“Życie rozwija się wszędzie tam, gdzie tylko ma możliwość – w rozpadlinach chodników,
w lasach strawionych przez ogień, w okaleczonych ciałach i zakłopotanych umysłach.
Zdrowie jest nieodpartą siłą. Nie ma chwili, w której mechanizmy zdrowia przestałyby działać. Są one nieodłącznym elementem naszego życia.
Nawet w przewlekłych i zaawansowanych stadiach choroby.”
– Michael Kern, Mądrość Ciała
Spis treści
1.1 Koncepcja zdrowia w biodynamicznej terapii czaszkowo – krzyżowej (BTCK)………………………………… 4
1.2 Ciało jako zasób……………………………………………………………………………………………………………………… 5
2.1 Rozwód z ciałem…………………………………………………………………………………………………………………….. 7
2.2 Świadomość ciała i proces zdrowienia………………………………………………………………………………………. 8
jako zaproszenie do powrotu do ciała…………………………………………………………………………………………. 10
3.1 Zaspokojona potrzeba dotyku…………………………………………………………………………………………………. 12
Bibliografia……………………………………………………………………………………………………………………………….. 15
1. Zdrowie
Szukając odpowiedzi na pytanie czym jest zdrowie, możemy znaleźć ich kilka. Jedną z nich jest na przykład podejście sprowadzające zdrowie do braku choroby. Definicja ta jest jednak bardzo ograniczająca i nie uwzględnia różnych wymiarów zdrowia i ich wzajemnych powiązań. Na stronie Światowej Organizacji Zdrowia natomiast przeczytać możemy już nieco bardziej złożoną definicję: “Zdrowie to stan pełnego dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko brak choroby lub ułomności.” (tłum. własne). Dla jej dopełnienia jednak warto byłoby dodać jeszcze dwa kolejne elementy dobrostan emocjonalny i duchowy.
Jeśli chodzi o źródłosłów angielskie słowo “health” wywodzi się ze staroangielskiego „hælth”, które jest spokrewnione ze słowem „whole” – rzeczą, która jest kompletna sama w sobie. Najbliższa jest mi właśnie taka koncepcja holistycznego podejścia do stanu zdrowia, gdzie istota ludzka to nie tylko fizjologiczny byt, czy ciało podzielone na poszczególne organy, układy i narządy. Nierozłączny od ciała jest umysł, od fizjologii – emocje. Ponadto ludzie są istotami społecznymi, nasze mózgi i reszta układu nerwowego rozwijają się w kontekście społecznym, więc nasza fizjologia jest kształtowana również przez relacje społeczne oraz środowisko w jakich wyrastamy i jakich doświadczamy przez całe nasze życie. Zatem to, co wpływa na nasz stan i nasze zdrowie, daleko wykracza poza genetyczne, czy fizjologiczne “wyposażenie”. Można tutaj wspomnieć chociażby o psychoneuroimmunologii, która zajmuje się zagadnieniem wpływu psychiki na stan zdrowia człowieka. Jest to interdyscyplinarny kierunek badań, który analizuje wzajemny wpływ zjawisk psychicznych, nerwowych i odpornościowych. Zakłada ona, że procesy zachodzące w mózgu oraz systemy przetwarzające emocje nie tylko wywierają wpływ na nasz układ nerwowy, ale także na nasz układ sercowo-naczyniowy, hormonalny i odpornościowy: w rzeczywistości wszystkie one są więc połączone. Układ krążenia służy wszystkim innym systemom ciała. Układ nerwowy odbiera informacje z całego ciała i wysyła sygnały regulujące systemy fizjologiczne na podstawie sygnałów regulujących systemy fizjologiczne w oparciu o te dane sensoryczne. Powięź lub struktura tkanki łącznej jest ciągła w całym ciele i obejmuje każdą inną strukturę. Idąc dalej, istnieje też wiele mechanizmów neurologicznych i biochemicznych, które łączą wszystkie te pozornie odmienne systemy w jeden.
W naszej kulturze natomiast i w dzisiejszych czasach lekarz specjalista, kiedy widzi osobę, widzi “przypadek”, chorobę konkretnego narządu. Natomiast aby odpowiednio zająć się utrzymaniem, czy też powrotem do zdrowia, potrzebne jest szersze spojrzenie i ujęcie człowieka w kontekście relacji do jego sposobu życia oraz jego otoczenia. Wówczas każdą chorobę, czy brak równowagi organizmu można odczytać jako manifestację, nie tylko stanu organizmu ludzkiego, ale i całego życia. Bo życie ludzkie zawsze jest przeżywane w kontekście, więc pozostawanie w zdrowiu i równowadze ma odzwierciedlenie w relacjach z samym sobą, ale także w relacjach z otaczającą nas rzeczywistością. Zaprzeczeniem tego jest już sam rozdział w terminologii na “zdrowie psychiczne” i “zdrowie fizyczne” – to są dwa nierozłączne aspekty i tak powinny być traktowane, jeśli – jako społeczeństwo – chcielibyśmy poprawić jakość naszego życia jako jednostek, jak i całej wspólnoty. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że problemy zdrowotne rzadko są odosobnionymi objawami. Każdy objaw, każda choroba jest również okazją do zastanowienia się, gdzie nasze życie może być niezrównoważone, gdzie nasze wzorce postępowania są nieadekwatne, powodując problemy, które manifestują się przez ciało. Ostatecznie uzdrowienie płynie z wnętrza. Być zdrowym, być całością, to znacznie więcej niż doświadczanie braku choroby. Jest to pełne i optymalne funkcjonowanie organizmu ludzkiego, zgodnie z jego możliwościami, jakie daje natura.
1.1 Koncepcja zdrowia w biodynamicznej terapii czaszkowo – krzyżowej (BTCK)
W BTCK przyjmuje się, że zdrowie jest przejawem stale obecnej siły życiowej i nawet w najtrudniejszych stanach chorobowych, czy sytuacjach życiowych nigdy nie jest utracone.
Terapeuta czaszkowo-krzyżowy spotykający się z klientem, wychodzi zawsze z założenia, że w ludzkim organizmie nieustannie dzieją się procesy samoleczenia i samoregulacji. Można spotkać się z nazwaniem tych procesów wewnętrznym lekarzem, wrodzonym planem leczenie, czy też matrycą zdrowia. Oznacza to że, wszystko, co jest potrzebne do zachowania zdrowia, jest już w nas obecne. W najbardziej oczywisty sposób można zaobserwować działanie tej “wewnętrznej medycyny” na przykładzie przerwania ciągłości naskórka, gdzie na własne oczy zaobserwować możemy jak ten samonaprawczy mechanizm uruchamia skomplikowane procesy, aby skórę zagoić. Podobnie reakcje immunologiczne, czy też stany zapalne, również one wskazują na zdolności organizmu do samoleczenia.
Podejście, jakie stosuje się w BTCK polega na ułatwianiu lub wzmacnianiu tych naturalnych zdolności organizmu, gdy zaburzenia (w znaczeniu: wszelkie odchylenia od równowagi) lub stany chorobowe stają się przytłaczające dla systemu i samodzielnie nie może on sobie poradzić z powrotem do homeostazy.
Orientacja na zdrowie, jako na pierwotną siłą leżącą u podstaw życia człowieka, jest jedną z fundamentalnych zasad BTCK. W metodzie tej istnieje pogląd, że zdrowie jest jakością towarzyszącą nam od momentu poczęcia, nigdy nie zostaje utracone i zawsze jest obecne. W tym rozumieniu potencjał uzdrowienia i wiedza o tym, co ma nastąpić, jest już zawarta w aktualnych warunkach, w obecnym stanie emocjonalnym, czy też fizjologicznym w jakim znajduje się człowiek. Można nazwać to obszarem przejawiania się wrodzonego planu leczenia. (Becker, 1997, 2000)
Wrodzony plan leczenia ukierunkowuje nas to, że powstanie i “zadzianie się” tego, co ma się zadziać w danym procesie leczenia ukaże się na swój sposób. Terapeuta nie musi niczego analizować ani diagnozować, aby dowiedzieć się, co powinno się wydarzyć, nie też musi decydować co zrobić, czy jak interweniować. Powinien jednak rozwinąć wewnętrzny stan spokoju, osadzenia, uważności i słuchania, który otwiera percepcję na ten wewnętrzny proces, który się przed nim może rozwinąć. Przez nie wchodzenie w drogę pierwotnym siłom zorientowanym na zdrowie, które nieustannie działają w człowieku, terapeuta może być świadkiem wyłaniania się procesu będącego przejawem, że owe siły działają i robią co w ich mocy. Innymi słowy, zarówno wizja terapeuty, jak i wizja klienta, które dotyczą tego, co powinno wydarzyć się na sesji, są tu drugorzędne.
Najważniejsze jest zorientowanie terapeuty na siły zdrowia, które są stale obecne w każdym człowieku i jego zdolność do dostrojenia się i rezonowania z nimi, jak i z naturą rozwijającego się podczas sesji procesu. Praca skupia się wtedy na wspieraniu procesu zdrowienia w najlepszy sposób, nie przeszkadzając wewnętrznym siłom działającym w celu rozwiązania problemu, z którym przyszedł klient.
1.2 Ciało jako zasób
Jednym z ważniejszych w BTCK pojęć są zasoby, czyli wewnętrzne lub zewnętrzne elementy doświadczenia klienta, które mogą być spożytkowane w procesie zmian, zdrowienia i stanowią dla niego wsparcie. Kiedy nie dysponujemy wystarczającymi zasobami, nasz organizm ma ograniczone siły i pole działania do radzenia sobie ze stanami nierównowagi, napięciami, chorobami i innymi wyzwaniami jakie stawia przed nami życie.
Kiedy jesteśmy dobrze “uzasobnieni”, czyni nas to bardziej odpornymi, silnymi, czujemy się stabilnie i jesteśmy o wiele lepiej osadzeni w codzienności, a ciało ma “zapasy”, z których może czerpać, aby radzić sobie z bieżącymi sytuacjami wymagającymi interwencji (np. regulacja emocji, radzenie sobie z infekcjami, urazami, napięciami itp.). Jeśli okaże się to wspierające, terapeuta czaszkowo-krzyżowy może podczas sesji wzmacniać zasoby klienta, aby mógł on zacząć stopniowo budować odpowiednią ich “rezerwę” do lepszego radzenia sobie z trudnościami. Poza światem BTCK pojęcie zasobów ważne jest też na przykład w nurcie psychoterapii ericksonowskiej. Jej twórca – Milton Erickson – wierzył, że każdy z nas ma ich wystarczająco dużo, by satysfakcjonująco żyć, pokonywać swoje trudności i znajdować rozwiązania problemów. Dlatego też terapeuta nie musi nic dawać pacjentowi. Zadaniem terapeuty jest raczej pomóc w odnalezieniu właściwego korytarza, czasem udrożnieniu go, by pacjent mógł nim podążać, wydobyć zasoby, zastosować we właściwym kontekście i cieszyć się zmianą. W BTCK zasobami pacjenta może być niemal wszystko: zdarzenia z odległej przeszłości, intensywne marzenia, pragnienia odnoszące się do przyszłości, poruszające doznania emocjonalne, wcześniejsze rozwiązania, doświadczenia powrotu do zdrowia lub zanik niechcianych objawów. Do zasobów należą też sytuacje wyjątkowe, te części doświadczenia pacjenta, które stanowią tło dla problemu. (Klajs K., Lipman L. Terapia Ericksonowska. W: L. Grzesiuk, H. Suszek, „Psychoterapia. Szkoły i metody, Podręcznik Akademicki”, (s. 283 – 297).
Co bardzo ważne w koncepcji BTCK oraz w kontekście tematu niniejszej pracy, ciało samo w sobie może być źródłem zasobów. Na początku sesji terapeuta może skierować uwagę klienta na jego ciało, jeśli jest to zasadne i zaproponować odszukanie takiego obszaru, które dostarcza jakichś przyjemnych odczuć. Nierzadko będzie to po prostu obszar wolny od bólu. Jeśli klient ma trudność odnaleźć takie miejsce w ciele (co nierzadko w podczas pierwszych tego typu praktyk może się zdarzyć) kierujemy uwagę klienta na przykład na przyjemne wspomnienie lub miejsce, które budzą w nim dobre skojarzenia. Można stopniowo spróbować eksplorować ten wątek dalej do osadzenia w ciele tych odczuć przyjemności, czy spokoju, jakie budzą w nim przywoływane przez niego wspomnienia, poprzez zapytanie jaki obszar w ciele dobrze reaguje na dany obraz czy myśl.
Tym samym oswaja się klienta z różnorodnością odczuć jakie daje ciało oraz pokazuje się, że nie składa się on wyłącznie z bólu i dyskomfortu. Że nawet w obliczu cierpienia można mieć dostęp do strumienia odczuć, który jest od tego wolny, gdy odpowiednio pokieruje się swoją uwagę. Już samo to, może być kluczowym elementem do innego, bardziej adekwatnego spojrzenia na samego siebie.
2. Ciałoumysł
Według obliczeń Królewskiego Towarzystwa Chemicznego do zbudowania ludzkiego ciała potrzeba 59 pierwiastków, a “wszystkie substancje, jakie tworzą ciało, można kupić w sklepie chemicznym za około 5 dolarów.” (Bill Bryson, Ciało s.10). Autor wspomina również o tym, że pierwiastki budujące nasze ciało pochodzą z wybuchających niegdyś gwiazd, ale zwraca uwagę na to, że te same elementy można też znaleźć analizując skład sterty śmieci, co dobrze oddaje filozoficzno-egzystencjalne próby odnalezienia się człowieka między niebem, a ziemią. Czy pochodzimy z gwiazd – siedziby bogów, czy bliżej nam do zwierząt? Czy ludzkie ciało to po prostu suma jego elementów składowych? Anatomia? Kości, skóra, mięśnie i narządy?
W niniejszej pracy nie chciałabym jednak dalej skupiać się na składzie i konstrukcji ciała ludzkiego, ani też na rozważaniach nad niebiańsko-ziemskimi siłami, jakie oddziałują na ludzkie losy i dylematami jakie się z tym wiążą.
Bardziej zależy mi na wskazaniu nieaktualności zachodniej, dualistycznej perspektywy rozdzielającej ciało-umysł, a nawet idąc dalej takiej, która podkreśla wyższość racjonalnego umysłu nad ciałem. Chcę się tu trzymać koncepcji holistycznej postrzegającej ciało i umysł jako jeden system, którego składowe pozostają nieustannie w dynamicznej wymianie energii i informacji między sobą i na siebie wpływają.
“So the mind can be seen as embodied, not just enskulled.” (Więc umysł może być postrzegany jako ucieleśniony, nie tylko “uczaszkowiony”.) – pisze Dan Siegel, jeden z moich ulubionych ludzi nauki: lekarz, psychiatra, profesor psychiatrii klinicznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, dyrektor The Mind Sight Insitute. W książce Mindsight wspomina on wielokrotnie o wzajemnym wpływie umysłu i ciała: “(…) nasz wewnętrzny subiektywny stan bezpośrednio kształtuje nasze zdrowie fizjologiczne. Dowiedziono, że kortyzol negatywnie wpływa na zdolność naszego układu odpornościowego do zwalczania infekcji, a nawet raka. (…) a ludzie narażeni w dzieciństwie na przemoc emocjonalną są bardziej podatni na choroby medyczne w późniejszym życiu.(…) Badania dowiodły, że ćwiczenia świadomości mogą poprawić wrażliwość układu odpornościowego” (D. Siegal, Psychowzroczność, s.74)
Autor rozwija dalej ten wątek pisząc, że ludzki umysł jest relacyjnym i ucieleśnionym procesem. Ucieleśnionym, ponieważ kontrola tego przepływu częściowo zachodzi w ciele: w obwodach i synapsach w mózgu, ale także w rozległym układzie nerwowym, gdzie kontrola ta odbywa się chociażby przez serce oraz wnętrzności. Relacyjnym, bo “wydarza się” w ludziach oraz między nimi (op. cit. s.69) W takim ujęciu jaki się on nam jako powstający z ruchu energii w systemie złożonym z ciała i relacji.
Czuję, że powyższe słowa dobrze obrazują powiązanie, a w zasadzie jedność, umysłu i ciała, z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy z zakresu neuronauki. Siłą rzeczy im lepszy mamy kontakt z ciałem, im bardziej dbamy o świadomą w nim obecność i praktykujemy relację z nim, tym lżej i pełniej będą zachodzić w nas naturalne procesy niezbędne na drodze do zdrowia.
Na poparcie tej tezy dodam jeszcze słowa Petera Levine, człowieka, który od ponad 40 lat zajmuje się badaniem traumy. “(…)podejścia terapeutyczne kładące nacisk na pracę z ciałem, mogą okazać się niezwykle pomocne w dziele uzdrawiania z traumy. Pomagają pacjentom w przejściu ze znieruchomienia do pobudzenia, wspierają mobilizację energii i odreagowanie. W rezultacie pojawia się równowaga, pełny kontakt z ciałem i możliwość nawiązywania więzi społecznych.”
2.1 Rozwód z ciałem
Dlaczego dochodzi do tego, że odcinamy się od ciała? Przyczyn może być wiele, natomiast wspólny ich mianownik to stan, kiedy czucie ciała wiążę się ze zbyt dużym cierpieniem. Gdy zbyt bolesne jest być sobą i słyszeć wszystkie komunikaty, jakie wysyła nam ciało. Utratę kontaktu ze sobą można więc określić jako mechanizm adaptacyjny, ochronny, w który wyposażyła nas ewolucja. W tym sensie więc może być postrzegany jako przejaw mądrości naszego ciała. Jeśli na jakimś etapie naszego życia, doświadczaliśmy czegoś, co było trudne do przetworzenia i “zmieszczenia” przez nasz układ nerwowy i nie było możliwości na przetworzenie tego doświadczenia w związku z brakiem wystarczających zasobów zewnętrznych (np. przyjaciele, rodzina), czy też wewnętrznych (już zaprzęgniętych do zajmowania się innymi “tematami” wymagającymi zaopiekowania w naszym organizmie) najlepsze z perspektywy przetrwania jest odcięcie się od trudnych emocji, wywołanych przez te doświadczenia. Innymi słowy, jeśli odczuwanie siebie jest zbyt bolesne, to lepiej się od siebie odciąć. Stopień tego odcięcia może być oczywiście różny w zależności od tego, na ile oddziaływanie danego czynnika miało na nas wpływ. Kiedy mechanizm odcinania się od siebie jest wielokrotnie uruchamiany przez wydarzenia o mniejszej randze, możemy natomiast zacząć wytwarzać bardziej konsekwentny wzorzec tłumienia emocji, tracąc kontakt z naszym prawdziwym ja. Takie odcięcie się od ciała nie pozostaje na nas bez wpływu, może to skutkować zarówno stanem chronicznego niezadowolenia lub odrętwienia, jak i prowadzić do poważniejszych problemów fizycznych i psychicznych. Często też idziemy wówczas przez życie próbując jakoś zrekompensować sobie to, co w wyniku tego odcięcia straciliśmy. Objawiać się to może też w rozwijaniu pewnych strategii, czy zachowań, które są destrukcyjne (na przykład wszelkie uzależnienia), lecz u podstaw mają służyć pozbycie się bólu.
“Loosing your Body Loosing Your self” – tak brzmi oryginalny tytuł jednego z rozdziałów ważnej dla mnie książki “Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy”, autorstwa Bessel’a van der Kolk. Opisuje on w nim między innymi badania, pokazujące wpływ świadomości ciała na nasze życie, przeprowadzone na pacjentach ze zdiagnozowanym PTSD po przebytej w dzieciństwie traumie. Skany ich mózgów wskazują na wyłączenie tych obszarów mózgu, które odpowiedzialne są za przekazywanie najgłębszych, płynących z trzewi odczuć i emocji, jakie towarzyszą przerażeniu. W praktyce te same rejony w mózgu odpowiedzialne są też za rejestrowanie całego spektrum wrażeń, które składają się na podstawy naszej samoświadomości oraz poczucia kim jesteśmy. Zatem konsekwencje działania takiego mechanizmu to także uszkodzenie związku z własną wewnętrzną rzeczywistością. Co dalej za tym idzie często wiąże się to z trudnościami w podejmowaniu decyzji, z realizacją planów wynikająca właśnie z brakiem lub ograniczonym dostępem do odczuć z ciała.
Ceną za ignorowanie lub zniekształcenie sygnałów płynących z ciała jest nieumiejętność rozróżnienia, co z tego co doświadczamy jest naprawdę groźne, a co bezpieczne.
Skuteczność samoregulacji procesów dziejących się w naszym organizmie zależy w dużej mierze od zdrowej z nim relacji. Bez tego człowiek często poszukuje regulowania na zewnątrz: wszelkiego rodzaju używek, ale też objawia się to na przykład w podejmowaniu przesadnych wysiłków, aby wciąż zadowalać innych ludzi. Takie zachowania nie są – jak często można się z taką oceną spotkać – pogonią za przyjemnością, są nieświadomą próbą zastąpienia “wyłączonego” przez trudne doświadczenia mechanizmu regulacji wewnętrznej czymś z zewnątrz. Są często próbą uciszenia, czy ukojenia tkwiącego w nas bólu.
2.2 Świadomość ciała i proces zdrowienia
Jak można z czasem reaktywować system odpowiadający za samoświadomość i odbudować komunikację ze swoim organizmem, a w rezultacie doświadczać życia pełniej i zdrowiej? Z pewnością poprzez szeroko pojętą odpowiednią orientację na ciało. Richard Gilchrist pisze też tak w temacie świadomości ciała: “Co w proces uzdrawiania wnosi podejście medytacyjne? Przede wszystkim świadomość. I to w sposób szczególnie ważny. Terapeuta dąży do stanu świadomości, który ułatwia pełną obecność podczas terapii.(…) W miarę wzrostu samoświadomości organizm potrafi dokonać wyboru, w jaki sposób zdrowe będzie się w nim manifestować. (…)Gdy świadomość włączy się w proces uzdrawiania, pacjent dowiaduje się o wzorcach, które nosi w sobie, co pozwala zrównoważyć moc systemu i sposób jej funkcjonowania (R. Gilchrist, Podstawy Terapii Czaszkowo-Krzyżowej, s. 202-203).
“Proces uzdrawiania jest podróżą. (…) Klienci i pacjenci poznają siebie coraz głębiej, żeby móc rozpocząć proces uzdrawiania” (Roger Gilchrist, Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, s.13)
Natomiast Mary Bond ujmuje ten aspekt tymi słowy: “Wierzę, że zwiększenie świadomości bycia obecnym w swoim ciele wpływa na wybory podejmowane w odniesieniu do samego siebie, innych ludzi, otoczenia oraz całej planety. (…)Świadome poczucie bycia obecnym w swoim ciele pozwala nam rozwinąć wrażliwość na wszelkiego rodzaju bodźce (…) – poprzez ciało możemy zrozumieć fundamentalną naturę egzystencji.” (M. Bond, Mandala Świadomości Ciała, s. 14)”
Wzrost świadomości ciała wpływa nie tylko na zdrowie, prowadzi też pośrednio do bardziej adekwatnych wyborów i zmian w życiu. Można zacząć odbierać informacje z obszarów wcześniej dla nich niedostępnych, dzięki temu mieć dostęp do podejmowania decyzji, które biorą pod uwagę zmienne, do których wcześniej nie było dostępu. Równolegle pojawiać się może świadomość, że własne doświadczenie jest integralną częścią większej całości, pola życiowego, które zmienia się pod wpływem naszego udziału w nim. Dodać można jeszcze, że gdy traktujemy chorobę z perspektywy fizjologicznej, jako nieumiejętność układu immunologicznego w odróżnianiu tego co swoje, od tego co obce, proces zdrowienia powinien wręcz obejmować ustanowienie lub odzyskanie granic danej osoby – i tu znów przychodzi z pomocą BTCK, jako terapia zorientowana na ciało i taka, która wspiera ludzi w odzyskiwaniu poczucia swojego ciała i jego granic na różnych poziomach.
Według Gabora Mate, to poczucie bezpieczeństwa i wgląd są warunkami koniecznymi do rozpoczęcia procesu zdrowienia i podpisuję się pod tym. Wówczas może nastąpić rozwinięcie zdolności, swego rodzaju pojemności na to, aby prawdziwie, chwila po chwili, być ze sobą w kontakcie, aby zrobić miejsce na czucie siebie autentycznie, z bólem, napięciem, cierpieniem. Są to ekspresje, które objawiają się przez ciało, a terapeuta czaszkowo-krzyżowy w swoim osadzeniu, akceptacji i neutralności może pomóc klientowi poczuć stopniowo to wszystko i przyjąć, pomieścić w bezpiecznych warunkach i przy pełnym wsparciu uważnego dotyku. Kluczowe jest tu uznanie autentyczności klientów i zachęcanie ich do znalezienia swoich odpowiedzi. A odpowiedzi są dostępne też przez ciało, bo emocje to ucieleśnione wydarzenia.
3. Biodynamiczna terapia czaszkowo – krzyżowa jako zaproszenie do powrotu do ciała
Terapia czaszkowo-krzyżowa w ujęciu biodynamicznym jest formą delikatnej i subtelnej terapii manualnej, w której terapeuta współpracuje z wcześniej wspomnianym przeze mnie mechanizmem samoregulującym organizmu, dzięki czemu może mieć wpływ na wiele systemów strukturalnych i fizjologicznych w celu poprawy stanu klienta: w osiągnięciu lepszego zdrowia i samopoczucia. Jak sama nazwa wskazuje, polega ona na mobilizowaniu ograniczeń w obrębie czaszki i kości krzyżowej. Jednak, ze względu na wzajemne powiązania wszystkich struktur w organizmie człowieka, jest to tak naprawdę podejście uwzględniające cały organizm i orientujące się na różne sfery funkcjonowania ludzkiego ciała: od struktur kostnych i mięśniowych, przez płyny i powięź, do mniej oczywistych jak na przykład potencja.
Dan Siegal w książce The Mindful Therapist wskazuje, że odpowiednie dostrojenie do siebie nawzajem stanowi istotny składnik bliskich relacji i mają one potencjał transformacyjny dla obu stron (s.54-47) Relacja to według niego wymiana przepływu energii i informacji. Ciało, w tym mózg stanowi element umożliwiający ten przepływ, umysł natomiast to ucieleśniony, samoregulujący się i relacyjny proces, który steruje tym przepływem energii i informacji. Całość zachodzi w człowieku oraz między jednostkami.
Często na początku to terapeuta podczas sesji obdarza uważnością i świadomą obecnością klienta, dopóki ten sam nie zacznie rozwijać w sobie umiejętności bycia w uważności. Kierowanie uwagi na klienta i na to, co jego organizm chce pokazać wzmocnione subtelnym dotykiem, pomaga klientowi stopniowo i nienachalnie kierować się do wewnątrz. Jest to rodzaj zachęty, zaproszenia, który wspiera jego organizm i cały układ nerwowy wraz z pozostałymi układami biorącymi udział w procesach regulacji do tego, aby “rozejrzał się” od środka i sprawdził co wymaga jego działania i gdzie skierować zasoby, aby pomogły w procesach leczniczych. W tym sensie podczas sesji BTCK poprzez wspierającą obecność terapeuty i rozwijający się kontakt pacjenta ze swoim ciałem robi się więcej przestrzeni dla działań jego “wewnętrznego lekarza”, czyli tych naturalnych sił, które w każdym człowieku od jego poczęcia nieprzerwanie funkcjonują. Terapeutyczny dotyk pomaga też klientowi umiejscowić się w czasie i przestrzeni, pozwala mu spotkać się z poczuciem swojego ciała, uświadomić sobie chociażby istnienie dotykanego przez terapeutę obszaru. W ten najbardziej oczywisty sposób, klient “sprowadzany jest” z powrotem do ciała i przez całą długość trwania sesji terapeutycznej może on na nowo wchodzić w relację z tym, co w danym momencie pojawia się w polu jego świadomości i doznań. Terapeutyczny dotyk pozwala poczuć wyraźniej granice ciała, gdzie ono się kończy, pomaga poczuć, że jest ono stabilne, zaangażowane konsekwentnie we wszystkie procesy, które nie wymagają ciągłej jego świadomej czujności. W zasadzie po każdej z sesji, osoby z którymi się spotykam, mają sporo do powiedzenia i zaskoczeni są ilością wrażeń o całkiem innych jakościach niż do tej pory odczuwali. Zaskoczeni są tą delikatnością i miękkością dotyku, często przy jednoczesnych silnych odczuciach z ciała. Dlatego ważne jest dla mnie też każdorazowe rozpoczęcie terapii krótką praktyką uważności kierującą uwagę klienta na swoje ciało, na oddech, obserwację tego co się pojawia i znika na “ekranie” jego świadomości. Jest to rodzaj otwarcia sesji, który cenią moi klienci i który uważany jest przez nich za znaczący rytuał, pozwalający puścić co niepotrzebne i orientujący uwagę na samego siebie w chwili obecnej. Świadomość własnego ciała daje nam kontakt z naszym światem wewnętrznym, z mapą naszego organizmu. Samo zauważenie tego co się z nami dzieje, stwarza przestrzeń do reagowania inny niż nawykowy sposób. Dzięki takiej uważności, możemy dostrzec też, że to jak się czujemy w danej chwili jest przemijające.
Dzięki BTCK wzmacniać można wrażliwość zmysłu interocepcji, który jest jednym z naszych mniej oczywistych zmysłów. Jest to forma wymiany informacji między układem nerwowym a naszym ciałem. Innymi słowy, jest to proces, w którym ciało komunikuje, co dzieje się w mózgu i odpowiednio określa reakcję organizmu. Ten zmysłowy sposób działania rozciąga się na odczucia w skórze, naczyniach krwionośnych, nerwach, mięśniach, stawach i obszarach kości. Przekazuje nam, co dzieje się w naszych ciałach. Taka zdolność organizmu do wykrywania swojego wewnętrznego fizjologicznego stanu ważnym głosem, dzięki któremu zorientować możemy się, jak się czujemy, na przykład czy jesteśmy zmęczeni, głodni, spragnieni, gdzie nas boli i jak mocno. Potwierdza to David Berceli w książce pt. Zaufaj Ciału: “Jeśli chcemy zmienić posttraumatyczne reakcje, musimy dotrzeć do naszego mózgu emocjonalnego i przeprowadzić “terapię układu limbicznego. (…) jedynym sposobem w jaki świadomie możemy dotrzeć do mózgu emocjonalnego jest samoświadomość, czyli uaktywnienie przyśrodkowej kory przedczołowej – części mózgu, która zauważa co się dzieje w naszym wnętrzu, a dzięki temu pozwala nam czuć to, co czujemy. (…) jedyną drogą do zmiany samopoczucia jest uświadomienie sobie wewnętrznych odczuć i uczenie się oswajania z tym co się w nas dzieje”.
Autor pisze tu o zdrowieniu w kontekście dochodzenia do zdrowia po traumatycznym doświadczeniu, jednak warto tu podkreślić, że każde doświadczenie, zaburzające naturalną, zdrową równowagę organizmu, jest zdarzeniem “wydarzającym” się w ciele. Nawet takie doświadczenia, które w oczywisty sposób na to nie wskazują. Na przykład na pierwszy rzut oka utrata bliskiej osoby wydarza się na zupełnie innym poziomie niż złamanie nogi. Natomiast pierwsze zdarzenie w identyczny sposób oddziałuje na nasz układ nerwowy, odpornościowy, krwionośny itd. Konsekwencje takiego zdarzenia mają tak samo miejsce na poziomie fizjologii, na poziomie komórkowym i uznanie tego ma kluczowe znaczenie dochodzeniu do równowagi i zaleczaniu ran również tych nie zawsze widocznych na powierzchni skóry.
Na większym poziomie ogólności można powiedzieć też, że w procesie zdrowienia chodzi o ponowne połączenie i stanie się całością. Można tu wskazać na odbudowanie relacji w obrębie jednostki, między ciałem i umysłem, ale także na poziomie społecznym. Nie jesteśmy samotnymi wyspami dryfującymi po tej rzeczywistości, jesteśmy istotami społecznymi, a nasze mózgi i reszta układu nerwowego rozwijają się w kontekście społecznym. Fizjologia człowieka jest kształtowana również przez relacje społeczne oraz środowisko w jakich wyrastamy i jakich doświadczamy przez całe nasze życie. Z drugiej strony, aby zdrowo funkcjonować w świecie i w sieci powiązań międzyludzkich, potrzebny nam jest wyregulowany i zadbany układ nerwowy.
Nawiązując do wspomnianego wyżej sprzężenia zwrotnego, teoria poliwagalna na przykład wskazuje, że pewne zachowania są uwarunkowane stanem fizjologicznym układu nerwowego i że zmiany w zachowaniu można osiągnąć właśnie poprzez zmianę, czy też wyregulowanie tej fizjologii. Często więc, jeśli wycofujemy się życia, czujemy się przytłoczeni i bezsilni, nie potrafimy zrelaksować się przy innych ludziach, dzieje się tak w wyniku zaburzonego funkcjonowania układu nerwowego. Wyregulowanie układu nerwowego znów odbywać się może poprzez orientację na ciało (BTCK, ćwiczenia oddechowe, fizyczne, pobudzające pracę nerwu błędnego, medytacja, masaż, zwrócenie się ku zasobom zewnętrznym lub wewnętrznym). Ukazuje nam się tutaj wzajemny wpływ struktur na funkcje i funkcji na strukturę, jest to obustronny związek, tworzący wzajemnie podtrzymujące się wzorce: jeśli dbamy o swój układ nerwowy łatwiej wchodzimy w zdrowe interakcje, jeśli wchodzimy w zdrowe interakcje podtrzymujemy zdrowie układu nerwowego.
3.1 Zaspokojona potrzeba dotyku
Dotyk jest jednym z podstawowych składników BTCK. Podczas sesji terapeutycznej, dłonie terapeuty przez większość czasu spędzają na ciele klienta. Komunikacja werbalna też może być obecna, ale to na dotyk gra tu pierwsze skrzypce. To co jest wyjątkowe w dotyku, w zestawieniu z innymi zmysłami, to jego wzajemność. O ile możemy patrzeć bez bycia oglądanym, o tyle nie możemy dotykać bez bycia dotykanym. “Dotyk, to droga dwukierunkowa. Dotykająca dłoń również ulega pobudzeniu. Mamy kontakt z inną osobą tylko wtedy, gdy energia naszego organizmu oddziałuje na energię organizmu tej osoby, a kontakt z życiem mamy tylko wtedy, gdy nasza energia czy uczucia płyną do otaczającej nas rzeczywistości” (A. Lowen, Depresja i Ciało, s.278)”
Przez dotyk wchodzimy też w taki rodzaj kontaktu, który daje dostęp do zapisanych w ciele historii, które mogą nie być gotowe do wyrażenia się w słowach, uczuciach i obrazach. “Dostrojony dotyk, to najdoskonalsza droga do prawopółkulowej komunikacji, zdolnej uzdrawiać skutki toksycznego dotyku oraz deprywacji kontaktu cielesnego w okresie wczesnego dzieciństwa, kiedy to był on niezbędny.” (S. McConnell, Terapia Somatyczna Systemu Wewnętrznej Rodziny – Somatic IFS, s. 60)”
Dotyk jest pierwszym zmysłem, dzięki któremu poznajemy świat, i ostatnim, który opuszcza nas, gdy zbliżamy się do krawędzi śmierci. “Dotyk pojawia się przed wzrokiem, przed mową” pisze Margaret Atwood w swojej powieści The Blind Assassin (2000). Jest pierwszym i ostatnim językiem, i zawsze mówi prawdę. Potwierdza to w pewien sposób nasze wyposażenie biologiczne. Ludzkie płody pokryte są delikatnymi włoskami zwanymi lanugo, które pojawiają się około 16 tygodnia ciąży. Niektórzy badacze uważają, że te delikatne włókna wzmacniają przyjemne doznania płynu owodniowego, delikatnie omywającego naszą skórę, co jest wstępem do przyjemnego i uspokajającego uczucia, jakie dziecko po urodzeniu będzie czerpać z bycia przytulonym.
Szeroko pojęta opieka nad drugim człowiekiem niemal zawsze wiąże się z koniecznością jego dotykania. Począwszy od podstawowych potrzeb związanych z kąpielą, ubieraniem, podnoszeniem, pomocą i leczeniem, po wymiany dotykowe, które uwzględniają pewien element emocjonalny i których celem jest komunikacja, zapewnienie komfortu i wsparcia. Badania w osteopatii i terapii manualnej, gdzie praktycy ściśle współpracują z neuronaukowcami nad dotykiem afektywnym, sugerują, że korzystny efekt terapii masażem wykracza daleko poza sam ruch wykonywany przez terapeutę. Raczej jest coś szczególnego po prostu w akcie oparcia rąk na skórze klienta.
Podobno średni czas trwania przytulenia między dwojgiem ludzi wynosi 3 sekundy. Mówi się, że, jeśli trwa minimum 20 sekund, ma uzdrawiający wpływ na ciało i umysł.
Zaczyna wydzielać się oksytocyna, która pomaga nam się zrelaksować, poczuć się bezpiecznie, uspokoić lęki i niepokój. Obniża uczucie samotności, odizolowania i złości. Przytulanie jest dla naszego rozwoju tak ważne, że dzieci pozbawione go w dzieciństwie, w dorosłym życiu nie potrafią odczytywać emocji innych ludzi i radzić sobie z własnymi. Dr. Sheldon Cohen dowiódł, że przytulanie wzmacnia odporność na infekcje. Nacisk na mostek uruchamia splot słoneczny, który stymuluje grasicę, odpowiedzialną za równowagę w produkcji białych krwinek w organizmie, dzięki czemu jest się zdrowym, ponieważ system immunologiczny ma narzędzia do walki ze stresem i z infekcjami. Co więcej, gruczoł grasicy powyżej środka obszaru klatki piersiowej nad płucami, łączy energię serca z umysłem. Grasica jest bardzo ważną częścią układu odpornościowego i odgrywa szczególną rolę we wszystkich bieżących zmianach, które zachodzą w organizmie.
Sam dotyk w BTCK (i oczywiście nie tylko) na najbardziej podstawowym poziomie pomaga umieścić się w czasie i przestrzeni, poczuć swoje granice, czy też też obszary ciała, które są dotykane. W tym sensie jest to też niespieszna praktyka obecności, czucia siebie i tworzenia relacji z odczuciami i wrażeniami, które pojawiają się podczas sesji, chwila po chwili. Jest to ważny krok do nawiązania ze sobą innej, lepszej relacji. I często w ten sposób objawiają się efekty leczenia: podczas głębokiego słuchania w trakcie terapii czaszkowo-krzyżowej stajemy się uważniejsi na sygnały z ciała, na to w jakim stanie ono się znajduje, jesteśmy w stanie wyłapać subtelności tych komunikatów i je odpowiednio zinterpretować. To tak jakbyśmy próbowali rozmawiać z kimś, kto chce nam przekazać coś bardzo ważnego, a kogo języka, jakim się posługuje, nie rozumiemy. Jak wiele napięcia znika i jak bardzo zmienia się taka relacja, gdy zaczynamy stopniowo uzmysławiać sobie i przyjmować przekazywane nam informacje. W efekcie będziemy potrafili wyłapać znaki ostrzegawcze na wcześniejszym etapie i podjąć stosowne działania, zanim ciało zacznie do nas krzyczeć i serwować nam znacznie bardziej dobitne, czy też bolesne objawy.
Mam wiele przykładów ze swojej praktyki jako terapeutka, gdzie klienci pojawiający się u mnie kilkukrotnie potwierdzają, że ich uważność na siebie, na to co ich w życiu spotyka oraz na ich reakcje na rzeczywistość jest na innym poziomie. Takim, który realnie wpływa na jakość ich życia.
Przypadek Kasi pokazuje wyraźnie wpływ cranio na jej codzienność: Kasia jest czterdziestoletnią kobietą, pracuje w średniej wielkości firmie, przyszła do mnie z bólem pleców w odcinku piersiowym, spięciami w okolicy karku i problemami z zasypianiem. Na pierwszej sesji dużo mówiła, głównie były to historie z jej codziennego życia, co w pracy, o relacjach między nią a współpracownikami, o tym że “wszystko często spada na jej głowę i ona musi zajmować się tematami, które powinny być podzielone na trzy osoby w zespole”. Po pierwszej sesji nie dzieliła się szczególnie wylewnie wrażeniami, ale za moją zachętą i dopytaniem o wrażenia z ciała, powiedziała że zaskoczona jest tym, że czuła też inne rzeczy poza bólem pleców i że nie pamięta kiedy w zasadzie ostatnio zastanawiała się i czuła, że ma ciało w innym kontekście niż takim, że jest ono źródłem różnych dyskomfortów. Leżąc na stole przez 40 minut podczas sesji pozwoliła sobie na odbiór neutralnych odczuć, a momentami czuła przyjemne rozluźnienie w nogach i ramionach. Na kolejnej sesji powrócił temat nadmiaru obowiązków w pracy. Rozpoczęłam więc sesję zaproszeniem Kasi do skierowania uwagi na swoje ciało, zachęciłam do sprawdzenia, jak odbiera ona jego granice, jak czuje, gdzie ono się kończy, gdzie ona się kończy, aby zwróciła uwagę jak czuje, że ta granica przebiega, czy jest to precyzyjny obrys ciała, czy raczej tylko człowiekopodobny, bardziej rozmyty kształt. Na pytanie, czy jej granice są cienkie, czy grube, Kasia powiedziała, że raczej cienkie, wręcz półprzezroczyste. Tak więc przez kolejne dwie sesje na powierzchni aktualny był ten temat jej granic. Na piątej sesji z zadowoleniem i dumą w głosie oznajmiła, że przy podziale zadań, nie wzięła nadmiarowej ilości obowiązków na siebie, że zostawiła większą część pracy pozostałym dwóm osobom. Od takich zmian, od takich “pierwszych kroków” może zacząć się znacząca przemiana i ważna podróż ku zdrowszemu funkcjonowaniu w rzeczywistości.
Temat oczywiście jest złożony i wielowątkowy, ale nie da się zaprzeczyć, że dbanie o rozwijanie kontaktu ze swoim ciałem wpływa na doświadczanie życia pełniej, zdrowiej i w odpowiedzialności za to, czego doświadczamy.
Teoria Poliwagalna, Psychoterapia Sensoryczno-Motoryczna, Somatic IFS, Somatic Experiencing, praca z oddechem, Terapia Tańcem i Ruchem, Metoda Feldenkraisa, oraz Analiza Bioenergetyczna Lowena, to najbardziej znane podejścia, które oferują szereg technik i perspektyw pracy z klientem i mogą wspierać proces zdrowienia. Zalicza się też do nich BTCK. Trudno jest już, mając dostępny taki wachlarz skutecznych metod zorientowanych na ciało, ignorować jego znaczenie i to, że powinno być brane pod uwagę w leczeniu. Uzdrawianie traumy może wyglądać inaczej u każdego klienta; ktoś może lepiej reagować na pewne metody niż inne, bądź dana metoda może być bardziej lub mniej skuteczna w różnym dla klienta czasie. Ważne, aby mieć na uwadze, że powrót do ciała jest i powinien być indywidualnym pomysłem, wynikiem prób, błędów i objawień konkretnego człowieka. To nie jednorazowy “akt powrotu”, tylko wymagający często sporego wysiłku i dużo cierpliwości, pełen przestojów proces, praktyka, w której łączą się bardzo różne wątki. BTCK z powodzeniem może znaleźć się w tej podróży powrotu do ciała i skutecznie go wspierać.
Barbara Rutkowska
Bibliografia
- Michael Kern, Mądrość Ciała
- Bessel’a van der Kolk, “Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy”
- L. Grzesiuk, H. Suszek, “Psychoterapia. Szkoły i metody, Podręcznik Akademicki”
- Alexander Lowen, “Depresja i Ciało”
- Daniel Siegal, “Psychowzroczność”
- Daniel Siegal, “The Mindful Therapist”
- Richard Gilchrist, “Podstawy Terapii Czaszkowo-Krzyżowej”
- Margaret Atwood, “The Blind Assassin”
- S. McConnell, “Terapia Somatyczna Systemu Wewnętrznej Rodziny – Somatic IFS”
- M. Bond, “Mandala Świadomości Ciała”
- Bill Bryson, “Ciało”