach ich twarze stawały się sztywne, głośny płacz zastąpiło zaledwie kwilenie. Dzieci sprawiały wrażenie pogrążonych w letargu. Dalsza rozłąka powodowała coraz większe wycofanie. Dzieci przestawały nawiązywać kontakt i cicho leżały w swoich łóżeczkach. Badania R. Spitza dotyczące oddziaływania przedwczesnej separacji z matką, w późniejszym czasie potwierdził Dr John Bowlby. We wszystkich przypadkach przedłużająca się rozłąka wywoływała reakcję charakteryzującą się obojętnością, niewrażliwością i apatią. [4]

U maleńkich dzieci kontakt z matką spełnia rolę regulatora ich układu nerwowego. Dzięki tej relacji dziecko uczy się zdolności samoregulacji – w teorii przywiązania zebrano już na to rzetelne dowody. Kiedy tylko matka uspokoi swoje dziecko, skutecznie reguluje jego układ nerwowy. Zaburzenie kontaktu pomiędzy noworodkiem a matką jest traumatyczne. Jakiekolwiek zaburzenie procesu regulacji pomiędzy matką i dzieckiem powoduje, że niemowlę nie wykształca podstawowej umiejętności regulacji. Stabilność wczesnego kontaktu jest niezmiernie ważna w kształtowaniu indywidualnych wzorców relacji z ciałem i dalej z innymi ludźmi. Bez umiejętności samoregulacji tracimy poczucie stabilności, a bez niej życie to nieustanna walka. Rozwija się podwyższona podatność na stres i traumę, otwiera się furtka dla problemów fizycznych i psychicznych.[5]

Niezaspokojone podstawowe potrzeby dziecka, kierują jego energię życiową w stronę współczulnie zasilanych zaburzeń. Przykładem jest sytuacja, gdy niemowlę sygnalizuje potrzebę dotyku, karmienia, miłości najpierw przez złoszczenie się i płacz – jest to jeszcze przejaw tzw. zdrowej agresji. Jego matka nie odpowiada, nie reaguje odpowiednio, niemowlę zaczyna więc wzmagać żądania, silniej aktywując współczulną gałąź autonomicznego układu nerwowego i wybucha złością. W środowisku patologicznym, gdzie notorycznie brakuje odpowiednich reakcji złość i agresja nie mogą zostać rozwiązane. Pojawiają się symptomy nierozładowanej aktywacji współczulnej i pozostawiają dzieci, a później dorosłych , w stanie silnego pobudzenia, lęku, poirytowania…  Gdy te formy protestu okazują się być nieskuteczne lub niebezpieczne, dzieci przystosowują się. Przewlekłe pobudzenie współczulne przeciąża układ nerwowy. U dzieci pojawia się rezygnacja, gniewne procesy ustają, sama potrzeba zostaje odcięta, pojawia się uwarunkowana dominacją przywspółczulną reakcja zamrożenia. Takie odcięcie, choć nie rozwiązuje problemu, to skutecznie znieczula dzieci na ich potrzeby i emocje. Niezaspokojone potrzeby i zatrzymane emocje zatrzymują się w ciele i układzie nerwowym w formie nierozładowanego pobudzenie, które utrzymuje się jako fizyczne napięcie, zapadnięcia i zamrożenia.

  • Trauma szokowa

Trauma szokowa związana jest z przeżyciami, na które składają się trzy czynniki: za dużo. Za szybko i za nagle W takich sytuacjach kład nerwowy nie jest w stanie zintegrować tego co człowiek doświadcza na poziomie emocjonalnym. Przykładem może być wypadek samochodowy, w którym ginie bliska osoba. Organizm, żeby mógł przetrwać, wchodzi w fazę ucieczki albo zamarcia, po to żeby chronić się przed odczuwaniem cierpienia.[6]

4. Terapia Czaszkowo Krzyżowa jako narzędzie do odzyskiwania własnej pełni.

TCK wspomaga proces odzyskiwania kontaktu z poczuciem własnej witalności życiowej, wspiera i rozwija zdolność odczuwania. Gdy czujemy się ożywieni, czujemy się połączeni, a kiedy czujemy się połączenie, czujemy, że żyjemy. Ożywienie nie jest tylko stanem mentalnym, choć przynosi jasność umysłu, jest to stan energetycznego przepływu i spójności we wszystkich układach ciała i umysłu. Przytłumiona siła życiowa odżywa. Celem terapii czaszkowo krzyżowej jest (między innymi) stopniowe wspieranie układu nerwowego w przywracaniu równowagi. Dzieje się tak chociażby poprzez ugruntowienie, orientację na całość w szerokim polu, stabilną obecność terapeuty. W pozytywnym cyklu zdrowienia wzrastająca regulacja układu nerwowego pomaga zniwelować bolesne identyfikacje, a w miarę jak bolesne oceny znikają, możliwe staje się zwiększenie zdolności samoregulacji.

Jak to możliwe?

Słuchanie, przez terapeutę, ekspresji ośrodkowego układu nerwowego, delikatne i neutralne przyglądanie się w jaki sposób Oddech Życia (nazwana i opisana przez dr Williama Garnera Sutherlanda – „ojca” Terapii czaszkowo krzyżowej – wewnętrzna siła życiowa organizmu) wyraża się w systemie pacjenta, ma istotny wpływ na sprowadzenie świadomości do ciała. A kiedy to się dzieje, pojawia się możliwość połączenia ze swoim własnym potencjałem. Neutralna, ale uważna obecność terapeuty pomaga systemowi pacjenta zharmonizować się z jego wrodzoną matrycą zdrowia – zdrowia, które jak pisał Rollin Becker: „nigdy nie ginie”.

Uzdrowienie zachodzi nie tylko na fizycznym poziomie organizmu, ale również, a może i przede wszystkim na o wiele głębszym poziomie, u samego źródła problemu.  

Kiedy doszło do zatrzymania się energii lub wspomnień zarówno urazu fizycznego, jak i emocjonalnego w konkretnych obszarach ciała pod postacią np. cyst energetycznych lub innych zmian tkankowych, terapeuta czaszkowo krzyżowy może „namierzyć je”, wyczuć palpacyjnie i stosując metodę augmentacji lub wyciszania pomóc w przywróceniu stanu równowagi.

  • Opis przypadku pacjentki BTCK.

Moją pacjentką w zasadzie już od pierwszych sesji studenckich była Ewa (imię zmienione z uwagi na ochronę prywatności). Kobieta w wieku 42 lat, praca siedząca, rekreacyjnie praktykująca jogę. Nie cierpi na żadne schorzenia, jedyne co przychodzi jej do głowy to „ciągnące” prawe kolano, czasami jest jej duszno. Jak sama o sobie mówi jest osobą nieśmiałą, zamkniętą w sobie i wstydliwą. Tylko, a zarazem aż tyle powiedziała o sobie przed pierwszym naszym spotkaniem z terapią. Nigdy nie miała do czynienie z biodynamiczną terapią czaszkowo krzyżową, ani z tą biomechaniczną. Przyjęła na sobie kilka relaksacyjnych masaży, ale nie do końca potrafi się w nich odprężyć. Opisuje swój stan podczas takich zabiegów (masaż) jakby była cały czas na czuwaniu, w oczekiwaniu czegoś nieprzyjemnego. Przyznała, że nie lubi gdy ktoś obcy dotyka jej ciała, szczególnie nagiego ciała i postawiła samodiagnozę, że tu zapewne leży źródło jej trudności w osiągnięciu odprężenia podczas masażu, nawet tego najbardziej delikatnego. Bardzo cieszyło ją to jak wygląda BTCK, to że pacjent może leżeć pod kocem i tego , że oprócz twarzy i głowy nie ma potrzeby by terapeuta dotykał nagiego ciała. Dawało jej to poczucie bezpieczeństwa i zaopiekowania. Nasz pierwszy „wywiad” podsumowała słowami, że w zasadzie to jest zdrowa, więc nie wie czego oczekiwać ale w życiu nie funkcjonuje tak jak by chciała. Gdy zapytałam co ma na myśli, wyjaśniła mi, że nie spełnia się, że „coś ją trzyma”, ogranicza. W opisie BTCK coś ją przyciągnęło i chce spróbować.

Spotykałyśmy się regularnie co 1 lub 2 tygodnie. W sumie odbyłam z Ewą 12 sesji studenckich.

  • Pierwsza sesja, punkt widzenia pacjenta:

Ewa nie wiedziała czego może się spodziewać, poczuła nawet rozczarowanie, że nic szczególnego się nie wydarzyło. Pacjentka przyznała, że czuje się wypoczęta i zregenerowana, zdecydowała się na kontynuację.

Po drugiej sesji terapeutycznej Ewa fizycznie czuła się dobrze, ale pojawił się smutek, niby nie miała oczekiwań, a jednak ukazało się rozczarowanie. Zaczęła męczyć ją myśl, że jej dolegliwością jest „puste” serce. Bardzo, ale to bardzo pragnie odczuwać miłość, dawać ją i otrzymywać, radość, pasję… ale chyba nie potrafi. Zastanawia się, czy jest pusta, kiedy się popsuła? Przy następnym spotkaniu, kiedy mi to opowiada zadaje mi pytanie: „ Czy to da się naprawić?”

Trzecia sesja jest bardzo spokojna, głębszy oddech rozlał się po całym ciele. Ewa poczuła wyraźną ulgę. W trakcie terapii pojawiały się mimowolne skurcze mięśni, drgania, liczne wyrzuty energii. Holistyczna zmiana pojawiała się nieco szybciej, a ciało coraz wyraźniej i pewniej „rozlewało” się na stole do masażu. Była to terapia podczas, której po prostu byłam dla niej i słuchałam. Nie dlatego, że ciało o to poprosiło, ale z prozaicznego powodu, że akurat takie umiejętności wtedy ćwiczyłam, w fazie wydechu zaprosiłam ciszę. Ja wysłałam subtelne zaproszenie, a system Ewy pięknie odpowiedział i zatopił się w dynamicznej ciszy. Trwałyśmy tak do końca tej sesji. Po terapii Ewa czuje się lżejsza i zrelaksowana. Staje się to powodem, dla którego Ewa postanawia przychodzić regularnie.

Nie będę tutaj skupiała się na obserwacjach terapeuty i szczegółach przebiegu każdej naszej sesji. Do naszych spotkań nie podchodziłam z nastawieniem naprawiania czy uzdrawiania czegokolwiek. Nie miałam innych intencji niż praktykowanie zdobywanych umiejętności. Chcę przytoczyć jedno z naszych spotkań, które okazało się przełomowe dla Terapii. To wtedy Ewa otworzyła się i zaczęła opowiadać mi swoją historię, którą jeszcze chwilę wcześniej miała upchniętą i wypartą ze świadomości.

To było nasze szóste spotkanie. Pierwotny oddech był bardzo wyraźny i pełen potencji. Po kilku minutach nasłuchiwania moje ciało zaczęło synchronicznie pływać wraz z rytmem pływu organizmu Ewy. Sesja była piękna i przebiegała w łagodności, gdy ujawniały się punkty inercji nie zdążałam nawet mentalnie zaprosić przestrzeni czy zastosować augmentacji, ponieważ rozwiązania następowały zanim dokańczałam formułować myśl. Każda asymetria, zauważona, momentalnie się wyrównywała. Po procesie reorganizacji, pacjentka sama weszła w zaciszenie. Towarzyszyłam jej trzymając dłonie na jej ramionach. Wyczuwalna była siła, moc tego zaciszenia. Ja jako terapeutka czułam coraz silniejsze uziemienie, moje guzy kulszowe coraz mocniej wbijały się w krzesło, a stopy zakorzeniały się w ziemi. Przez moje ciało przeszła fala energii od góry ku stopom osadzając i uspokajając wszystko, co działo się wokół. Ja również weszłam w zaciszenie. Żadnych myśli tylko bycie tu i teraz. Po pewnym czasie, gdy myśli na powrót zaczęły pojawiać się w umyśle zakończyłam tą sesję integrując wszystko, cokolwiek się zadziało przy stopach.

Po sesji Ewa była nieco rozkojarzona, trochę rozespana, głęboko zrelaksowana. Tak jak ja miała poczucie, że zadziało się coś głębokiego. Nastąpiła zmiana, o której chciała jeszcze o tym rozmawiać.

Przed naszym ósmym spotkaniem Ewa zaczęła opowiadać mi jak to po każdej sesji zmieniał się jej stan emocjonalny, jakby każde nasze spotkanie zdejmowało kolejną warstwę. Po każdej sesji dokopywała się głębiej i głębiej. Gdy zapytałam, dlaczego nic wcześniej nie mówiła, poinformowała mnie, że na początku wcale nie kojarzyła tego z terapią. Oprócz korzystania z moich sesji studenckich nic nie zmieniła w swoim życiu, gdy to sobie uświadomiła, zaczęła to obserwować i robić notatki.

W początkowym wywiadzie Ewa nie wspomniała mi o swojej pooperacyjnej bliźnie, po prostu o tym zapomniała. W wieku wczesnodziecięcym przeszła operację i dopiero teraz przy ósmej sesji zdecydowała się o niej opowiedzieć, jak sama to określiła: „w zasadzie nie wiem czemu czuję potrzebę opowiedzenia ci o tym”.

  • Historia dziecka, powstanie traumy.

Ewa przeszła operację w wieku zaledwie trzech tygodni, była noworodkiem ze zwężonym odźwiernikiem, jej ciało było niedożywione, słabło, operacja odbyła się na cito. Odbyło się to w latach osiemdziesiątych rodzice nie mogli wówczas przebywać w szpitalu razem ze swoimi pociechami, maleńki pacjent zostawał zupełnie sam bez kontaktu z bliskimi, bez fizycznego kontaktu z matką. W tamtych latach panował powszechny pogląd, że niemowlęta, z uwagi na nie w pełni wykształcony układ nerwowy, nie odczuwają bólu i nie pamiętają o traumie, więc jest wielce prawdopodobne, że moja pacjentka przetrwała operację bez znieczulenia tylko na paraliżujących, zwiotczających substancjach kuraropodobnych. (Amerykańskie Towarzystwo Medyczne dopiero w 1988r oficjalnie uznało, że niemowlęta jednak czują ból i zatwierdziło stosowanie obok leków zwiotczających leki przeciwbólowe w leczeniu operacyjnym. Nie mogłam dotrzeć do danych, kiedy w Polsce zaczęto stosować znieczulenie podczas zabiegów chirurgicznych na niemowlakach.) Z relacji mamy Ewy wynika, że dzieci miały w szpitalu kiepską opiekę, a rodzice mieli zakaz odwiedzin (Ewa po trzech tygodniach pobytu w szpitalu, została odebrana z poważnymi odparzeniami w okolicach krocza).

To nie koniec traumatycznych dziecięcych przeżyć. Gdy Ewa miała 3 lata, jej mama miała poważny wypadek i na dłuższy czas zniknęła z domu (1,5 miesiąca). Dla małej dziewczynki było to kolejne porzucenie.

Co mogło czuć dziecko w takiej sytuacji?

Konsultacja z zaprzyjaźnioną psycholog potwierdziła moją teorię: trauma szokowa spowodowana operacją oraz trauma zerwania więzi spowodowana (z punktu odczuwania noworodka) porzuceniem przez matkę na długi okres czasu. Dodatkowo zaniedbania, jakie nastąpiły w szpitalu, to niespełnianie podstawowych potrzeb dziecka, odpowiedzialnych za poczucie bezpieczeństwa. Późniejszy wypadek i „zniknięcie” mamy mogło zostało odebrane jako ponowne porzucenie dziecka i scementowało traumę zerwania więzi.

  • Opowieść z perspektywy dorosłej osoby.

Ewa, na potrzeby mojej pracy udostępniła mi swoje notatki, jak już wcześniej wspomniałam zaczęła pisać coś w rodzaju pamiętnika w trakcie cyklu naszych spotkań terapeutycznych. Oto opis jej doświadczenia :

„Czuję, że jakoś niewygodnie mi w moim życiu, że mam jakieś „nie swoje” poglądy, wygłaszam „nie swoje” tezy, wyznaję „nie swoje” wartości. W zasadzie mam dobre życie. Mam wspierającego męża, i kochające nas, zdrowe dzieci (już nastolatki), dom i wszystko czego potrzeba do życia.

Czuję jednak, że pomimo wystarczająco dobrego zaplecza i wsparcia coś ciągle blokuje moje działanie. Szczególnie dokuczliwa jest dla mnie strefa relacji z najbliższymi mi osobami. Chociaż bardzo, bardzo pragnę miłości, bycia kochaną i kochać bezwarunkowo i bez ograniczeń, coś mnie blokuje, przed szczerym otwarciem się na to. Mam taki bezpiecznik krzyczący: „nie angażuj się za bardzo i tak zostaniesz sama”. Zaczęłam czytać, szperać i chyba udało mi się namierzyć tego przyczynę takiego obrotu spraw: Program „ nie zasługuję na miłość, to i tak nie przetrwa więc po co się angażować?”. SUPER. Tylko nie wiem, skąd on mi się wziął?? Nie pamiętałam, żeby w życiu przytrafiły mi się jakieś zawody miłosne, zdrady, nadużycia itp. Wręcz przeciwnie wszystko mi się udaje i dobrze mi się wiedzie. OK – pomyślałam – nie ważne skąd ten program się wziął, ja dziś teraz wybieram inaczej. Wybieram inaczej, bo chcę być szczęśliwa, chcę być radosna, chcę być sobą, chcę stawiać się do życia i z niego korzystać z radością, otwartością i miłością bez lęku i wypatrywania nieszczęścia. Wybieram codziennie żyć pełną piersią, skoro jestem tu gdzie jestem, musi być tego jakiś wyższy cel… Przecież nie bez powodu w wieku 3 tygodni przeżyłam, choć wiele dzieci z tą wadą w tamtym czasie umarło.… Zatkało mnie, odłożyłam długopis… skąd nagle te wspomnienia?

W trakcie przelewania myśli na papier, zaczęły wylewać się ze mnie emocje… i niezwykłe wspomnienia, rzeczy, których przecież nie powinnam pamiętać:

Ja wtedy – maleńkie niemowlę znające tylko tu i teraz –  porzucona przez najbliższą mi osobę, myślałam, że straciłam matkę! Leżałam w szpitalu w samotności. Płakałam, bo bolało, bo chciało mi się pić, jeść, bo było mi zimno i przede wszystkim, bo nikt nie głaskał, nie przytulał…wtedy jako 3 tygodniowa dziewczynka czułam się porzucona, zostawiona i niepotrzebna. Mimo to przeżyłam. Mama wcale mnie nie porzuciła, to nie jej wina, takie były czasy, że dzieci (nawet noworodki) w szpitalach leżały bez rodziców. Wyszłam ze szpitala. Byłam zdrowa, ale mama miała wypadek samochodowy gdy miałam 3 lata. Odebrałam to, jako kolejne porzucenie, odrzucenie, mama przecież ponownie mnie zostawiła. Płaczę.”

Moja pacjentka uświadomiła sobie, że być może to w tej historii leży źródło jej blokady/przeszkody. To stąd wziął się lęk przed porzuceniem i przekonanie, a wręcz oczekiwanie, że to znów nastąpi. Rozum dorosłego człowieka wie, że to nie przytrafiły jej się żadne porzucenia, że była i jest kochana, ale to nie ma nic wspólnego z emocjami, jakie wtedy czuła. Z emocjami, jakie wtedy zapisały się w jej ciele, dodatkowo wzmocnione przez pooperacyjną bliznę. Ciało pamięta wszystko, co mu się przytrafiło, szczególnie mocno zapisuje to czemu towarzyszyły silne emocje. Ewa dla swojego dobra (wtedy, gdy była dzieckiem) zbudowała ochronną tarczę, która latami wzmacniała się niejako odgradzając od życia, odcinając od czucia. Może nawet dysocjując z ciała.

  • Moje wnioski po zakończeniu terapii:

Ewa po operacji ma bliznę ,z którą nigdy wcześniej nie pracowała. Biodynamiczna Terapia Czaszkowo Krzyżowa poruszyła tkanki i powięź. Praca z punktami inercji zapoczątkowała „rozmrażanie” blizny, a to spowodowało uwalnianie się emocji, rozpuszczanie lęku – lęku przed życiem pełną piersią. Pacjenci w takich przypadkach często uwalniają żal, smutek i cierpienie w trakcie terapii. Ewa, mocno trzymająca kontrolę nie pozwoliła sobie na to aż do ósmej sesji. Podświadomie wybrała inny kanał ujścia – pisanie, na tamten moment jej system uznał taki sposób za bezpieczny i zaczął się otwierać na głęboką pracę. Gdy Ewa przelała emocje na papier, jej system nerwowy na tyle wyszedł ze stanu zagrożenia, że pozwolił na dalsze uwolnienia już w mojej obecności podczas sesji terapeutycznych. Moja pacjentka nie wracała więcej do tej historii. W trakcie kolejnych sesji pojawiały się emocje, a Ewa nie zatrzymywała ich i pozwalała im płynąć. Najpierw podczas nasłuchu powięzi piersiowo-lędźwiowej (tam jak się okazało leży blizna po operacji), kolejne podczas słuchania serca. Po każdym uwolnieniu następowała dynamiczna cisza.

ZAKOŃCZENIE

Mózg jest skomplikowanym organem, w którym powstają i są przechowywane emocje. Pod warstwą nowej kory, która zawiera ośrodek mowy i myślenia, znajdziemy mózg emocjonalny, mający inną budowę i odmienne właściwości niż pozostała kora mózgowa. „Mózg ten funkcjonuje niezależnie i nie można go kontrolować, za to on kontroluje naszą fizjologię i samopoczucie psychiczne. Ośrodkiem odpowiadającym za powstawanie emocji jest układ limbiczny (Znajduje się głęboko na spodzie kory mózgowej, jest częścią starej kory.)”.[7]

Wszystko, cały ośrodkowy układ nerwowy kąpie się w płynie mózgowo rdzeniowym, który poprzez swój ruch przekazuje wszelkie bodźce po całym organizmie.

Jak BTCK wpływa na komfort życia?

Pacjenci Biodynamicznej Terapii Czaszkowo Krzyżowej niejako odwijają warstwa po warstwie swoje fałszywe prawdy, nieswoje przekonania. System pacjenta będąc w bezpiecznej przestrzeni czuje neutralną obecność i pozwala sobie puścić pozorną siłę, wyćwiczoną kontrolę, nieprawdziwą przebojowość i to czym jeszcze próbował przykryć traumę. Pozwala sobie zauważyć, uznać i uwolnić to co w nim żyło zupełnie wcześniej nieuświadomione. Leczą się traumy, zrzucają ciężary z serca, robiąc miejsce dla zdrowia dla miłości. Terapeuta stwarza, trzyma najpiękniejszą możliwą na ten moment przestrzeń, w której pacjent może spotkać się ze swoimi emocjami jednocześnie w nich nie tonąć.

Przy pomocy terapii czaszkowo krzyżowej, moja pacjentka sięgnęła do atrybutów fizjologicznego i psychologicznego dobrostanu. Doszło do procesu samoregulacji, wewnętrznej organizacji, kontaktu. Rozwinęła się gotowość do uruchomienia procesu. Jak sama opisała : „rozwinęła zdolność odpowiadania na własne potrzeby”. Z sesji terapeutycznej na sesję, pacjentka sukcesywnie wzmacniała kontakt ze swoją Siłą Życiową, co może doprowadziło do rozpoznania niezaspokojonych podczas rozwoju podstawowych potrzeb. W przypadku Ewy znaczącą rolę odegrał proces integracji emocji, który zaszedł zupełnie niezamierzenie i spontanicznie.

Praca terapeutyczna, umożliwiła uwolnienie, zatrzymanej w punktach inercji, energii i odwinięcie, sesja po sesji, kolejnych wzorców zapisanych w ciele. Stopniowa praca pociągnęła za sobą wzmocnienie umiejętności kontaktu Ewy ze sobą w chwili obecnej i otworzyło ją na eksplorowanie emocjonalnych i psychologicznych wzorców zapisanych w jej ciele.

Biodynamiczna Terapia Czaszkowo Krzyżowa wpływa na organizm na wielu poziomach: fizjologicznym, psychologicznym, relacyjnym i duchowym. Rozwija się somatyczna uważność i orientacja na mocne strony, zwiększa umiejętność do samoregulacji. Rozwija się uważność na sygnały płynące z ciała. Często od pacjentów można usłyszeć, że poczuli się wysłuchani lub że w końcu usłyszeli siebie. Zdarzyło mi się usłyszeć, że na skutek porzucenia fałszywej tożsamości zaczęli doświadczać wolności lub pojawiło im się współczucie do siebie samych, a zaraz za nim bezwarunkowa miłość i dobrostan.

Pragnieniem każdego człowieka jest czuć, że żyje.

Małgorzata Porębska

 

Bibliografia:

„Terapia Czaszkowo Krzyżowa dla zaawansowanych. Skuteczne metody uwalniania emocji” Bożena Przyjemska

„Depresja i ciało” A. Lowen

„Leczenie traumy rozwojowej” Laurence Heller, Aline LaPierre

„Obudźcie tygrysa Leczenie traumy” Peter A. Levine

Cerebrospinal Fluid, Medium of the Spirit: Mauro Zappaterra : YouTube

„Mądrość ciała czaszkowo krzyżowe podejście do istoty zdrowia” Michael Kern

[1] Cerebrospinal Fluid, Medium of the Spirit: Mauro Zappaterra : YouTube

[2]  A. Lowen „Depresja i ciało”

[3] Laurence Heller, Aline LaPierre: „Leczenie traumy rozwojowej”

[4] A. Lowen „Depresja i ciało”

[5] Laurence Heller, Aline LaPierre: „Leczenie traumy rozwojowej”

[6] http://www.nowapsychologia.com/jak-somatic-experiencing-pomaga-uleczyc-traume/

[7] Bożena Przyjemska „ Terapia Czaszkowo Krzyżowa dla zaawansowanych. Skuteczne metody uwalniania emocji”

[i] Bożena Przyjemska „ Terapia Czaszkowo Krzyżowa dla zaawansowanych. Skuteczne metody uwalniania emocji”